Lubicie książki? Ja zawsze myślałam, że je kocham. Czas spędzony z książką na łóżku, w fotelu czy w pociągu, w parku, w czytelni czy na ławce, zaliczałam od dziecka do najprzyjemniejszych momentów codziennego życia. Przynajmniej tak dobrych jak seks, jakościowa whisky, uśmiech bąbelka, good hair day czy kakao z piankami. Tak kochałam książki, aż w końcu sama jedną napisałam. Chciałam napisać więcej. Ale weszłam do wielkiej księgarni pełnej wspaniałych książek, z kartą podarunkową na dwadzieścia funtów i zdałam sobie sprawę, że chyba jednak nienawidzę książek.

Wiecie na ile książek starczyło mi dwadzieścia funtów? Na dwie. Ale nie cena jest problemem. Niech książki są drogie, a autorzy bogaci. To nie to. Wiecie ile książek chciałabym kupić po przejściu przez kilka pierwszych półek rzeczonej księgarni? Przynajmniej dwadzieścia. To jest świetna księgarnia na londyńskim Angel, ma dwa piętra i kilometry półek. Między tymi półkami spacerowałam, czując jak coraz bardziej ściska mnie serce. Po przejściu całej, chciałam ich przynajmniej kilkadziesiąt. Tak, tak, wiem, są czytniki, ale to widok prawdziwej, materialnej, namacalnej książki wywołuje żądze. Ile książek zapakowałabym do plecaka i wózka i doniosła do domu? Na pewno nie wszystkie, które mnie interesowały. Ile bym musiała wydać na wszystko co było ciekawe i co chciałabym mieć? I dwa tysiące funtów nie byłoby przesadą. To wszystko to jednak nic. Bo dochodzimy do najgorszego aspektu książek. Do całej istoty ich jadowitego okrucieństwa. Otóż nie dam rady przeczytać wszystkich książek, które chciałabym przeczytać.

Już kij z moją rodziną, potrzebującymi opieki dziećmi, potrzebującym miłości mężem. Chrzanić ich. Nie ważna praca i zarabianie pieniędzy, płacenie kredytu i rachunków, nie ważne jedzenie, mycie się, jakieś tam własne ambicje, świat, nic nie ważne. “Nie czytasz, nie idę z tobą do łóżka”? Kto ma czas na chodzenie do łóżka, kiedy są książki?! Nawet gdybym całą resztę życia poświęciła czytaniu książek od rana do wieczora, zrywając kontakty z rodziną i przyjaciółmi, i tak nie dałabym rady przeczytać wszystkiego co chcę.

I patrzę tak na te wszystkie półki w księgarni, pełne skarbów niezmierzonych, i widzę jak się ze mnie śmieją. “Jesteśmy tu, na wyciągnięcie twojej ręki” wołają. Nęcą, przyzywają, chcą uwieść. Ale ja je już znam. Znam ich podłe sztuczki. Odkładam na półkę “Lewą Rękę Ciemności” Ursuli Le Guin, choć to jedna z moich ulubionych książek. Nie mogę dać się pokonać sprytnym książkom, które już czytałam. Nie kupuję “Diuny” wydanej pięknie niczym Biblia. Książki nienadające się do czytania w wannie są szczególnie okrutne. Mam bon tylko na dwie. Wychodzę z trzema.

Wiem, że tym razem wygrałam z książkami, ale czuję się jakbym przegrała.

Już wiem, że nie przeczytam wszystkiego co napisał Dickens, Tołstoj, Dostojewski, Hugo czy Balzac, całej LeGuin, całego Vonneguta. Mam szczęście, że przynajmniej Austen przeczytałam. A co dopiero nowości! A co dopiero wszystkie dobre reportaże, biografie, książki historyczne i o sztuce! I wiele, wiele innych. A one tam są. Czekają. Wołają. Istnieją.

I właśnie dlatego tych małych papierowych lafirynd nienawidzę.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry