OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Riennahera

Riennahera

10 myśli o obsesji piękna

Pomysł na ten tekst przyszedł mi podczas lektury “Obsesji Piękna”, którą dostałam w prezencie od wydawnictwa WAB.

Byłam nią mocno zaciekawiona, ponieważ dużo osób z mojej internetowej bańki ją chwaliło. A ja…Nie podchodzę do książki aż tak entuzjastycznie, bo wydaje mi się nie do końca znajdować balans między uznawaniem dbania o wygląd za zło konieczne, a czerpaniem z niego autentycznej przyjemności. Rozumiem, że wynika to pewnie z naturalnych skłonności autorki, która wyraża się pewnie w inny sposób, natomiast dla mnie wygląd (przez co rozumiem sposób ubierania się i własny styl) jest obok pisania środkiem przekazu. Dr Engeln nie dotyka też w ogóle historii i kulturowo-społecznego kontekstu wyglądu. Rozumiem, że taka praca byłaby zapewne wielotomowa, a na kilkuset stronach skupiła się głównie na rozterkach związanych z byciem wystarczająco szczupłą i wystarczająco w kanonie. Dla mnie to trochę zbyt po łebkach, ale w końcu nie chodzi mi tu o recenzję książki, a jedynie o podążenie myślami za jej inspiracją.

No to podążam.

1

Wg autorki, gdyby kobiety nie spędzały tyle czasu na myśleniu o wyglądzie, czego wymaga od nich kultura, miałyby dużo więcej czasu na inne zajęcia, aktywności, hobby, osiągnięcia.
No więc…tak, owszem. Spędzam na dbaniu o wygląd więcej czasu niż mój mąż, który nie goli nóg i nie ma włosów na głowie (gdy je miał też nie spędzał czasu na ich układaniu). Ale w dzień, kiedy biorę tylko szybki prysznic, nie nakładam żadnego makijażu i spinam sobie włosy, bez żadnych kompleksów i wysiłku, siadam przy stole i przez najbliższe momenty myślę…O lekarstwie na raka? O polityce? O kryzysie klimatycznym? O teatrze współczesnym?
Nie. Śpiewam sobie w myślach piosenki z “Encanto”.
Także nie przeceniałabym wartości tego czasu odzyskanego z myślenia o wyglądzie…

2

Mam ambiwalentne uczucia związane z kwestią wyglądu w społeczeństwie. Z jednej strony, jak najbardziej uważam, że pięknym można być w każdym kształcie, rozmiarze, wieku, kolorze i tak dalej i reprezentowane w mediach powinny być wszelkie warianty człowieka, a wygląd powinien być dodatkiem do osobowości, a nie pierwszym co cenimy.
ALE.
Sama mocno wyrażam się przez wygląd i nigdy nie powiem, że chciałabym dojść do momentu, kiedy wstaję rano i nie myślę jak wyglądam. Bo to nieprawda. Chcę nie przejmować się kompleksami, owszem. Coraz lepiej mi to idzie. Ale chcę i będę myśleć o tym co mam ochotę na siebie założyć, czy jestem w nastroju na sukienkę czy jeansy i T-shirt, jak się umaluję i uczeszę. Ponieważ mój wygląd sprawia mi przyjemność i jest dla mnie fajną sprawą. Tak, jestem w stanie iść do sklepu bez makijażu. Nie, nie oceniam makijażu i wyglądu mijających mnie na ulicy osób (chyba, że są super fajne). Ale nie wiem czemu moje zainteresowanie wyglądem miałoby być czymś gorszym niż czyjeś zainteresowanie piłką nożną.
Tak, nie powinniśmy przykładać do wyglądu zewnętrznego jednostki kluczowej wartości, ale nie, nie chciałabym wymazać mody i stylu ze społeczeństwa.

3

Fascynuje mnie, jak mało toksycznych zachowań odnośnie wyglądu wyniosłam z domu. Nikt nie mówił mi nigdy, że nie jestem ładna, że jestem za gruba, może czasem, że za chuda, ale to jako dziecku-niejadkowi.
Krytyka odnosiła się do noszenia glanów latem czy ubierania się na czarno, ale nigdy do cech, które nie zależały ode mnie. Jasne, babcia mówiła jaka ze mnie ładna dziewczynka, ale nie szło za tym jakieś dalsze przesłanie.
To z jednej strony smutne i wspaniałe. Smutne, bo oznacza to, że wszelkie moje kompleksy to sprawa tylko i wyłącznie kulturowa. Moje kompleksy nie wynikały z domu, ani nawet ze środowiska rówieśniczego (jedna wredna koleżanka powiedziała raz, że jestem brzydka, inna raz skrytykowała moje rzekomo brzydkie włosy, reszta uwag nigdy do mnie nie doszła). Wzięły się tylko i wyłącznie z przyglądania się kanonom piękna. A potem z internetu.
Wspaniałe – bo być może uda mi się podobnie traktować córki. Albo i lepiej, żeby pomóc im walczyć z kulturowym kontekstem.

4

Wymienienie wad swojego ciała, zwłaszcza wizualnych, jest bardzo łatwe. Właściwie każdą jedną najmniejszą część mogłabym skrytykować. Zbyt umięśnione łydki, płaski tyłek, wystający brzuch, obwisłe piersi, brak talii, figura jabłka, szerokie ramiona, łamliwe paznokcie, duży nos, wąskie usta cienkie włosy. Czy o czymś zapomniałam?
Gdybym miała wymienić zalety…długie nogi wyglądają dobrze w niektórych ujęciach, mam chyba ładne oczy, nie mam zbyt dużych problemów z cerą.
Oczywiście, kiedy patrzymy na drugiego człowieka, nawet pod kątem urody, nie analizujemy każdego centymetra ciała z mikroskopem. Gdyby ktoś przy nas tak oceniał innych, uznalibyśmy go za dziwnego, prawda? “Rany, ale ten koleś ma cienkie włosy i łamliwe paznokcie, w dodatku za krótkie nogi i za mały nos i jeszcze niezbyt szerokie ramiona”…Albo ”ale ta laska ma suche włosy i suchą cerę i za mało mięśni w tyłku, a za dużo w ramionach i w ogóle chyba opuściła dzień nóg”…Niezręczne, prawda?

Nikt, kogo uwaga jest cokolwiek warta, nie patrzy na człowieka pod względem bycia sumą części, tylko jako na całość.
A jednak dajemy swoim umysłom, nakarmionym przez lata reklam, analizować siebie samych centymetr po centymetrze.

Dodam tylko, że największą zaletą mojego ciała jest to, że jest silne, zdrowe i szybko się regeneruje.

5

Jeszcze kilka lat temu nie nosiłam długości midi, ponieważ masakruje mi łydki. Tak, mam szczupłe, długie, umięśnione nogi, które są umięśnione dokładnie w miejscu, w którym kończy się ta długość, przez co wyglądają na krótkie i grubsze.
Od studiów spędzało mi to sen z powiek.
I wiecie, zawsze mówimy, że internet i social media źle wpływają na samopoczucie względem wyglądu, ale mnie właśnie internet pomógł. Osoby jak Kasia Czajka, która nosi przepiękne sukienki w większym rozmiarze czy Radzka i jej super stylówki. Albo Chowański, który jest profesjonalnym stylistą W PARYŻU i regularnie występuje przeciwko arbitralnym normom, nakazom i zakazom, przekonując, żeby nosić to co lubisz i w czym czujesz się świetnie.
A ja czuję się świetnie w tej sukience, chociaż masakruje mi nogi.
I czuję się świetnie w wielkim płaszczu, chociaż na pewno robi mi z sylwetką porąbane rzeczy. I uważam, że wyglądam czadersko. Bo czuję się sobą. Na pewno o wiele bardziej sobą niż czułabym się w ubraniach idealnie podkreślających moje zalety.

6

Zauważam, że zaczynam myśleć o wyglądzie obsesyjnie, kiedy mój ogólny stan psychiczny robi się gorszy. Wtedy bardzo zastanawiam się co mnie wyraża, jak jestem postrzegana.
Jednocześnie zauważam, że kiedy czuję się gorzej, mam o wiele mniej zdjęć. Bo normalnie podobam się sobie nawet na co dzień, z minimalnym makijażem, w zwykłej koszulce. A w kryzysie nie podoba mi się nic.
Ale nie czuję się źle ze względu na wygląd. Ponieważ źle się czuję, to wygląd mnie przybija. To dobry papierek lakmusowy.

7

Kiedy w końcu zaczęłam regularnie i z przyjemnością ćwiczyć, w ogóle przestałam o tym myśleć w kwestii dbania o urodę. Dbam o kondycję, zdrowie, siłę, samopoczucie. Czy zależy mi, aby zrzucić kilogramy? Tak na zasadzie, że byłoby spoko, ale nie po ćwiczę. Czy zależy mi, aby nie mieć brzucha? Byłoby fajnie, ale jeśli się nie uda, to nic się nie stanie. To nie są cele ćwiczeń.
Celej jest żeby coraz dłużej wytrzymywać w planku, podnosić coraz większe ciężary, być coraz silniejszą i bardziej wytrzymałą. Z tego jestem dumna.

8

Nie wiem czy macie to samo, ale kiedy zaczynam się komuś przyglądać, im dłużej patrzę, tym bardziej mi się podoba. Nie ważne czy jest młody czy stary, szczupły czy wręcz przeciwnie, z twarzą powszechnie uznawaną za atrakcyjną czy niekoniecznie. Wyobrażam sobie jaki ciekawy portret można by zrobić tej osobie w odpowiedniej aranżacji i przy odpowiednim świetle. Każdy zaczyna się robić wtedy swoistym dziełem sztuki. Cechy charakterystyczne, znamiona, zmarszczki dodawałyby lepszego efektu.
Tak, to chyba też uprzedmiotowienie bliźniego. Czasami pomaga mi jednak dostrzec ile piękna jest w ludziach. Chociaż nie jest to piękno aniołków Victoria’s Secret.

9

Problemem z pięknem nie jest to, że istnieje. Ciężko też oddzielić jak bardzo jest to koncept kultury, a do jakiego stopnia jesteśmy warunkowani przez naturę, żeby podobało się nam to, co się nam podoba – mięśnie mężczyzn, drobne talie kobiet, symetria rysów, cechy małych dzieci, które sprawiają, że chcemy się nimi opiekować. Myślę, że obiektywnie każdy wolałby być piękny, zdrowy i młody niż brzydki, chory i stary. Co nie znaczy, że są to najważniejsze czy nawet ważne cechy przy określaniu jakim kto jest człowiekiem. Dodatkowo od tego stworzyliśmy kulturę, żeby stwarzać sobie nowe wartości i dostrzegać piękno w nieoczywistych miejscach. W naturze też nie pijemy whisky, a jednak whisky jest wspaniała. Dlatego też wyobrażam sobie piękną osobę w każdym rozmiarze i w każdym wieku i w różnych formach.
Problemem nie jest istnienie pojęcia piękna, tylko to jak obraca nim marketing i kapitalizm.
Wiecie co wydaje mi się zawierać esencję tego podejścia? Baśń o Małej Syrence. W wersji Andersena syrenka jest jedną z wielu pięknych syren, wyjątkową nie z powodu urody, a z powodu uczucia dla człowieka. Poświęca dla niego wszystko, swoją rodzinę, głos, w zamian żyje w bólu i ciszy, ale przy księciu. Ten jednak żeni się z inną. Nie dlatego, że jest piękniejsza. Dlatego, że może z nią rozmawiać. Bo miłości nie da się zdobyć poświęceniem i nie polega na patrzeniu na piękną twarz. Koniec końców syrenka wybiera miłość i poświęca się dla księcia, zwyciężając moralnie. Jednak to smutna opowieść z przestrogą.
A co dał nam Disney? Syrenkę, która jest najpiękniejsza ze wszystkich, nikt inny się nie umywa, poświęca dla księcia wszystko i w końcu dostaje za to nagrodę czyli mężczyznę. Nie żeby zamienili wcześniej jakiekolwiek zdanie. Bo jest najpiękniejsza i dlatego, że zasłużyła.

Nic dziwnego, że jesteśmy w stanie poświęcić dużo, żeby być tą jedną najpiękniejszą w całym oceanie.

10

Nie jestem najpiękniejszą księżniczką w mojej bajce. Ba, nie jestem już nawet księżniczką, wiekowo z pewnością jestem raczej królową. Ale nie spędza mi to snu z powiek ani nie psuje nastroju. Bo ważne, że jestem w mojej bajce. Jestem bohaterką opowieści, a nie postacią poboczną. Mam własną opowieść, którą tworzę, nawet jeśli nie nad wszystkim mam zawsze kontrolę. Nawet jeśli inne postaci są ładniejsze.
Przynajmniej jestem jakaś i mam przygody.

Czego i Tobie życzę. Pięknych przygód przede wszystkim.

Zdjęcia (oprócz nagłówka) Paulina Tran

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

3 thoughts on “10 myśli o obsesji piękna”

  1. Monika Jagielska

    W punkt! Świetnie, że nie wyniosłaś z domu krzywdzących przekonań na temat wyglądu, bo jest to niestety dość częste. Zgadzam się, że nie można totalnie demonizować dbania o siebie i zwracania uwagi na ubiór, bo przecież to droga do wyrażania siebie. Problem zaczyna się kiedy ważniejsze jest to jak wyglądasz niż to jaki jesteś naprawdę. A taki trend też widzę niestety…

  2. W kwestii piękna i ew. obsesji z nim związanej napisano już chyba bardzo wiele (w tym miejscu polecam „Historię piękna” Umberto Eco), natomiast odnośnie obsesji piękna uderza mnie ostatnio jeden niezrozumiały fenomen.
    Jak bardzo byśmy się nie starali definiować piękna to i tak nie da się ukryć, że ostatecznie jest ono jednak kategorią płynną i subiektywną.
    Pewne kanony odnośnie kształtów i proporcji oczywiście istnieją (zresztą nie tylko w odniesieniu do ludzi), natomiast akurat jeżeli chodzi o piękno ludzkiego ciała nie wszyscy muszą się z nimi zgadzać i dzięki Bogu się nie zgadzają 😀
    To co mnie jednak uderza to zjawisko „produkowania” identycznych twarzy u kobiet za pomocą takich czy innych zabiegów estetycznych.
    Bo umówmy się, że o ile np. włosy, pupę, piersi, brzuch czy uda to jeszcze można sobie zgodnie z jakąś tam modną sztancą „wyprodukować” o tyle twarz to jednak jest taki specyficzny fragment ludzkiego ciała który czyni z nas niepowtarzalną jednostkę. Mniej więcej tak samo jak to jest z głosem.
    A tutaj dzieje się rzecz absolutnie niezrozumiała, kiedy Panie chcąc wyglądać pięknie kupują sobie identyczny kształt oczu, nosa, ust…
    Patrząc na tego rodzaju „produkcję” zastanawiam się czy aby nie rodzi ryzyka indywidualnej dentyfikacji tych Pań w większej grupie XD
    Dla mnie jest z nimi trochę tak jak dla człowieka rasy białej z rozróżnianiem twarzy Azjatów: wszystkie wydają się być takie same.
    I zastanawiam się po pierwsze: czy to już trochę nie jest klonowanie? Po drugie: jak to się ma do powszechnie promowanego indywidualizmu typu „jesteś wyjątkowa/y” czy „jesteś jedyna/y taki na świecie” albo „odróżnij się albo zgiń!”. Ten indywidualizm jest zresztą trochę zabawny, no bo niby każda/y wyjątkowy, jedyna/y taki na świecie i w ogóle odróżnij sie albo zgiń a jak są modne np. spodnie z wysokim stanem albo krótkie skarpetki „stópki” to nie dość że wszyscy muszą mieć takie, to jeszcze niezależnie od klimatu i pory roku XD … taki masowy, przemysłowy indywidualizm mamy.
    To trzecie i w sumie najważniejsze to czy rzeczone Panie nie robią sobie w ten sposób wielkiej krzywdy, bo jak wiadomo dobry alchemik-czarodziej (z chirurgiem estetycznym włącznie) na każde zaklęcie powinien dysponować stosownym przeciwzaklęciem a jak tutaj wrócić z takiej „produkowanej” twarzy do oryginalnego stanu wyjściowego?
    To by mogła być droga impreza takie „cofnij zmiany” wzgl. windowsowe Ctrl+Z.

    Trochę się rozpisałem więc pozostawiam temat ad deliberandum 😉

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry