Ten tekst powstał na Wasze zamówienie.

Moja starsza córka poszła do żłobka wkrótce po swoich pierwszych urodzinach. Obecnie ma trzy lata i wciąż uczęszcza do tej samej placówki, która opiekuje się dziećmi w wieku od trzech miesięcy do pięciu lat. Nie jest już de facto w wieku żłobkowym, a przedszkolnym, tutejszy system edukacji ma jednak inne podziały.

Tekst pisałam długo i szedł mi mozolnie, bo bardzo nie chciałam napisać czegokolwiek, co mogłoby kogokolwiek urazić czy stać jakkolwiek w sprzeczności z opiniami ekspertów. Ale czasami życie stoi w sprzeczności i cóż zrobić (nie, to nie jest apologetyzm dla nieszczepienia dzieci, uważam, że dzieci trzeba szczepić i szczepię namiętnie, siebie też).

Myślę, że znacie mnie wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że nie uważam się za wyrocznię ani arbitrę życiowej elegancji. Nie narzucam innym jak mają żyć. Uważam, że wiele dróg się sprawdza i różne osoby potrzebują różnych rozwiązań. Zwłaszcza w skomplikowanym procesie jakim jest rodzicielstwo i wychowanie, bardzo często nie ma jedynej słusznej postawy (chociaż wiadomo, że niesłuszną postawą jest przemoc i tak dalej). Zatem myślę sobie o żłobku, o moich, naszych rozwiązaniach i wyborach, w ramach naszych poglądów i potrzeb. Może komuś pomoże to się pozbyć poczucia winy. Może komuś pomoże podjąć decyzję. A może inna osoba stwierdzi, że ma zupełnie inaczej i jeszcze utrwali się w swoich wyborach.
To wszystko jest w porządku.

No to jedziemy.

1

Czytałam dwa lata temu naprawdę niezłą książkę o wychowaniu dziewczynek. Jej autorka, Sue Palmer, uznana ekspertka z doświadczeniem nauczycielki i dyrektorki szkoły, zajmująca się profesjonalnie edukacją i siedząca głęboko w researchu na ten temat, postulowała, że dla dzieci, a zwłaszcza dziewczynek, posłanie do zorganizowanej placówki opiekuńczej jest szkodliwe przed drugim rokiem życia.

Ta pani jest ekspertką i szanuję wiele z jej wskazówek, wiele z nich stosuję w naszym wychowaniu. Natomiast ta…hm. Wiem, jakie są badania psychologiczne na ten temat. Wiem, jakie są rekomendacje ekspertów.

Być może to porównanie kontrowersyjne, ale wiemy, że nie ma bezpiecznej ilości spożywanego alkoholu. A jednak pijemy raz na jakiś czas kieliszek wina albo drinka z palemką. Nie czytałam badań na temat wpływu współczesnego społeczeństwa na zdrowie psychiczne matek. Zakładam, że istnieją. Podejrzewam, że niekoniecznie wychwalają struktury, w których obecnie egzystują matki, zdane przede wszystkim na siebie, bardzo często bez wsparcia wielopokoleniowej rodziny czy “wioski”.

A jednak gdybym miała wybierać między żłobkiem, a na przykład nianią, wybieram żłobek. Brytyjskie żłobki są bardzo sformalizowane i objęte szeregiem regulacji. O wiele bardziej ufam małej organizacji, jaką jest nasz żłobek, niż ufałabym indywidualnej osobie. To jest oczywiście mój wybór i kwestia mojego zaufania, nie oceniam wyborów innych. Tym bardziej, że ja nie znam żadnych niań, nie mam znajomych, którzy by jakieś rekomendowali (no, teraz już mam, właśnie zarekomendowano mi jedną nianię, ale bardziej ad hoc) i w mojej konkretnej sytuacji nie chciałabym wypróbowywać na swoich dzieciach takiego rozwiązania. Gdy jest ktoś sprawdzony, znany, to inna sytuacja.

Nie powiem, wybrałabym też żłobek nad cotygodniową kilkudniową opiekę babci czy dziadka. W mojej konkretnej sytuacji.

2

Odkąd córka chodzi do żłobka, kocham ją o wiele bardziej. A szczęśliwa matka oznacza szczęśliwe dziecko. Spędzanie całego dnia, dzień w dzień, tydzień w tydzień, miesiąc w miesiąc w towarzystwie swojego dziecka jest nieludzkie. Nienaturalne. Niespotykane w historii ludzkości przed XX wiekiem. A już na pewno nie jest przyjemne. Tak, napisałam to.
Jeśli są osoby, które się w tym spełniają, to gratuluję. Nie będę udawać, że do nich należę. Być może gdybym oddawała dziecko do żłobka na pięć dni w tygodniu, czułabym się winna. A może nie. Nigdy nie chodziła więcej niż trzy dni. Jej siostra za jakiś czas dołączy, jest już zapisana. Widząc postępy jakie robi Iona w różnych dziedzinach, od języka przez relacje i nawiązywanie kontaktu, aż po pewność siebie i wyrażanie emocji, nie czuję się w ogóle winna. W ogóle nie żałuję.

3

Dzięki żłobkowi moja trzylatka mówi po angielsku. Sama bym jej nie nauczyła. Nie wszystko jest w pełni zrozumiałe i gdy śpiewa niektóre piosenki, brzmi jak ja śpiewająca Spice Girls ze słuchu w podstawówce (ifjułonabimajlava, youbededededefrends”), jednak kiedy automatycznie przełącza się na angielsku na placu zabaw i jest w stanie komunikować się z innymi dziećmi lub naszymi brytyjskimi znajomymi, wiem, że decyzja była słuszna.

4

Nie wiem czy to moje dzieci są takie zdrowe i jestem szczęściarą, czy polskie i brytyjskie żłobki inaczej podchodzą do kwestii choroby, w każdym razie do tej pory Iona opuściła naprawdę niewiele dni. Z powodu gorączki chyba ze trzy dni od początku chodzenia. Dodatkowo wymagany czas z powodu ospy, oczywiście, żeby nie zarazić innych dzieci. I w zasadzie…tyle.
Zdaje się, że przytargała ośmiotygodniowej siostrze ostre zapalenie oskrzelików, ale sama na nie nie cierpiała. Czasem przytarga gluta, ale na glucie się kończy. Z glutem chodzi się dalej do przedszkola.
Możliwe, że jestem szczęściara. Bo nie sądzę, żeby była w tym jakakolwiek nasza zasługa. Jedyne co robimy, to nie przegrzewamy, ani na zewnątrz, ani w domu (temperatura mieszkania to 19-20 stopni).

5

Myślałam, że będę matką spędzającą z dzieckiem dużo czasu na pracach ręcznych. Moja matka spędzała. Zupełnie otwarcie przyznaję, że tego nie robię. Bo nie lubię. Lubię chodzić na spacery kiedy jest ładna pogoda, lubię zabierać dzieci do muzeum, kawiarni (Iona kocha kawiarnie), lubię czytać, tańczyć, wygłupiać się, przytulać, puszczać bańki, robić sporo innych rzeczy, ale nie prace ręczne.
Mogłabym czuć się winna, ale nie będę, ponieważ nie uważam za specjalnie fajne pokazywanie cierpiętniczego poświęcania się.
W żłobku każdego dnia malują, wycinają, naklejają.
Nigdy nie zapomnę tego pięknego lampionu, który malusieńka Iona malowała z okazji Chińskiego Nowego Roku. Czy wyglądał jak wielki zakrwawiony tampon? Nie potwierdzę, nie zaprzeczę. Czy przypadkiem, PRZYPADKIEM zostawiłam go w żłobku? Nie macie na to żadnych dowodów.

6

Nie da się ukryć, że koszty żłobka i przedszkola, przynajmniej w Wielkiej Brytanii, są czynnikiem skutecznie zniechęcającym do powrotu kobiet do pracy. Na moim przyzwoicie płatnym etacie dostawałam na rękę kilka lat temu mniej więcej £2500. Koszt full time mojego żłobka to jakieś £1300. Przy rządowej dopłacie dla dzieci powyżej trzech lat £700. Ale z drugim dzieckiem poniżej trzeciego roku życia płaciłabym około £2000. Da się znaleźć minimalnie tańszy żłobek, ale koszt państwowych żłobków zależy od dochodów, przy naszym dochodzie byłby dość zbliżony, przynajmniej w naszej okolicy. W pracy full time zostawałoby mi zatem jakieś £500 funtów. Z tego część poszłaby na dojazd (£150 miesięcznie) i lunch. Póki mam wybór, póki nie mam pracy etatowej, która jest moim marzeniem, pasją i spełnieniem, lub dawałaby miliony monet, wybieram pisanie bloga i książki. Bo te £500 to de facto jedna współpraca na blogu. I nie muszę na nie pracować pięć dni w tygodniu od 9 do 17.30 z przerwą na lunch.
Tak, wiem, to przywilej.
Jednocześnie jeśli nie muszę, to nie chcę godzić się na takie warunki macierzyństwa i pracy. Bo są słabe.

7

Kiedy moja starsza córka szła do żłobka, czułam ulgę, bo wreszcie miałam mieć trochę czasu dla siebie. Młodsza też jest już zapisana, ma zaczynać w takim samym wieku co starsza. Tak, też potrzebuję trochę czasu dla siebie, dla pracy. Ale…nie umiem sobie wyobrazić jak ten maluszek da radę w żłobku. Nawet jeśli chodzi tylko o dwa dni.
Kiedy widzę odprowadzane do naszej placówki dzieci w wieku Orli, serce mi się kraje.
Co się zmieniło?
No cóż. Drugie dzieci mniej obrywają naszymi frustracjami. No i biorę leki

8

Są matki, które przeżywają katusze na myśl o tym, że dziecko może przeżyć jakikolwiek stres. Które nie mogą spać zastanawiając się jak maluszek poradzi sobie w żłobku. No więc ja nie jestem taką matką. Może i jestem potworem, ale uważam, że zabawa z innymi dziećmi i opiekunami to nie jest krzywda. Że życie składa się ze spraw, do których trzeba się zaadaptować, a umiejętność adaptacji jest pożądaną cechą, której warto dziecka uczyć.

9

Są żłobki i żłobki. Nasze żłobko-przedszkole jest całkowicie prywatne, małe i kameralne. Niektóre opiekunki są trochę jak znajome. Mam tylko dobre doświadczenia. W oczywisty sposób ma to wpływ na moje postrzeganie tej instytucji.

10

Prawda jest taka, że cokolwiek nie zrobisz, jakichkolwiek decyzji w życiu nie podejmiesz, nie zadowolisz wszystkich. Jeśli wrócisz do pracy, będziesz wyrodną matką. Jeśli nie pójdziesz, będziesz roszczeniową madką i usłyszysz, że nie masz w życiu niczego poza dziećmi. W pracy będziesz jednocześnie niewystarczająco dyspozycyjna bo dzieci i mieć za dużo forów względem bezdzietnych.
Ponieważ jesteś kobietą. Ojciec Twoich dzieci zapewne nie spotka się z podobnymi dylematami.

Wbrew temu, co może wmawiają nam parentingowi marketingowcy, wychowanie człowieka to nie jest konkurs ani gra zerojedynkowa, gdzie są jedyne słuszne wybory i jeśli popełnisz jakiś błąd, wypadasz, a dziecko ma zmarnowane życie. Zmarnowane życie można mieć wskutek agresji, braku uwagi, miłości, wskutek nałogów w domu, patologicznej niekompetencji rodziców czy zaniedbań zdrowia i temu podobnych. Badania wskazują, że dla ogółu dzieci lepiej jest mieć nianię niż iść do żłobka, natomiast pewnością dla każdego dziecka lepiej być pod bezpieczną opieką niż bez niej.

Sytuacje różnych rodzin będą się między sobą różnić. Jedna rodzina nie będzie wyobrażać sobie posłania dziecka do żłobka w ogóle, a inna bycia z nim w domu. Dobrej matki czy rodzica w ogóle od złego nie różni tylko, ani głównie, ani może w ogóle, rezygnacja z pracy na rzecz dziecka.
Wychowanie jest sumą wyborów. Dobrych, złych i takich na jakie nas stać. I indywidualne dziecko, które nie ogląda w ogóle kreskówek może być bardziej zaniedbane niż to, które ogląda ich więcej niż wskazują rekomendacje specjalistów.

Jeśli zatem czytasz teksty blogerek piszących o dzieciach, słuchasz dobrych rad rodziny i znajomych czy czytasz książki o wychowaniu, traktuj je tylko jako wskazówkę. Koniec końców wybór należy do Ciebie i Ty wiesz, czego potrzebujesz Ty i Twoja rodzina. Oraz to Wy będziecie ponosić konsekwencje wyborów.
Ja mogę tylko życzyć dużo szczęścia i radości. I zdrowia.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

1 thought on “10 myśli o żłobku”

  1. Pamiętam dwa razy, kiedy moje dziecko płakało w żłobkowej szatni. Raz – po jakiejś dłuższej przerwie (choroba + ferie świąteczne), kiedy pożegnanie ze mną było trudniejsze niż zazwyczaj. Drugi raz – kiedy się żegnaliśmy z tym miejscem, bo dziecko chciało tam chodzić dalej.

    Wg badań istotna jest jakość opieki. I każdy sobie sam musi odpowiedzieć na pytanie, jak zapewnić swojemu dziecku/dzieciom opiekę dobrej jakości. Dla mnie ten rok przerwy między żłobkiem a zerówką był ogromnie trudny, spędziłam go w całości z dzieckiem, 24/7, i to bardzo się odbiło na jakości tej opieki.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry