• w ciąża
  • w dniu

Dziesięć myśli o ciąży

Spodziewasz się wzruszających zachwytów nad kochaną fasolką i opowieści o łzach szczęścia i tym jak w ciąży jest wspaniale? Są lepsze blogi do odnalezienia tego kontentu. Po długich tygodniach krycia się i robienia sobie zdjęć od tyłu, w końcu czas na coming out i odetchnięcie z ulgą.

A “kochaną fasolkę” nazywam raczej “bobsonem”, “guwniakiem”, “kiszonką” lub “dzieckiem drogim”. W kontekście “czy dziecko drogie może przestać imprezować i w końcu pójdzie spać”.  Albo po prostu po imieniu.

 

 

 

Ciąża to nie choroba? W moim przypadku rzeczywiście nie. Od CZWARTEGO MIESIĄCA. Do tego czasu była jak ostre zatrucie pokarmowe, przez które nie mogłam czegokolwiek jeść. Nie bardzo dało się też spać, nie spać i w ogóle żyć.

 

 

Czasami poraża mnie jak bardzo niektóre kobiety nienawidzą innych kobiet. Same jesteśmy sobie nawzajem największymi wrogami. Czytam wywiad z jakąś aspirującą artystką, w którym chwali się dzielną postawą i WEDŁUG NIEJ CIĄŻA TO WSPANIAŁY OKRES I AKURAT ONA JAKO KOBIETA PIĘKNIEJE I KWITNIE I WCALE NIE MUSI KORZYSTAĆ Z ŻADNYCH PRZYWILEJÓW. Gratuluję osiągnięcia. Rzeczywiście jest z czego być dumnym. Sama jednak wybrałam trzy miesiące w objęciach klozetu, bo taki mam przyziemny gust. 

Tak zupełnie serio, nie jestem za tym, żeby brać zwolnienie na cały okres zdrowej ciąży bez komplikacji, bo nie zgadza się to z moją etyką pracy, ale nie od fajności ciężarnej zależy jak będzie znosić ten okres. Komu chcemy się przypodobać pozując na takie idealne bździągwy i gardząc prawem do czucia się ohydnie?

 

 

Nadchodzi moment, kiedy zestawy dobrane tak, aby zawsze wyglądać dobrze, nagle przestają wyglądać dobrze. Zamiast tego wyglądają pokracznie. Cóż, skomponowane były na normalnego człowieka, nie przewidywały okrągłego bebecha i piersi na kształt kul do kręgli…

 

 

Ludzie mają pewne oczekiwania co do tego jak należy reagować na USG. Podczas drugiego lekarze wydawali się dużo bardziej podekscytowani ode mnie i cieszyli się, że ohoho, ale skacze, ale się rusza, ale aktywne dzieciątko. A ja patrzyłam na nich jak na wariatów i uśmiechałam się niezręcznie. Po trzecim słyszałam w pracy pytania czy się popłakałam z radości jak wydrukowano mi zdjęcie i powiedziano płeć. No więc nie. W ogóle się nie popłakałam ani nie wzruszyłam. 

Istnieje oczywiście opcja, że jestem emocjonalnie upośledzona. 

 

 

Chociaż może nie jestem, bo płaczę słuchając piosenek z “Les Misérables”. Małą Cosette od razu przełączam, a kiedy leci “Turning” jest mi ciężko

Did you see them going off to fight?

Children of the barricade who didn’t last the night

Did you see them lying where they died?

Someone used to cradle them and kiss them when they cried

Did you see them lying side by side?

Dzisiaj popłakałam się na przykład czytając na wikipedii streszczenie “Małej Księżniczki”, a wczoraj w pociągu oglądając filmik o Strefie Gazy. Chociaż akurat Strefa Gazy zasługuje na łzy, ale to już zupełnie inna historia.

 

 

Ludzkie rozmnażanie się jest niezwykle niewydajne. 

 

 

Obecnie jednym z moich największych marzeń jest wielki talerz świeżych ostryg, stojący obok drugiego wielkiego talerza z sushi, to wszystko zalane białym winem z powtykanymi gdzie się da butelkami whisky i kawałkami camemberta i różnych serów pleśniowych. 

 

 

Uroczym było czytać na instagramie o tym jak schudłam, kiedy w rzeczywistości nie dopinałam się już w żadne spodnie. 

 

 

Mój mąż czyta obecnie mnóstwo książek o uczeniu się i poznawaniu siebie i sprzedaje mi różne teorie. Na przykład, że jeśli coś chociaż minimalnie poznamy i przestaje być wielką niewiadomą, to od razu zaczynamy się tego mniej bać. Z tego względu puszczam obok brzucha serial o wściekłym, przeklinającym szkockim polityku. Żeby nie bał się wściekłych Szkotów ani chrzandolenia polityków. 

Po tym jak wciągam Project Runway istnieje jednak to ryzyko – przyzwyczai się do głosu Heidi Klum, pomyśli, że to jego mama i w dniu porodu dzieciak powie mi tylko ‘Auf Wiedersehen”. 

 

 

Słyszysz czasami, że “jak stanie się X to zobaczysz” i “sama będziesz Y, kiedy stanie się X”. Cóż, póki co wciąż cierpnie mi skóra, kiedy ktoś nazywa płód “fasolką”, wciąż brzydzą mnie sesje ciążowe (mnie, co nie znaczy, że jak ktoś lubi to nie może sobie ich robić) i większość internetowego dyskursu okołodzieciowego. Istnieje zatem duża szansa, że człowiek nie musi zatracać swojej osobowości i mutować w coś nierozpoznawalnego, tylko może sobie być tym samym człowiekiem co wcześniej, tylko z dużym, kopiącym brzuchem. A potem z małym rozszerzeniem.

No, ale może się mylę.

Chociaż watpię. 

 

 

PS Uprzedzam pytanie – blog nie będzie parentingowy. Wciąż będzie żaden. Po prostu pojawi narzekanie na nowy aspekt życia. 

Loading..