smierci
Riennahera

Riennahera

10 myśli o śmierci

Halloween, Dziady, Dzień Wszystkich Świętych, Zaduszki…A poza tym to jesień, liście lecą z drzew, wszystko przemija, gnije, butwieje, umiera…To jest chyba ten moment na myśli o śmierci. Cóż, kiedyś trzeba.

Niektóre będą mądre, inne mniej. Niektóre będą wzniosłe, inne zupełnie niepoważne. 

Odkąd mam dzieci, o wiele ciężej ogląda mi się filmy. Odkąd wiem ile wysiłku zabiera sprowadzenie na świat człowieka, bolą mnie sceny akcji, w których protagonista rozwala złola za złolem. Odkąd mam dzieci, przechodząc obok upamiętniających ofiary pierwszej wojny światowej tablic w mojej dzielnicy, chce mi się płakać. Odkąd mam dzieci jakakolwiek wojna wydaje mi się obrzydliwa i bezsensowna.

Jednocześnie najbardziej lubię teksty kultury, w których bardzo dużo osób umiera. Ale nie tak bang, bang bez sensu, tylko smutno i boleśnie. Również na wojnie (tak, nienawidzę wojny, ale lubię o niej czytać i oglądać). Tutaj mogę oczywiście wymieniać dziesiątki klasyków literatury, ale paradoksalnie popkultura mnie zawodzi, dlatego nie umiem zainwestować emocjonalnie w wiele produkcji. I dlatego bardzo, bardzo podobało mi się “Rogue One”. 

Kiedyś uważałam, że to niesmaczne rozpaczać po śmierci psa bardziej niż po śmierci pradziadka i miałam to sobie za złe. Gdy tak czułam, wydawało mi się to podłe, niskie, żałosne. Teraz jestem stara i wydaje mi się to oczywiste. Nie da się kochać kogoś, kogo widzi się całe życie na chwilę raz w roku tak samo jak kogoś kto jest częścią naszej codzienności. Nie da się mieć takiej samej relacji. 

Turpizm to zdecydowanie moja kategoria estetyczna. Uwielbiam te konceptualne wiersze jak “Do Trupa” Morsztyna. Jednym z moich ukochanych polskich wierszy jest “Menuet” Grochowiaka. 

Rozkład i śmierć interesowały mnie od maleńkości. U zarania internetu przesiadywałam godzinami na stronach ze zdjęciami zwłok i ofiar wypadków. Czytałam na przerwach w szkole podręcznik “Medycyna Sądowa w zarysie” i marzyłam, żeby być patologiem niczym Dana Scully. Nie umiem przywołać w pamięci momentu, kiedy to się skończyło. 

Niemniej, kiedy w zeszłym roku gdzieś w naszej kuchni umarła mysz nie byliśmy w stanie znaleźć gdzie. Po początkowym obrzydzeniu fetorem, siedziałam na kanapie wyszukując informacji o fazach rozkładu i porównywałam własne wrażenie zapachowe z opisami. Wonie zmieniały się niemal podręcznikowo i byłam dzięki temu w stanie określić, kiedy zapach zaniknie. I zanikł też podręcznikowo. 

Niewielu rzeczy w życiu tak naprawdę żałuję, ale tego porzuconego marzenia o byciu Daną Scully – tak. 

Czy nieuchronność śmierci nadaje życiu sens? Nie mam pojęcia. Ale motyw gnuśnienia w nieśmiertelności jest dla mnie fascynujący, być może stąd moja odwieczna miłość do elfów. Stare, dekadenckie umysły zamknięte w pięknych ciałach, to co dzieje się z psychiką, kiedy ma się czas na wszystko i pamięta wszystko – nie wiem czy to wizja piękna, ale interesująca. O tym napisałam książkę. Między innymi.

Zdjęcie Kat Terek

“Dla człowieka niedojrzałego znamienne jest, że pragnie on wzniośle umrzeć za jakąś sprawę; dla dojrzałego natomiast – że pragnie skromnie dla niej żyć.”

Cytat z Wilhelma Stekela w “Buszującym w zbożu” J.D.Salingera

Jako licealistka uważałam śmierć na barykadach za spełnienie marzeń. Dlatego błyskawicznie zorientowałam się, że już nie jestem młoda. 

Przeżyłam mniej i bardziej dramatyczne śmierci w rodzinie i otoczeniu. Te traumatyzujące i te zaskakujące. Szokujące i wywołujące wzruszenie ramion. Reakcja na każdą z nich jest dla mnie fascynująca. To, jak 17 lat temu przeżywałam traumę i latami bałam się telefonów. To, jak kilka lat temu od razu wiedziałam i chociaż byłam przybita, może wciąż trochę jestem, to potrafię egzystować. Zgadzam się jednak z Caitlin Doughty, gdy twierdzi, że z naszego (współczesnego, zachodniego) społeczeństwa usunięto widoczność śmierci i mechanizmy radzenia sobie z nią i jest to bardzo toksyczne. 

Boli mnie to, że mój wujek czy babcia nie osiągną już niczego, o czym zapamięta świat. Że pewne rzeczywistości istnieją tylko we mnie i umrą razem ze mną. Że nie da się ich przekazać, zachować. 

I mogę Wam o Nich napisać, ale nie poczujecie nigdy tego klimatu, jaki miały spacery z moją babcią po Orunii we wczesnych latach dziewięćdziesiątych, jak pachniała u niej wykrochmalona pościel, pod którą leżałam zimą chora i jak pachniało lodowate powietrze wdzierające się przez otwarte drzwi balkonowe. Nie wyobrazicie sobie tych pięknych pudełek zapałek z Rosji, którymi się bawiłam, wieczorów z kolorową ażurową lampką z wzorami moskiewskich widoków. 

Nie umiem przekazać poczucia humoru wujka, który zmarł młodszy niż ja w momencie pisania tego tekstu. Żartów, kiedy odbierałam telefon od niego. Tego jak fajne były z nim rodzinne wyjazdy. Klimatu spływu kajakowego, kiedy specjalnie wpływał naszym kajakiem w krzaki jak siedziałam z przodu i tego wieczoru, kiedy nad jeziorem dał mi spróbować cygara. 

Przychodzi mi mnóstwo wspomnień, drobiazgów, szczególików, tak banalnych jak wzory na talerzach czy opakowaniach od jogurtów, które kupowała babcia, jak smak Coca Coli pitej z wujkiem przy Wigilii, ale bez sensu je opisywać. Nie zrozumiecie. Nikt nie zrozumie naszych wewnętrznych krajobrazów nostalgii. 

Tego dotyczył jeden z najbardziej bolesnych dla mnie tekstów.

Jeden z najtrafniejszych cytatów o śmierci, jakie znam, to ten fragment libretta ze Sweeney Todda: 

And though I’ll think of you, I guess, until the day I die,

I think I miss you less and less as every day goes by.

(Bez zachowania rymów – “I chociaż będę myśleć o tobie do końca życia, myślę, że z każdym mijającym dniem tęsknię za tobą coraz mniej”)

Pamiętam dokładnie ten moment, kiedy zdałam sobie sprawę, że wszyscy umrzemy. Oglądałam na wideo film “Wszystkie Psy Idą Do Nieba”, leżałam pod kocem i trzęsłam się ze strachu. Latami co wieczór modliłam się o zdrowie dla rodziców, babci, wujka, cioci. Powiedzmy, że nie pomogło to za bardzo. Więc przestałam. Chociaż, nie ukrywam, kiedy trwoga, to do Boga. Lepsze to niż poczucie zupełnej bezsilności. Dlatego nie umiem nazwać się ateistką i pozostaję przy agnostycyzmie. 

Wyszło chaotycznie, bo i myślenie i doświadczenie śmierci jest chaotyczne. Niczego nie wiemy na pewno. Właściwie wiemy bardzo niewiele.

Na koniec chcę Was pozostawić z jednym z moich ulubionych albumów wszech czasów, w którym o śmierci jest bardzo dużo. I bardzo pięknie. I życzę Wam i sobie myślenia o niej (Niej) tylko teoretycznie.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

3 thoughts on “10 myśli o śmierci”

  1. Ciekawe myśli. Takie niepoukładane jak te liście lecące z drzew. Rzadko czytuję blogi, a jeszcze rzadziej takie, które ktoś pisze, bo po prostu lubi. Będę zaglądać częściej.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry