Główne Miasto w Gdańsku (bo w Gdańsku nie ma Starówki, a Stare Miasto nie jest wcale tam, gdzie dużo osób myśli) to dla mnie przede wszystkim kraina licealnych szaleństw. Jako, że jestem nudna nie chodziłam cały czas na imprezy, ale uciekałam na przykład z matematyki (prawie każdej) na pokątne korzystanie z rzeczy dla mnie wtedy niedozwolonych w bardzo malowniczych częściach miasta. Najmilsze wspomnienia wiążą się z kanałami stoczniowymi, okolicami plebanii Kościoła Św. Brygidy (za czasów słynnego księdza Jankowskiego), Fortami. Wspaniałe chwile spędziłam w szkole chowając się na poddaszu w samej szkole, oczywiście podczas matematyki.

Do dzisiaj nie wiem jakim cudem uniknęłam mandatu oraz jak zaliczyłam matematykę. Może po prostu głupi ma zawsze szczęście do uroczych policjantów oraz do wspaniałych koleżanek, które podrzucały rozwiązania podczas ‚poprawki ostatniej szansy’.

Zdjęcia pochodzą podczas mojego ostatniego pobytu w Gdańsku w październiku.

// ramoneska New Look, spódnica H&M, koszula Primark, buty Topshop, torba Tkmaxx //

ramoneska i koszula w kratę

ramoneska i koszula w kratę
ramoneska i koszula w kratę

Photos by Paniena and me

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

31 thoughts on “Stadtluft macht frei // Powietrze miejskie czyni wolnym”

  1. No tak, szafiarka, najfajniejsze rzeczy(czerwona cegła) są poza kadrem. Pamiętam, jak kiedyś dużo fociłam zenitem, każda klatak na wagę złota, zdjęcie ze sobą na tle architektury uważałam za zmarnowane. Wrzuć coś czasem z tła, mało znam Gdańsk. ;)))

  2. Moją krainą wystepków licealnych to łózko w domu, ewentualnie szlajanie się celem robienia fotek aparatem analogowym albo zaszywanie się w ciemni. Boże byłam taka nudna. Wolałam spać dłużej niz odkrywac swiat wagarowy. A jak już szłam na wagary z kimś to i tak końbczyło się długaśnym spacerem i powrotem do domu. Do ciepłego łóżka i książki 😉
    A i z tą matmą to miałam identycznie. Ale u mnie uraz do matmy wiązał się ścisle z panią miła matemetyczką która pieszczotliwie nazywa nas debilami, idoptami albo skończonymi leniami albo rozpuszczonymi dziwkami bo nie mielisny samych piątek. A na tablicy pisała tak szybko, że bedac na czwartej 80% klasy nie nadążyła za spisaniem pierwszej. O orzumieniu czegokolwiek poza jej skrzkliwym głosem, obrażającym uczniów na coraz wymyślniejszymi wyzwiskami nawet nie wspominam. Potem mieliscmy lekko postrzelona panią która pilonowała nas sokolim spojrzeniem na sprawdzianach ale nigdy aż tyle nie rozumiałam na matmie jak wtedy gdy ona nas uczyła.

  3. jakie dlugie nogi! nigdy bym nie przypuszczala ze koronkowe kiecki i ucieczki z matmy z tanim winem mają wspolna rację bytu, a tu proszę.

  4. Każdy ma takie swoje szkolne tereny^^ Prezentujesz się bardzo urodziwie, szczególnie moją uwagę przyciągnęła (oprócz Twojej subtelnej urody i pięknych tycjanowskich loków:) ) niebieska koszula i świetne buty.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie,
    Pyzoletka

  5. młodą szpiegulą będąc zamieszkiwałam gdańsk.
    i gdańsk mi się forewa będzie koajrzyć z watą cukrową, i lodami włoskimi.
    i robieniem dzióbków z rożków waflowych.
    kościół brygidy mnie się kojarzy tylko z tym, że mnie tam targali na siłę.
    a już w ogóle to gdańsk będzie mi się forewa kojarzyć z karmieniem ślimaków w nowym porcie,
    no i oczywiście godzinami spędzonymi na poszukiwaniu bursztynu.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry