Ten tekst siedział mi w notatniku od kilku miesięcy. Zamierzałam pisać go na bieżąco, w połogu, ale szło mi opornie. Moje notatki odnośnie tego jak się czuję były fragmentaryczne i chaotyczne. W tej chwili nawet na myśl o tym okresie lekko się wzdrygam. A teraz i tak było lepiej niż za pierwszym razem.

Nie ukrywam, wolę o połogu nawet nie myśleć. Ale to jeden z tych tematów, o których wszyscy powinniśmy myśleć ZANIM nas dotyczy. Do których fajnie byłoby być przygotowaną, zaopiekowaną, wyrozumiałą dla siebie. O którym warto byłoby wiedzieć jak najwięcej, bo wiedza daje spokój. Kiedy wiem czego się spodziewać, lepiej radzę sobie z emocjami. 

Pomyślicie ze mną? 

Frazę “umrzeć w połogu” znam od…podstawówki? Tak mi się wydaje. A czym naprawdę jest połóg dowiedziałam się…w okolicach pierwszego porodu. Zabawne, bo byłam uczennicą piątkową i szóstkową, w najgorszym okresie życia czwórkową. Mam wyższe wykształcenie, a moja matka pracowała w zawodzie medycznym. Zabawne, jeśli wierzyć cytowanemu przez wikipedię badaniu, że ponad 80% kobiet cierpi w tym okresie na mniej lub bardziej poważne medyczne komplikacje. Zabawne, że szkoła, bliskie otoczenie, lekarze, nikt nie uważał przez trzydzieści lat, że warto przygotować mnie w tym zakresie. I chyba nie tylko mnie, prawda? 

Co Ty wiesz o połogu? 

Mogę z całą świadomością przyznać, że ten okres był dla mnie w obu przypadkach ciężki jak mocne epizody depresyjne. Miałam momenty zachwytu i samoakceptacji. Miałam momenty załamania. 

Dwa i pół roku temu chwilami wydawało mi się, że nie istnieję. Tak dosłownie. Siedziałam na łóżku i myślałam, że mnie nie ma. A potem, że wszyscy bliscy umrą i będę bezdomna. Dwa miesiące temu myślałam, że już niczego w życiu nie osiągnę i zrobiłam listę za i przeciw czy powinnam żyć. Tylko po to, żeby rano spojrzeć na nią i pomyśleć “WTF” (i zapisać się na terapię). 

Płakałam z bólu. Płakałam, bo spędzałam za mało czasu ze starszym dzieckiem. Nie byłam w stanie zrobić w domu niczego. Przez całe tygodnie nie weszłam nawet do kuchni. No, chyba, że po tabletki, których ilość widzicie na zdjęciu w nagłówku.

Aż nagle, około piątego tygodnia…Wstałam i zaczęłam normalnie(j) żyć. 

To dla mnie jak połączenie depresji z najgorszym PMSem, ale co drugi, trzeci dzień. Plus jak okropny okres. Plus jak tortury z deprawacją snu. I jeszcze wszyscy każą Ci być szczęśliwą. 

Niektóre matki zresztą będą najszczęśliwsze na świecie i oby było ich jak najwięcej. Ale nie masz wpływu na to jak działają Twoje hormony i na to jak działa Twój indywidualny organizm. Może mu pomagać, możesz się w niego wsłuchiwać i z nim współpracować, ale nie zmienisz na siłę tego jaki jest.

Tak, czasami obrazki na instagramie wyglądały sielsko…

Z tego względu przesłania typu “płaski brzuch DWA TYGODNIE PO PORODZIE” są po prostu okrutne. Możliwe, że niektóre kobiety mają to same z siebie. Sprzedawanie tej wizji jako czegoś do czego warto, do czego powinno się dążyć, jest po prostu świństwem. Jeśli połóg jest dla Ciebie ciężki, to wiesz dobrze, że liczy się przetrwanie. To jak się wtedy wygląda jest najmniejszym z problemów (chociaż umalowanie się dodawało mi milion do samopoczucia i niczego nie żałuję).  

Sama doszłam do wagi sprzed porodu nie robiąc niczego w około tydzień. Chwilami ważę mniej niż przed porodem, zwłaszcza jeśli na horyzoncie pokazują się problemy zdrowotne moje lub dzieci. Bynajmniej nie uważam, że SKORO JA MOGĘ TO KAŻDY MOŻE. Z pewnością wiele kobiet ma dużo lepsze warunki cielesne niż ja. Inne mają gorsze. Bardzo bym jednak chciała, żebyśmy przestali wciskać kobietom z innym stylem życia, że chwile po urodzeniu dziecka mają wyglądać jak zawodowe sportsmenki. W momencie, kiedy są niewyspane, obolałe i wymęczone.

WTF. 

Tak, mnóstwo kobiet, może większość, po urodzeniu dziecka ma dalej brzuch. Jak ktoś nie rozumie dlaczego, to może się zawsze, no wiecie…DOEDUKOWAĆ. Zamiast na przykład dopieprzać komentarzem. 

Zeszłym razem mój mąż wrócił do pracy po trzech tygodniach. Bycie w domu w połogu sam na sam z noworodkiem skończyło się najpierw nerwicą (byłam pod opieką Health Visitor w związku z tym), a potem depresją (zdiagnozowana na potrzeby prywatnego ubezpieczyciela i na jego rachunek leczona). Tym razem, “dzięki” pandemii, własnej działalności i pracy z domu miałam pomoc męża przez cały połóg. Różnica jest kolosalna. 

Wiem, że w internetowym dyskursie ważna jest tylko ekonomia i KTO ZA TO ZAPŁACI ZA TYCH DARMOZJADÓW, ale uważam, że opieka nad osobą w połogu to powinno być prawo człowieka. 

I hej, przez całe wieki różne, niezależne od siebie społeczeństwa na całym świecie uważały dość podobnie, naturalnie otaczając opieką noworodki i ich świeżo upieczone matki…

Ech, ten kochany kapitalizm.

Moja położna jeszcze przed porodem powiedziała, że problemy psychiczne są powodem największej liczby śmierci matek i noworodków. Tak, chodzi o samobójstwa. Jeśli wczytać się w badania, wychodzi, że trochę przesadziła, bo wg badań problemy okołoporodowe i narkotyki zbierają większe żniwo, mimo to samobójstwa świeżo upieczonych matek są realnym problemem i istotnym zagrożeniem. 

Niejednokrotnie dostawałam o to pytania od Polek w Wielkiej Brytanii, ale nie, nikt nie odbiera dziecka jeśli matka potrzebuje pomocy w związku z depresją poporodową. Tak, trzeba prosić o pomoc, kiedy nie daje się sobie samej rady. Ta pomoc może nie jest idealna w NHS, ale istnieje. A jeśli ktoś ma zasoby, to z pewnością warto próbować i prywatnie. 

Z drugiej strony wiem od znajomej z Polski, że położna próbowała zbyć jej problemy, bo wtedy BĘDZIE MUSIAŁA WPISAĆ i BĘDZIE TRZEBA COŚ Z TYM ZROBIĆ.

Jeśli macie doświadczenia w temacie, koniecznie się podzielcie. 

Ale poranki nie wyglądały sielsko.

Wiecie, że swego czasu “połóg” był zbanowanym hasztagiem na instagramie?

Nie pytajcie o sens. Nie mam odpowiedzi dlaczego.

Zastanawiam się czemu o tym nie rozmawiamy. Dlaczego nie ma powszechnej edukacji odnośnie tego jak przygotować się do okresu, który potrafi sponiewierać jak może żaden inny etap życia kobiety. Tym bardziej, że to jest dość powszechne doświadczenie. Możemy zachwycać się cukierkowymi wizjami macierzyństwa lub nie, możemy czuć, że macierzyństwo to najwspanialsza rola w życiu lub nie, ale chyba wszystkie zgodzimy się, że połóg jest ogólnie nieprzyjemny. 

Zakładam, że sęk tkwi w tym właśnie. Dotyczy kobiet (i/lub osób z macicami, sama jestem cis kobietą, więc piszę o tym kim ja jestem), a co gorsza, nie jest sexy. Jest antytezą sexy, bo przecież nie powinno się przez ten okres (lub przynajmniej jego większość) uprawiać seksu… Dlatego można go zamiatać pod dywan, jak endometriozę czy menopauzę. Są przecież ważniejsze problemy, nie? 

W przeciwieństwie do matury, która sprzedawana jest nam jako decydujący i nieodwracalny punkt życia, od którego wszystko zależy, a potem okazuje się być wstępem do sesji, pracy, życia codziennego, które bywa o wiele trudniejsze, połóg to rzeczywiście łubudu. A potem jest, z grubsza, łatwiej. Czasem jest trudno, beznadziejnie i płaczliwie, ale nawet wtedy ja czuję, że jest mi łatwiej niż w połogu. 

Jeśli przez to przeszłaś, to sama wiesz. Jeśli dopiero Cię to czeka albo właśnie przez to przechodzisz – trzymaj się. Wszystko mija. Dasz radę. Idzie Ci świetnie. A nawet jeśli nie, nauczysz się. Proś o pomoc. Poprzeklinaj, jeśli pomoże. 

Tak, obiecuję, będzie lepiej. Czasami 😉

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry