Czy można być grubym i nosić bikini? 

Przez internet przetaczają się raz po razie aferki z fit influencerkami, które zbawianie świata zaczynają, jak to bywa, od innych, a nie od siebie. Ciężko mi już nawet te aferki rozróżnić. Chodakowska zaglądała najpierw ludziom w sklepie do koszyków, kto inny potem pisała, żeby po prostu, po ludzku nie żreć, a ostatnio telewizyjna stylistka oceniała nawał tłuszczu na plaży. Codziennie ktoś próbuje kręcić swój interes na sprawianiu, że ktoś inny czuje się źle.

No i wiecie, tak sobie rozmyślam nad życiem. Ogólnie to wiadomo, jak chyba każdy chciałabym być chuda, wysoka i wysportowana, a jestem jaka jestem. Jak większość z nas. Zwyczajna. Bo mi się nie chce być inną, a jak już mi się chce, to są inne powody, które mi przeszkadzają. Rozumiem jednak osoby, dla których ich ciało jest jedną z wyższych życiowych wartości i chcą je rzeźbić. Naprawdę rozumiem i nawet nie uważam, że czytanie książki czy spacer z rodziną jest bardziej wartościowe od rzeźbienia siebie. Zupełnie nie. Naprawdę to wszystko rozumiem. No, prawie wszystko. Nie rozumiem postawy życiowej, która każe zastanawiać się nad wyborami mijanych w sklepie osób. Ani tych mijanych na plaży. Nie rozumiem postawy życiowej, która zakłada, że wszystko co mam do powiedzenia musi być zwerbalizowane. Nie znam luksusu posiadania mentalnych mocy przerobowych, żeby myśleć o wszystkich sprawach, o których trzeba myśleć na co dzień i jeszcze do tego zastanawiać się nad obcymi przechodniami w celu oceny ich życia. A może właśnie znam jeszcze większy luksus, luksus ostateczny, który Anglosasi zwą dumnie “minding my own business”?

Czy mnie się podoba gruba osoba w bikini? Bo ja wiem…Jedna pewnie wygląda lepiej, inna gorzej. Kwestia osoby, kwestia bikini. Kwestia co kto uważa za grube. Mnie tam bikini w ogóle podoba się tak sobie jako idea. Sama się sobie w nim nie podobam. Ale jak ktoś lubi, to co mi tam. Czy chuda osoba wygląda w bikini lepiej niż gruba? Raczej tak. Ale co mnie to do cholery jasnej obchodzi? A nawet jeśli obchodzi, nawet jeśli nie spodoba mi się, czy muszę patrzeć? Czy ktoś łapie mnie, siłą trzyma i smaga tym grubym, chudym, jakimkolwiek ciałem w bikini po twarzy? Bikini to bikini, ciało to ciało, po co drążyć temat? Mnie osobiście nie podobają się kobiety z fryzurą na wczesną Mandarynę, ze zrobionymi sztucznie ustami i wszędobylskie podróbki Kim Kardashian. Ba, nie podoba mi się nawet oryginalna Kim. Ani stylizacje Kasi Tusk. Ani połowa blogów i blogerów, a także jakieś 75% instagramerów. 

No i co z tego? 

Popatrzę na tych, co mi się podobają. Innych zignoruję. Sama nie jestem jakaś super hiper. Na pewno nie na takim poziomie, żeby zadręczać kogoś moją niepochlebną opinią o nim. Ani intelektualnie, ani fizycznie. Mam pociążowy brzuch, płaski tyłek i nos jak hamulec ręczny. Taki, z jakiego w “Przyjaciołach” śmiała się nasza wesoła paczka, oglądając nagrania i zdjęcia z przeszłości Rachel. Jeśli mam być wredną i cyniczną osobą, to w “Przyjaciołach” nos Rachel jest akurat jednym z mniej istotnych powodów do wyszydzania postaci, które się w serialu pojawiają. Ale nie chcę być wredną osobą. Zresztą, kiedy ktoś jest super i hiper, to zwykle nie skupia się na patrzeniu, jak to świat wokół jest mniej fajny od niego. Nie poznałam jeszcze człowieka sukcesu, ale takiego wiecie, prawdziwego, a nie coucha, który skupiałby się na ciętym ocenianiu otoczenia. 

Jak to w ogóle jest, że te influencerki i inne celebrytki zaglądają ludziom do koszyków w sklepie, bo chcą ratować ich dzieci przed grubością, albo wydają rozporządzenia jak kto ma się ubierać na plażę, a już jakoś mniej upominają za dawanie “klapsów”, rasizm, przemoc domową czy inne takie heheszki? Skoro już chcemy zbawiać świat i ratować ludzi przed nimi samymi, to może zachowajmy decorum i zajmijmy się jakkolwiek istotnymi sprawami. Każdy wygląda lepiej od osoby patrzącej z góry na innych. 

Loading..