Kiedy czas na terapię
Riennahera

Riennahera

Kiedy jest czas na terapię?

tekst we współpracy z HeyDoc 

Jednym z najczęściej powtarzających się pytań w mojej społeczności jest właśnie to. 

Nie zastanawiamy się kiedy czas na wizytę ze złamaniem, kiedy czas na wybranie się do dermatologa z trądzikiem. Profilaktycznie robimy cytologie, USG i badamy krew. Regularnie chodzimy do dentysty i jeśli boli ząb to nie zastanawiamy się czy to już czas na leczenie. A nawet jeśli zastanawiamy się to nie zbyt długo, prawda? Odwlekanie jest szkodliwe. Zadbanie o siebie oznacza profilaktykę. 

A jednak nie w kwestii psychiki. Tutaj próbujemy radzić sobie na własną rękę. Obawiamy się, odwlekamy i czujemy, że wizyta u specjalisty to coś dużego. Tak jakby samopoczucie było mniej ważne niż ząb, jajnik czy trądzik. 

Terapia wciąż dla wielu z nas jest konceptem odległym. Nieoczywistym. Czymś co przydarza się innym. Czymś na co się nie zasłużyło. Albo “bez przesady, jeszcze nie jest ze mną tak źle”. Ale co to znaczy źle? Czy źle to kiedy codziennie płaczę czy kiedy nie jestem już w stanie w ogóle płakać? Czy jeśli nic mnie nie cieszy i nie chce mi się żyć, ale nic sobie nie robię, to już jest źle czy jeszcze nie?

Dla wielu osób jest w pozwoleniu sobie na terapię coś frywolnego. Luksusowego nawet. Przecież skoro wstajesz rano i egzystujesz przez cały dzień, chodząc do pracy czy na uczelnię czy zajmując się domem, to nie ma problemu, prawda? Dopóki nie dojdziesz do stanu, że któregoś dnia nie wstaniesz. Albo na myśl o wstaniu będzie Ci słabo. Albo zaczniesz myśleć, że nie chcesz żyć.  Znacznie lepiej zadbać o siebie zanim dojdzie do tego momentu. 

Czas na terapię jest wtedy, kiedy zaczynasz o niej myśleć

Myślę, że między bajki możemy włożyć przytyki, że depresja jest modna i glamour. Miałam, miewam, w tej chwili biorę leki, które pomagają mi nie z depresją, a z natłokiem emocji. I z całego serca mogę przysiąc, że wolałabym nie mieć tych doświadczeń. Nie sprawiają, że jestem bardziej cool ani głębsza. Są ciekawsze sposoby na pozbycie się nadmiaru czasu i gotówki niż opowiadanie o swoich uczuciach czy dzieciństwie obcej osobie. Jakbym chciała być glamour, kupiłabym nowe buty albo zrobiła manikiur. Jakbym chciała podkreślić głębię i intelekt, poszłabym do teatru albo do opery. Jeśli myślimy o lekarzu, to zasadnie. Jeśli zastanawiasz się nad terapią, to dlatego, że czujesz się źle. Albo przynajmniej niedobrze, 

W ciągu ostatnich 10 lat byłam w trakcie pięciu terapii. Wciąż jestem w jednej. Były momenty, że czułam, że czuję się dobrze i chcę przerwy. Byli terapeuci, którzy mi nie odpowiadali. 6 sesji terapii CBT pozwoliło mi zrozumieć, że to nie nurt dla mnie. W tej chwili myśl o terapii i dbaniu o moją psychikę i uczucia jest to dla mnie automatyczna jak dentysta gdy boli mnie ząb. 

Czy będę w terapii do końca życia? Może tak, może nie. Nie mam z tym problemu. Do końca życia będę przecież chodzić do internisty po różnego rodzaju leki, z wiekiem pewnie po coraz więcej. Wiem, że mam rodzinne tendencje do wysokiego ciśnienia, wiem, że czekają mnie lata antykoncepcji. Przydałoby mi się zrobić komplet badań hormonalnych, wkrótce muszę znowu zrobić cytologię. Normalne, codzienne sprawy. Jak terapia. Jest tylko jedną z nich.  

W ciągu ostatnich lat i tak dokonał się wielki postęp w świadomości i odbiorze problemów z psychiką. 

Mam nadzieję, że doczekam czasów, kiedy wszyscy będziemy traktować szukanie pomocy u profesjonalisty od emocji jak u jakiegokolwiek innego lekarza. Będzie to dbanie o siebie nie bardziej kontrowersyjne niż dentysta, dermatolog czy nawet masaż albo manikiur. 

Czy kiedyś ludzie byli mocniejsi, brali się w garść, a teraz to wszyscy tylko jakieś terapie, leki i w ogóle rozczulamy się nad sobą? Tak, kiedyś ludzie musieli ukrywać emocje. Żyć z traumami, lękami i frustracjami. Niektórzy radzili sobie lepiej, inni gorzej. Ani świadomość ani dostęp do pomocy nie były na obecnym poziomie. Uważam, że to wspaniale, że się nad sobą rozczulamy. Że patrzymy na siebie łagodniej, z czułością, chcemy o siebie dbać. Wolę porozmawiać o problemach i złych emocjach ze specjalistą, niż wyładować je na rodzinie albo niszczyć siebie. Myślę, że to świadczy o mnie dobrze. Kiedy zaczynasz myśleć, że być może przydałaby Ci się pomoc, to żadna przegrana. To świadczy dobrze o Tobie. 

Jeśli czujesz, że to może być właściwy moment, a coś powstrzymuje Cię od umówienia się na wizytę, pomocą może być HeyDoc i ich wizyty online. 

Tutaj nie trzeba rozmawiać z żadną rejestracją ani recepcją, rezerwujesz e-wizytę na stronie. Nie trzeba długo czekać, w zależnie od dostępności, czasami można umówić się nawet tego samego dnia. Jeśli wstydzisz się rozmowy na wizji, możesz wybrać telefon lub czat. Barierą przed umówieniem się na wizytę z psychologiem lub terapeutą może być koszt. HeyDoc rozwiązuje ten problem, ponieważ e-wizyta u specjalisty zaczyna się już od 89 zł (a w przypadku internisty i pediatry od 59zł). To spora oszczędność, bo zwykle takie wizyty kosztują dużo, dużo więcej.  Jeśli to pytanie Cię dotyczy, jeśli zastanawiasz się nad terapią, jest to bardzo dobry sposób na sprawdzenie czy to coś dla Ciebie. Na rozmowę czego oczekujesz, przedyskutowanie jak wygląda proces, na jakie efekty możesz liczyć. I wtedy świadomie podjąć decyzję o zadbaniu o swoje zdrowie. 

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry