Jestem weteranką nawiązywania znajomości. Nie jest mi bynajmniej łatwo, uważam, że często zachowuję się niezręcznie, a prawie zawsze tak się czuję. Ale przeprowadzałam się i odbudowywałam tyle razy w życiu, że weszło mi to w nawyk.
Pierwszy raz przeprowadzałam się mając 4 lata, potem 6, potem 10, za każdym razem nowe przedszkole czy szkoła. Po maturze wyjechałam na studia do Szkocji, a po studiach przeniosłam się na południe Anglii. Dwa lata później – do Londynu.
Wiem, jak poznać nowe osoby, bo za każdym razem znajdowałam osoby, z którymi mogłam iść na piwo (bo za moich czasów studenckich nie chodziło się na kawę, ta kultura rozprzestrzeniła się wśród młodych osób z mojego otoczenia dopiero w latach 2010), zakupy, do kina. Nie jestem ekstrawertyczna. Nie mam łatwości nawiązywania kontaktów, ludzie do mnie nie lgną. Jedyne co mam, to chęć i potrzebę poznania ludzi.
Chcę powiedzieć, że skoro mnie udało się poznawać ludzi z wielkim powodzeniem, większość osób może poznać nowych znajomych z JAKIMŚ powodzeniem.
Studia
Ludzie z przedmiotu. To oczywiste. Człowiek otwiera gębę do drugiego człowieka i jakoś się kręci. Muszą Cię widzieć regularnie, więc równie dobrze mogą się odezwać.
Grupy zainteresowań: Na mojej uczelni było ich przynajmniej kilkadziesiąt. Może i więcej. Sama należałam do Glasgow University Student Television, gdzie poznałam ludzi, z którymi można było konie kraść. Pewien okres należałam również do sekcji aikido. Ludzie też byli fajni, tyle, że kończyłam studia i pracowałam dorywczo, mniej już zależało mi na nowych przyjaźniach. Ale na piwo dało się wyjść bez problemu (za moich studenckich czasów nie chodziło się na kawę), kilka razy poszłam. Jestem niemal pewna, że przynajmniej jeden kolega byłby zainteresowany bliższą znajomością, gdybym wyraziła chęć.
Praca: Byłam ankieterką telefoniczną na kontrakcie zero godzinowym. Jeśli pasowałam do projektu i dobrze mi szło, dostawałam zmiany. Polski był jednym z atutów, bo bywały międzynarodowe projekty. Przez kilka lat miałam zatem znajomą Argentynkę, która grała w punkrockowej kapeli, kolegę ekscentrycznego Portugalczyka, nowe koleżanki z Polski i super Szkotkę, z którą chodziłam na imprezy. Tylko dlatego, że rozmawialiśmy w przerwach albo po drodze do domu.
Po studiach
Internet – blogi: Nie umiem zliczyć, ile osób poznałam dzięki pisaniu w tym miejscu. Pewnie z pięć takich, że gdyby zadzwoniły do mnie z ciałem do ukrycia w środku nocy, to bym pojechała kopać dół. Myślę, że one też by przyjechały. A to takie osoby, że pisałam do nich ze szpitala w przypadku problemów, nie mam tu na myśli “spoko koleżanek”. Tych jest na pęczki.
Kiedyś napisałam na blogu, że moim celem jest ponowny przyjazd do Paryża. Napisała do mnie kobieta, która bardzo lubiła moje teksty. Jeśli zajmę się jej kotem, mogę zatrzymać się w Paryżu u niej, jak będzie jechać w delegację. Jechałam z chłopakiem, byłam pewna, że na miejscu ktoś ukradnie nam nerkę. Ale Magda istniała, kot też. Co więcej, to szalona (w najlepszym sensie) naukowczyni, z którą mam milion wspólnych zainteresowań. Była na naszym ślubie. Rok temu odwiedziłam ją po raz kolejny, chyba piąty. Ma już innego kota, bo tamten odszedł ze starości.
Magia.
Spotkania organizowane przeze mnie: Kiedy blogi były modne i miałam więcej czasu dla siebie, organizowałam spotkania osób, które mnie czytały. Dwie z moich najbliższych londyńskich koleżanek poznałam właśnie w taki sposób.
Spotkania organizowane przez innych twórców: Byłam na spotkaniu Kasi Czajki. W Londynie to przede wszystkim Magda z Bzdurnie. Poznałam tam super dziewczyny. Czasem wpadam na nie na jakiejś wystawie, czasem na koncercie. Czasem sama się umawiam.
Spotkania branżowe: Na Blog Forum Gdańsk poznałam całe zastępy osób. Niektóre z nich mogę nazywać bez mrugnięcia okiem przyjaciółmi. Zwierz Popkulturalny, Catus Geekus, Tattwa, Miss Ferreira, to tylko najbliższe relacje. Kobiety, które są geograficznie daleko, ale jakby były bliżej, uznałabym, że można z nimi ukrywać zwłoki. To znaczy, no, konie kraść, oczywiście. A fajnych koleżanek, do pogadania tak czasem, znalazłam na pęczki. Myślę, że mam je w każdym mieście i w wielu krajach.
Znajomi znajomych: Kiedy Kasia Czajka przyjechała odwiedzić mnie w Londynie, poszłyśmy na kawę z jakąś tam dalszą znajomą osobą. W kolejnych latach ta znajoma osoba, Nibi, lulała mi niemowlę, kiedy padałam z nóg. Była w teatrze z moim mężem, kiedy musiałam jechać w delegację w nowej pracy. Spędzałyśmy razem wiele okazji, jak urodziny czy inne sylwestry. JAKOŚ TAK WYSZŁO.
Na jedno z moich spotkań przyszła taka Kasia, której poleciła mnie Tattwa, koleżanka z blogów. Co prawda nie czytała mnie, ale słyszała, że jestem spoko, to czemu nie przyjść. Pisałyśmy sobie sporadycznie, aż jakoś tak wyszło, że w którymś momencie kliknęło nam, i przez kilka lat była dla mnie jedną z najważniejszych, najbardziej wspierających twórczo osób w życiu. Kasia zmarła rok temu po dłuższej chorobie i zawsze będę za nią tęsknić. Cieszę się jednak ze wspólnego czasu i zawdzięczam jej bardzo dużo.
Joga: Chodzę do bardzo kameralnego studio, gdzie na raz zmieści się najwyżej 11 osób. Jestem w nim od początku i większość osób znam z imienia. Umówić się na kawę byłoby bardzo łatwo. Do tej pory byłam kilka razy w pubie po zajęciach, z okazji urodzin jednej z instruktorek i świętując rocznicę powstania studio. Nie umawiam się częściej, bo po prostu brak mi przestrzeni. Ale wiem, że absolutnie by się dało. Dzięki temu poznałam bliżej nauczycielkę ze szkoły córki i lokalną artystkę.
Macierzyństwo
Grupy zajęć dla rodziców niemowląt: Organizowane w lokalnych Children Centre. Oraz śpiewanie w bibliotekach publicznych.
Kiedy leje się człowiekowi mleko z piersi, dziecko właśnie zrobiło kupę i nie wiesz w co włożyć ręce, bycie wśród osób doświadczających tego samego zbliża. Żadna z moich koleżanek nie miała dzieci, myślałam, że będę na zawsze sama. Już wkrótce, znałam obsługę we wszystkich okolicznych kawiarniach, bo odwiedzałam je z mamami po zajęciach, polegających na patrzeniu, jak dziecko wkłada do buzi coraz to nowe zabawki. Kilka miesięcy później, piłyśmy zimną lemoniadę w ogrodzie jednej z dziewczyn podczas fali upałów. Bobasy raczkowały po jej trawniku w samych pieluszkach i chlapały się wodą z miski.
Od tego czasu wiele kontaktów się rozluźniło. Czasem nie widzimy się miesiącami, po czym planujemy im wakacje w Polsce i zapraszamy na obiad do mamy. Z najbliższą mi z tych mam nie widziałam się długo, ale jak napisałam o 21 na whatsappie, czy nie mają leku na owsiki, to jej mąż przyniósł mi go pół godziny później.
Siła przyjaźni.
Rodzice w szkole: Jestem osobą, która się zgłasza. Na dobre i na złe. Zgłoszę się na większość bake sale i festynów z okazji Bożego Narodzenia albo nadejścia lata. Jestem w PTA, czyli komitecie rodzicielskim.
Na Whatsappie mamy z matkami z klasy osobną grupę, gdzie umawiamy się czasem na wyjście do pubu. Rzadko, ale jednak. Nie mam więcej czasu na te znajomości, ale niektóre mamy mają i ich chcą. Trzymają się bliżej.
Czego nie próbowałam, ale wiem, że istnieje?
W mojej lokalnej bibliotece jest kółko dziergania na drutach, kółko komiksowe i kółko fantasy i sci-fi.
W lokalnych kościołach anglikańskich są kursy Alfa dla głębszych dyskusji o życiu i jego sensie, otwarte dla każdego i bezpłatne. Są też tradycyjne chóry. Wiem, moja znajoma chodziła.
“Epidemia samotności” to hasło regularnie przewijające się przez media. Przyznam, że dla mnie to koncept zupełnie obcy. Zderza się bardzo z moimi doświadczeniami z ostatnich 20 lat. W erze internetu, nigdy nie było łatwiej się poznać. Co więcej, nie zgodzę się, że ludzie interesują się tylko sobą i nie chcą rozmawiać. Całe moje życiowe doświadczenie pokazuje coś innego.
Jedyne, z czym mam problem, to poświęcenie wszystkim fajnym osobom, które pojawiły się w moim życiu, ilości czasu, na jaką zasługują.
PS Wszystkie osoby ze zdjęcia poznałam przez internet.

