Za dwa miesiące minie pięć lat odkąd prowadzę ten blog. Przez ten czas nigdy, ale to przenigdy nie zdarzyło się, żebym się wystroiła (i czuła się w zestawie niezwykle dobrze!), kupiła bilet do sąsiedniego miasteczka, ruszyła w plener gotowa wyginać się do zdjęć, aby po chwili okazało się, że w aparacie nie mam karty. Nigdy. Aż do dzisiaj.

Wychodzi na to, że nie dla mnie moda i szafiarstwo. Nie nadaję się, wszechświat daje mi to do zrozumienia. Nie pozostaje nic innego jak rzucić się w lifestyle czy kulturę (w końcu książki, filmy czy muffinki wymagają mniejszego ogarnięcia i odpowiedzialności). A Wam zaprezentować zdjęcia z telefonu. Jak sprzed pięciu lat. Jak zwierzę.

To jest ten moment, w którym odklajkowanie mnie jest zupełnie usprawiedliwione. Chociaż bardziej po chrześcijańsku byłoby mnie z całej siły ukochać, lajknąć, szernąć i przytulić…


// płaszcz H&M, jeansy GAP, kowbojki Zara, szalik sh //



Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

23 thoughts on “jesień szafiarstwa”

  1. Jakoś nigdy nie byłaś dla mnie szafiarką. Może dlatego, że w ogóle nie segreguję sobie blogów na tematyczne – albo chce mi się coś czytać, oglądać, przyglądać się komuś, albo nie. Z Tobą jest miło i interesująco, zmieniaj sobie kategorie do woli;-)

  2. Twoje historie są istną rozkoszą dla oczu i uszu. W sumie to aż dziwne, że tyle się ich Tobie przytrafia.. 😀
    I oczywiście, że z całej siły kocham, przytulam, pocieszam i stwierdzam, że wyglądasz bosko. Bo to prawda, szczera prawda! 😛

    Czekam na dalsze historie, bo co mi pozostało w życiu jak na nie nie-czekać? 😀

    Ściskam gorąco,
    Marta :>

  3. Oj tam, ojtam, dobre focie 🙂
    Kiedyś ja wybrałam się w plener bez karty i mimo to cykałam focie w przekonaniu, ze one gdzieś tam w czeluściach aparatu się zapiszą i potem je sobie przez kabelek zrzucę. Jakże się myliłam 🙂
    Ostatnio też pojechałam rowerem na miasto, przypięłam do stojaka, a jak chciałam odpiąć i jechać dalej, odkryłam, że kluczyk od blokady został w domu 🙂 Tak że wiesz, nie jesteś sama 🙂

  4. Moja droga, przypadkiem trafilam na Twojego bloga i zagladam teraz na niego regularnie. A o tam, że zdjęcia telefonem, dla mnie ma to małe znaczenie, kiedy moge poczytać Twoje teksty, to jest to co lubię i prosze o więcej! K.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry