Lubię blogować. Lubię dostawać komentarze, im więcej tym lepiej, lubię na nie odpowiadać, lubię kiedy rosną mi statystyki (płaczę cichutko kiedy spadają) i kiedy nowo poznana osoba mówi, że zna i czyta mojego bloga. Ale patrzę tak sobie na komentarze, analizuję te nowo poznane osoby i środowisko, w których je spotykam. I nie ma co się oszukiwać – bloger blogera blogiem pogania.

Moje komentarze pochodzą od blogerów. Na Blog Forum spotykam się z blogerami. Czytam blog konkretnego blogera, bo blogowo się rozumiemy albo dobrze pije się z nim piwo czy kawę, a potem czytam inny blog który poleci lub którego nie lubi. Czytam też blogi, których sana w sumie nie lubię, ale które liczą się w blogosferze, żeby wiedzieć kto, z kim i kiedy. Żeby obserwować innych i rozwijać się. Kontakt z Prawdziwym i Bezinteresownym Czytelnikiem, kimś kto czytałby mnie bez bycia jakkolwiek zamieszanym w środowisko, zachodzi stosunkowo rzadko. Mam wrażenie, że wyklęty przez nas anonim jest najbliższy bycia tym Świętym Graalem.

I w sumie nie ma w tym nic złego. Pozostaje tylko pytanie kim chce się być. Czy chcę żeby znał mnie Kominek i lubiła Ryfka (dobór przypadkowy, możecie zamienić ich Zombie Samuraiem i Fashionelką, albo Maffashion i Maciejem Budzichem, albo kimkolwiek) czy żeby ktoś usłyszał w filmie ‚zrobię ci z dupy jesień Riennahery’ i wiedział o co chodzi. Większość społeczeństwa i tak nie wie, o czym jest ‚Jesień Średniowiecza’, ale przynajmniej udaje, że wie, bo wypada. Obie opcje są fajne, bo jak ktoś nas lubi to w ogóle jest miło i puchato, ale ta druga opcja jest zdecydowanie fajniejsza.

Zatem Anonimie, muszę Ci coś powiedzieć. Kocham Cię.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

59 thoughts on “Kto czyta blogi czyli oda do anonima”

  1. chyba zacznę Ci pisać komentarze z anonima, żeby Ci milej było hahah. To co piszesz to święta prawda, trochę szkoda, ale nie można mieć wszystkiego 😉

  2. ależ mi przyjemnie, no! i w okolicy świętego Graala jestem i wyznanie, które pozwolę sobie wziąć do siebie, a co, i zdjęcia mi pachną… w związku z tym, że nie nie jestem bardzo wylewna, zawołam tylko – będę tu stałym gościem i użyję przy najbliższej okazji „zrobię ci z dupy jesień Riennahery” oraz odpowiednio oświecę, jeżeli trzeba będzie;)

  3. Ale mi się podobało 🙂
    Ja jestem takim Anonimem w połowie, ale poczułam, że mnie też kochasz 😀
    Z jednej strony nie mam bloga i jak lubię czy komentuję, to za tym stoi tylko moje nazwisko, a właśnie z drugiej strony – nie chcę pisać rzeczy, pod którymi nie mogłabym się podpisać nazwiskiem.
    Ciekawie mi się czytało, bo faktycznie coś w tym jest… Niby anonim taki znienawidzony, bo potrafi nieźle zrugać i skrytykować do cna, ale przecież on czyta, a nie ma w tym żadnego interesu. Żadne kółko wzajemnej adoracji (w najlepszym wypadku adoracja jednostronna). Żadne: wpadnij do mnie.

  4. Kilka lat zajmowałam się jedynie czytaniem blogów. I nie chciało mi się w żaden sposób komentować, bo nie miałam z tego powodu korzyści. Zdarzało mi się wdać z kimś w dyskusję, ale były to naprawdę sporadyczne sytuacje. Czytałam posta, uśmiechałam się pod nosem albo nie i szłam dalej.

    Po tych kilku latach pomyślałam, że przecież sama lubię i mogę pisać. Czemu by nie zacząć? Gdy już założyłam własnego bloga, komentowałam siłą rzeczy także w celu zyskania czytelników, jednak tylko tam, gdzie miałam coś do powiedzenia. A nuż komuś moje treści przypadną do gustu. Różnica między byciem anonimowych a byciem członkiem społeczności działającej na zasadach wzajemnej korzyści była taka, że w przypadku anonimowości mi się nie chciało. I tak to jest, anonimowi czytelnicy wbrew pozorom istnieją, tylko nie mają motywacji do interakcji.

    Gdy byłam anonimowa, w ogóle nie myślałam o blogach jako o własnościach rzeczywistych ludzi, którzy cieszą się, że ktoś ich czyta. Teraz sama dostrzegam, jakie miłe to uczucie. Anonima w sieci ze świecą szukać na ekranach komputerów, ale przed nimi jest ich pewnie całkiem sporo.

  5. bardzo mi owszem!
    Skoro już komentuję, nie mogę przepuścić okazji do zapytania o coś, co już trochę czasu mnie nurtuje. Kiedyś zapowiadałaś post o sile podziałów klasowych z Wielkiej Brytanii i od tamtej pory wypatruję go (tj. posta, nie podziału) z niesłabnącym entuzjazmem – będzie? 🙂
    P.S. To pierwszy komentarz, jaki zostawiłam w internetach. Jak widać, potrzebowałam tylko lekkiej zachęty 🙂

    1. Czuję się zaszczycona 🙂

      Bardzo mi miło, że pamiętasz jak o tym wspominałam. Po ostatnim wpisie o Glasgow trochę zwątpiłam, czy ludzie mają ochotę czytać takie rzeczy. Ale skoro mają to będzie 🙂

  6. a ja mam wrażenie, że duża część anonimów, ale tych chamskich, to jednak blogerzy. raczej nie pokroju kominka czy maff, ale tacy, którzy mają mało czytelników i w ten sposób wyżywają się na tych popularniejszych, z większymi statami.

  7. Nu, jak u mnie ktoś komentuje z anonima, to zazwyczaj jest to komentarz nieprzyjemny albo spam. Zatem nie tęsknię. Lubię środowisko blogerskie, przynajmniej czuję się częściowo rozumiana. Tak zwana reszta świata niekoniecznie czuje bazę 😉

  8. Bardzo mi miło ;> Zrobiło się tu słodko, czyżby na pewien czas liczba odwiedzin miała wzrosnąć ku Twej uciesze? 😀
    Jednak podpisać się muszę, bo wyobrażam sobie jak niewygodna musi być ewentualna polemika z czytelnikami kiedy jedyne, co pozwala na ich „odróżnienie” to godzina pozostawienia komentarza.
    Agata

  9. Ach, dziękuję, dziękuję. Zawsze przyjmę dodatkową odrobinę miłości. Jakbyś była kiedyś przypadkiem w Szczecinie, to zapraszam na oprowadzenie po mieście i piwo.

  10. Nie traktuję komentarzy jako sposobu na zwiększenie ruchu u siebie – bo to zakładałoby, że ktoś oprócz autora komentowanego bloga czyta moje wypociny 🙂 Nie oszukujmy się 😉

    Komentarz dla mnie to feedback. Pozytywny lekko wzmacnia poczucie samozajebistości, paradoksalnie negatywny potrafi naprawdę mocno popsuć humor. No, ale tak to wygląda. Gdybym nie chciała mieć komentarzy, to bym je wyłączyła 🙂

    1. Tu nie chodzi o budowanie ruchu, ale nawet o zacieśnianie więzi. Jak ktoś staje się dla Ciebie prawie jak rodzina to już nie jest do końca czytelnikiem. Mam tak z wieloma znajomymi blogerami, to już bliskie mi osoby, nie blogerzy.

  11. Ha, a mi się zdaje, że te proporcje są inne, tyle, że ktoś, kto lubi rozpisywać się w internecie, po prostu ma swojego bloga, a ten kto woli, by myśli łopotały mu w głowie, bądź pęczniały dyskusją w czasie codziennego obiadu, po prostu nie pisze ani bloga, ani komentarzy (bo wbrew pozorom to aktywność podobnego rodzaju).
    Ja na przykład bezwstydnie i z przyjemnością podczytuję Wasze światy.
    I znowu, pisać niejako w eter nie mogę/nie chcę/nie potrafię (dlatego wymazałam kilka właśnie napisanych zdań). Ale jestem.
    Anonimowa

  12. Chociaż czuję, że R. chce sprawdzić ile właściwie ludzi ją czyta bezinteresownie i troszkę podpuszcza czytelnika,więc nawet chciałoby się tak trochę na przekór nie ujawniać,to jednak idę na tłumem i przyznam, że czytam Cię stale i zawsze odkąd pisałaś do mnie, na jaki kolor przefarbować włosy, a ja – wtedy mając bloga i pisując na Z. – odparłam, że widzę Cię w barwach jesieni. Duma mnie rozpiera, gdy mogę pochwalić się ludziom, że ja oto jestem matką tego sukcesu 😉 w sensie zniewalającej fryzury – bardzo dzisiaj symbolicznej. Jestem więc czytelnikiem bez bloga, za to z linkiem R. na fejsie ;)pozdrawiam Ela

  13. Cześć, tu anonim. Nigdy nie komentowałam Twoich postów, nie brałam udziału w konkursach. Jako anonim śledzę Twojego bloga od początku jego istnienia, czyli juz dobre parę lat. Chciałam Ci to nawet osobiście powiedzieć, jak Cię kiedyś przypadkiem spotkałam w Glasgow, spanikowałam. Dla anonimów jestes tez ważna. Pozdrawiam

    Dominika (już nie anonim), która wie, co to „Jesień Średniowiecza” 😀

  14. ja nie mam swojego bloga, ale przeglądam wiele różnych blogów i zostawiam czasem anonimowe komentarze, zawsze staram się pisać w nich szczerze – jeśli coś mi się nie podoba, to staram się to rzetelnie wyjaśnić, w żadnym wypadku nie jestem chamska ani niemiła. niestety kiedy obserwuję reakcje blogerek i innych komentatorek, to często wydaje mi się, że blogerzy w ogóle nie chcą komentarzy od anonimów, chyba że są one pozytywne;) w odpowiedziach skupiają się wyłącznie na osobie komentującego, wiele razy padają stwierdzenia w stylu „anonimowe opinie nie mają dla mnie żadnego znaczenia”, „jeśli krytykujesz, to miej odwagę się chociaż podpisać” (to drugie rozwala mnie najbardziej, skąd szanowny bloger ma pewność, że podpiszę się prawdziwym imieniem i co mu to tak właściwie da?) wszyscy zarzekają się, że cenią sobie konstruktywną krytykę, ale nie każdemu udaje się ją przyjąć na klatę:) u ciebie chyba nigdy się z tym nie spotkałam, ale na innych blogach – i owszem.

  15. Nigdy nie komentuję, ale teraz muszę:) Wiem, że to zbyt osobiste…ale chętnie powiem:) też Cię kocham…co dzień sprawdzam czy jest coś nowego. Jestem dużo starsza, a Twoje przemyślenia zawsze trafiają do mnie:) No i lubimy te same filmy.
    Pozdrawiam serdecznie z Poznania

  16. Coś w tym jest. Najbardziej cieszy komentarz anonima (z konstruktywną krytyką, pochwałą etc), bo wiemy, że osoba, która go zostawiła zrobiła to szczerze, bez ukrytych zamiarów odesłania na swój blog chociażby. Wiemy wtedy na pewno, że ta osoba nas czyta, ogląda, odwiedza, bo chce, bo lubi. Tylko teraz nie wiesz na pewno, kto będzie robił Ci przyjemność, a kto jest pierwotnym anonimem, którego kochasz, haha!

  17. Ja nie wiem, czy się kwalifikuję, bom też blogerka, ale z branży wyszywano-dzierganej. Nie zawsze komentuję, bo piszesz tak mądrze, ze nie potrafię wymyślić nic odpowiedniego. Pozdrawiam z ciepłego Poznania.

  18. Zwykle piszę ze swojego konta i gdy zaczynałam z własnym blogiem, też zostawiałam komentarze (o ile miałam coś do powiedzenia) z myślą o tym, że kogoś to zainteresuje i przeczyta coś u mnie. Po to jest blog – by mieć interakcję z czytelnikami (nieważne – przynajmniej dla mnie – czy jest ich 2 czy 2000. Ale nic na siłę. Są tez blogi, gdzie lubię stale zaglądać i komentować „bezinteresownie”.
    Natomiast nie bardzo rozumiem, czemu czytasz blogi, których nie lubisz, bo powód pt. „wiedzieć, co, kto i gdzie” jakoś mało mi pasuje do mojego wyobrażenia o Tobie.

    1. Na tej samej zasadzie, na jakiej czytam informacje o np. Jarosławie Kaczyńskim (którego też nie lubię) czytam blogi, które nie przekonują mnie pod względem treści czy osobowości prowadzącego. Choćby po to, żeby móc powiedzieć ‚nie lubię XXX, bo mówi to i to i to, a ja uważam, że jednak tamto’. Albo żeby zrozumieć fenomen popularności i wyciągnąć dla siebie wnioski.

  19. A ja uważam, że przeceniamy wagę tego jak się nazywamy, przeceniane jest także znaczenie identyfikacji w pisaniu na blogu. Na świecie żyje co najmniej kilka osób mających to samo imię i nazwisko co ja czy ty, więc trudno mówić o niepowtarzalności naszego podpisu. Blog to jest inny obszar kontaktów niż te codzienne. Poza tym w zalatwianiu drobnych spraw życia codziennego czy w przypadkowych rozmowach ulicznych również niewymagane jest przedstawianie się. Czemu więc brak podpisu pod komentarzem traktowany jest jako wyraz najwyższego braku kultury? To nie podpis ani wygląd nas indywidualizuje w internecie, bo obiema tymi rzeczami można z łatwością manipulować. Zdjęcie podrasować, a nazwisko zmienić bez żadnych konsekwencji. W internecie wyodrębnia nas wlasnie komentarz. Anonimowy czy nie, nie ma różnicy. To w komentarzu zawarty jest potencjał naszej osobowości. Stanowi on ramę w której pozwalamy się zamknąć i zawartość której poddajemy ocenie. Nie oceniam nazwiska. Nie ograniczam czlowieka do nazwiska. Brak nazwiska pozwala pomyśleć o czlowieku, o jego calosci. A co gdybyśmy zamiast liter podpisywali się cyframi? Czy gdybym podpisala ten komentarz 335453123 wiedzialabys o mnie wiecej? Nie. Nazwisko nie jest żadną bazą danych. Dlatego jestem przeciwna opiniom typu: „jeśli się nie podpisujesz to znaczy, że wstydzisz się wlasnych slow”, „brak podpisu to brak szacunku”.

  20. uwielbiam Cie i Twojego bloga, styl pisania i wszyystko po prostu! 🙂 pozdrawiam i czytam dalej,
    Twój Anonim;) ( a raczej Anonimka)

  21. Ja piszę do Ciebie anonimowo raz na rok, ale czytam i uwielbiam każdą notkę !
    Jest rok 2013, przyszedł czas na tegoroczny wpis,
    więc znowu daję znak : jestem, czytam, gapię się i zachwycam!
    Tobą, Ciebie, Cię- oczywiście!

  22. a ja wpadłam tu na chwilkę, przeglądając blogi polecone przez venila kostis, do której czasem zaglądam. blogerką nie jestem, bloga posiadałam kiedyś i to takiego, w którym wylewałam swoje nastoletnie smutki, a więc zupełnie innego od ‚współczesnych’. wpadłam do Ciebie i zastanawiam się czy spotkam normalną dziewczynę, która w ciekawy i przede wszystkim naturalny sposób będzie opowiadała o sobie czy trafię na ‚blogerkę’ – a więc typ osoby, którą przestaję lubić. a w zasadzie nigdy nie lubiłam. myślę, że mogę Ci o tym powiedzieć mimo, że blogujesz. może nie jesteś taka jak… fashionelka, której nie znoszę. nie trawię pustych, modnych laleczek, dla których jedynym sensem życia jest sława blogowego życia, zakupy warte majątek i miliony nostalgicznych zdjęć w różnych pozach, z zamglonym spojrzeniem z najnowszym numerem vogue’a. wybacz. nie trawię pustego świata blichtru. i zawsze trafiając na obce blogi mam nadzieję, że autorka ma coś więcej do pokazania niż fotki z pokazu ‚fashion coś tam’ czy sponsorowaną reklamę jakiegoś kosmetyku. rzadko się zdarza taka sytuacja, ale zawsze mam wielką nadzieję, że w świecie bloga istnieją jeszcze normalni ludzie nie skażeni pogonią za byciem ‚na szczycie’.

    1. Myślę, że każdy chce być ‚na szczycie’, tylko ta wizja szczytu się różni. Osobiście bardzo chciałabym odnieść blogowy sukces na miarę Fashionelki, ale nie chciałabym prowadzić bloga takiego jak ona.

      W tej chwili natomiast za osobisty sukces uważam to, że Czytelnicy którzy mnie komentują piszą nie tylko, że mam fajną kieckę, ale dzielą się swoimi myślami. Dziękuję.

  23. A ja nie mam bloga żadnego, a Ciebie czytam stale od jakiegoś czasu. nawet raz, w pracy (ciii….), spędziłam parę godzin przegladając prawie wszystkie zarchiwizowane wpisy Pozdrawiam ciepło :*
    Agnieszka Z

  24. Ja tu wpadłem na chwilę (Wyszukując kwestię: Bloger blogerowi blogerem), być może zostanę na dłużej, a jak do mnie będą mówić to ich sprawa:)

  25. Stary wpis, ale muszę Ci się zwierzyć: czytam Ciebie od prawie dwóch lat. Nawet raz mi się śniłaś. Jesteś jedynym polskim blogiem, na który regularnie wchodzę. I to Ty zainspirowałaś mnie do założenia własnego bloga i rozpoczęcia własnej przygody… Więc może nie jestem już teraz do końca anonimem. Ale dziękuję za to, że jesteś i za każdy Twój wpis.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry