Nos od dawien dawna jest dla mnie źródłem kompleksów. Człowiek jest dla siebie samego największym wrogiem i dopóki nie poznałam internetu kompleks ten był wyłącznie mojego autorstwa. Nie śmiały się ze mnie dzieci w szkole ani na podwórku, żaden serdeczny krewny nigdy nie wspomniał nic na jego temat. Być może był to słoń w pokoju, o którym nikt nie mówił, niemniej jednak nie miałam ani cienia podejrzeń, że coś z nim nie tak. Po prostu jako młoda nastolatka któregoś dnia zbyt długo siedziałam przed lusterkiem strojąc miny i wypatrzyłam, że mam wielki nos. Oczywiście internet, media społecznościowe i blogowanie nie dopuszcza istnienia słonia i dowiedziałam się na epulsie czy niemodnych polkach jak szpetny jest mój nos i mój umysł.

Pod wpływem komentarza anonimowej czytelniczki, która zdecydowała się na operację nosa, zaczęłam się niedawno zastanawiać czy sama podjęłabym taką decyzję. Od razu zaznaczę, że nie przeszkadza mi ktokolwiek kto decyduje się na korektę. Chodzi mi jedynie o mnie. Bo może warto ukrócić swoje marudzenie. I myślę, że jednak nie.

Dlaczego?

Przede wszystkim jestem cykorem. Wolałabym pracować cały tydzień na polu niż musieć dobrowolnie poddać się bolesnej operacji. Poza tym każdy sposób wydania kilku(nastu) tysięcy złotych wydaje mi się bardziej pociągający niż nos. Podróż do Japonii czy Afryki, torba od Prady, inwestowanie na giełdzie, samochód, własna ławka w parku…

I powód najważniejszy. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem słaba. Na chwilę obecną wierzę, że nos nie zmieniłby mojego życia, więc nie jest wart zachodu. Gdybym zdecydowała się na nos i z nieba nie zstąpiłby zastąp aniołów, żeby uczynić ze mnie najbardziej podziwianą celebrytkę świata i noblistkę w jednym, byłabym rozczarowana. I rozmyślałabym jaki jest następny krok, który spełni ten sen. Może nowe policzki? Odsysanie tłuszczu? Implanty pośladków?

Kiedy o tym myślę, nos w niczym mi w życiu nie przeszkodził. Nie stał na przeszkodzie do zdobywania chłopców, którzy mi się podobali, nigdy nie powiedziano mi „nie dostaniesz tej pracy, masz zły nos”. Jestem niemal przekonana, że moje przyszłe dzieci nie powiedzą „mama X jest lepsza, bo jej nos jest mniejszy”. Zwłaszcza, że istnieje prawdopodobieństwo, że same nie będą mieć małych nosków…Nos od czasu do czasu zepsuje jedno czy dwa zdjęcia. I raz jedna koleżanka powiedziała, że inna koleżanka powiedziała, że nie wie czemu mój chłopak na mnie leci, bo przecież jest przystojny. Koleżanka też miała duży nos. To by było na tyle jeśli chodzi o destrukcyjną rolę w moim życiu.

Koniec końców, ten nos chyba w ogóle aż tak mi nie przeszkadza. Każdy z nas potrzebuje czegoś do pomarudzenia, żeby od czasu do czasu sprowadzić się na ziemię. Marek Aureliusz miał podobno sługę, który chodził za nim i powtarzał „jesteś tylko człowiekiem”. Ja mam nos – wersję ekonomiczną.

Zapytałam o zdanie na temat operacji Ella, który odparł kategorycznie, że nie ma mowy, nie będę się okaleczać i bez nosa nie byłabym już tą samą Mufką. Co ciekawe jego nastawienie nie zmieniło się specjalnie, kiedy temat zszedł na sztuczne piersi.

Taka miłość jest jedna. Więc po co mi nowy nos?

PS Podobno ostatnimi czasy wydaję się być szczęśliwa.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

97 thoughts on “muchy w nosie czyli operacje i kompleksy”

  1. Jaki kochany Ell!

    Tego typu operacje to bzdura! I co z tego, że masz duży nos? Jest ładny! Zresztą powiem szczerze(i nie dlatego, że „jestem miła” czy coś, bo miła nie jestem), że jesteś jedną z najładniejszych blogerek. I nie potrzebujesz żadnych bzdurnych operacji!

    1. Twój nos i Ty to jedność, nie warto tego psuć. Na pewno wiele razem przeżyliście:D Gdyby nie zamieszanie wokół nosa nie przysłoby mi na myśl, że coś z nim nie tak.Bardzo ładnie razem wyglądacie i tak trzymaj:D

  2. To wspaniale, że umiesz żyć jak chcesz i nie przejmujesz się swoim defektem. Mi kompleks rujnuje całe życie, a raczej ja sama siebie zadręczam, cały czas myślę o operacji(nie nosa), jednak po niej mój defekt może stać się bardziej widoczny, dlatego to odkładam…Chciałabym mieć tyle wiary w siebie ile Ty jej masz, jak na razie, za całe zło w moim życiu winię chore oczy.

    1. Choroba to zupełnie inny przypadek, życzę Ci dużo sił. Myślę, że w obliczu choroby tym bardziej nie należy przejmować się defektami, które nie obchodzą nikogo, na kim by nam mogło zależeć.

    2. To ja podobnie jak koleżanka wyżej. Nie ma innego wytłumaczenia mojej chorej psychiki niż ten wielki kompleks, z którym męczę się od dziecka. Może kiedyś minie, ale i tak nastąpi to za późno.

    3. Ula, a z jakim znowu kompleksem Ty się zmagasz? Czytam i oglądam Cię od lat i jedyne, co mogę stwierdzić, poza tym, że jesteś mądrą i świetną dziewczyną, to fakt, że jesteś bardzo ładna, szczupła, masz super zgrabne nogi, piękne białe zęby i duże cudne oczy. nie są to wyssane z palca komplementy tylko fakty, zupełnie nie widzę u Ciebie nic, co mogłoby stanowić jakiś kompleks i mówię to całkowicie serio! aż mnie zszokował Twój komentarz powyżej, bo głowię się i głowię i wymyślić nie mogę co Cię może tak martwić. Pozdrawiam Cię!

      + Rienn, fajnie napisany tekst, jak zawsze. Jesteś bardzo ładną dziewczyną i walić nosowe kompleksy, Twój jest totalnie spoko!

      Paulina

  3. Daj spokój! Ciesz się, że w ogóle masz nos 😉
    A tak na poważnie to masz bardzo ładny nos. Ja mam podobny (jeszcze na dodatek jest rozdwojony na końcu :D) i jak mam gorszy dzień to po prostu staram sobie myśleć, że jestem jak czarownica (bo akurat lubię czarownice). Btw czarownic, Sarah J. Parker też ma (jak mówią, dziwny nos), a jakoś się tym nie przejmuje. Czasami z jakiegoś ‚mankamentu’ można zrobić atut albo znak rozpoznawczy. Więc jak dla mnie, dziwnie byś wyglądała bez Twojego nosa.
    Bądź sobą… zostań ze swoim nosem 🙂

    1. Megan Fox tez ma kompleksy! Jej kciuki wygladaja jak duze palce u stop! Ale kogo to obchodzi skoro cala jest piekna. Nie ma co zwracac uwagi na detale, na ktore nie zwraca uwagi nikt inny.
      A jak nie to zrobic z nich atut. Wazniejsze jest zeby byc charakterystycznym a nie pieknym, bo takich zwyklych pieknych nikt potem nie pamieta.

  4. Mądry ten Twój Ell. To, co przezywalas/wasz z nosem, ja mialam (tu już definitywnie czas przeszly:D) z wystającymi obojczykami. Zawsze bylam szczupla, a te kości dodatkowo podkreslaly chudosc i wywolywaly komentarze typu: o boże, jak z Auschwitz, zle wyglądasz w dekoldach itd. A potem poznalam chlopaka, który powiedzial mi dwie rzeczy: ‚dance the pain away’ i ‚uwielbiam twoje obojczyki’. Moze w odwrotnej kolejnosci. Do tej pory obojczyki to czesc ciala, ktora okropnie mnie rozczula i budzi cieplo, jakbym w tych doleczkach nad kośćmi nosila nieustannie pieczone kasztany haha albo cos innego przyjemnie rozgrzewającego.
    Na koniec dzięki wielkie za tekst, Ty i Twoj nos jestescie dobry team:)

  5. Nie tylko Marek Aureliusz, to w ogóle jeden z elementów triumfów, za triumfatorem szedł kapłan, który powtarzał: „Jesteś tylko człowiekiem”, a lud śpiewał niewybredne pieśni na temat tegoż triumfatora (Juliuszowi Cezarowi śpiewano: „Rzymianie, pilnujcie swoich żon, prowadzimy łysego cudzołożnika”) 😀

    Wybacz, jako filolog klasyczny in spe – musiałam!

  6. Bardzo cenię w Tobie to, że nie pozwalasz byle komu wmówić sobie byle czego. Jesteś mądra i rozsądna, Twój mężczyzna też.
    Pozdrawiam Was ciepło z Łodzi. 🙂

  7. kiedyś miałam kompleksy z powodu swojego nosa. bo zbyt długi, bo garbaty i gdy wchodzę do jakiegoś pomieszczenia, najpierw widać mojego kinola, a dopiero później mnie. kilka lat temu go zaakceptowałam i polubiłam, bo jest moją cechą charakterystyczną, no i jak wyglądałabym z malutkim, prostym nosem? 😉

    śmiem twierdzić, że nasze nochale są podobne 😀

  8. Ja tam wierzę, że wyglądamy dokładnie tak jak powinniśmy, a nasza siła tkwi w tym, na ile potrafi siebie akceptować takimi jakimi jesteśmy, zwłaszcza jak ktoś jest nie idealny, jak ja i 99% społeczeństwa 😛

  9. Sama borykałam się kiedyś z ogromnym kompleksem na punkcie nosa, sam w sobie nie jest ogromny ale wtedy gdy tak strasznie mnie dręczył i mi przeszkadzał wydawało mi się, że nie pasuje kompletnie do mojej twarzy i ją w jakiś magiczny sposób deformuje przez co na zdjęciach wyglądałam okropnie a słowo „fotogeniczna” nigdy nie mogło iść w parze z moim imieniem. Zmieniło się to jednak kiedy trochę schudłam, zmieniła fryzurę, kolor włosów i okazało się, że całkiem fajnie wyglądam i się sobie podobam a nos przestał tak bardzo doskwierać bo nawet na niektórych zdjęciach wyglądam w miarę ok i mogę na siebie patrzeć (:

  10. Mam prawie taki sam nos, moze nieco wiekszy. Tez byl zrodlem kompleksow, ale nauczylam sie przejmowac troche mniej (pewnie, ze nigdy calkiem sie z tego nie „wylecze”). Raz jedyny w zyciu ktos mnie zapytal – Dlaczego masz taki duzy nos?
    Bylo to jakies pietnascie lat temu i pytanie postawilo dziecko, wiec zgaduje, ze dorosli juz nie sa tacy odwazni ;). Wczesniej nie zdawalam sobie sprawy z wielkosci mojego nosa i przez nastepne kilka lat mialam ogromny kompleks. Pozniej nikt (przynajmniej w twarz) nie komentowal. Partner twierdzi, ze moj nos jest w porzadku („Widzialem wieksze”), a ja przestalam fotografowac sie pod nieodpowiednim katem, a ogladanie wlasnego profilu w lustrze nie jest znowu takie latwe, wiec czesto zapominam.
    Pewnie, ze chcialabym sie urodzic z ladnym, zgrabnym noskiem, ale wydawac na to tysiace i przechodzic przez cierpienia przed i pooperacyjne? Never.

    Poza tym co jest takiego pociagajacego w nosie ze sztancy? Przynajmniej nie wygladamy jak co druga dziewuszka na ulicy.

    Ness

  11. Gorzej będzie jak po źle wykonanej operacji zacznie się nosować i łapać wszystkie możliwe choroby. Nie wiem na czym to dokładnie polega, ale koleżankę coś podobnego spotkało, więc lepszy już nos własny, a katar u innej osoby 😉

  12. Ja z kolei mam dziwny fetysz na duże nosy. Nogi mi miękły od czasów nastoletnich na facetów z okropnymi nochalami. Najlepiej lekko zakrzywionymi. Mój osobisty chłop również ma nos jak klamka od zakrystii i między innymi przez ten nos poleciałam na smarkacza (rok młodszy:P). Nie żałuję do dziś 😉

  13. Wg mnie jestes jedna z najciekawszych osob, jakie udalo mi sie poprzez blogosfere poznac. Jestes blyskotliwa, dowcipna, swietnie piszesz, kazdy Twoj post czyta sie niczym dobry felieton. W powodzi tylu zalet, kto by tam patrzyl na nos? Pozdrawiam;)

  14. Całkowicie masz rację, tym bardziej, że Twój nos nie jest znowu taki duży i moim zdaniem idealnie pasuje do Twojej buzi. Mądra kobieta jesteś i tyle. Dobrze, że o tym napisałaś bo może przemówisz do rozsądku tym co to chcą sobie krzywdę zrobić operacją plastyczną.Nie dość, że może się nie udać to na dodatek się nacierpią i jeszcze za to sporo zapłacą. Tak trzymaj.Serdecznie pozdrawiam.
    http://balakier-style.pl/

  15. Pewnie że nic nie rób! Nos jak nos powiem szczerze i zupełnie bym na niego nie zwróciła uwagi, w sensie że coś z nim jest nie tak. Ja akurat lubię duże nosy. Po operacji nie zmieniłoby się NIC, a może i za nosem byś zatęskniła. Przecież jest pewnie jeden taki jedyny na świecie w swoim rodzaju tak jak i ty jedna w swoim rodzaju jesteś. Coś czuję że możesz go jeszcze bardzo polubić.

  16. Ja również nie jestem fanką swojego nosa, ale pewna sytuacja pozwoliła mi zupełnie inaczej spojrzeć na mój kompleks. Kilka lat temu poprosiłam mojego chłopaka, żeby zrobił mi zdjęcie, bo potrzebowałam profilowego na jakiś portal społecznościowy, który już dawno nie istnieje. Zdjęcie zostało wybrane, obrobione i kiedy je zobaczyłam, pierwszymi moimi słowami były: „gdzie jest MÓJ nos?!”. Zupełnie przypadkowo (mój chłopak i Nos się lubią), podczas obróbki mój nos został skorygowany tak, jak zawsze marzyłam. I kiedy zobaczyłam swoją twarz, coś było nie tak. Nos do niej nie pasował. Był ładny, kształtny i wyprostowany, ale ta twarz na zdjęciu wyglądała obco. Dopiero, gdy mój luby przywrócił mi nos, byłam zadowolona. Nadal czasami obrażam się na mój nos, ale nie zamieniłabym go na żaden inny, ot co:)

  17. To niesamowite, jak nos łączy ludzi (patrząc na wyższe i na mój komentarz). Swojego nosa także nienawidzę, nie cierpię, darzę ogromną anty-sympatią, bo jest wielki, kulfoniasty, przypomina ziemniaka, no jednym słowem, jest brzydki. Ale szczerze mówiąc nigdy nie poddałabym się operacji korekty nosa, bo wychodzę z założenia, że w życiu i w nas nic nie dzieje się bez przyczyny, i nie wolno tego, co mamy, zagłuszać, zmieniać, bo to wszystko tworzy nas, naszą tożsamość, nasze życie. Mając taki nos, jaki mam, muszę nauczyć się pokory do siebie samej, muszę mocniej wierzyć w siebie, a przede wszystkim muszę siebie akceptować, a to jest ważne (+ znam dwanaście tysięcy póz, w których nos wygląda na mniejszy, chętnie pokażę, gdy może spotkam Ciebie w Londynie :pp). Oczywiście jeżeli ktoś jest niezadowolony ze swoich nóg, albo brzucha – niech to zmienia, ale nie „nożem”, a ciężką pracą i wyrzeczeniami. No bo.. powiedzmy, że mielibyśmy odsysanie tłuszczu, a za tydzień widzimy się z dawnym znajomym, a on powie, że wyglądamy świetnie i zapyta, co zrobiłaś? A ja wymamrotam: odsysałam tłuszcz? Dla mnie byłby to ogromny wstyd, bo oznaka, że mam problem z motywacją no i samoakceptacją, skoro posunęłam się na taki krok. Niech każdy z nas robi wszystko to, co według niego słuszne – operuje nos, chudnie, tyje.. mamy prawo, ale wcześniej zapytajmy siebie CZY WARTO i CZY MAM PO CO.

    Ściskam Ciebie gorąco i informuję, że Twój nos jest nosem pięknym,
    Marta

  18. też mam nieidealny nos: za duży za długi troszkę krzywy… ale bardzo go lubię, nie wyobrażam sobie jakiejkolwiek korekcji operacyjnej. po cholerę zdrowie jest najważniejsze. poza tym generalnie podobają mi się właśnie większe nosy, zarówno u mężczyzn jak i u kobiet, taki mały fetysz 😀

  19. Duże nosy są fajne. Serio. Ubolewam nad tym, że mój jest bardziej kulfoniasty niż garbaty. Chciałabym bardziej garbaty. Takie charakterne są.

  20. Piękny nos i koniec kropka, jest częścią Ciebie! Mnie osobiście nie spodobał się na przykład efekt operacji plastycznej nosa jednej z blogerek. Orli nos dodawał jej charakteru, teraz wygląda ona jak tysiące innych dziewczyn, nie ma tego czegoś, jeśli chodzi o wygląd, bo pewnie pozostała tą samą osobą. Nie rozumiem osób poprawiających się operacyjnie (ale nie potępiam!), acz może to wynikać z faktu, że zawsze podobali mi się chłopcy o rzymskim profilu, z ostentacyjnym garbem na nosku. <3

  21. Jestem za! Super post i jak najbardziej popieram wszystko co napisałaś 🙂 z jednym się tylko nie zgodzę – to, że nos nie zmieniłby Twojego życia to nie jest żaden dowód/powód słabości 😛 pozdrawiam!

  22. Bardzo ładnie i mądrze napisane. Ja też nie wiedziałam, że cokolwiek jest nie tak z moim nosem, dopiero koleżanka w podstawówce mnie uświadomiła przygotowując na plastyce linoryt mojego profilu na zadanie ‚karykatura’ 🙂 Odtąd jęczałam nad tym nosem lata, mimo chłopców komplementujących ‚nos z charakterem’ lub mówiących, że inaczej wyglądałabym jak lalka (mój ulubiony komentarz :). Tak biadoliłam, że umęczona mama powiedziała: ok, płacę za usunięcie blizny jednej pociechy (ze wszech miar słuszne), to i zapłacę za Twój nos. I dopiero wtedy pomyślałam: a na co mi prosty nosek? Modelką ani aktorką już nie będę, nie pracuję twarzą, w żaden sposób moja twarz nie wpływa na moją wartość jako człowieka. Byłaby to czysta próżność, przejaw konformizmu a w dodatku narażanie się na niczym nieuzasadnione zagrożenie zdrowia i życia. Jedna uzasadniona narkoza później, i mój pogląd został jeszcze bardziej utrwalony.
    Ponadto teoretyczny chirurg zajął by się profilem a co by było jakby przy okazji zepsuł kształtne dziurki i przyjemny widok nosa z przodu? Powinniśmy dbać o siebie przede wszystkim, a własny nos oglądamy najczęściej en face 🙂 Aha i jeszcze jeden argument w nawiązaniu do zdjęć. Nie znam się na fotografii ale moim zdaniem dawne analogowe aparaty były bardziej przyjazne nosom, a cyfrówki i telefony zniekształcają i niebezpiecznie wydłużają przyrodzenie. Inne (smutniejsze) wyjaśnienie tego fenomenu że zdjęcia before napawają mnie mniejszą odrazą niż after może być takie, że z wiekiem nosowi się wydłuża, ale to pomińmy 🙂
    Co więcej, panowie podobają mi się tylko ze znaczącymi nosami, Adrien Brody jest chłopakiem z ekranu numer jeden, a osobisty wybranek też ma nos wybitny, piękny i garbaty.

  23. Gdybyś się zdecydowała na operację, to straciłabyś jedną czytelniczkę. :p Twój nos idealnie pasuje do Twojej twarzy, poprawianie jest zbędne.
    Kiedyś cierpiałam z powodu posiadania jasnej karnacji. Latem, po dłuższym pobycie na słońcu, wyglądam jak dobrze przypieczony homar (oczywiście smaruję się porządną ilością wszelakich mazideł z wysokim filtrem) i zazdrościłam innym dziewczynom ładnej opalenizny. W pokonaniu kompleksu pomogło mi przefarbowanie włosów na rudo, dopóki nie mam bardzo widocznego odrostu, to nikt nie chce mi uwierzyć, że nie jest to mój naturalny kolor. 🙂 Obecnie postrzegam swoją karnację jako jeden z atutów mojej urody.

  24. Ja osobiście przechodziłam dość długą drogę między rozpaczą a przeglądaniem się dla zwykłej próżności. Jak tak czasem skonfrontuję postrzeganie samej siebie i opinię otoczenia na mój temat (pod względem urody, osobowości, talentów itd.), to zastanawiam się, czy mówimy o tej samej osobie.
    W każdej dziewczynie dostrzegam coś urokliwego, mogą być to nawet kości policzkowe. Może nie jestem w tym osamotniona – może ludzie patrzą na mnie i widzą naprawdę ładną dziewczynę, a kompleksy i analizę mankamentów zostawiają sobie na samotne wieczory przed lustrem?
    Wielkonosa i piękna Malwina pozdrawia wielkonosą i piękną Riennaherę 🙂

  25. Każdy ma jakieś ‚swoje moje’ odnośnie wyglądu. Eee tam! Często same wmawiamy sobie coś, co nie do końca jest prawdą. Szkoda, że nie umiemy się tak skupiać na pozytywnych aspektach wyglądu 🙂 Pozdrawiam

  26. O „nosokompleksie” mogłabym pisać godzinami – do pewnego czasu był przyczyną nieszczęść wszelakich, które mi się w życiu przydarzały. Pewnego dnia zdałam sobie sprawę, że podobnie jak Tobie, ten niewinny nos wcale mi w niczym nie przeszkodził. Nie stanął na przeszkodzie w mojej edukacji, karierze zawodowej, czy miłosnym uniesieniom. Czasem tylko na zdjęciach nikczemnie przypomina o swojej obecności. Mam np. takie piękne zdjęcie ślubne (oczywiście z profilu), na którym widnieje okazały nos w welonie i nic więcej. Starość mnie jednak powoli dopada i nawet nos już nie jest postacią pierwszoplanową na zdjęciach (co z rzewnością wspominam). Teraz pierwsze skrzypce gra druga broda, zmarszczki pod oczami itp. Kiedyś nawet (dzięki nosowi oczywiście) zdobyłam osobliwy przydomek – Miss Izraela … A niech już sobie będzie zatem, jaki jest 😉

  27. hej,

    podzielam Twój punkt widzenia – sama jestem posiadaczką niemalże identycznej wersji jak Twoja (no może ciut większego), kiedyś ‚przeszkodzil’ mi w uzyskaniu dość ciekawego kontraktu w branzy mody;). Nie jest to na pewno jeden z tych wymyslonych kompleksów, ktrórych nie zauważa nikt poza włascicielem – nos jaki jest każdy widzi, niemniej przy każdej dyskusji na temat warto sobie uświadomic jedną sprawę, gdzie jest powiedziane że wszyscy mamy wyglądac tak samo? gdzie jest ta granica pomiędzu za mały za duży, brzydki, zły, szczery;) ludzie nie są szyci pod wymiar, a ja nie chce własną wola upodabniać się do wzorca, który jest poza prawdziwym zyciem;)

  28. Uwielbiam.
    Osobiście uważam, że kompleksy są przyczyną większości złych rzeczy na świecie i ludzie powinni się ich definitywnie pozbyć dla dobra ogółu. Warto zdawać sobie sprawę ze swoich słabszych i mocniejszych stron, bez fałszywej skromności wołającej o komplementy oczywiście. Ale żeby wygląd miał być wyznacznikiem szczęścia, to chyba tylko złudzenie, tak jak napisałaś, zawsze znajdzie się coś więcej do poprawy.
    Ja mam w ogóle nieciekawy profil i zawsze kilka kilogramów za dużo, ale wiem, że do jakiejś niższej kategorii ludzi mogłabym się co najwyżej zepchnąć sama, gdybym się tym przejmowała.
    Przybij piątala!

  29. Podejście Ella jest jak najlepsze i najzdrowsze! Proszę mi się na żadne stoły operacyjne nie kłaść, bez swojego nosa nie byłabyś tą samą Rienn! Buziaki dla Ciebie, Ella i Nosa : *

  30. Przeczytałam z zainteresowaniem tekst i komentarze. Nie wierz ludziom, którzy piszą, ze Twój nos jest piękny, fantastyczny, ze pasuje do Ciebie itd. Jaki jest, każdy widzi. Ty to widzisz. Masz lustro i zdjęcia. Dlaczego to napisałam? Bo mam podobny problem i bardzo poważnie zastanawiam sie nad operacja nosa. Nie obwiniam nosa za nic, ani nie myśle, ze ładny nos by mi w czymś pomógł. Zrobiłbym to dla siebie. Żeby moja twarz była bardziej symetryczna. Poza tym obawiam sie, co będzie w przyszłości, gdy mój nos, co normalne z wiekiem, opadnie i powiększy się.

  31. Mam nos jak stary kopniak od Junaka i podejście podobne do Ciebie.
    Kiedy byłam nastolatką nos był moim największym kompleksem i nie mogłam się doczekać aż będę dorosła i zrobię sobie operację.

    Teraz myślę, że nie poszłabym na coś takiego nie z powodu kosztów, ale z powodu bólu jaki się z tym wiąże, poza tym przez jakiś miesiąc wyglądałabym jak zombie w gipsie.

    A programy typu doktor Szczyt i tym podobne wcale nie zachęcają mnie do operacji, wręcz przeciwnie. Jak widzę te opuchnięte kobiety to mi się odechciewa wszystkiego.

    Mój nos zostanie więc taki jak jest, a że wszystkie moje zdjęcia profilowe będą zawsze en face – no cóż, coś za coś. 🙂

  32. Jak ja bym chciała tylko o jednej części ciała u siebie ponarzekać, zamiast tego co chwilę znajduję coś nowego co chętnie bym poprawiła, ale tak jak ty ostatecznie na pewno na żadną operację bym nie poszła. Tak jak w Twoim przypadku to też w pewnym sensie zasługa mojego A., który twierdzi że absolutnie nie powinnam nic zmieniać.. cieszmy się, że mamy takich mężczyzn 😀
    I tak naprawdę nic w Twoim nosku złego nie widzę, przecież nie masz go jak pinokio – zwykły piękny nosek!

    Pozdrawiam ciepło! 🙂

  33. Mam podobny nos. Nazwijmy, że to nos „wyraźny”. Charakterny taki. Gdyby nie ten nos, byłabym innym człowiekiem. A jakby nie było, ja się dobrze czuję w swojej skórze 🙂

    p.s. Fajny blog.

  34. Wpadłam na tego bloga dzięki rekomendacji u kogoś innego (nie pamiętam gdzie). Otworzyłam i czytałam z niedowierzaniem, że istnieją blogerki „modowe”, u których wpisy to nie jedno zdanie i 10 zdjęć, a tekst, do którego zdjęcia są tylko dodatkiem. Czyta się świetnie, widać że masz charakter, masz swoje zdanie i wiesz co chcesz powiedzieć.
    W każdym razie dodałam Cię do czytnika i będę śledzić na bieżąco nowe notki.

    Nawiązując natomiast do nosa… Jako osoba, która bloga dopiero zobaczyła, mam świeże spojrzenie, nie przyzwyczajone do Twojego wizerunku. Pierwsza myśl – fajnie, że modą zajmują się normalne dziewczyny – nie laski z wybiegu (choć Twojej figurze zarzucić nic nie mogę), tylko ktoś niedoskonały z wyglądu. Niedoskonały nie oznacza że nie piękny. Twoja twarz się wyróżnia i współgra z tym co i jak piszesz. Tworzycie całość. Komplet z charakterem.

    Gdy kogoś poznajesz, wygląd przesądza o pierwszym wrażeniu. Ale to tylko kilka minut. Później gdy kogoś usłyszysz, zobaczysz co mówi, jak się porusza, jak się zwraca do ludzi, wygląd traci znaczenie. Staje się niedostrzegalny. Przyzwyczajasz się do dużego nosa i nie widzisz nosa, tylko całą osobę, którą lubisz. Dlatego wszelkie upiększenia nie mają znaczenia – o ile się nie chce być modelem.

  35. Jestem nastolatką, chodzę do liceum, i mój wielki, długi, szeroki nos (wielkością podobny do twojego, ale zamiast garba jest lekko zadarty) jest moim największym problemem. Od dziecka jestem bardzo nieśmiała, a przez ten nos czuję, że coraz bardziej odsuwam się od ludzi. Kiedy ktoś na mnie patrzy, w mojej głowie od razu pojawiają się myśli typu: „na pewno patrzy na mój nos i myśli jak bardzo jest okropny”. Czasami nie umiem sobie z tym poradzić. Zazwyczaj ludzie nie mówią mi nic na temat nosa, może kilka razy słyszałam jakieś uwagi. Jestem taką osobą, że jeśli usłyszę coś na swój temat, od razu zamartwiam się byle czym i myślę, że jestem gorsza. Chciałabym operację plastyczną, ale cena jest bardzo wysoka, no i chodzę do szkoły, wiec na razie to nie wchodzi w grę. Do tego, jak każda operacja, nie zawsze może pójść dobrze, zamiast poprawić – pogorszą, albo jakieś powikłania… I jeszcze ten ból, krwotoki, gips, opuchlizna, tak naprawdę nie mogłabym przez miesiąc czy dwa pokazywać się ludziom… Może zdecyduję się na nią za kilka, kilkanaście lat. Teraz chyba udam się do psychologa.

    PS. Bardzo lubię twój blog.

    1. Prawda jest taka, że większość ludzi nie zauważa takich pierdół. Tylko ci najbardziej chamsy i którym się niesamowicie nudzi szukają w człowieku – i głównie w jego wyglądzie – jakichś mankamentów. Uważam, że powinnaś serio udać się do psychologa. Też nie lubię swojego nosa, choć nie jest tak duży jak autorki tekstu. Albo nie lubię swojej pućkowatej twarzy. Ale wiesz co? Zamiast tego zaczęłam szukać w sobie zalet. Wiem, że mam piękne oczy, a pućkowatej twarzy towarzyszą wyraźnie zarysowane kości policzkowe.
      W skrócie: nie możesz czegoś zmienić, albo nie masz kasy na operację? Zaakceptuj to. Wtedy jest łatwiej.

  36. Witam nosomaniaczke! Tez nie lubie swojego nosa, znaczy, nie lubie… Kiedys sprawial mi duze problemy, a teraz w sumie ciesze sie, ze go mam, bo lepiej miec nos, niz taki Voldemort chociazby 😉 gdyby wszyscy byli tacy sami,byloby nudno, a Ty masz sliczny nosek 🙂

  37. Myslałam, że to świeży wpis i już chciałam napisać: „Dziewczyny, co z Wami?!”. Dlatego, że poza Tobą, Emilka z wonderandponder (prosze wybacz reklamę bloga, ale wart jest tego 😉 ) taki wpis ostatnio popełniła: http://www.wonderandponder.pl/5-symptomow-po-ktorych-poznasz-czy-jestes-uzalezniony-od-rozwoju-osobistego/ A nie jedno zdanie, które tam zawarła, dosłownie mną wstrząsnęło(podobnie jak kilka z Twojego wpisu). Podaję dalej, bo może wstrząśnie kimś jeszcze. 😉 Ja dotąd nie zdawałam sobie sprawy z tych – wydawałoby się- oczywistych rzeczy! Pozdrawiam i dziękuję za wpis!

  38. Stary wpis, ale też skomentuję. Nos duży, ale jest ok. Dobrze komponuje się z resztą twarzy, nadaje Ci charakterku, a najbardziej super to wygląda na zdjęciach od frontu, gdy jesteś lekko pochylona. Znałam kiedyś chłopaka, który lubił wyraziste nosy i pokazywał mi nawet zdjęcia dziewczyn, które takie miały- określał to „porządne nosy”. (podobnie mówił „porządne brwi” – na te gęste, nienaruszone pęsetą) Gdy powiedziałam, że lubię u kobiet duże oczy i małe noski (taki miałam wtedy gust), stwierdził, że to „zgubny wpływ mangi i anime” na mnie 😀
    Ja mam np. trochę krzywe zęby, którym daleko do śnieżnej bieli (daleko nawet do ecru!), ale nie chcę ich w tej chwili prostować – nie poznałabym się w lustrze z takimi idealnymi, równiusieńkimi (i równocześnie trochę innym wyglądem szczęki przy zamkniętej buzi – to może być realna zmiana kształtu twarzy). Teraz mój uśmiech jest charakterystyczny i fajny i mój mąż go bardzo lubi:)

  39. Pingback: Dzień dobry poniedziałku! #3 - REALIZUJ.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry