Processed with VSCO with f2 preset
Riennahera

Riennahera

10 myśli o drugiej ciąży

Ten blog nigdy nie był miejscem w sieci, w którym promuje się beżową wizję bajkowego rodzicielstwa. I dalej nim nie będzie. To chyba żadna niespodzianka. Ale też nie ma co narzekać ani dramatyzować. Dwa lata temu życie okołodzieciowe było dla mnie przerażeniem, wielką niewiadomą, szokiem, dramatem, wysiłkiem, frustracją. Zanim się go w końcu nauczyłam. Teraz jest jak jest, bywa super, bywa słabo, bywa zwyczajnie. Najczęściej chyba zwyczajnie. A co najważniejsze – po naszemu. 

Nie ukrywam, druga ciąża jest, już teraz, po słabym początku – dużo spokojniejsza. Ba, nawet może…nudniejsza? Tak bardzo, że czasem o niej zapominam. Ale ona jest. A zatem piszę. 

♥︎

Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie. 

W pierwszej ciąży wszyscy na ciebie chuchają i dmuchają i dbają, żebyś się nie przemęczała i podstawiają pod nos jagódki i inne owocki. Nie mają nawet pretensji, że nic nie robisz i głównie śpisz. 

W drugiej ciąży niektórzy chuchają i dmuchają i dbają, ale nie ma opcji, żebyś się nie przemęczała i zjadła jagódki. O nie. Wszystkie jagódki wyżera to słodkie pacholę, które już urodziłaś. Ono nie zna litości i o ile nie dostaje właśnie swojej dziennej dawki Peppy, biega, skacze, lata, pływa dookoła Ciebie. I zżera jagódki. 

I jednak nie można tylko odpoczywać, bo otoczenie, które poprzednim razem podsuwało wszystko pod nos, nie ma siły przejąć na siebie całości domu ORAZ pacholęcia. 

Jest to wyzwanie. 

♥︎

Ale fajnie, pomyślałam sobie. Jak to dobrze mieć dziecko, które nie potrzebuje mnie już co dwie godziny i które mogę zostawić z kimś na cały dzień, bo je normalne, ludzkie jedzenie. A ja w tym czasie mogę jeść, pić i lulki palić po drugiej stronie świata. A przynajmniej miasta. No i wysypiamy się nawet dobrze…

Fak, pomyślałam sobie chwilę później, przypominając sobie, że jestem w ciąży. 

♥︎

Skrzętnie wykorzystywałam ostatnie momenty leżenia na brzuchu. Należałam się na brzuchu po wszystkie czasy. 

♥︎

Nigdy w życiu nie czułam się tak źle. Brałam leki na nudności, które podaje się też osobom na chemioterapii. I nie pomagały. Przestałam jeść obiady. To też nie pomagało.  Chwilami było tak okropnie, że wyobrażam sobie jak spadam ze schodów niczym Scarlett w Przeminęło z Wiatrem. Oczywiście w końcu minęło, ale jestem najlepszym przykładem na to, że ciąża to bynajmniej nie stan błogosławiony, a raczej przeklęty. 

♥︎

Kiedy minęły nudności, powrócił inny stary znajomy. Alergia skórna na nogach w zetknięciu z czymkolwiek, spodniami, wodą, mydłem. Hello darkness my old friend. 

♥︎

♥︎

O wiele łatwiej mieć zrobione paznokcie zajmując się małym dzieckiem niż będąc w drugiej ciąży. Codziennie usypiając córkę myślę, że dzisiaj jest ten dzień. Dzisiaj wyciągnę lampę, zrobię sobie hybrydy i będę mieć spokój na kilka tygodni. Jakieś czterdzieści minut później schodzę na dół do salonu, kładę się na kanapie i oglądam coś głupiego, po czym zasypiam. To zupełnie nie jest tak, że nie mam czasu. Mam. Tylko zwykle śpię. Tak, w dzień jak pierworodna ma drzemkę też. Dzisiaj cztery godziny. 

♥︎

Jeśli pięć lat temu kupiłam spodnie, w które teraz wchodzę w całkiem już wypukłej i zaawansowanej ciąży i dalej trochę spadają, to chyba miałam dysmorfię…

♥︎

Oczywiście, że młodszy wewnętrzny bobas budzi się o 22.40, kiedy styrana całym dniem z bobasem starszym zewnętrznym chcę się zrelaksować, popisać książkę lub iść szybciej spać. No oczywiście. Potem na chwilę odpuszcza, by poskakać jeszcze więcej około pierwszej w nocy. 

♥︎

W pierwszej ciąży martwiłam się wszystkim. Siedziałam w pracy i zapisywałam co godzinę czy dziecko się rusza czy też nie. Przeżywałam każdy skurcz każdego mięśnia. Sprawdzałam regularnie czy aby nie krwawię. Nie umiałam się zrelaksować, musiałam kontrolować wszystko. Jak przy starcie samolotu, miałam w głowie listę rzeczy, które trzeba na bieżąco sprawdzać, bo inaczej na pewno wydarzy się katastrofa. 

Obecnie karcę się czasem, że od rana nie pomyślałam ani razu czy wszystko w porządku. Nie śpiewam bobaskowi pod prysznicem jak poprzednio, od czasu do czasu zapytam może “hej, maluch, żyjesz?”. Może to i dobrze, bo przy krzykach, płaczach i śpiewaniu starszej siostry (oraz prze przynajmniej pięciu książeczkach czytanych co wieczór do snu…) może mieć za dużo bodźców…

♥︎

Ta zmiana z kulki stresu w kulkę zen jest naprawdę fajna. To, że nie boję się jak to będzie i wiem, że jakoś sobie poradzimy, też jest fajne. Polecam. 

No i tyle. Jakoś się toczę do przodu, chociaż z coraz większym trudem. A przede mną jeszcze dobre kilka miesięcy…

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

2 thoughts on “10 myśli o drugiej ciąży”

  1. U mnie ze spokojem odwrotnie, większy zen był w pierwszej ciąży. Teraz dwa razy gorzej, ale to pewnie przez to, że liczba dzieci w brzuchu dwa razy większa. I nie mam pojęcia, gdzie znajdę spodnie, w które zmieszczę się za parę miesięcy 🤯

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry