Historia, którą chcę Wam dzisiaj przybliżyć wydarzyła się ponad dziesięć lat temu. Pewnego dnia do mojego mieszkania zadzwonili domofonem Świadkowie Jehowy. W pierwszej chwili nie wiedziałam, że to oni, ponieważ bez zbędnego przedstawiania się (domofon należy do jednych z najbardziej wymagających środków przekazu) przeszli do konkretów.

-Dzień dobry, mamy takie pytanie. Kto jest osobą, której zawsze możemy zaufać, powierzyć swoje troski i zmartwienia, która zawsze będzie nas kochać i nigdy nas nie opuści?

Mój genialny piętnastoletni umysł nie był jeszcze na tyle rozwinięty, żeby w ułamki sekund wyrzucać z siebie cięte riposty, więc z dziecięcą szczerością zapodał najłatwiejszą odpowiedź.

– Eee, mama?

Zmieszanie po drugiej stronie było mocno wyczuwalne.

– No, ale…a Jezus?

– No Jezus to tak, ale mama też…

– A czy możemy wejść i zostawić materiały do przeczytania?

– Nie, bo mamy nie ma.

Oczywiście chcemy raz na zawsze odpowiedzieć, jaka jest różnica między Mamą a Jezusem. W celach porównawczych posłużmy się zdjęciami.

Na podstawie pobieżnej analizy materiału możemy jednoznacznie orzec, że główną różnicą między Mamą a Jezusem jest broda. Dziękuję za uwagę i życzę udanego Dnia Matki.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry