swieta z dziecmi
Riennahera

Riennahera

10 myśli o Świętach z dziećmi

Koleżanka wyznała, że wszystko co słyszy ostatnio o znajomych dzieciach sprawa, że odechciewa się jej własnych. I ja to rozumiem. Sama jej marudziłam, bo ostatnio bywa w pewnych aspektach ciężko. “W pewnych aspektach” czyli ze snem, “ostatnio” czyli od półtora roku. Ha ha ha.

Z wieloma rzeczami w życiu jest jednak tak, że częściej narzekamy niż chwalimy. Nie będę przecież biegać po koleżankach i mówić, jakie moje dzieci były dzisiaj grzeczne (chociaż się zdarza) i jak się przytulały i jak ładnie bawiły. Bo kogo to obchodzi? No, czasem obchodzi i czasem się tym dzielę, ale o wiele częściej tym jaki mam zły humor z powodu krzyków i jak potrzebuję kawy po minionej nocy. Klasyk. Przypuszczam, że znasz, jeśli masz dzieci lub ktokolwiek z bliskich osób ma.

Ale dzieci mają zalety.

Jedną z największych odkrywałam w tym roku. Jedziemy?

1

Od dawna Święta nie cieszyły mnie tak bardzo jak w tym roku. Raz, bo dla świata to rok ciężki i wszystko co oferuje eskapizm biorę z przyjemnością i pocałowaniem ręki. A dwa, bo to naprawdę wspaniały okres, kiedy przeżywa się go z małym stworzeniem. Kiedy starsza córka jest już zupełnie kumata i rozumie, choć po dziecięcemu, co się robi w Święta. I kiedy młodsza jest na tyle kumata, że biega za starszą z dzwoneczkami, kiedy włączam im “Jingle bells”.

2

Oczywiście są również aspekty Świąt, w przypadku których dzieci niezwykle mnie irytują. Pierwszym z brzegu jest choinka. Nie mogłam doczekać się jej wspólnego ubierania.
Natomiast mała Orla miała własną wizję artystyczną, w której po ubraniu należy choinkę…rozebrać. W sumie, ciężko odmówić jej myśleniu logiki.
Zaakceptowanie ciągłej zmiany układu choinki było dla mojej wewnętrznej estetki ciężkie. Wystawiało mnie na próbę. Kiedy cały dół był właściwie ogołocony z ozdóbek przez maluszka, trafiał mnie szlag, ale nie komentowałam. Nie ukrywam jednak, że wkurz nieco odpuszcza, gdy nagle z dnia na dzień toddlerka zaczyna mówić “serce”, trzymając w rączce bombkę.
Ech, there’s a thin line between love and hate 😉

3

Jesteśmy okropnymi rodzicami i nie zasypujemy dzieci prezentami. Pod choinką czekają na córki zwykle tylko dwa dla każdej, jeden od rodziców, drugi od dziadka. Sami sobie również dajemy po jednym prezencie. Za to takim wykoksowanym, może nie za miliony monet, ale za niemało monet. Kocham ten styl. Chociaż pewnie jako dziecko bym tego nie doceniała. Kiedyś, gdy dziewczyny podrosną i zacznie się konkurencja ze znajomymi kto i co i ile dostał, będzie trzeba się do niej odnieść. Na razie uważam nasze rozwiązanie za wspaniałe.

4

Czy prezenty miałam zaplanowane od lata? MOŻE.

5

Jako matka zrozumiałam, jak genialnym pomysłem jest zwyczaj dawania prezentów w pierwszy dzień Świąt.
Jeśli Wigilię spędzamy poza domem, nie musimy brać ze sobą prezentów. Wracamy po skończonej wieczerzy i idziemy spać, bez marudzenia, bez rozpraszania.
A następnego dnia od rana jest spokój, bo oto BYŁ MIKOŁAJ.
Spokój to pojęcie względne, zwłaszcza jeśli prezent siostry jest lepszy niż własny i trzeba go jej wyrwać. Albo jeśli prezent gra. Są jednak poświęcenia, na które jestem gotowa, by wypić poranną kawę

W tym roku prezenty nie poczekały do rana i była imba. Powinny były poczekać.

swieta z dziecmi

6

Nie muszę chyba wyjaśniać, że jakikolwiek wolny czas z dziećmi nie jest czasem wolnym tylko chaosem większym niż zwykle, bo wyrywani jesteśmy z działającej rutyny. Obecnie czeka nas 1,5 tygodnia w domu z dwójką i przeraża mnie to podobnie jak…wakacje. Zwłaszcza 1,5 tygodnia z młodszą. Starsza jest już ogarnialna, negocjowalna, bywa nawet rozsądna. Orlątko…nie.
Gdzie tu zaleta? Będziemy niezwykle doceniać, kiedy po Nowym Roku otworzy się przedszkole. Będziemy w niebie.

7

Nowym dla mnie aspektem są Święta kiedy już nie wyznaje się religii. Tak, racjonalnie rzecz biorąc, jest to zbiór pustych rytuałów, które bez wiary tracą sens. Ale są przyjemne. Z drugiej strony, racjonalnie rzecz biorąc, zawierają elementy wspólne różnych kultur przedchrześcijańskich, a więc jakąś ogólną prawdę o gatunku ludzkim. I ten będę się trzymać.
Moje dzieci nie są i nie będą przez nas ochrzczone. Nie chodzimy do Kościoła. Uważam, że są za małe na rozmowy o Bogu i wierze, chociaż czasem im coś wspominam.
Tradycja chrześcijańska jest dla mnie nie tylko ważna, ale i fascynująca. Biatch, z wykształcenia jestem historyczką i specjalizowałam się w średniowieczu. Wiele lat należałam do oazy, brałam udział w olimpiadach teologicznych i wiedzy biblijnej, jeździłam na Lednicę. Nie jestem nawet ateistką, tylko agnostyczką. Zdecydowanie jednak odwróciłam się od Kościoła Katolickiego i to nie z niewiedzy czy innego zepsucia, a w ramach świadomego wyboru.

I tradycji, historii, Biblii i tak dalej, zamierzam ich nauczyć.

Istnieje również zupełnie realna szansa, że moje dziecko trafi do szkoły pod jurysdykcją kościoła. Tyle, że nie katolickiego. Niezbadane są ścieżki…losu?

8

Mam bardzo ambiwalentny stosunek do Świętego Mikołaja. Nie pamiętam, kiedy sama przestałam w niego wierzyć, ale musiałam mieć niewiele lat. Na pewno we wczesnym przedszkolu wiedziałam, że pudełko z lalką leży na szafie, bo włożyła je tam mama. Odkrycie, że Mikołaj nie istnieje, było zatem albo wielkim szokiem, który wyparłam, albo potwierdzeniem domysłów. A może w ogóle nigdy w niego nie wierzyłam?

Ponieważ dzieciom staram się nie kłamać (no, może zdarzyło mi się w przypadku sceny z seksualnym przyjęciem w serialu, ale nie z własnej inicjatywy), nie mogę z czystym sumieniem zachowywać się, jakby istniał. Oczywiście czytamy świąteczne książeczki i nie mówię wtedy “EJ ALE MIKOŁAJA NIE MA”, po prostu nie komentuję.

Czy to dobrze? Czy źle? Nie wiem. Robię jak czuję.

To znaczy w tym roku okazało się, że Mikołaj jak najbardziej jest, bo…

9

Dzieci zmuszają rodziców do rzeczy, które nie śniły się filozofom. Jasne, wykręcaliśmy z mężem różne akcje w bezdzietnej lambadziarskiej młodości. Znamy się przecież od gimnazjum. Jednak czy byłabym w stanie skłonić go, żeby przebrał się za Świętego Mikołaja? Nie sądzę. A pani w przedszkolu namówiła. Bo tak by się nadawał i może ma czas, dzieciaczki by się ucieszyły…
Santo subito 😉

10

Czy zaraz przed Świętami, dokładnie przeddzień imprezy, podczas której ojciec miał się przebrać za Mikołaja, w ostatnie dni w przedszkolu, a więc w ostatnie moje dni wolne od dzieciaczków, córka się rozchorowała?

To głupie pytanie retoryczne. Chciało się mieć dzieci, to teraz się ma choroby.

Wyzdrowiała na szczęście przed samym rozdaniem prezentów, więc poszła tylko na nie. Żeby spotkać przebranego tatę, no.
I nie poznała go! Ani starsza, ani młodsza. Młodsza była przerażona i nie chciała do Mikołaja podejść.

Święta, Święta i po Świętach. A wszystkim rodzicom, matkom, tatełom i bombelkom życzymy dobrego roku 2023. Cichego, spokojnego, z dużą ilością dni w przedszkolu…

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top