jakpoznacludzi
Riennahera

Riennahera

Jak poznać ludzi?

Siedziałam sącząc prosecco na pierwszych urodzinach drugiego syna mojej koleżanki, biorąc udział w rozmowie o grupach zabaw dla niemowląt. Pewna kościelna grupa ma bardzo dobre opinie i korci mnie, żeby się na nią wybrać.

  • W ogóle to jest niesamowite, jakie wspaniałe jest poczucie wspólnoty. Zaczęłabym chodzić do tego kościoła gdyby nie fakt, że nie bardzo mi po drodze z Bogiem – oznajmiła jedna z matek. – Bardzo ciężko o taką wspólnotę, bo gdzie jako dorosła osoba poznaje się ludzi?

Ciekawe to i nieco ironiczne, bo samą organizatorkę urodzin poznałam przypadkowo na zajęciach dla młodych rodziców, na które skierowały nas położne środowiskowe. Byłam przerażona nową rolą, bałam się wracać z moim sześciotygodniowym niemowlęciem do domu i siedzieć samej, więc poszłam na kawę z nieco przemądrzałą Irlandką, której synek miał osiem tygodni. Ponad trzy lata później dalej chodzimy na kawy, naleśniki i pijemy razem prosecco.

No dobra, to jak poznać ludzi?

To pytanie, na które natykam się często. Właściwie od lat. Mnie samej właściwie nie zastanawia tak bardzo, ponieważ znajdowanie znajomych przychodzi mi o wiele łatwiej niż przypuszczałabym, biorąc pod uwagę, że w zasadzie nie lubię ludzi, nie znoszę poznawać nowych osób i nie mam wielkiej łatwości w nawiązywaniu kontaktów. A jednak jakoś się kręci. Zachęcam zatem innych, żeby próbowali się rozkręcić. Stąd pewnego razu na instagramie dodałam zdjęcie, zachęcając do umawiania się na spotkania w komentarzach. Stąd zachęcam do spotkań na mojej grupie Międzynarodowy Legion Pończoch Pogardy. Stąd w przeszłości organizowałam spotkania w Londynie, a teraz odżywają, mam nadzieję, zainicjowane przez jedną z Czytelniczek.

No dobrze. Wspomniałam, że mnie samej jakoś się to kręci, chociaż jestem introwertyczką i w ogóle zgorzkniałą i zamkniętą w sobie osobą. Przejdźmy zatem do rzeczy.

Jak poznawałam moich bliskich, znajomych, przyjaciół?

Praca

Oczywiste miejsce. Miałam kiedyś szefa, który twierdził, że jeśli przychodzi się poznawać znajomych w pracy, to jest się smutną osobą, ale potem go aresztowano, więc nie będę go uznawać za autorytet. Praca to świetne miejsce do poznawania ludzi.
Nie ze wszystkimi osobami znajdzie się nić porozumienia, niektóre znajomości są na chwilę, niektóre nie przetrzymają próby czasu jak na przykład pandemia, ale jeden z moich bliskich znajomych to kolega z pracy, którego znam od jakichś ośmiu lat. Przed pandemią takich znajomych miałam więcej. Przed dziećmi jeszcze więcej. W tym przypadku to jednak mój wybór, bo przy ograniczonej ilości życiowej przestrzeni na ludzi, nie mam czasu na wszystkie osoby, które kiedykolwiek lubiłam w moim życiu. No tak bywa.
Kluczem do znalezienia bratnich dusz w pracy jest integrowanie się z ludźmi w okolicznościach innych niż siedzenie w biurze od 9 do 17 (czy jakie tam macie godziny pracy). Driny, lunche, wspólne delegacje, wspólne marudzenie na szefa…
Zresztą, z moim byłym szefem też się widuję. Pandemia nieco pokrzyżowała szyki, ale byłam na jego pięćdziesiątych urodzinach i dawał referencje do obywatelstwa mnie i mojemu mężowi. Tyle, że z nim też integrowałam się na drinach, lunchach i wspólnych delegacjach.

Internet

We wszelkich jego odmianach.
Właściwie odkąd dostęp do internetu jest powszechny i tani, problem znalezienia znajomych przestał dla mnie istnieć.
Męża poznałam przez gadu-gadu. Tak, chodziliśmy razem do szkoły, ale zaczęliśmy rozmawiać, kiedy napisaliśmy do siebie na gadu-gadu. Nawet nie pamiętam kto zaczął. Chyba on?
GG to jednak prehistoria internetu. Teraz jest mnóstwo miejsc. Grupy na fejsie, Twitter, insta, blogi…To naprawdę daje nieograniczone możliwości. Na instagramie zaczęłam pisać z moją idolką z lat nastoletnich, Agatą Nowicką. Jakoś tak się zgadałyśmy, rozmowy szły ciekawie, że okazało się, że jej mama mieszka w tej samej wsi co moja. Nawet narysowała mój portret! Nastoletnia ja posikałaby się z wrażenia i nie mogła zebrać szczęki z podłogi przez tydzień. Da się? Da się. W tym wypadku uznam, że trzeba chcieć.

Wciąż podkreślam, że owszem, mam w sobie nieco śmiałości i trochę potrzebę uwagi od innych (cóż, w końcu bloguję od dwudziestu lat…), ale rozmowy nie przychodzą mi bardzo łatwo i jestem introwertyczna, a czasami nieśmiała i nie wierzę w siebie. Ale bardzo CHCĘ to pokonywać.

Blogi

Nie jestem w stanie przecenić pozytywnego wpływu blogowania na moje życie. Zawdzięczam mu przynajmniej połowę dobrych rzeczy w życiu. Pisałam już o tym nie raz, ale jedne z najważniejszych dla mnie znajomości wynikły dzięki blogom (HEJ CZAJKA), ludzi, którzy w pewnych momentach najbardziej mnie wspierali poznałam przez blogowanie, bo ja miałam bloga i oni też, moje londyńskie przyjaciółki i koleżanki poznałam, bo czytały mojego bloga.
Czasami było to spotkanie Czytelników, czasami ktoś mnie czytał, czasami ja czytałam kogoś. Obecnie blogerzy są twórcami społeczności, a od słowa do słowa w tych społecznościach naprawdę da się znaleźć świetne osoby. Zarówno jako twórca (no hej!), jak i jako uczestnik.

Koła zainteresowań

Na studiach takich kół były dziesiątki.
Od wielbicieli anime po socjalistów. Od rugby po pieczenie ciastek.
Ja należałam do sekcji aikido oraz do studenckiej telewizji (ale była jeszcze studencka gazeta i radiostacja). Tam poznałam osoby, z którymi potem mieszkałam, z którymi chodziłam do pubu i z którymi siedziałam w wannie podczas domówek, z którymi spotykam się dalej jeśli tylko jestem w tym samym miejscu o tym samym czasie. A jechałam do Szkocji nie znając w Glasgow nikogo. Ani jednej osoby.

No dobrze, a po studiach?
Życie się nie kończy. W lokalnej bibliotece raz w miesiącu spotyka się klub komiksów. Kiedyś chodziłam na spotkania londyńskich blogerów. Są koła przyjaciół dzielnicy, są wolontariaty. Z pewnością jest mnóstwo grup i klubów, o których istnieniu nie mam pojęcia. Konwenty, imprezy tematyczne…No, dorzućcie więcej opcji.

Znajomi znajomych

Moja droga przyjaciółka Kat studiowała ze mną na jednej uczelni. Jest jednak cztery lata młodsza, kiedy zaczynała, ja byłam na magisterce i rok później wyjechałam do Anglii. Miałyśmy jednak wspólnych znajomych. Jej były chłopak robił mi czasem zdjęcia. Po przeprowadzce do Anglii napisała do mnie wiadomość, umówiłyśmy się na kawę i zdjęcia i…było to siedem lat temu.

Nieodżałowane Nibi poznałam przez Czajkę. Drogą Katlę poznałam przez Tattwę. Tattwę z kolei z blogów…

Człowiek człowiekowi człowiekiem. Czasami po prostu z kimś zaiskrzy. Czasem od razu, czasem później.

Odezwać się

Do właścicielki pobliskiej kawiarni odezwałam się, bo okazało się, że jest Polką. Na dodatek ma synka starszego od Iony o kilka miesięcy. Trzy lata później dzieciaki mają na swoim punkcie totalną obsesję.

Introwertykom ta rada może wydać się niemożliwa do spełnienia, lecz cóż. Też jestem z natury introwertyczna. Po latach doświadczenia wiem jedno. Jeśli się coś ćwiczy i powtarza, za każdym razem idzie nieco łatwiej. Tak, opanowanie łatwości small talku zajęło mi jakieś dziesięć lat. Czasami wciąż się potykam. Ale co z tego? Najwyżej gadka się nie klei. Najwyżej sobie idę.

Kilka miesięcy temu rozmawiałam z barmanem w pubie, do którego kiedyś często chodziłam. Poczułam się jakbym była własną matką. Zawsze wiedziała jak coś załatwić. Po godzinie wiedziałam, gdzie barman mieszka, skąd jest jego żona, kto więcej zarabia w ich małżeństwie i ile miesięcy ma jego dziecko. Gdybym jak niegdyś chodziła do tego pubu raz w tygodniu, chyba miałabym nowego kolegę…

Dzieci

Dzieci są świetnym sposobem na przełamanie lodów. I nie, nie chodzi tylko o to, że wszystko psują, chociaż też. Jeśli masz dzieci, musisz chodzić na plac zabaw. To smutny życiowy fakt. A tam są ludzie, którzy też mają dzieci. Możesz z nimi rozmawiać. O czym? O dzieciach! Jeśli kogoś polubisz, możesz dyskretnie zarzucić inne tematy. Może od słowa do słowa znajdziesz bratnią duszę, a dzieci będą chciały wspólnie się bawić? Może zaprosicie się na kawę do domów? Jeśli nie – nikt nie zauważy, że już Ci się nie chce rozmawiać. Może powiedzieć, że dzieciątko musi iść jeść, spać, jechać do babci, jest umówione na zabawę z kimś tam, kimkolwiek. Albo macie bilety do kina. Albo naprawdę cokolwiek. Nawet to, że źle sypiasz i musisz wrócić do domu bo zaraz padniesz. Nikt nie będzie tego kwestionował.
Sama chodzę na grupy zabaw dla niemowlaków i skrzętnie korzystam z opisanego mechanizmu. Ale dzieci i ich rodzice są wszędzie, plac zabaw to tylko jedna z opcji. The world is your oyster, sky is the limit i tak dalej.

Disclaimer

Poznanie ludzi to jest wysiłek. Nie ukrywam. Trzeba nie tylko się do nich odezwać, nie tylko postarać się ich poznać i dać poznać siebie, ale jeszcze podtrzymywać kontakt. Być może to co piszę brzmi ironicznie, natomiast jestem zupełnie poważna. Nie każdemu i nie zawsze przychodzi to naturalnie czy łatwo.
Na dodatek cały ten wysiłek wiąże się z ryzykiem. Może nie zostać odwzajemniony, a może w końcu sami uznamy, że to osoba nie dla nas.
Niemniej, żeby za te pięć, dziesięć czy piętnaście lat można było powiedzieć o kimś per “przyjaciel/przyjaciółka” czy nawet “dobra znajoma”, trzeba wykonać pracę.

Ta praca nie zawsze się “opłaci”. Nie zawsze znajdziesz osobą, z którą możesz kraść konie. I to jest ok. Czasami wystarczy spędzić miło wieczór i nigdy więcej się nie spotkać. Wierzę, że każda rozmowa z drugim człowiekiem jest wartościowa, nawet jeśli nie jest przyjemna. Bo czegoś się uczymy w każdej interakcji. Więc w sumie się jednak opłaca. Może inaczej niż zakładamy.

Trzeba też przygotować się, że czasem ludzie nie chcą się poznać. Ja na przykład mam okienka, kiedy czuję się gotowa na nowe znajomości i okresy, kiedy chcę być w swoim obecnym świecie. I bynajmniej nie chodzi wtedy o niechęć do konkretnych osób. Po prostu chwilowo nie mam siły na wysiłek związany z interakcjami i poznawaniem ludzi. Za jakiś czas mogę tryskać energią i szukać przyjaciół. Nie forsuję tego, działam zgodnie z naturalnym rytmem.

Tyle ode mnie.
Mogę polecić serdecznie moje grupy, Legion oraz Londyn Pogardy. Tam też poznaję osoby. Zawsze jakiś start. Nie ma żadnego przeciwskazania, żeby nie założyć wątku jeśli chce się znaleźć znajomych. Na grupie, w komentarzu pod wpisem tutaj albo na fanpage’u. Na pewno polajkuję.

Powodzenia!

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

1 thought on “Jak poznać ludzi?”

  1. Och, to jest jedna z moich życiowych porażek. Tworzenie więzi.

    Wywodzę się z dysfunkcyjnej rodziny, która do wyżej wymienionego problemu dorzuciła mi wieeeloletnią depresję i fobię społeczną.
    Po wyprowadzce z domu zerwałam kontakty z całą-całą rodziną. Fobia społeczna jest już zaopiekowana. Depresja od prawie dwóch latach leczona lekami.

    Ale nadal nie umiem nawiązywać poważniejszych relacji. Męczy mnie rozmawianie z kimkolwiek poza moją narzeczoną, rozmówcy z biegiem czasu zaczynają mnie irytować, stresuję się. Nie wiem, co powiedzieć, ani jaki nowy temat zarzucić, kiedy stary się wyczerpie. Wydaję się sobie strasznie nieciekawa, bo faktycznie prowadzę bardzo spokojne życie.

    Odkąd zamieszkałam 4 lata temu w mieście narzeczonej, z nikim się nie zakolegowałam. W sumie narzeczona jest najdłużej znaną przeze mnie osobą, z którą jestem w kontakcie (5 lat) i jedyną, która jest mi bliska.

    W sumie chyba jestem na etapie pogodzenia się z moimi ułomnościami :p

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry