dude cardigan sweter boho

Nie zrozumiem nigdy osób, które nie interesują się ubraniami. Nie modą, ale ubraniami. Ludzi, którzy wstają rano i myślą ‚och tak, założę dzisiaj te jeansy, T-shirt z sieciówki i tramposze’ i to bynajmniej nie dla tego, że mają ochotę na stylówkę Jane Birkin, ale dlatego, że w ich mniemaniu jest to jakimś synonimem wygody. Podobnie jak sportowe buty na co dzień do wszystkiego i kurtka wiatrówka w mieście. Człowieku! To miasto po którym chodzisz w wiatrówce niczym po Mount Evereście ma zapewne kilkaset lat! Przeżyło wojny/powstania/komunę/rzeczy, o których Ci się nie śniło, a Ty traktujesz je jak jakąś oblodzoną górę. Swoją drogą takie drzewo w lesie też ma swoje lata. Niektóre widziały zapewne odstawione przedwojenne laseczki i pięknych amantów, więc przynajmniej postarajmy się zafundować im coś z lekką nutką fantazji.

Oczywiście generalnie nie przeszkadza mi, co ma na sobie bliźni, którego mijam na ulicy. Chyba, że jest to coś szałowego i zazdroszczę. Myślę głównie o sobie i kiedy patrzę na cudowne stroje noszone przez ludzi kilkaset czy kilkadziesiąt lat temu, jest mi żal, że nie jest mi dane oglądać podobnych na co dzień, ani mieć ich w swojej szafie. Bo nie ważne ile szmatek z Zary czy H&Mu wyląduje w mojej szafie, nie dorównam nigdy stylówą Marii Antoninie czy Elżbiecie I.

Sęk w tym, że za Marii Antoniny i Elżbiety I na porządne ubranie trzeba było wydać całkiem sporo monet. Jeszcze kilka dekad temu zakup nowych butów był dla wielu wydarzeniem. Dzisiaj mamy wszystko w zasięgu ręki i nie potrzeba wiele wysiłku, żeby skompletować niezłą szafę i odnaleźć swój styl. Dlatego, że jest to łatwe przestajemy to cenić i wolimy rzucać frazesami typu ‚wolę być ubranym niż przebranym’ i tak dalej.

Jest całe mnóstwo rzeczy ważniejszych od ubrań. Nie sugerowałabym umierania na barykadach w imię nowej kiecki czy cudnych szpileczek, ale nie ma żadnej cnoty w nieprzykładaniu do nich uwagi. Nieciekawa bluza nie czyni z człowieka św. Franciszka. Dla mnie osobiście ubranie działa jak zbroja. W jeansach i tramposzach czuję się nic nie znaczącym szarakiem. W przemyślanej kompozycji, z której jestem zadowolona, jestem jak wiedźmin po eliksirach. Mogę wszystko.

dude cardigan sweter boho
dude cardigan sweter boho
dude cardigan sweter boho
dude cardigan sweter boho
dude cardigan sweter boho
dude cardigan sweter boho

// sukienka H&M, sweter Primark, buty Zara //

Photos by Magda and me

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

51 thoughts on “szata zdobi człowieka i cieszy drzewa”

  1. Ten sweter to jakiś niedawny nabytek? Lubię. Chcę. Zdobędę jeszcze? (poważnie pytam) Może nawet zamienię moje schodzone tramposze na balerjaaany.
    Można się nie interesować. Byle dupa nie zmarzła… 😀

  2. jeansy i tamposze są moją zbroją. czuję się w nich wspaniale. nawet potrafię zwracać na siebie uwagę, w tych jeansach i tramposzach.

  3. Nie powinnam czytać postów o 5 nad ranem. Po przeczytaniu pierwszego zdania zjadając w nim tak znaczące słowo „nie” (po mojej głodnej przeróbce: Nie zrozumiem nigdy osób, które interesują się ubraniami. ) stwierdzam, że coś mi tu nie gra skoro czytam to na blogu modowym, więc z zaciekawieniem czytam dalej. Kolejne zdania zrodziły we mnie dziwne zaniepokojenie i obawę, że albo coś jest nie tak, albo zwoje mi nie stykają z rana :). Więc wracam do 1 zdania czytam od nowa i wszystko stało się już jasne i zrozumiałe. Potrzebuje 2 kawy. Bardzo dobry post.

  4. „Jeszcze kilka dekad temu zakup nowych butów był dla wielu wydarzeniem. Dzisiaj mamy wszystko w zasięgu ręki i nie potrzeba wiele wysiłku, żeby skompletować niezłą szafę i odnaleźć swój styl”.

    Na pewno jest wydarzeniem dla ludzi w krajach Azjatyckich, którzy siedząc po naście godzin nad maszyną do szycia i robią te wszystkie ciuszki, aby były dostępne tanio i w ilości, która pozwoli odnaleźć nie jeden, a 10. swoich stylów.

    1. W ogóle nie twierdzę, że taki stan rzeczy jest dobry. Stwierdzam tylko fakt, że jest łatwo i każdy może wyglądać dobrze, kiedyś było ciężej, a ludzie wyglądali lepiej.

      Wolałabym żyć w świecie, w którym nie ma taniej siły roboczej, a buty, które kupię u lokalnego rzemieślnika odziedziczą moje dzieci.

    2. Pytanie, czy sama coś robisz (ale tak szczerze), aby ten świat był lepszy? Stwierdzenie faktu, że popyt (pragnienie zamożnych społeczeństw, ażeby mieć więcej, szybciej i taniej) powoduje podaż (więcej, szybciej i taniej to da się tylko szyć w ubogich krajach), nie ukrywa tego, że ktoś czerpie przyjemność czyimś kosztem. Rozumiem, że Twoją strategią jest w takiej sytuacji wzruszenie ramion i powrót do status quo? Bo przecież jedna osoba, żyjąca sobie w Anglii, nie zbawi świata, racja?
      Łatwo jest pewnej grupie ludzi, którzy przypadkiem urodzili się w takim, a nie innym zakątku świata. Pytanie, czy wypada pozostawić przypadkowi sprawę tych wszystkich, którym nie jest łatwo. Bo a nuż przypadkiem ich los się odmieni.
      Widzimy świat przez pryzmat pragnień i przekonań, toteż niektórych rzeczy się nie zauważa albo zamyka w szufladkach umysłu. To też kształtuje, w jaki sposób kierunkujemy naszą energię. Dróg jest wiele, ale kto odważy się pójść tam, gdzie radzi Frost?

  5. Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy pustkę swojego życia zapełniają ciuchami. Fotografują się, żeby być podziwianym i zauważonym, bo przecież szara codzienność im tego nie da. Przebierają się specjalnie do tych zdjęć i tak bardzo żebrzą o czyjąś uwagę.

  6. no, widac, ze nie rozumiesz
    jednego interesuje odziez, innego rybki akwariowe a jeszcze innego architektura wnetrz
    ktos moglby kompletnie odwrocic twoj tekst i stwierdzic: nie rozumiem, ze kogos moze obchodzic „stylowka”
    mnie na przyklad nie obchodzi
    zagladam na bloga twojego i Lemonki, i czasem nawet cos ladnego zobacze
    takoz casem cos ladnego zobacze na jakiejs hipsterczynie na ulicy
    ale dla mnie samej?
    pfffffffffffffffffffffffffff
    mam ciekawsze rzeczy do zajmowania glowy niz fatalaszki, makijaze, ukladanie wlosow i malowanie paznokci
    owszem od czasu do czasu costam ciekawszego odziezowo wymodze, ale generalnie bimba mi to, tak jak bimbaja mi rybki akwariowe czy modele samochodow
    a jednak ja ROZUMIEM ludzi, ktorych kreci moda
    skoro w tramposzach czujesz sie szarakiem, to kombinuj z ciuchami
    ja w dzinsach i tramposzach czuje sie tak samo wiedzma, jak w sukienczynie, obcasow nie nosze, bo w przeciwienstwie do ciebie wiem, co robia kregoslupowi, nie zalozylabym „stylowki” na spacer po lesie, bo i po co? moj pies uwielbia jak jestem wdresie i taram sie z nim w piachu czy lisciach i ja tez to uwielbiam
    fajnie, ze tobie szmatki robia dobrze, ale byloby tez fajnie jakbys zrozumiala, ze inni moga nie miec takiej potrzeby ja swiece jak zarowka w tym, w czym mi wygodnie, w „przemyslanej kompozycji” cuje sie jak przebieraniec
    plus ZAWSZE wole wydac kase na ksiazki i muzyke niz na ciuchy
    ubrania kupuje jak musze, bo to co mam spada z tylka, ksiazki i muzyke, kupuje jak tylko mam kase…
    widzisz Rienna, inne priorytety ( i zawsze tak bylo, jak mialam 20 lat, 30, i teraz, taki typ)

    1. To jest materiał na długą dyskusję. Bo nie wiem jak dbanie o wygląd może przeszkadzać w ciekawszych rzeczach.

      Napisałam też, że w sumie nie obchodzi mnie co noszą inni, tylko po prostu ich nie rozumiem 🙂 Swoją drogą argument ‚wolę wydać kasę na książki/zabawki dla dzieci/cokolwiek innego bardziej chwalebnego’ nie przemawia do mnie. Bo coś na grzbiet musisz założyć, to nie kwestia posiadania setek ubrań, a takiej ilości jaką potrzebujesz, tylko odpowiednio dobranej. A poza tym potem mnóstwo tych ‚wolę wydać na coś innego’ zachwyca się Gokami i innymi Trinny i Suzannah i okazuje się, że jednak wygląd jest dla nich ważny 😉

    2. no nie rozumiesz, widze, ze nie rozumiesz
      ja ROZUMIEM
      i twoje podejscie
      i to przez ciebie niezrozumiane, ktore ja reprezentuje
      to ze sie lubi te programy, nie znaczy, ze czlowiek tez tak chce od razu
      komponowanie garderoby wymaga poswiecenia temu:
      a) czasu
      b) pieniedzy
      c) uwagi
      czy poswiecalabys cokolwiek z tego czemus, co cie kompletnie nie interesuje?
      ja na przyklad mam garderobe idealnie dobrana do moich potrzeb: sporo dresow, t-shirtow, bluz i sportowych butow i nie obchodzi mnie jakiej sa firmy (glownie ze szkoly surfowej przyjaciela) ani czy maja „wlasciwy dla mnie ksztalt”, maja byc cieple, wygodne i tanie
      i to nie tak, ze mi sie tak na starosc robilo (czterdziestka na karku), zawsze tak mialam
      kiedy zaczytuje sie w ksiegarni i siedze tam dwie godziny, to jest to czysta frajda, kiedy mierze szmaty, to po pietnastu minutach zione nuda i niechecia i JA CHCE JUZ STAD ISC!
      mialam kiedys kolezanke, ktora dla przyjemnosci lazila po ciuchowych sklepach (mieszkalysmy w Amsterdamie) i mierzyla ubrania-takze takie, na ktore jej nie bylo stac, ale pozwalalo jej to zobaczyc, w czym jej dobrze i poszukac czegos podobnego, albo odlozyc kase, albo znalezc przecene
      ja w tym czasie siadalam w kawiarni z ksiazka a kiedy kolezanka dolaczala do mnie po dwoch godzinach, przeszczasliwa, pokazujac mi swoje trofea cieszylam sie ze tak fajnie spedzila czas i ze ja nie musialam uczestniczyc w czyms, co jest moja idea piekla

    3. Mylisz się. Jesteś bardziej krótkowzroczna niż Ci się wydaje. Komponowanie garderoby wymaga tylko i wyłącznie swojej dobrej woli. Brakuje Ci…
      a) czasu?- HM ma swoje klasyczne kolekcje (ok, może to zbyt górnolotne stwierdzenie opisujące białe tshirty)po które wystarczy wpaść do sklepu, zrzucić z wieszaka i biec do kasy. Cała operacja przy znajomości swojej rozmiarówki zajmie Ci jakieś 15 min. A sklep jest czynny do 21.
      b) pieniędzy?- witajcie ciucholandy/ lumpeksy i przeceny. Marzy Ci się coś wyjątkowego na co Cię nie stać? Czasem wystarczy przerobić to co masz już w szafie, odpruć wieśniacką aplikację i wyglądać super. To nie brak pieniędzy ale klapki na oczach są Twoją przeszkodą.
      c) uwagi?- no przykro mi, ale tego chyba nie umiem skomentować, bo nie wiem o co Ci chodzi.

      Można być dobrze ubranym w tanich ciuchach, w jeansach i trampkach, o ile rzeczy są dobrze dobrane i dobre jakościowo, a nie rozciągnięte szmaty z bazaru. Problem jest z mentalnością większości matek-polek (dla których jedynym słusznym letnim zestawem jest kultowy kombinat: spodnie 7/8 i rozczłapane klapki basenówy), sporti-girls („no przecież nie ważne, że nie zdobywam Mount Blanc, buty inne niż trekingowe napewno NIE MOGĄ być wygodne”- to nic że innych na wszelki wypadek nie przymierzy), oazówek („nie można przedkładac rzeczy materialnych nad duchowe, więc póki sukienka się nie rozedrze będę w niej codziennie chodzić”) i tak dalej, i tak dalej…
      Dbanie o siebie z umiarem to nie grzech. A niechlujność i zapuszczenie? Pozwolę sobie niedokończyć. K.

    4. To jest też trochę takie cierpiętnictwo, potem można mówić ‚nie wyglądam jak pani z okładki, bo mam dzieci, męża, dom na głowie’. Podczas gdy wszyscy byliby szczęśliwsi, gdyby zamiast cierpienia w imię nie wiadomo czego niektóre panie (i panowie też!) dodali sobie trochę pewności siebie i poprawili samopoczucie poprzez zadbanie o wygląd. Była zdaje się akcja pomocy bezrobotnym, w której prowadząca w ramach pierwszego kroku wysłała kobiety do fryzjera i po porządne ubranie. Wszystkie były zachwycone i odżyły, szybko też znalazły pracę.

    5. anonimie ja ciebie nie obrazam, wiec dlaczego piszesz do mnie w obrazliwy sposob?
      nie jestem ani matka-polka ani „oazowka”
      ubrania nosze czyste, czesto nawet wyprasowane
      jesli dla ciebie brak zainteresowania moda i „stylowka” rowna sie zapuszczeniu, to mi rece opadaja i nie bede na takim poziomie z nikim rozmawiala
      usilowalam w kulturalny sposob przedstawic calkowicie od Riennahery odmienny sposob myslenia podkreslajac jednoczesnie, ze nie krytykuje jej zaintersowania moda i ciuchami
      moje, jak mi sie wydaje, wywazone komentare zostaly podsumowane w bardzo niemily sposob a gospodyni to slicznie poparla
      ot i przykro troche, bo sie nieco wiecej spodziewalam i po Riennaherze i po jej czytalniczkach
      ot i niemadra ja zapomnialam o pierwszej asadzie blogowej; jesli sie nie zgadasz z prowadaca bloga NIE KOMENTUJ
      wiec juz nie bede
      ale niesmak pozostal

    6. Odnoszę się do ostatniego akapitu Anonima, rozważam go w oderwaniu od Ciebie. Uważam, że pewne kobiety przejawiają takie zachowania i wcale nie są szczęśliwsze. Zapuszczenie kojarzy mi się z brudem i nędzą. Można być czystym i pachnącym i dalej czuć się i wyglądać byle jak.

      Ja się bardzo cieszę, że wyrażasz inną opinię, bo jest o czym dyskutować. Wspominałam wczoraj o tym na fanpage’u, więc bez takich 🙂

    7. Rienna anonim bardzo jawnie i obrazliwie odniosl sie do moich komentarzy
      ktorkowzroczna, klapki na oczach
      matka polka itp
      jesli tobie nie przeszkadza obrazliwe komentowanie przez anonimy tylko ladnie je popierasz w ich opinii, wygodnie ignorujac chamstwo w stosunku do osoby zaczynajacej ten komentarzowy watek…
      mozna byc wystylisowanym i wyczesanym i tez sie czuc gownianie
      czucie sie szczesliwym nie ma DLA MNIE nic wspolnego, z tym co mam na sobie
      dla wielu ludzi ma
      dla wielu NIE MA
      i nie oznacza to, ze wygladaja jak zapusczone lumpy
      oznacza to, ze czuja sie TAK SAMO DOBRZE (albo zle) w jeansach, dresach, sukience, garniturze, koszuli nocnej, nago
      rozumiem, ze nie poczuwasz sie do odpowidzialnosci admina swojego bloga i chamstwo komentujacych jest ok jesli anonim prezentuje linie pogladow zgodna z twoimi?
      zawsze sie mozna wykrecic, ze ja tu tylko komantuje wycineczek
      nie uwazasz, ze komentarz obrazliwy powinien byc moderowany?
      ja u siebie moderuje
      ale to ja
      jakies takie mam glupie staroswieckie zasady, ze nie uznaje chamstwa u siebie na blogu…

    8. do Ognika:
      Nie ma sensu kontynuować tej rozmowy, bo widzę, że kompletnie nie zrozumiałaś o co mi chodzi, a rozżalenie w każdej wypowiedzi pozwala sugerować, że i tak nie masz takiego zamiaru.
      Pierwsza część mojej wypowiedzi z odniesieniem się do Twoich podpunktów a, b, c, była moją odpowiedzią na Twoje argumenty. Druga część, którą wzięłaś do siebie, jest opisem sytuacji i kobiet, które często spotyka się na ulicach. Nigdy Cię nie widziałam, więc jak mogłabym ocenić Twój strój? W razie jakbyś nie zauważyła obie części są w oddzielnych akapitach. Czytanie ze zrozumieniem nie boli.
      I nie staram się nikogo obrażać, bo i nie mam w tym żadnej satysfakcji. Przytoczyłam po prostu pewne dosyć popularne postawy, dzięki którym kobiety czynią się nieszczęśliwe na swoje życzenie.
      To chyba na tyle z mojej strony, nie będę się tłumaczyć z każdej linijki tekstu.
      Pozdrawiam, K.

    9. A, dodam jeszcze, że nic nie mam do matek-polek, które poświęcają się w 110%, dziewczyn chodzacych na oazę dla wzbogacenia swoich relacji z Chrystusem, oraz dziewczyn zdobywających korony świata. W każdej z tych grup mam koleżanki, więc znam ich argumenty dotyczące ubierania. Argumenty, które po wielu rozmowach i obustronnych chęciach dało się obalić- poskutkowało to tym, że noszą się wciąż jak lubią, tylko że świadomie a nie jak popadnie i są o wiele szczęśliwsze same ze sobą. K.

    10. czyli uwazasz, ze okreslenia krotkowzroczna i klapki na oczach sa mile grzeczne i kulturalne?

      zrozumialam doskonale o co ci chodzilo
      mozesz sie wykrecac ile wlezie
      rozzalenie? jaka szkoda, ze w internecie NIE WIDAC emocji
      to nie jest rozzalenie tylko irytacja

      i tak, nie ma to sensu
      do Rienny trafilam z bloga jej Mamy
      zagladalam tu nie ze wzgledu na mode, bo mnie ciuchy NAPRAWDE nie interesuja, a dlatego, ze lubie jej notki filmowe i podoba mi sie, ze jest rudzielcem (mam slabosc do rudzielcow z wyboru i z tego samego powodu zagladalam do Lemonki-ladne zdjecia rudzielca i mila dziewczyna)

      a wlasnie mi sie odechcialo
      poswiecanie UWAGI czemus, co mnie irytuje a niczego nie wnosi, jest bez sensu

      anonimie jesli nie widzisz, ze twoje: Czytanie ze zrozumieniem nie boli.-jest obrazliwe, to znaczy, ze rozmawiamy z innych poziomow

      ja rozumiem, co piszesz
      ja sie zwyczajnie z tym nie zgadzam
      czy w rozmowie twarza w twarz z kims kogo nie znasz powiedziAlabys/powiedzialbys anonimie, ze ten ktos jest krotkowroczny, ze ma klapki na oczach, ze nie umiem czytac ze rozumieniem? (a wszystko to dlatego, ze reprezentuje odmienny od twojego punkt widzenia)czy to internetowa anonimowosc zmienia ci percepcje?

      mam dosc

    11. Masz dość – Twoje prawo. Trochę nie rozumiem terroru ‚nie podoba mi się tekst więc jesteś zła’, ale przyjmę to na klatę.

      Trochę dużo emocji jak na tekst o ciuszkach.

    12. tekst jest nie tyle o ciuszkach, ale o pewnej postawie zyciowej lub jej braku
      NIGDZIE nie powiedzialam ani nie zasugerowalam, ze „nie podoba mi sie tekst wiec jestes zla”
      nie podoba mi sie, ze ignorujesz obrazanie w komentarzach i temu dalam wyraz
      bardzo glupio spodziewalam sie, ze faktycznie interesuje cie polemika na poziomie, ale ewidetnie wolisz pozbyc sie osoby o innych niz twoje pogladach umywajac raczki od chamskiego zachowania popierajacego twoje teorie anonima
      slowo „terror”, jak sie domyslam, ma zasugerowac, ze ja chce ciebie PERSONALNIE zniszczyc, takoz twoje dzielne przyjmowanie na klate czegos, czego NIE POWIEDZIALAM, ani nie zasugerowalam
      calkiem sprawna intelektualna manipulacja…by to byla, gdybym byla duzo mlodsza i duzo glupsza
      nie jestem, wiec nie da rady

      czego sie spodziewalam?
      powiedzenia: anonim ZACHOWUJ SIE, nie obrazaj innych gosci
      powiedzenia: aaaa, no widze z jakich zalozen wychodzisz, ale nadal twierdze, ze moje sa lepsze, moze lepiej teraz bede ROZUMIALA ludzi takich jak ty, ale ja bym tak nie mogla i ciezko jest mi to pojac, fajnie ze sprobowalas mi pokazac, jak to wyglada dla takich osob, jak ty

      ew. powiedzenia; wiesz, odpowiada mi posiadanie klubu wzajemnej adoracji tutaj i niespecjalnie mam ochote na komentarze osob, ktore sie ze mna nie zgadzaja, czytaj sobie jak chcesz, ale odpusc komentowanie

      to by bylo uczciwsze niz popieranie anonimowego chamstwa, nie uwazasz?

    13. Biedny Ogniku, trzymam Twoją stronę. Podpisałabym się pod Twoim pierwszym komentarzem, chociaż przyznam, że u mnie zainteresowanie tym co mam w szafie przychodzi falami. I CZASEM lubie pozaprzątać sobie głowę ciuchami, pomalować usta i wbudzać zachwyt, na co dzień jednak jest mi to do szczęścia w ogóle nie potrzebne. Stąd nie rozumiem tego zamieszania. Nie ma co próbować zrozumieć czemu ktoś lubi, a ktoś nie lubi mody. Anonim widać mocno niekumaty. Szkoda tylko, że taki mały lincz się tu odbył. Pozdrawiam

      A miałam tylko napisać, że super sweter 🙂

  7. Lubie czuc sie atrakcyjnie i swobodnie i jezeli odpowiednia stylowka mi w tym pomoze… to czemu nie? Nie chodzi o spedzanie calego dnia przed lustrem /szafa choc jezeli komus to sprawia przyjemnosc to juz nie moj problem.

  8. też lubię się fajnie ubrać, ale nie nie zawsze mam rano czas i siłę wybierać rano jakąś super stylówę, zwłaszcza, że pracuję w urzędzie i muszę wyglądać w miarę neutralnie i niezbyt ekstrawagancko. dlatego też dżinsy, jakiś fajny t-shirt i trampki lub baletki to mój częsty strój do pracy. czasem dorzucę do tego jakiś fajny dodatek typu pasek z motywem komiksowym Marvela czy oryginalny naszyjnik… ale ogólnie nie zwróciłabyś na mnie uwagi, gdy wracam z pracy, bo wtedy się nie wyróżniam. no, niestety. za to po pracy czy w weekendy sobie mogę szaleć i wtedy znajduję radochę w kompletowaniu ciekawego stroju.

    1. Nie chodzi o wyróżnianie się, tylko o świadomie ubieranie się. W jeansach i T-shircie można wyglądać super jak się chce – myślę, że się zgodzisz.

    2. jasne, że się zgodzę, ale też o tym po części mówię, nie zawsze rano mam siły i czas, żeby specjalnie dopierać stylizację do pracy, zwłaszcza, że zadanie mam utrudnione, bo właśnie muszę wyglądać neutralnie, a ja się lubię wyróżniać… więc taka zagwozdka jeszcze dochodzi. ale rozumiem, o czym piszesz 😉

  9. Od dawna zauważam tę zależność: byle jaki ciuch – byle jaki dzień. A przynajmniej zwiększone prawdopodobieństwo bylejakości. Zadbanie o swój codzienny wygląd jest jakby pogłaskaniem siebie po główce i mówieniem: „drogi ja, chcę dbać o ciebie, bo zasługujesz na dobry wygląd i wszystkie inne dobre rzeczy”. 🙂

  10. Kupno nowych butów to czasem dla części ludzi dalej wielkie wydarzenie. A czasem te tramposze i schodzone jeansy to i tak szał. Przynajmniej na ciepłą porę roku.

    Aczkolwiek zgadzam się, że wyglądać wypada. Zawsze lepiej niż gorzej.

  11. Ale się zrobiła filozoficzna dyskusja…. Ja się z tobą zgadzam, bo ubieranie się to też jakieś wyrażanie siebie, prawda? Nie twierdzę wcale, że ktoś w szarej bluzie i dresowych spodniach, to od razu nudna i bezbarwna osoba, tak samo jak nie można powiedzieć, że każdy kto interesuje się modą i przykłada do ubrań wielką wagę, jest pustą lalą, która nie wie co to literatura i nie potrafi sklecić poprawnie zdania. I nie rozumiem też jak inne pasje miały by przeszkadzać w świadomym ubieraniu się, ja np. chętnie uprawiam sport, nałogowo jeżdzę na rowerze, ale to nie znaczy, że nie mogę do tego roweru zakładać sukienek, bo lubię sukienki.
    Na ulicach na pewno jest przyjemniej i ładniej dzięki takim osobom jak Ty. Wiem, co mówię bo mieszkam w małej miejscowości, w której niestety wszyscy wyglądają tak samo i to jest czasem tak strasznie przytłaczające, że aż chce się wyć. Powoli bo powoli, na szczęście zmienia się to na lepsze.
    A z tym rozumieniem lub nie też lepiej nie szarżować, bo ja też wiem i szanuję to, że są ludzie myślący inaczej (dzięki Bogu, ze są) ale ich nie zrozumiem. Bo to zależy jak zrozumiemy słowo „zrozumieć” 🙂 Ktoś kto ma swoje poglądy i przekonania nigdy nie zrozumie kogoś kto ma inne. Może je szanować i być na nie otwarty ale przecież ich nie zrozumie, skoro myśli inaczej? 🙂
    Wydaje mi się, że to miałaś na myśli?

    1. Oczywiście. ‚Nie rozumiem’ oznacza moją wewnętrzną sytuację i pojmowanie świata, a nie ‚jeśli się ze mną nie zgadzasz spalę Cię na stosie’. Nie musimy się we wszystkim zgadzać.

  12. Szara bluza i portki nie zrobią świętego Franciszka, ale tez nie umniejszają wartości człowieka;przemyślana i „interesująca” stylówa tez nie gwarantuję, że staniemy się bardziej interesującą osobą. Jak sama zauważyłaś, jednych bardziej interesuje akcja, innych dekoracja, a jeszcze inni dziela zainteresowania miedzy jedno a drugie. Ja czasem odstawiam się na spacer po lesie, żeby drzewom i wiewiórkom było miło, a po mieście latam w bluzie i trampkach, i to jest moja zbroja, która daje mi poczucie siły; natomiast nadmiernie wypracowana stylówa szybko mi tę siłę odbiera, po pierwszym wrażeniu przyjemności płynącej z tego, ze sie ubrałam inaczej niż zwykle, jestem nią zmęczona.
    Mam też wrażenie, ze ten wypracowany „własny styl” też czasem bywa pułapką, bo zaglądając na niektóre blogi od miesięcy widzę to samo. Super, że dziewczyna wygląda w tym świetnie i dobrze sie czuje, ale co mi do tego – mam po raz n-ty napisać „super wygladasz?” Wolę zajrzeć tam, gdzie oprócz stylówy mam jeszcze cos ciekawego do poczytania, przemyślenia.

  13. Nie zrozumiem nigdy osób, dla których dbanie o wygląd i o intelekt to rzeczy rozłączne i niedające się pogodzić. Byłam ofiarą takiego myślenia, które otaczało mnie, kiedy chodziłam do szkoły. Wtedy pomalowane paznokcie, wymyślna fryzura czy mniej dyskretna niż wkrętki i łańcuszek biżuteria skutkowały wyrwaniem do odpowiedzi, krzyżowym ogniem pytań, by ukoronować wszystkie starania pełnym satysfakcji „trója na szynach! trzeba się było uczyć zamiast paznokcie malować!”.

    Tak było 15 lat temu. Teraz maluję paznokcie oglądając „Casablankę”. Kładę olej na włosy i idę poczytać Rushdiego czy Murdoch. Oddaję ulubione buty do szewca w drodze do biblioteki. W sukience kupionej w 15 minut przez internet (niech żyją promocje w sklepach internetowych) wskakuję na rower. Uwolniłam się od tego, że jeśli dobrze wyglądam, to na pewno mam pusto w głowie. Za to, niestety, na widok kobiety w bezkształtnym dresie i staniku z bazaru nieodmiennie myślę sobie „poczułaby się dużo lepiej po brafittingu, w dżinsach i tramposzach”. Bo nie wierzę, naprawdę nie wierzę, że wychodząc z domu w dresie i z niechęcią patrząc na siebie w lustrze można być pewnym siebie i szczęśliwym.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry