Processed with VSCO with fs16 preset
Riennahera

Riennahera

Jak nie kupiłam prawie niczego do wyprawki czyli Babyzen Yoyo ponad dwa lata później

Lubię po latach powracać z ponowną recenzją produktu, który wyjątkowo się sprawdza. Tak było w przypadku Kankena (o którym pisałam trzy razy…od 2014). Zatem dzisiaj znowu piszę o wózku, ale z nowej perspektywy.

Z pewną fascynacją i pewnym przerażeniem obserwowałam ciężarne internetowe znajome kompletujące wyprawki dla swoich dzieci. Cieszyłam się, że mamy kolejną dziewczynkę, ponieważ oznaczało to, że nie będę musiała kupować NICZEGO. 

Ludzie bardzo się między sobą różnią i chociaż lubię kupować sukienki, to rzeczy dla dzieci przerastają mnie i przerażają zamiast cieszyć. Nie ma w tym żadnej ideologii, to po prostu fizyczna reakcja. Gdyby zagłębiać się w psychoanalizę pewnie da się znaleźć dla niej jakieś uleczalne źródła, ale nie mam aktualnie ochoty na psychoanalizy. Wolałabym się wyspać. 

Oczywiście coś kupiłam. Kilka par spodenek, sukienkę. Bo wyrzuty sumienia, że nowonarodzona córka nie dostaje prezentów, bo w pandemii nie poznała jeszcze prawie nikogo z rodziny. Bo Iona urodziła się zimą, a Orla latem, więc pewne drobne braki w odzieży odpowiedniej do temperatury się zdarzyły. Ale tak naprawdę nie potrzebowaliśmy niczego. Niektóre ubrania Iony nie były użyte ani razu z racji właśnie nieodpowiedniej pogody. A potem wyrosła. Ubrania, fotelik, kosz Mojżesza, wózek, wanienka, to wszystko było. 

Największym zakupem była nowa gondola bo wózka. Wózek wciąż uwielbiam. Są marki, które po prostu się lubi. Dla nas to Babyzen. Ale Babyzen zaczął ostatnio wprowadzać sporo innowacji. Nowa wersja opcji dla noworodka czyli zdejmowana gondola jest jedną z nich. Dla mnie to był strzał w dziesiątkę. Gondola zmieniła moje życie, bo ucięła wszystkie problemy, które miałam z pierwotną wersją wózka. Kupiliśmy go, ponieważ nie mamy miejsca na większy i mieszkamy w budynku bez windy i wózkarni. W wersji spacerowej był idealny, ale wersja noworodkowa nie składała się łatwo z noworodkiem na rękach, a wnoszenie wózka, mimo, że lekkiego, było nieprzyjemne. Teraz wnoszę samą gondolę, a resztę składam i zostawiam na klatce. Chyba, że mam dobry dzień i nie mam zakupów, to wtedy nie, zarzucam bez problemu na ramię i wnoszę wszystko.

Mają również nowe rozwiązania dla rodziców z dwójką małych dzieci i łączone wózki. Iona przestała właściwie korzystać z wózka kilka miesięcy temu, ostatni raz użyłam go chyba w kwietniu i tylko dlatego, że byłam w zaawansowanej ciąży i nie miałam ochoty biec za hulajnogą, ale dla wielu rodziców może to być super rozwiązanie. Nam wystarcza dostawka z siedzeniem do wersji dla noworodka. Niemniej – marka odpowiada na realne potrzeby i robi to dobrze. 

Wiem, że zdania odnośnie tych wózków są podzielone. Bawiło mnie, jak pouczano mnie, że taki wózek absolutnie się dla dziecka nie nadaje, że jestem okropną matką, bo zapewniam wygodę sobie, że lecę na markę i tak dalej. W sumie Babyzen był najtańszym z oglądanych wózków, ale ok, może lecę na markę. Pół Londynu jeździ w tych wózkach, więc można mówić o modzie. Przy naszym wybitnie miejskim i bezsamochodowym stylu życia sprawdził się idealnie. Nie szukaliśmy zatem zamiennika, tym bardziej, że po dwóch i pół roku jest w stanie bardzo dobrym. Nie mieliśmy co prawda okazji do długodystansowych podróży i nie wiem jak będzie wyglądał kilkugodzinny spacer po lesie, kiedy w końcu odwiedzimy Polskę, ale będziemy kombinować. Są chusty, nosidła i barki ojca. Jakoś sobie poradzimy. 

Wracając do początkowego tematu kupowania rzeczy, czuję ekscytację nie kupowaniem, a pozbywaniem się ich. Ostatnio więcej radości niż nowa sukienka daje mi oddanie starej koleżance i więcej miejsca w szafie. Cieszę się na myśl, że wraz z wyrastaniem młodszej córki, będziemy pozbywać się gromadzonych od dwóch i pół roku ubranek, których nie oddaliśmy bo CO JEŚLI BĘDZIEMY MIEĆ DRUGIE DZIECKO. Nie mogę doczekać się oddawania zabawek dla niemowląt do sklepów charytatywnych. Przekazania w dobre ręce kosza Mojżesza. Ale kiedy pomyślałam w tym kontekście o wózku…Poczułam ukłucie. Przecież to MÓJ WÓZEK. Tyle z nami już przeżył i pewnie posłuży jeszcze ze dwa lata. Mamy go mniej więcej tak długo jak mieszkanie. Wydaje się być w życiu od zawsze. Oddać go? No jak to? To jak oddać członka rodziny. 

Może zasadzę w nim kwiaty…

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry