Rondo terapeutyczne 

Kiedy myślisz, że wychodzisz już na prostą, właściwie czujesz się świetnie, więc czas skończyć terapię i nagle dostajesz w twarz. 

Kiedy zaczynasz w końcu mówić o rzeczach, które sprawiają, że po policzkach ciekną łzy.  Myślisz, że to w zasadzie te same rzeczy, o których mówiłaś już tyle razy, prawie za każdym razem, przecież musiałam mówić o tym tydzień, miesiąc temu. Musiałam, prawda?

Lecz nie.

Kiedy wiesz, że wszystkie problemy są tak naprawdę wyimaginowane, zapewne nawet nie tak poważne, ale nie znaczy to wcale, że nie bolą.

Kiedy zdajesz sobie sprawę, że źródłem wszelkich niepowodzeń w życiu jesteś sobie sama, ale jesteś wypadkową osób i czynników, nad którymi nigdy nie miałaś żadnej kontroli i z których wielu wciąż nie rozumiesz lub nie dostrzegasz. 

Kiedy jesteś sobą, ale nie do końca rozumiesz z kim masz do czynienia. 

Kiedy słuchasz tego co mówisz i wydajesz się sobie obcą osobą. 

Kiedy całe Twoje znajome życie, takie zwykłe i proste, okazuje się skomplikowanym labiryntem, gmatwaniną, którą ciężko rozplątać. 

Kiedy wystarczyłoby wziąć się w garść, żeby było dobrze, ale to jest jedna jedyna rzecz, której nie umiesz zrobić. 

Kiedy wiesz, że swemu szczęściu stoisz na przeszkodzie tylko Ty. 

Kiedy następnego dnia dochodzisz do siebie i myślisz, że wychodzisz już na prostą, właściwie czujesz się świetnie, więc czas skończyć terapię…

Wszystko toczy się kołem. Powraca cyklicznie jak w jakimś niemieckim serialu na Neflixie.  Im bardziej nie chcę być częścią kolejnego okrążenia, tym bardziej prawdopodobne, że przede mną jeszcze wiele okrążeń. 

Fajne byłoby być “normalną”. 

| zdjęcie: Kat Terek Photography |

PS Torebka ze zdjęcia to ręcznej roboty prezent od SempreArte

Loading..