• w kultura
  • w dniu

Joker – film mocny i trafny, ale…

Są filmy, po których wychodzi się z kina roztrzęsionym. W przypadku kina jestem wybredna i nie jest to efekt, który zdarza się często. Udaje się to raz na jakiś czas, na przykład takim obrazom jak Wierny Ogrodnik czy Vice. Joker również dał radę. 

Co nie znaczy, że jest to automatycznie film dobry. 

Szłam do kina oczekując kontrowersji, wizji świata, pod którą nie będę mogła się podpisać, fetyszyzacji incelstwa i temu podobnych klimatów. Nie do końca to dostałam. Dostałam dość celną diagnozę tego co jest nie tak ze społeczeństwem. Diagnozę nieprzyjemną i przygnębiającą. Prawdziwą – stąd to roztrzęsienie. Można się kłócić czy to diagnoza ciągnąca się i nudna. Ja się nie nudziłam, czytam, że wiele osób owszem. Kwestia gustu. 

Historia jest prosta i ciężko tu mówić o spoilerach, bo wiadomo dokładnie jak się skończy. Joker z punktu A, w którym jest człowiekiem z zaburzeniami psychicznymi, opiekującym się chorą matką i regularnie katowanym przez przypadkowe osoby, trafia do punktu B, w którym staje się mordercą i znanym nam złoczyńcą. A co pomiędzy?

Trochę mięsa świeżego oraz pysznego i trochę takiego, do którego nie mam ochoty się zbliżać.  

Film porusza mnóstwo tematów, które trawią kraje pierwszego świata w XXI wieku i o których chciałabym słuchać, czytać i oglądać na okrągło. Tematy, które powinny zaprzątać nam głowę codziennie, przynajmniej tak samo jak kryzys klimatyczny. Lecimy? Joker jest w całej swojej rozciągłości krytyką kapitalizmu i systemów społecznych tworzących się wokół niego. Traktuje o eksploatacji klasy robotniczej i tym, że życie różnych osób ma zupełnie różną wartość, nie dlatego, że ktoś jest szczególnie przyjemnym człowiekiem, a dlatego,że ma pieniądze i pozycję społeczną. Wskazuje palcem pogardę elit i obrzydliwy spin, który problemy społeczne wykorzystuje do umacniania jej pozycji i władzy. Pokazuje bezsens powszechnego dostępu do broni. Ukazuje, że śmierć to tylko kolejny news w rzece contentu. Każe nam przejrzeć się w lustrze i zobaczyć, że streaming pogardy ma się dobrze, bo go kochamy. Bo nawet jeśli patrzymy w oczy szaleńca, to ignorujemy go. Nobody is civil anymore, pada z ust tytułowej postaci. Obraz piętnuje cięcia wydatków socjalnych i słabość opieki medycznej dla tych, którym się nie wiedzie, oraz systemową apatię, która jest ich wynikiem. Bo było mnóstwo momentów, w których bohater mógł zostać uratowany. Mnóstwo okazji do wstrzymania przemocy, która zrodziła przemoc. Gdyby tylko komuś w którymś momencie zechciało się zrobić to co należało. Gdyby tylko komuś w którymś momencie chciało się chcieć…

To są wszystko świetne tematy, czyż nie? No więc film powinien być świetny, prawda?

UWAGA SPOILER

Nie do końca prawda. Szokujący moment zabójstwa na wizji jest przytępiony brakiem realnego przekazu. Rewolucja, która rodzi się w filmie, nie ma nic do powiedzenia. Jest jedynie ukierunkowaniem społecznej energii i gniewu. Brak opowiedzenia się za jakąkolwiek polityką sprawia, że film jest dla wszystkich. Czyli dla nikogo. Osobiście uznaję to za tchórzostwo twórców. To film, który sprowadza nas na emocjonalne i społeczne dno, żeby koniec końców nikogo nie obrazić. Żeby przypadkiem urażony nie poczuł się ani prawicowy chłopiec narodowiec, ani lewicowy aktywista. Ani republikanin, ani demokrata. Bogaty albo biedny. 

Czy to film niebezpieczny? 

Zależy kto i jak go czyta. Jeśli ktoś zechce używać go do usprawiedliwiania przemocy, to pewnie jest niebezpieczny, ale do usprawiedliwiania przemocy używa się już takiej ilości argumentów, że jeden film w tę czy we w tę chyba nie zrobi wielkiej różnicy.  

UWAGA SPOILER

Mnie za to wydaje się, że pokazanie odstawienia leków jako drogi do zainicjowania zamieszek w wielkiej metropolii jest…hmm…moralnie słabe? Potencjalnie stygmatyzujące osoby, które potrzebują leków do codziennej normalnej egzystencji? Dopóki Joker bierze leki, zamiast czarnym charakterem jest nieudacznikiem, którego czyny możemy jeszcze jakoś usprawiedliwić. W momencie gdy z nimi kończy, budzi się potwór. Charyzmatyczny potwór. Mam z tym motywem problem. 

Skoro już jesteśmy w temacie leków, Joker oferuje diagnozę bez recepty. Nic z niego nie wynika. Wytyka palcem, jakie złe jest to społeczeństwo, które tworzy głównego antybohatera i jak wszelkie dobro pochodzi jedynie od ofiar tego społeczeństwa (jedyne pozytywne postaci, którym nie mamy nic do zarzucenia, to napastowana dziewczyna w metrze, czarne kobiety, czarny urzędnik i karzeł).

I co z tego? I nic. Dobro nie ma żadnej szansy. Nie dostaje żadnej wskazówki, żadnego pomysłu, żadnego podsumowania. W Gotham nie ma szansy na jakiekolwiek wnioski. Gotham zmierza donikąd.

I teraz pytanie. Czy film hollywoodzki może nam taką receptę dać? To świetnie, że fabryka snów widzi co w społeczeństwie piszczy, ale nie oszukujmy się, stoi po stronie Wayne’a i białych bogatych chłopców, nie osób takich jak Joker. Twórcy, choć bystrzy i z niezłym zmysłem obserwacji, nie są bardziej wywrotowi niż Charles Dickens. Czy mnie to dziwi? Nieszczególnie. Bo czy recepta na wygraną z kapitalizmem i nierównościami społecznymi nie byłaby przypadkiem kręceniem na siebie bicza? 

Pozostawię Was z tym pytaniem. 

W skrócie?

Warto obejrzeć. Bo daje w kość i jest przepięknie nakręcony, z ujęciami wręcz malarskimi. Ale to nie jest film tak ważny i dobry, jak myśli, że jest. 

Loading..