grogu2
Riennahera

Riennahera

Co mają nam jeszcze do zaproponowania Jedi?

Piszę to z perspektywy osoby, która nie jest co prawda gwiezdnowojnologiem ani największą fanką na świecie, ale mam z tym uniwersum głęboką i wieloletnią relację.  Gwiezdne Wojny to pierwszy film jaki pamiętam z dzieciństwa. Przez całe dzieciństwo i okres dojrzewania były dla mnie jednym z czołowych fikcyjnych światów w moim życiu. Chciałam zostać Jedi jak dorosnę. Kochałam się w Hanie Solo. Czytałam książki  z Expanded Universe. Zbierałam tazoki. Na studiach kręciłam parodie. Nie znam całego wszechświata na wyrywki, ale znam go dobrze. Lepiej niż przeciętny człowiek. 

Tutaj dochodzimy do indywidualnych preferencji, z którymi nie każdy musi się zgodzić. Otóż Disney złamał mi serce. Przez Disneya przestałam Gwiezdne Wojny kochać i ubóstwiać. Nie powiem, wieści o romansie Forda z Carrie Fisher też wprowadziły element niesmaku, niemniej to Disney mnie przeturlał. Nie, nie lubię Kylo Rena, a moja ulubiona postać z najnowszej trylogii (Hux) została okropnie zmarnowana. Kiedy myśleliśmy, że Epizody I-III były nie najwyższych lotów, Disney wszedł cały na biało i pokazał jak bardzo się myliliśmy. 

I w świetle tego wszystkiego, co do tej pory napisałam, w pełni władz umysłowych mówię – weźcie mi się zabierajce z tymi Dżedajami. 

Na disnejowskiej mapie rozpaczy widnieją dwa jasne punkty. Rogue One i The Mandalorian. 

Obie produkcje robią coś, na co czekałam od lat. Pokazują co działo się dawno, dawno temu w odległej galaktyce z perspektywy szerszej niż wąska grupka Skywalkerów i zakon Jedi. Są nowym smakiem, czymś, czego jeszcze nie znam i czego nie potrafię sobie odmówić. 

I wtedy cali na biało wchodzą do akcji Jedi. Tak, wiem, już czytałam dyskusje w internecie, że Ahsoka Tano nie jest stuprocentowym i pełnoprawnym Jedi, ale do tego trzeba oczywiście znać mnóstwo pobocznych materiałów, o istnieniu których nie wiedziałam, zanim nie poszukałam ich w wyszukiwarce. Być może totalnie nie mam racji, ale jeśli Ahsoka nie jest zupełnie pełnoprawnym Jedi, to Luke Skywalker też nie powinien nim być, ale darujmy sobie tę dyskusję. Ja mam małe dziecko, obiad do zrobienia, książkę do napisania, nie mam aż tyle czasu na siedzenie na wookiepediach. 

UWAGA SPOILER

Po zapoznaniu się z baby Yodą, zwanym też Grogu, Ahsoka uznaje, że nie może go trenować bo czuje w nim strach. Ponieważ jest przywiązany do Mandaloriana. No normalnie jakbym słyszała Mistrza Yodę. Albo w ogóle całą radę Jedi. Jeśli Ahsoka nie była Jedi mianowanym, to mentalnie na pewno dorasta do poziomu największych mistrzów. A ja czuję się jakbym od trzydziestu lat tkwiła w słabym deja vu. To już było. To jest super nudne. A przede wszystkim – to bardzo słabo świadczy o Jedi. 

KONIEC SPOILERA

I tak, wiem, z pewnością jeśli ktoś czyta wszystkie książki i gra we wszystkie gry, jest takim super ekstra die hard fanem, to odnajdzie różne aspekty Jedi, które mogą okazać się fascynujące. Ja nie jestem takim fanem. Na moim poziomie fanostwa, które i tak przekracza fascynację “normalnego” człowieka, Jedi są wtórni. Dekadenccy. Przebrzmiali. Rycerze Jedi, do których szeregów chciałam dołączyć mając lat siedem, dorosłej kobiecie, żonie, matce wydają się dekadencką sektą. Trenują kogoś nawet nie w imię wyższych idei, ale kiedy im to na rękę. Boją się wyzwań. Albo raczej biorą na siebie te wyzwania, które też są im na rękę. A potem zaszywają się w miejscach odosobnienia, kiedy coś im nie pójdzie. Obi-Wan. Yoda. Luke. Nuda, nuda, nuda. 

Te historie są powtarzalne. Luke jest mentalnym klonem Obi-Wana. Ben Solo jest mentalnym klonem Anakina. Rey jest mentalnym klonem Luke’a. To jest zamknięte koło, ta sama historia opowiedziana na planetach o innej nazwie, z Imperium nazywającym się inaczej. No motyla noga, ile można? 

A ja chcę wiedzieć jakiej muzyki słuchają na Naboo i jaki udział w polityce Nowej Republiki mają Ewoki. Czy Hoth grozi globalne ocieplenie i jak hodować Banthy. Kto przejął schedę po Jabbie the Huttcie i jakie czasopisma czytała księżniczka Leia. Chociaż pewnie żadnych, bo nie miała czasu, robiąc karierę generała. Część z tego można pewnie odnaleźć w materiałach pobocznych, ale marzę, żeby właśnie kolejne mainstreamowe i wysokobudżetowe pomysły z tego uniwersum poszły właśnie w stronę Rogue One Mandaloriana. Nie chcę kolejnego Skywalkera. Mam gdzieś kolejnego Skywalkera. Ale już opowieść o oficerach Imperium, którzy mają ciepłe posadki i moralne wątpliwości, czy ich praca jest okej…Opowieści o intrygach politycznych w Nowej Republice? Wszystko, co odsłoniłoby nowe aspekty galaktyki, co pozwoliłoby robić filmy gatunkowe, kosmiczne filmy wojenne, filmy drogi, filmy polityczne, filmy o korporacjach (czym jest Imperium, jeśli nie korporacją zła?). 

Tylko błagam, zabierzcie już ode mnie tych dżedajów.  No, chyba, że to będzie serial w stylu “House of Cards” o walce o pozycję w Radzie Jedi. To wtedy SHUT UP AND TAKE MY MONEY. 

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

1 thought on “Co mają nam jeszcze do zaproponowania Jedi?”

  1. Amen.
    Kochałam Jedi, nienawidziłam Jedi, teraz są mi obojętni. Ale na litość, ileż można.
    Wiem, że jestem pewnie wyjątkiem, ale nie obchodzi mnie Ashoka. Wcale. Chętnie zobaczyłabym więcej Cary Dune, dowiedziała się czegoś o Gideonie, zobaczyła jakieś zakulisowe gierki przy powstawaniu Nowej Republiki, udała się z Mando na Mandalore. Cokolwiek, byle nie Jedi.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry