jakprosicopodwyzke
Riennahera

Riennahera

Jak poprosić o podwyżkę?

Skąd w ogóle pomysł, żebym pisała jak poprosić o podwyżkę? Raz na dwa tygodnie na instagramie zamieszczam Q&A, w którym jak dobra ciocia staram się doradzić w życiowych sprawach. I padło to pytanie.
Dlaczego uważam, że mam kompetencje, żeby pisać o tym jak poprosić o podwyżkę? Cóż, przez osiem lat pracowałam na etacie, obecnie od trzech lat mam własną działalność. Prosiłam o podwyżki jako pracownik. Negocjowałam podwyżki cen w imieniu czasopism, w których pracowałam. Negocjowałam też stawki jako twórca. Odbyłam kilka szkoleń z negocjacji. Coś tam wiem o działaniu firm, relacji pracownika z pracodawcą czy biznesu z klientem. Nie, nie jestem ekspertem biznesowym, ale Ty pewnie też nie.

Potraktujmy ten tekst jako rozmowę przy kawie z doświadczoną koleżanką, która swoje przeżyła, osiągnęła i ogólnie nie narzeka na zawodową sytuację. Podzielę się tym jak ja działam i co ja bym zrobiła, żeby poprosić o podwyżkę.

Moja pierwsza reakcja na tytułowe pytanie? Nie prosić. Nie marnować czasu.

Lepiej od razu znaleźć nową pracę.

Z doświadczenia zawodowego mojego i wszystkich osób z mojej bańki w świecie realnym, materialnym, namacalnym, więcej pieniędzy najłatwiej dostaje się przy zmianie pracy. Po pierwszej zmianie pracy na pełen etat, na wejściu zaczęłam zarabiać 35% więcej. Po drugiej – kolejne 25%. Mój mąż i przyjaciółka w branży IT potrafili dostać 50% podwyżki.
Takie skoki są praktycznie nie do osiągnięcia jeśli pójdzie się do przełożonego i ładnie poprosi. Niestety. Sic mundus creatus est.

Rozumiem jednak, że są ludzie, którzy lubią miejsce, gdzie pracują, spełniają się w danej pozycji albo mają blisko do pracy, warunki idealnie ustawione pod własne potrzeby i zmiana im się nie uśmiecha, a portfel chce więcej. Zatem dla tych wszystkich osób, przyjrzyjmy się jak się zabrać do tematu.

Żeby poprosić o podwyżkę, musisz się przygotować.

Failing to prepare is preparing to fail. Musisz wiedzieć jak wygląda Twój performance w pracy, nie na zasadzie “wydaje Ci się, że sobie spoko radzisz”, tylko konkrety, konkrety, konkrety.
Gdy sama pracowałam na etacie miałam o tyle ułatwione zadanie, że co dwa tygodnie mieliśmy rozmowę z kierownikiem o tym jak nam idzie, a potem co kwartał generalne podsumowanie. Wiedziałam zatem na bieżąco gdzie idzie mi dobrze, gdzie gorzej i kiedy mam w rękawie wystarczająco dużo asów, żeby upomnieć się o awans lub pieniądze. Jeśli nie masz podobnej struktury, musisz być sobie sama okrętem, żeglarzem i sterem i ocenić się szczerze. Nie zbyt surowo, po prostu szczerze.

Dlaczego podwyżka Ci się należy?


Nie, to że chcesz kupić mieszkanie czy pojechać na wakacje to nie jest interesujący pracodawcę powód. Liczy się tylko to co dajesz firmie swoją obecnością.
Musisz udowodnić, że wykonujesz swoją pracę bardzo dobrze i jeszcze lepiej. Że jesteś wielkim skarbem dla swego pracodawcy czy klienta. I na wszystko mieć konkretne dowody, twarde liczby.

Dobre przykłady?
    • udało Ci się zwiększyć sprzedaż o X procent
    • zdobyłaś X nowych klientów
    • ulepszyłaś proces, dzięki czemu firma oszczędza czas i/lub pieniądze (konkretne procenty czy inne sposoby mierzenia osiągnięcia bardzo wskazane)
    • szkolisz nowe osoby
    • od X tygodni/miesięcy/kwartałów/czegokolwiek osiągasz wszystkie targety
    • zastępujesz w obowiązkach osobę X, która odeszła i nikt nie przejął jej pozycji

To tylko moje pomysły, z mojej wcześniejszej pracy. Nie wiem gdzie Ty pracujesz i jakie są Twoje KPI (Key Performance Indicator), ale jakieś na pewno istnieją. Nawet jeśli nikt nie przedstawił Ci ich oficjalnie.

Dobry moment, żeby prosić o podwyżkę

To też ważny czynnik. Jak już wspomniałam, sama pracowałam w miejscach, gdzie była regularna okazja do poruszenia takich zagadnień. To ułatwia sprawę i odejmuje wielką część stresu. Jeśli jednak nie masz takiej okazji, warto po prostu kierować się zdrowym rozsądkiem. Jeśli widzisz, że przełożony czy osoba decyzyjna jest w nienajlepszym życiowym momencie albo przygniatają ją obowiązki, to warto poczekać. Może nawet pomóc w zawodowych obowiązkach, jeśli jest taka możliwość…

A co jeśli się nie uda?

To nie jest koniec świata. Ale też nie koniec rozmowy. Nie jesteś chłopem pańszczyźnianym zdanym na łaskę pańską, nie musisz być wdzięczna tylko dlatego, że masz zaszczyt pracować dla kogoś. Nie twierdzę, że akurat Twój pracodawca ma takie podejście, ale niektórzy takie mają i próbują je sprzedać podwładnym, więc próbuję dodać Ci odwagi. Praca to kontrakt, pracownik ma święte prawo pytać o zmianę warunków.

Dowiedz się:
    • Jaki jest konkretny powód?
    • Kiedy będzie kolejna okazja, żeby wrócić do tematu?
    • Co musi się wydarzyć, żeby podwyżka miała miejsce? Jakie masz zadania do wykonania? Jak masz się wykazać?
    • Jaka jest Twoja ścieżka rozwoju?

Rozsądny pracodawca będzie otwarty na te zagadnienia i nawet jeśli nie od razu, to przedstawi Ci ścieżkę podwyżki, awansu, rozwoju i tak dalej. Bo rozsądny pracodawca chce mieć pracownika dobrego, rokującego i zadowolonego.
Jeśli nie dostaniesz odpowiedzi na te pytania, jest to mocna przesłanka, że czas na Ciebie. O ile nie jest to chwilowa praca, w której jesteś tylko dla przeżycia i nie wiążesz z nią żadnej przyszłości (np. dorabiasz podczas studiów czy na wakacjach), to źle świadczy o pracodawcy i jego podejściu do pracownika.

UWAGA!


Nie jest najlepszym ruchem stawiać pracodawcy ultimatum. Bo powinien dostrzec Twoją wartość jako pracownika, a nie otrzymywać groźby. Poza tym, to miecz obosieczny.
Jeśli w negocjacji powiesz, że odejdziesz jeśli nie dostaniesz podwyżki, to musisz być w gotowości, żeby naprawdę odejść. Albo żeby usłyszeć, że w takim razie dziękujemy i do widzenia.
Chyba, że Ci nie zależy, to wtedy rób jak czujesz. Ja nie jestem spontaniczna, żywiołowa, charakterna i w ogóle namiętna, więc ja bym nawet nie próbowała.

W kwestiach rozmów służbowych uważam, że dobrze kierować się mottem miasta, z którego pochodzę. Na herbie Gdańska, pod podtrzymującymi go lwami, wypisana jest na wstędze dewiza “Nec temere, nec timide” czyli “ani zuchwale, ani bojaźliwie”. Po prostu…profesjonalnie.
 
Można podejść do tego wszystkiego od jeszcze innej strony. Rozumiem, że są wśród nas różne osobowości i niektórzy nie są w stanie psychicznie poradzić sobie z wizją stanięcia oko w oko z przełożonym i powiedzenia “chcę podwyżki, bo jestem tego warta, oto dowody, DAJ”. W takiej sytuacji można zacząć lżej. “Chciałabym porozmawiać co musi się stać, żebym dostała podwyżkę”. Możesz usłyszeć, że nie ma takiej opcji.
Wtedy od razu wiesz, żeby szukać nowej pracy i nie zawracać sobie głowy całym procesem przygotowania.

Powodzenia!

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

1 thought on “Jak poprosić o podwyżkę?”

  1. A ja akurat dziś dostałam podwyżkę 😍 32% 👍 tylko, że pracuje w IT i mój szef zgodził się na moją „zaporowa” propozycje… Mogłam poprosić o 50% 😅, ale to 32 było podparte obliczeniami, więc tak faktycznie ani bojaźliwość ani zuchwałość

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry