Słynne hasło głosi, że życie zaczyna się po trzydziestce. Zasadniczo zgadzam się z nim. W każdej dekadzie życia miałam sporo akcji, w latach dwudziestych Marty nie było bynajmniej nudno, ale po trzydziestych urodzinach zrobiło się po prostu kosmicznie. Zwykle w pozytywnym sensie, choć trochę negatywnych spraw też by się uzbierało.
Zbliżając się do czterdziestki nie czuję wielkiego kryzysu wieku, wręcz przeciwnie – ekscytację, co jeszcze się odstawi. Planów, marzeń i nadziei mam milion.
A myśli…postaram się mieć trzydzieści dziewięć.
1
Gdyby była jedna rzecz, którą powiedziałabym sobie sprzed 10 lat, byłoby to “masz depresję, idź po receptę na leki”. Powiedziałabym to też sobie sprzed dwudziestu lat i w ogóle na każdym niemal etapie życia przed tym, jak zaczęłam brać leki. Szczerze mówiąc przydałyby się zapewne od 17-18 roku życia. Nie, nie byłam przesadnie dramatyczna jako nastolatka myśląc o śmierci, ani nie byłam przesadnie leniwa jako studentka nie mogąc często wstać z łóżka.
2
Życie, bez wiecznego bólu brzucha z nerwów, jest możliwe. Serio. Nie wiem, czy jest dla mnie możliwe bez leków, ale ogólnie takie życie istnieje.
3
Są takie utwory, piosenki, wiersze, które trafiają człowieka jak grom z jasnego nieba. Czujesz je całą swoją osobą. Mam tak z większością tekstów z “Hamiltona”, zwłaszcza “I am the one thing in life I can control” z piosenki Burra “Wait for it”.
Ale innym tekstem z tego zbioru, jest “Lullaby” z musicalu “The Ninth Hour”, na podstawie eposu “Beowulf”.
“(…)all my life you taught me
People can’t be trusted
And we have to fight to stay alive
We’ll always be the enemyOh, eye for eye and limb for limb
The blood that I’ve been swimming in
Oh, mother, I’ve grown tired of thisThere’s beauty and there’s empathy
Some people might’ve cared for me
I hid my heart and stayed inside
Instead of moving with the tide”.
Polecam i utwór i musical z całego serca. Zresztą, cytat z Beowulfa, który pada w libretto, będzie moim następnym tatuażem. Po staroangielsku, oczywiście.
4
Po raz kolejny w życiu znalazłam się w bardzo przyjemnym miejscu. Zapytana, co chcę na urodziny, odpowiadam, że nic. Albo, że obojętnie. Bo naprawdę niczego mi nie potrzeba, nie mam jakichś wielkich materialnych marzeń.
Pewnie, fajnie byłoby pojechać na super rodzinny urlop, mieć piękniejsze mieszkanie czy dom i w ogóle, ale nie myślę chwilowo o niczym “na urodziny”. Całkiem przyjemny stan.
5
Odnośnie zachcianek materialnych. Pamiętam fizyczne odczucie paniki, takiego FOMO, kiedy będąc młodą studentką przeglądałam ubrania na ASOSie. Ekscytacja, żądza, żal, że mam za mało pieniędzy, lęk.
Cieszę się, że tego uczucia już w moim życiu nie ma.
6
Od początku roku obserwuję u siebie postępujące się objawy starzenia. Dlatego też na wieki wieków będę polecać leki. Kiedyś dostawałam nudności z nerwów na każdy dodatkowy kilogram czy z powodu zdjęcia, na którym wyglądałam źle. Teraz patrzę w lustro, stwierdzam fakt, wzruszam ramionami i żyję dalej. Bo mam szczęście, że w ogóle żyję, jestem zdrowa i sprawna.
7
39 myśli to bardzo dużo myśli…Jak zaczynałam pisać takie teksty przed trzydziestką, nie podejrzewała, jak podniesie się poprzeczka intensywnego myślenia około urodzin.
8
Zwykle mam większość tych myśli spisanych na długo przed urodzinami. Tym razem miałam siedem. Chyba myślę mniej niż dawniej.
9
Wróć. Myślę bardzo dużo, tylko w innych kierunkach niż pisanie wyrażających mnie tekstów na blog. Wyrażają mnie moje książki, mój podcast. Moja praca jest bardziej kreatywna niż kiedykolwiek wcześniej. Pozostaje już niewiele miejsca na złote myśli.
10
Jednocześnie, to jest najprawdziwszy mem na świecie:

11
Po raz kolejny w życiu zadano mi pytanie, gdzie chciałabym mieszkać, gdybym miała nieograniczony budżet. Zupełnie szczerze – tu, gdzie mieszkam, tylko w dużym domu z ogródkiem, który ogarniałby profesjonalista. Nie musiałaby to być ta sama ulica, ani część Islington, ale mogłaby być. Wybraliśmy miejsce do życia, które mnie uszczęśliwia i gdzie czuję się w domu.
12
Oczywiście nie gardzę żadną dodatkową chatą w Szkocji, Walii czy Norwegii. Przyjmuję opcję posiadania ich z otwartymi ramionami.
13
Wybaczcie, że te myśli nie są wybitnie inspirujące. I’m scrapping at the bottom of the barrel.
14
Rzekomo kobiety dzielą się na te lubiące torebki i te lubiące buty. Nie mogłam się odnaleźć w tym podziale i w końcu zdałam sobie sprawę dlaczego. Jestem kobietą lubiącą okrycia wierzchnie. Mogłabym mieć 10 prochowców, dziesięć ramonesek, bomberek, wełnianych płaszczy i tak dalej. I wciąż chciałabym nowych. Kocham kurtki i płaszcze.
15
Mam napisane 30% książki. I mam jeszcze 2,5 miesiąca do terminu oddania. Jak ja to do diaska ogarnę? Nie wiem. Mam jednocześnie wrażenie, że piszę prawie codziennie.
16
To powiedziawszy, dzisiaj piszę akurat złote myśli na blog…
17
Myślę sobie, że moja kadencja Elfa Pogardy skończy się pewnie za niedługo. Ale przyszła mi do głowy alternatywa, która nada się na przyszłość, na wieki wieków. ENT Pogardy.
18
Bardziej niż Elfa Pogardy będzie mi żal utracić tytuł “kobiety w wieku balzakowskim”. Przyzwyczaiłam się do niego i było mi z nim wspaniale.
19
Nie mam jednej rzeczy, którą chciałabym zmienić w swoim wyglądzie. Mam tych rzeczy tyle (nos, brzuch, waga, wzrost, typ włosów, cera, podbródek, piersi, łydki…), że już lepiej niczego nie ruszać, żeby nie popsuć. Trzymam się jako pocieszny Pokemon, not great, not terrible.
20
Zaczynam być w wieku, że nie jest już w ogóle oczywiste, czy kiedykolwiek zrobię prawo jazdy lub odbędę lot długodystansowy. Zaczynam myśleć, że pewnie…nie?
21
Nawet nie wiem czy do końca mi z tym źle.
22
Zanim zostałam matką, bałam się, że będę jak zła królowa z bajek – zazdrosna o piękno i młodość córek, gdy będę się starzeć. Jednak w ogóle do tego nie doszło. Wszelkie estetyczne aspekty dzieci wywołują radość, nie zazdrość.
23
Bardzo pilnuję się też, żeby nie mówić przy nich o własnych kompleksach, nie krytykować się na głos. Przez to, że ograniczam takie teksty przy dzieciach, sama też mniej o nich myślę. Same wygrane.
24
Nie mam czasu na małe i słodkie patronusy. Mój patronus to Tyranozaur Rex.
25
Moje życie układa się tak w 75% według marzeń. Mam tego męża, o którym marzyłam, kochane dzieciaki (pisałam za nastolatki fanfiki wiedźmińskie o elfce z dwiema córkami…), mieszkam w Londynie, piszę książki, mam fajnych przyjaciół i znajomych w połowie UK i całej Polsce, chodzę z pracy w super miejsca.
Nie jesteśmy w tak dużym apartamencie/domu jak bym chciała, po drodze odeszło kilka osób, które chciałam mieć przy sobie (ciężko jednak pokonać marzeniami śmierć), nie mam na zbyciu tyle szmalu ile mogłabym mieć w wyobraźni, nie jestem super znaną pisarką, na równi z Sapkowskim. Ale jest dużo lepiej niż gorzej.
26
Można to chyba nazwać…szczęściem?
27
Moje niespełna pięcioletnie dziecko zaczyna wykazywać wybitną inteligencję. Kiedy obraziła się na mnie, wiedząc już, że są moje urodziny, rzekła ze złością: NIE LUBIĘ CIĘ I JESTEŚ STARA.
No, jestem.
Co więcej, jestem nawet TWOJA STARA, bejbe.

28
Nie wiedziałam do niedawna, ile szczęścia może dać człowiekowi nowa kanapa. Odpowiedź brzmi – bardzo dużo.
Cały pokój wygląda inaczej.
Serio.
29
Tak, piszę dziś tu farmazony. Nie mam już w sobie więcej mentalnej pojemności na rzeczy poważne. Może jakieś się zwolni, gdy zakończy się któraś z trwających wojen. A raczej – skończy się któryś z ataków okupantów.
30
Cieszę się, że szkoła mojego dziecka zadbała, żebym nie była w urodziny zbyt egocentryczna. Na rano ustawiła apel w klasie córki, a na popołudnie wywiadówki.
31
Aktorka grająca macochę Sophie w “Bridgertonach”, dojrzała kobieta z córkami na wydaniu, jest w moim wieku. Czas przestawić się pełnoetatowo na rolę mamy…
32
…oczywiście MILF :> (ale Araminta jest totalnie MILF, więc.)
33
Moja babcia miała w moim wieku córkę w wieku maturalnym. Moja mama w tym momencie życia – czternastolatkę. Ja mam siedmiolatkę.
Wbrew temu co krzyczy manosfera czy konserwatywni propagatorzy dzietności – uważam to za bardzo dobrą zmianę.
34
Życie to jednak pisze najlepsze scenariusze. Kto by pomyślał, że w Londynie, w kawiarence niedaleko domu, w totalnie nieturystycznej części miasta, spotkam faceta, który studiował na moim roku na historii, w Glasgow, prawie 20 lat temu. I robił magisterkę w tym czasie co ja, z jedną z moich ulubionych profesorek. Musielibyśmy przynajmniej dwa lata chodzić na te same obowiązkowe wykłady.
I że dowiemy się tego dlatego, że akurat tego dnia, kiedy przyszedł do kawiarni, założę bluzę uczelni.
Mnie bawi.
35
Pisałam, że zostało mi już niewiele czasu jako kobiecie balzakowskiej, ale otworzy się nowy rozdział – kobiety rozpruwaczowskiej. 44-45 lat to ulubiony wiek Kuby Rozpruwacza…
(Tak, wisielczy humor, po prostu jestem w trakcie kolejnej książki o nim, potrzebnej mi do pisania własnej książki)
36
Moje nagranie tortu z zimnym ogniem i rodziną śpiewającą “sto lat” będę sobie trzymać kolejny rok na gorsze chwile.
37
Myślę, że moja dziecięca wersja byłaby całkiem zadowolona z mojego obecnego życia.
38
Nastoletnia też.
39
Czy skoro po trzydziestce życie zrobiło się tysiąc razy przyjemniejsze niż przed trzydziestką, czy po czterdziestce zrobi się jeszcze wspanialsze?
Jest na co czekać.
Chętnie sprawdzę.
Do zobaczenia za rok.

