W piątek wszelka radość z długiego majowego weekendu (w Wielkiej Brytanii są dwa) została skutecznie pogrzebana przez pogodę. Mimo niemal pełni lata już od kilku dni było zimniej i bardziej deszczowo niż w zeszłym roku w lutym. Tego dnia siadłam sobie późnym wieczorem przed komputerem i napisałam poniższe słowa:

Skoro mam trzy dni wolnego i ostatnio dość suchą cerę, idealnym rozwiązaniem jest nawilżanie jej na deszczu i specjalne okłady z gradobicia. Bynajmniej nie narzekam i mam wymówkę, żeby przywdziewać stylówę pod tytułem ‚właśnie obudziłam się po namiętnej nocy z leśniczym i zakładam co było na podłodze, żeby nie straszyć jeleni golizną’. Scenki rodzajowe na kaloszach idealnie pasują do zamysłu. Poza tym z dokumentalnych filmów przyrodniczych produkcji Monthy Pythona wiecie, jak to bywa ze zwierzątkami. A to jakiś futrzak znienacka wybucha, a to królik rzuca się na nas, żeby ostrymi jak brzytwy zębiskami rozorać człowiekowi gardło, a to afrykańska jaskółka spuści z powietrza orzech kokosowy. W takich okolicznościach przydaje się solidne obuwie i maskująca kurtka. Nawet jeśli jesteśmy w środku miasta. Bo zwierzątka nie śpią.

Kiedy skończyłam pisać było już na tyle późno, że postanowiłam opublikować wpis w sobotę, przed wypadem do Londynu. Niczym porządna, przygotowana i planująca z wyprzedzeniem blogerka. Oczywiście w sobotę zrobiło się ciepło, słonecznie i miło i tak pozostało aż do dzisiaj. Wszechświat nie chce, żebym była porządna, przygotowana i planująca. Tudzież chce, bym wciąż miała suchą skórę. Ewentualnie też nie spodobała mu się stylówa. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.






// parka wojskowa z demobilu, spodnie Zara, T-shirt Levi’s //

Photos by Ell and me

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

20 thoughts on “metaforyczna noc z leśniczym”

  1. ojej, masz TE kalosze z Lidla czy innego Carefura (ja jakoś tak je nabyłam), właśnie rozwaliły mi się po 2 latach noszenia i DIABELNIE za nimi tęsknię

  2. Ja sobie nie życzę, żebyś, nie dość, że urodziwa, była taka inteligentna/mądra! A w pyszczku „gientka”!
    Jestem starym facetem, żyjącym od ok. 30 lat na emigracji w Skandynawii, i bardzo Cię proszę – albo – albo:-)
    (Czytam Twój blog? Twojego bloga? od niedawna tj sczytałem [piękne słowo, co nie?] coś napisała dotąd „tutej” [tak teraz mówią w tzw. Kraju], a trafiwszy doń (chodzi o bloga) przypadkowo, zostałem się siedzieć na nim (tak po niemiecku się mówi) i Ci dziękuję za cudowną ironię, szczególnie auto-
    No.
    I pozdrawiam, a jestem z zawodu psychoterapeutą, i masz bardziej tyle lat co jedna z moich Córek, i w ogóle to się w Tobie można zakochać, chociaż nie życzę tego nikomu, bo w swoich cudnych wpisach (a moich wczytach) czasem nieco jędzowataś, czego wszystkim życzę:-)
    RK

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry