scenyokladka
Riennahera

Riennahera

Sceny Rodzinne – edycja wakacyjna

Wakacje, wakacje i po wakacjach.
Jest to czas szczególny, w którym codzienność ulega pewnemu zawieszeniu. Zasady można łamać. Można chodzić spać później niż zwykle, można jeść więcej lodów niż kiedykolwiek w życiu. Doświadcza się również nowych rzeczy, a nowe rzeczy są źródłem nowych heheszków i nowych zgryzot…

Oto one. Heheszki. I zgryzoty. Czasem ciężko odróżnić.

♥︎


Lotnisko.
Dzieci zainteresowane, nawet może zachwycone. Ale żadna okazja do draki nie może zostać zaprzepaszczona.

  • Mamo, ja chcę lecieć różowym samolotem! – oznajmia Iona z nadzieją na zadymę.
  • Jak wspaniale się składa, bo będziemy lecieć tamtym różowym! – odpowiadam z najszerszym z uśmiechów na ustach.
    Czy dzieciątko cieszy się? Czy skacze z radości? Oczywiście, że nie. Draka nie wyszła. Różowe samoloty przestają ją nagle w ogóle obchodzić.
  • Iona chcesz iść siku? – pytam, kiedy przechodzimy obok toalety.
  • Nie!
  • Na pewno?
  • Nie, nie i nie!
  • W porządku.
    Stajemy na końcu kolejki na nasz samolot.
  • MAMO CHCĘ SIKU! – krzyczy Iona z nadzieją, że się zdenerwuję.
  • Oczywiście, skarbie.
    I przedzieramy się przez pasażerów do Gdańska i do Warszawy, wracamy do punktu, w którym kilka minut wcześniej pytałam czy potrzebuje iść. Ale nie złamię się. Nie przegram. Nie dam jej tej satysfakcji i nie stracę cierpliwości.

♥︎


Ionka dostała gorączki. Oczywiście, że dostała. Oczywiście, że w domu jest zdrowa jak ryba.
Rozmawiam z nią przez telefon, kiedy przebywa z tatą u drugiej babci.

  • Jak się czujesz kochanie?
  • Nie za dobrze. Gardło mnie boli.
  • Och nie, biedactwo!
  • Hy hy hy hy, zjadłam batona.
  • Świetnie. Kocham cię bardzo.
  • Hy hy hy, zjadłam batona, mama.
  • Okej…bardzo cię kocham, maluszku.
  • Ale nudy. Tata włącz bajkę.

♥︎

  • Ionka, skarbie, ale masz śliczną torebkę. Co w niej nosisz?
  • Linę.

♥︎


Są takie momenty, kiedy czujesz, że byli matką wychodzi Ci dobrze. Na pewno jednym z nich jest moment, kiedy na widok lecącego nad lasem helikoptera, moja córka krzyczy “w środku jest pilotka!”. Mała rzecz, a wiem, że jej w życiu pomoże, ta pilotka. To, że nie jest automatycznie pilotem.

♥︎


Moje dziecko albo zaczyna mieć dziwne fiksacje, albo staje się mistrzem tortur psychicznych. Ewentualnie kolejnym członkiem Monty Pythona.
Sytuacja: na plaży, buduje zamek z piasku, ma plastikowy wafelek do zabawek do piasku w kształcie lodów. Pakujemy się, myślałam, że wpadł do wody i odpłynął, ale znalazł się pod ręcznikiem. Koniec.

Wracamy z plaży. Idąc lasem, moje dziecko pyta:

  • Mamo, a dlaczego myślałaś, że morze porwało mój wafelek?
    Odpowiadam zatem. Bo się nim bawiła w wodzie. Potem go nie widziałam. Był pod ręcznikiem. Kurtyna.

Idziemy dalej.

  • Mamo, a dlaczego myślałaś, że morze porwało mój wafelek?
    Konsternacja.
  • Ale już ci powiedziałam…
  • Powiedz mi jeszcze raz.
    Opowiadam zatem to samo.

Piętnaście minut później…

  • Mamo, a dlaczego myślałaś, że morze porwało mój wafelek?

Na następny dzień. Idziemy lasem.

  • Mamo, a dlaczego myślałaś, że morze porwało mój wafelek?

Dwa dni później…

  • Mamo, a dlaczego myślałaś, że morze porwało mój wafelek?
  • To jest tendencyjne pytanie, Ionko, i nie będę na nie odpowiadać.
  • Ale dlaczego tak myślałaś?

♥︎


Ell miał niezwykły ubaw z mojej wafelkowej niedoli w Polsce. Ale zemsta jest słodka i najlepiej serwowana na zimno. W Norwegii padło na niego.

  • To są jagódki dobre do jedzenia. Ale nie wszystkie można jeść – tłumaczy małej.
  • A dlaczego?
  • Niektóre są niesmaczne. Niektóre są za twarde. Niektóre są trujące. Niektóre nadają się tylko dla ptaszków.
  • Aha.
    Kilkanaście minut później…
  • Tato, a dlaczego niektóre jagódki są niedobre do jedzenia i niesmaczne i za twarde?
    I tak dalej, i tak dalej…

♥︎

♥︎

Do Polski lecieliśmy Wizzairem, do Norwegii Ryanairem. Co nie spodobało się Ionce.

  • Zobacz kochanie, to nasz samolot.
  • Ja bym wolała różowy…
  • Dzisiaj nie ma różowych, są tylko niebieskie.
  • Ale ja bym bardzo chciała różowy…
  • Hmm…cóż…to niemożliwe. Dzisiaj różowe samoloty…śpią!
    Iona patrzy na mnie podejrzliwe.
  • Mamo, czy możesz pokazać mi w telefonie zdjęcia jak różowe samoloty śpią?

Także jeśli ktoś monitoruje w Wizzairze wyniki wyszukiwania, to osobą szukającą fraz “Wizzair pink planes sleeping” byłam ja.

♥︎

Rodzina to nie tylko rodzice i dzieci. To także rodzice rodziców. I kuzyni.
Podczas rodzinnego wyjazdu moja mama krzyczy na kuzyna, robiąc mu zdjęcie.

  • No co ty robisz?
  • Mamo, zostaw go – bronię kuzyna, który wspiął się na głaz, a który ciągle obrywa za rzekomą brawurę. – Jest dorosły, a to jest zupełnie bezpieczne.
  • Ale zasłania widok!

♥︎


Iona nie widziała mojego kuzyna od półtora roku, przez czas pandemii. Poza tym, że ma dziecięcą pamięć, ma również dziecięcą fantazyjną wymowę…

  • A co to za wujek?
  • Wujek Julek.
  • Aaaa…WUJEK LUJEK!
    I nie nauczyła się do końca wyjazdu, co bardzo martwiło i denerwowało moją mamę.
    Ale nie powiem, uważam, że Wujek Lujek brzmi jak kultowa postać.

♥︎

Oczywiście w beczce miodu znalazła się i łyżka dziegciu.
Kiedy wchodziliśmy na Preikestolen, Ell niósł Orlę w nosidle. Co nie było wyjątkowym wyczynem, więcej było takich rodziców z maluchami na klacie czy plecach. Wyczynem było, gdy Iona się męczyła i domagała się niesienia na barana. Ponieważ Ell to 190 cm mięśnia, niósł wtedy obie. Nie cały czas, bo Iona dzielnie szła ze mną, ale sporo, bo to jednak maluch. Daliśmy radę, wydawało się, że jest zadowolona, wszyscy byli szczęśliwi.
Mijający nas Włosi mówili “Que belle ragazze!” na widok niesionych dziewczynek i “que bei pantaloni!” na widok legginsów Ella. Mijani Niemcy kiwali głowami z uznaniem “ZWEI Kinder!”. Norwegowie zagajali “you are a brave man!” oraz “you are so strong!”. Generalnie było miło. Wszyscy śmiali się i dokazywali.
Oprócz jednej jedynej pani, której się to nie podobało. I musiała nas pasywno-agresywnie upomnieć. Strzelajcie, skąd była ta pani. Tak, zgadliście.

Oczywiście, że z Polski.

  • Och, kochanie, skarbie, jak ja ci współczuję! Po co takie dzieci małe brać w góry! Ale ty się musisz męczyć, biedactwo!

Biedactwo musiała się bardzo męczyć. Na następnym przystanku niecierpliwią się i oznajmiła:

  • Mamo, możesz kupić mi lody, bo się nudzę.

I tak minęły dni i poranki.
Aż wakacje się skończyły.
Całe szczęście.

Chociaż tak. Już tęsknię.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry