IMG_5655
Riennahera

Riennahera

Stare dobre czasy są tu i teraz

Mam ponad trzydzieści lat i wciąż czuję się niedorosła. Wciąż myślę, że nadejdzie czas, kiedy spoważnieję i zrozumiem. Kiedy przestanę żyć przeszłością i przyszłością. Zacznę żyć tu i teraz. 

Wciąż wydaje mi się, że mam mniej lat niż mam. 

Wciąż żyję mieszkaniem babci na gdańskiej Oruni.

Leżeniem podczas choroby, chyba ospy, na rozłożonej wersalce w dużym pokoju, pod wielką puchową kołdrą. Na zewnątrz zima, taka ze śniegiem, widzę go przez okno, leżącego na skarpie. Babcia wietrzy i lodowate powietrze wdziera się do pokoju, przykrywam się po samą szyję. Czytam książkę “Narzeczony z morza” albo oglądam telewizję na odbiorniku Blaupunkt. Spoglądam na porcelanowego konia, na metalową puszę z dziewczynką i pieskiem. W pokoju obok są komplety rosyjskich zapałek, na każdym opakowaniu jest ilustracja z innej bajki. Wieczorem babcia włączy lampę z widokami z Moskwy. W środku kręci się kolorowa folia, tło pod wyciętymi w metalu widokami zmienia się. Następnego dnia może pójdziemy do wypożyczalni VHS. Sprawdzimy czy wszystko w porządku z garażem. 

Babcia umarła dwa lata temu. Mieszkanie sprzedała pod koniec lat dziewięćdziesiątych. 

Wciąż żyję gimnazjum. 

Kółkiem plastycznym. Oazą. Pierwszymi miłościami. Chodzeniem po kryjomu do lasu na pierwsze piwo. Tym, że Hanka była przez rok moją najlepszą koleżanką, słuchałam pożyczonej od niej Pidżamy Porno. Grałam z chłopakami w Magic The Gathering i przed lekcjami zmieniałam w szatni glany na trampki. Miałam czas na wszystko. Za dużo czasu. Czas na gapienie się w sufit i na chodzenie po łące z psem. Czas na spanie w dzień i czytanie po nocach. Nie wiem jakim cudem ten czas rozciągał się w nieskończoność.

Wciąż żyję liceum.

Byciem bardzo głęboką i bardzo natchnioną dziewczyną w bardzo dziwnych ubraniach. Tym jak z inną Hanką, też moją najlepszą koleżanką, jeździłyśmy razem autobusem i rozmawiałyśmy o chmurach i rybkach akwariowych. Wagarami, które były przynajmniej tak samo ważne jak lekcje. Często ważniejsze. Lasami. Emocjami. Bardzo intensywnymi emocjami. Nigdy później emocje nie były już tym samym. Przyjaciółmi i dramatami z nimi związanymi, nawet jeśli były bez sensu. Najlepszymi wakacjami. Lato po maturze jest dla mnie namacalnie żywe.

Wciąż żyję studiami.

Szkocją. Moją bandą braci – Mattem, Philem, Benzo, Garym i Scottem. Kręceniem głupich filmów o zombie. Tym, że Madeleine miała najpiękniejsze włosy na świecie. Kolejnymi mieszkaniami, kolejnymi esejami, kolejnymi przedmiotami. Zapachem biblioteki i tym, że miała dwanaście pięter. Leżeniem przez cały dzień w łóżku z serialem i książkami. Czwartkowymi imprezami i piątkowym kacem na zajęciach o nieludzkiej dziewiątej rano. Tym, że musiałam liczyć ile wydaję na jedzenie i czy na pewno jest to lepsze niż sukienka z Primarka. Długimi godzinami w uczelnianym studiu telewizyjnym. Wyprawami na festiwale studenckie. Podróżą vanem oblanym sztuczną krwią. Tym, że cały mój pokój zawalony był książkami o filmie o historii, piętrzyły się w wieże i przewracały. Jeżdżeniem między Glasgow i Edynburgiem. Jeżdżeniem między Glasgow i Surrey. Wtedy pokochałam pociągi.

Wciąż żyję Woking.

Światłem nad kanałem, który był najgorszy i najlepszy. Kawą w papierowym kubku z pingwinem i pociągami o czerwonych siedzeniach. McDonaldem pod oknami i tanim pubem w weekendy. Wyprawami do Guildford. Nienawidziłam Woking, a teraz i tak nim żyję. 

Wciąż żyję pierwszą pracą w Londynie.

Tym, gdzie chodziłam na spacer w Boże Narodzenie i gdzie w weekendy jadaliśmy śniadanie. Jaki mieliśmy dywan i jak w piątki chodziliśmy z szefem na piwo. I wino. Galami nagród dla sklepów spożywczych i delegacjami, które były najgorsze i najlepsze. Godzinami spędzonymi w pociągach. Tym momentem, gdy mój team był dla mnie jak rodzina. I jak poszliśmy w godzinach pracy na łyżwy. 

Chciałabym mieć znowu 14, 17, 20, 25, 27 lat i móc podjąć wszystkie decyzje od nowa. Nawet jeśli byłyby to te same decyzje. Pewnie w zdecydowanej większości by były. Albo po prostu leżeć na trawie na poligonie, na Fortach, w lesie i patrzeć się w niebo i roztopić się w tym momencie i przestać istnieć kiedykolwiek później. Chcę pisać klasówki, grać na gitarze i myśleć, że mam całe życie przed sobą. Myśleć o tej niewiadomej. 

Wciąż żyję kiedy indziej. Wiem, że stare dobre czasy zawsze dzieją się tu i teraz. Wiem, że za kilka lat będę chciała być tu gdzie jestem dzisiaj. Zawsze to wiem. Nigdy tego nie czuję.  

Orientuję się dopiero po fakcie. 

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

13 thoughts on “Stare dobre czasy są tu i teraz”

  1. Z sześcioma ostatnimi zdaniami utożsamiam się w stu procentach.

    Ale do gimnazjum czy liceum nie chciałabym wracać. Nie tęsknię za tymi przesadnie silnymi emocjami i poczuciem, że każda kolejna wielka tragedia jest największa na świecie 😉

  2. Czytałam ten tekst już trzy razy i pewnie przeczytam jeszcze kilkukrotnie. Ja zawsze nazywałam to tęsknieniem.. Obsesyjnym tęsknieniem do wszystkiego lub marzeniem o pewnych rzeczach mających mieć miejsce w przyszłości, które gdy przychodziły, wcale nie były już tak ekscytujące. Okazuje się, że można tęsknić za prawie wszystkim i żyć rzeczami, które wcale nie były takie wspaniałe (tak jak Twoje Woking), a w dodatku w danym momencie nie przeżywało się ich wcale tak mocno.
    Czasem chciałabym się cofnąć do wielu sytuacji, wydarzeń, przeżyć je jeszcze raz i wtedy zapamiętać więcej szczegółów, bardziej się na tym wszystkim skupić, więcej wycisnąć z tych chwil.. Ale jestem pewna, że to wcale by nie zadziałało. Kwintesencja tkwi w tym, co przychodzi później i prawdopodobnie nie da się tego niczym zastąpić. Też to wszystko wiem i też nie mogę przestać.
    Dziękuję za ten wpis!

  3. Pięknie i mądrze napisane. Żyć tu i teraz, to w zasadzie jedyna recepta na szczęście. Tyle, że wbrew pozorom jest to chyba najtrudniejsza sprawa na świecie

  4. hmmmmm też tak miałam. Pamiętam swój pierwszy kryzys, miałam może z 10 lat, kiedy zorientowałam się, że czas upływa, że wszystko się zmienia, że to proces, że to nie wróci, że nawet jak wróci to już nie będzie to samo. Minęło w którymś momencie, nie potrafię wskazać w którym, czasami wraca, ale już z inną świadomością. Tobie też tego życzę 🙂

  5. Pięknie to opisałaś! Tyle tu emocji. Wiem o czym mówisz, czasem gdy jadę w podróż i czuje, że jest tak pięknie, że aż tracę kontrole nad tym co widzę, lub na festiwalu gdy pochłania mnie życie – mówię do siebie w myślach :”To ten moment , zapamiętaj go bo do tej chwili będziesz wracać”. To działa, później przeczytałam, że nazywa się to autoprogramowaniem wspomnień i pozwala zapamietywac szczesliwe momenty na dłużej. Fajnie o tym w „sztuce tworzenia wspomnień” pisał Mike Wiking ( tam się dowiedziałam, ze moje praktyki mają nazwę). To niezwykle wazne by uczyc sie uważność i radości z tych codziennych momentów.

  6. Bardzo poruszający wpis. Mam 25 lat i mam tak samo, i zawsze zastanawiam się, czy kiedyś to się zmieni, czy kiedyś nie będę mogła już w sekundę przenieść się w tak bardzo żywe i niemal synestezyjnie przepełnione różnego rodzaju wrażeniami wspomnienie. Tak namacalne mimo upływu lat. Czasem dobra pamięć jest przekleństwem, a w połączeniu z dużą wrażliwością już na pewno. Nieodmiennie wzruszam się kiedy wróci do mnie wspomnienie dotyku rąk mojej prababci o cienkiej, pergaminowej skórze (we wspomnieniu mam 6 lat, ona 89), która ukrywa w dłoniach srebrną kulkę z papierka od czekoladki i mówi żebym zgadła, w której jest dłoni. Kilka lat później jej już nie ma, a ja płaczę mówiąc mamie, że najgorsze jest to, że niedługo zapomnę jej głos. I kolejny błysk flesza, parę lat później stoję na działce moich dziadków w środku nocy i przytulam się do starej bluzy mojej mamy wiszącej niezmiennie na bieliźnianym sznurze, bardzo tęsknię, bo jestem tam bez rodziców, a z samymi dziadkami już drugi tydzień. Każdego z tych wspomnień mogę niemal dotknąć i muszę być bardzo uważna żeby nie utonąć w nich na zbyt długo, bo lawina emocji mogłaby mnie przygnieść. Przeczytałam w komentarzach, że ktoś takie uczucie nazywa tęsknieniem, ja może mam trochę bardziej ponure podejście, bo nazywam je w swojej głowie rodzajem żałoby. Czymś bardzo pięknym, ale jednak przejmująco smutnym.

  7. Gabriela Buś

    Chciałabym cofnąć czas, ale tylko po to by poznać wcześniej siostrę i nie pożyczyć pieniędzy mojej wielkiej minionej miłości .-.
    Tak poza tym to nie żyję przeszłością, ew stresem i złością z przeszłości .-.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry