Co roku obiecuję sobie, że w końcu wybiorę się na festiwal muzyczny. I co roku moje planowanie ogranicza się do perfekcyjnie dobranej garderoby.

Raz przeraża mnie wizja spędzenia kilku dni na polu pełnym ludzi. Kiedy zaś festiwal (Opener) rozstawia się 30 minut drogi od rezydencji mojej Babci, Królowej Prysznica i Ciasta Marchewkowego, wtedy jak na złość interesuje mnie jeden lub dwa zespoły. A gdy już znajduję festiwal idealny, sprawdzam stan konta bankowego i sami wiecie jak to się kończy.

W roku wygląda na to, że być może uda mi się w końcu gdzieś wybrać. Ell jest wielkim fanem post-rocka (czyli rodzaju muzyki, gdzie każdy szanujący się utwór trwa nie krócej niż osiem minut, nikt nic nie śpiewa, a jeśli pojawia się jakaś konkretna melodia, to brzmi jak ‚Wielbić Pana chcę’…) i wynalazł kameralny festiwal ArcTanGent w Bristolu. Jako, że prawie nikt nie słucha post-rocka (na samym festiwalu będzie jakieś 3000 osób…), zostałam oficjalnie zaproszona jako osoba towarzysząca i nawet wolno mi zabrać zakazane na co dzień korony kwiatowe. Takiej okazji nie da się przepuścić, więc kto wie, może w końcu w tym roku się uda.

PS Bilety na różne wydarzenia kulturalne i festiwale zarówno w pobliżu jak i z dala od prysznica znajdziecie na www.eventim.pl

PPS Wpis jest małym zaczerpnięciem oddechu przed wielką serią wpisów z wakacji. Strzeżcie się 😉

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

17 thoughts on “festiwal muzyczny w mojej wannie”

  1. Dziś na BBC oglądałam relację z Glastonbury i pomyślałam sobie, że może znów dorosłam do festiwali (znaczy raczej młodnieję, czy coś), może by wybrać się na jakiś heineken za rok. Ostatni raz na festiwalu byłam (to brzmi jak spowiedź:D) równe 10 lat temu na Woodstocku. Spędziłam tam 1 dzień, nie widziałam żadnego koncertu i zniszczyłam sobie stopy sandałami. Wtedy to (w wieku 21 lat) stwierdziłam, że na festiwalowe klimaty jestem już za stara:D

  2. A którzy artyści Cie interesują w tym roku na Openerze? 😉 Swoja drogą, brzydzisz się namiotowania i słabej higieny na festiwalach czy faktu, ze tłumy ludzi sie przewalają przez jedno miejsce i uwalnia się twój ukryty introwertyk? 😀

    1. Mój introwertyk nie jest wcale taki ukryty 😉 Kiedyś jeździłam na Lednicę i mi się to podobało, ale trwało jeden dzień i pod koniec miałam zawsze dość. Boję się, że więcej niż jeden dzień to ponad moje siły.

      Jeśli chodzi o Openera, to przede wszystkim Nick Cave, mój mistrz. Lubię też Blur, Skunk Anansie czy Lao Che, ale to jednak nie jest mój wymarzony line up.

    2. Nick Cave ogłaszam był przecudny, pokochałam go dzięki Openerowi 🙂 Biegnij na jego jakikolwiek koncert szybciutko, jedna dziewczyna w tłumie została specjalnie uhonorowana przez Nicka, ponieważ zaśpiewał jej całą jedną piosenkę i ją trzymał za ręke ;P Teraz w wyobrażeniach zamieniam siebie z tą dziewczyną :d
      Mi akurat podpasował, ponieważ była większość zespołów, które słuchałam. Może za rok będzie lepiej i pojedziesz ! I ogłaszam wszem i wobec, że higiena na Openerze nie jest taka zła 😀 Prysznice potrafią być boskie :>

  3. No proszę, ja też jestem fanką, albo nawet i fanatyczką post-rocka, ale szczerze nie wyobrażam sobie tej muzyki w warunkach festiwalowych. Na pewno będzie wspaniale, bo to w końcu piękna muzyka, a fakt, że obok Ciebie stoi człowiek, który też czeka dokładnie na tę minutę i tę sekundę w szesnasto minutowym utworze jest cudowny, ale dla mnie najpiękniej jest w warunkach kameralnych, bez Dużej Ilości Spoconych Ciał Naraz i pełnym skupieniu.

    1. Post-rock jest piękny i podoba mi się jak Ell to włącza, ale wieczorami. To dla mnie taka muzyka do głębokich myśli i mocnego alkoholu po zmroku. Ale nie nazwałabym się fanką, może raczej sympatykiem czy sprzymierzeńcem 🙂 Osobiście nie mogę się porządnie wciągnąć gdy brak tekstu.

  4. Ja w tym roku szaleję i wybieram się na Openera, fakt już drugi raz, ale wciąż wizja tych tłumów trochę mnie przeraża 😉

  5. oo, jaka opalona! ja mimo że jestem gdynianką od urodzenia, to w życiu na Openerze nie byłam, a tłumy ludzi przewalające się w tym czasie przez miasto i zapchane do granic autobusy to coś co mnie przeraża, zupełnie nie moja bajka

    T.

  6. Już od chyba 15 lat nie trafiłam na skład festiwalowy, który zadowalałby mnie na tyle, żeby wyskakiwać z kasy, a sam fakt bycia na festiwalu to za mało. Wole koncerty konkretnych zespołow.

  7. Opener trzeba przyznać że w tym roku jest slabawy i smakuje jak odgrzewany kotlet. Za to iście festiwalowe kaloszki z Tesco a 17 zł są!(przynajmniej ja mam taka wersje;))

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry