Już nie mogę wszystkiego

Kiedy byliśmy mali, świat stał przed nami otworem. Mogliśmy wszystko. Z biegiem lat okazywało się, że to wszystko to może jednak wszystko w moim mieście, albo wszystko na tym osiedlu. Jedni zrobili wiele w takim czy innym kierunku, inni zupełnie niewiele, ale nie tak wyobrażałam sobie nasze WSZYSTKO. W zasadzie nie wiem jak. Myślałam, że któregoś dnia WSZYSTKO stanie się oczywiste i WSZYSTKO zrozumiem. Wciąż nie rozumiem. 

Mogę bardzo dużo. Ale nie wszystko. Nie będę już kimkolwiek sobie wymarzę, bo będę musiała wybrać. Nawet jeśli od dzisiaj zrobiłabym wszystko co po ludzku możliwe, żeby zostać kosmonautką, to nie zostałabym już projektantką mody. Albo podróżniczką. Albo wirtuozką skrzypiec. Albo malarką. Z każdym dniem, miesiącem i rokiem spada prawdopodobieństwo, że będę czymkolwiek. A wciąż nie umiem się zdecydować czego chcę. 

Mogę zmienić swoje życie o 180 stopni i poświęcić wszystko jakiemuś marzeniu. Nie mam jednak tego marzenia i nawet jeśli spotkają mnie dobre i miłe rzeczy, to pewnie w wygodnych i spokojnych ramach. Życie to rzeczywiście coś, co zdarza się zupełnie obok wszelkich planów i założeń. Mam wrażenie, że to gdzie jestem w świecie pochodzi zupełnie spoza mnie. Że płynę niesiona przez prąd. Ten prąd jest miły, ale zupełnie przypadkowy. Chyba sobie z nim radzę, ale nie kieruję nim. 

Mogę dużo. Ale nie mogę wszystkiego. Nie dam rady przeczytać wszystkich ciekawych książek. Nie będę mówić wszystkimi językami, które uważam za piękne. Nie obejrzę wszystkich dobrych filmów i seriali. Nawet jeśli poznam wszystkie sztuki Shakespeara i wszystkie opery, to czy przeczytam całą poezję świata? Czy zrobię wszystkie doktoraty, które wydają mi się pasjonujące? Moja półka pełna jest świetnych pozycji, których nie otworzyłam. Moja lista na Netflixie i Amazonie jest listą światowej klasy. Sama siebie za nią podziwiam. Półki i listy trwają, niczym wyrzut sumienia. A przecież jest jeszcze to opowiadanie, którego nie skończyłam pisać. Ten niezaczęty zbiór bajek. I moja powieść…

Wszystko z dnia na dzień robi się coraz mniejsze. Chociaż wiem, że mam być za co wdzięczna, chociaż wiem, że jestem uprzywilejowana i mam dobre życie, to w tym ogromie możliwości, który stoi przede mną otworem, ale nigdy nie będzie mój w całości, jest coś niepokojącego. To coś nazywa się chyba dorosłość i przemijanie. 

Wieczorową porą, z pozycji pod kocem na swojej wygodnej kanapie, z kubkiem ciepłej herbaty w ręku, zastanawiam się jaki jest mój następny ruch.

Loading..