10 myśli o dziecku

Nie tak łatwo napisać tekst o dziecku. Mnie na początku nie wyszedł. To znaczy wyszedł, ale nie był o tej osobie, o której być powinien. Był o rodzicielstwie, o uczuciach, o MNIE, o okołodzieciowych tematach. Ale nie o DZIECKU. W niektórych zdaniach było ono zupełnie nieobecne. Myślę, że to trochę znamienne dla dyskursu o dzieciach.

 

Napisałam zatem nowy tekst, aby był o osobie, której ma dotyczyć. Trzeba pamiętać, że dzieci to są osoby. Nie zjawisko, nie kategoria na blogu. Podmioty, nie przedmioty. 

Tego wszystkim dzieciom życzę. Bycia dla rodziców człowiekiem.  

Myślałam, że wszystkie nasze zabawki będą organiczne, drewniane i gustowne, pasujące do wystroju mieszkania. W mojej głowie miały być dla mnie. Koniec końców zabawki są obrzydliwe, im obrzydliwsze, tym więcej radości sprawiają. A i tak największym przebojem jest opakowanie po “Jeżykach”. Córka bawiła się nim przez godzinę. Na liście zakupów następny jest koc termoizolacyjny, to jej ulubiona rzecz na świecie. 

Nadawanie imion noworodkom jest bez sensu. Powinno się z tym poczekać przynajmniej kilka miesięcy, żeby poznać ich charakter i żeby imię samo do nich przylgnęło. Nazwaliśmy dziecko Iona i to ma w papierach, ale teraz wiemy, że tak naprawdę nazywa się Toćka. 

Malutkie dzieci są szczęściarzami, bo najważniejszym zadaniem pierwszych miesięcy ich życia jest jedzenie i spanie, a kiedy przybierają na wadze, wszyscy się cieszą. Czyż nie jest to idealna wizja życia dla każdego z nas? Zwłaszcza w poniedziałki, po weekendzie z kocem i pizzą.

(chyba znów zbyt zbaczam w stronę dorosłych ideałów)

W szkole podczas omawiania “Trenów” wmawiano nam, że Kochanowski idealizował małą Urszulkę i jej talenty. Obecnie wcale nie jestem tego taka pewna. Z punktu widzenia osoby postronnej mogło to tak wyglądać, ale myślę, że Kochanowski mógł być przekonany, że pisze świętą prawdę. 

Mam pewne przypuszczenia jaką osobą będzie moja córka. Planuję je spisać i pokazać za kilkanaście lat, niczym domorosły Nostradamus chełpić się spełnieniem przepowiedni. Bo matka ma zawsze rację! Chyba, że się nie spełni, to wtedy udam, że żadnych zapisków nie ma…

Nie ważne ile czasu spędzisz na makijażach, dobieraniu do siebie ubrań, układaniu włosów. Dziecko nawet z kupą w majtkach wygląda bardziej słodko niż Ty i wszyscy i tak będą się zachwycać właśnie nim. Nawet jeśli nieszczerze. 

Wciąż nie lubię dzieci. Tylko swoje lubię. Większość czasu…No, przynajmniej dużą część czasu. 

Uśmiech nie wynagradza wszystkiego. Uśmiech jest ewolucyjnym narzędziem, które pozwala małemu gamoniowi przetrwać, kiedy naprawdę ostro przesadza. Kiedy masz ochotę wsadzić go do okna życia, to uśmiechnie się i jakoś tak robi się żal. Ale nie, nie jesteśmy kwita. Nie liczę, że kiedyś będziemy. Niech będzie, moja strata. 

Jednocześnie jestem zachwycona i przerażona tym, ile osób widzę w twarzy córki. Kiedy się krzywi, wygląda jak mój zmarły wujek, kiedy jest zdziwiona, przypomina mi dziadka, którego znałam tylko ze zdjęć, ma wydęte usteczka babci, która odeszła siedem miesięcy przed jej urodzeniem. Kiedy się śmieje, wygląda jak siostra męża, a kiedy myśli – jak mój mąż. Jest genetycznym kociołkiem, układanką, a zarazem indywidualnością. 

Dziecko nie jest dla Ciebie. Masz je na chwilę jako towarzysza, którego musisz nauczyć poruszania się w świecie. Tylko tyle i aż tyle. 

Loading..