zdjęcie Mark Crossfield

W tym roku upłynęło siedem lat odkąd mieszkam w Wielkiej Brytanii. Aż do tego roku nie myślałam poważnie o powrocie. W tym roku dosięgły mnie problemy pierwszego świata – praca niewystarczająco dobra, miasteczko niewystarczająco rozrywkowe, możliwości rozwoju niewystarczająco wiele i w końcu zaczęłam się nad tym zastanawiać.

W przypadku takich rozważań wyobraźnia działa na najwyższych obrotach. Widziałam siebie w wymarzonej pracy i wymarzonym mieszkaniu, w którym wieczorami pisałabym najpopularniejszego bloga w kraju. Albo rankami, albo popołudniami, bo przecież czas pracy miałabym nienormowany. Byłabym królową świata z momentem, w którym wyszłabym z samolotu i krzyknęła ‚WROCIŁAM!’.

Kiedy poradziłam już sobie z wyobraźnią zastanowiłam się czego by mi najbardziej brakowało. Mówienia na co dzień w dwóch językach? Filmów, które do kin w Polsce wchodzą nieraz z niemałym opóźnieniem? Vogue’a w cenie dobrej kanapki? Siły nabywczej funta? Brytyjskich muzeów? Architektury? Na pewno wszystkiego po trochu. Ale tak naprawdę w powrocie najbardziej przeszkadzają mi pociągi i geje.

Pociągi

Pisałam już kiedyś o mojej miłości do pociągów. Paraliżuje mnie myśl o długości podróży z Gdańska do Krakowa (odległość w linii prostej ok. 500 km). Zwłaszcza, kiedy dorzucam do niej kolejną myśl o długości przejazdu między Glasgow i Londynem (w linii prostej ok. 550 km) – 4h 30 min. To wszystko oczywiście wygodnictwo, bo można się przyzwyczaić, setki tysięcy ludzi z tym żyją i narzekają tylko trochę. A potem idą zwiedzać Pendolino, które na wspomnianej trasie Glasgow – Londyn śmiga w tę i we wtę. Wszystko to byłoby łatwiej znieść przy tanich lotach krajowych, zwłaszcza takich, które nie są odwołane, bo pieniążki ktoś zachachmęcił i się cieszy.

Gdybym była PKP albo Ministrem Transportu popełniłabym seppuku. Chociaż może i nie, bo to zakłada jakiś honor.

Geje

Umowa, którą podpisałam w nowej pracy ma ponad pięćdziesiąt stron i omawia między innymi jak mam używać krzesła i ekranu komputera oraz minimalną ilość wyjść na siku. Wszystko opisane jest tak szczegółowo i przewidziane tak roztropnie, że zadziwił mnie brak planu ewakuacji na wypadek apokalipsy zombie. Jest za to klauzula dotycząca urlopu w przypadku gdy moja lesbijska partnerka urodzi dziecko.

Nigdy nie byłam aktywistką. Nie mam znowy tak strasznie bardzo liberalnych poglądów. Moje podejście do życia można opisać tytułem filmu o Bondzie – ‚Żyj i pozwól umrzeć’ (swoją drogą niezły film, fajne baseny z rekinami). Nie potrafię jednak zrozumieć, dlaczego osoby obrażające gejów, lesbijki i osoby transseksualne lub publicznie się z nich naśmiewające są wciąż akceptowane w życiu politycznym lub mają posadki na uczelniach. Bo można się nie zgadzać. Można twierdzić, że nie powinno się mówić o homoseksualizme na lekcjach w szkołach (osobiście się nie zgadzam, ale każdy może mieć opinię). Można uważać, że to niewłaściwe, grzeszne, nieładne. Ale jak można robić z tego polityczno-religijną szopkę, tego nie rozumiem. I strasznie boję się, że moje dzieci (być może któreś z nich homoseksualne?!) byłyby wystawione na takie wpływy.

A tak poza tym to owszem, tęsknię za Gdańskiem.

Tyle o mnie. Dlaczego Wy nie chcielibyście zostawić Polski? Albo dlaczego nie wracacie?

PS Jutro odpocznę, przestanę stresować się gender i innymi gejami i zrobię zdjęcia ciuszków jak człowiek.

zdjęcie Matt Buck

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

52 thoughts on “Pociągi i geje”

  1. Zazdroszczę Ci trochę że miałaś odwagę tak wyjechać, ale z drugiej strony wiem, że ja sama nie mogłabym się na to zdobyć. Nie mogłabym zostawić mamy na taką odległość. Nie wiem jaką masz sytuację rodzinną, może stąd ta różnica bo ja z mamą zawsze byłyśmy praktycznie we dwie. Ale ciekawi mnie jak Twoja rodzina wytrzymuje taką rozłąkę? Nie chciałaby, żebyś kiedyś wróciła? Często pojawiasz się w domu rodzinnym?

    1. Myślę, że dzięki internetowi kontakt z rodziną jest na tyle ułatwiony, że czasami nie czuję jakbym nie widziała się z mamą od miesięcy. Od końca studiów nie pojawiam się często w domu, a jak już się pojawiam to na krócej. Czasem krócej = lepiej, bo intensywniej?

      Może przez to, że przez wiele lat byłam chowana bardzo pod kloszem jakoś tak odpowiada mi w tej chwili obecna sytuacja, a może się przyzwyczaiłam. Oczywiście wolałabym i chciałabym widzieć rodzinę częściej, czasem tęsknię bardziej, czasem mniej.

  2. Absolutnie nigdy nie wyjechałabym na stałe! Chociaż bardzo chętnie pomieszkałabym trochę w Stanach, a później w Indiach (drugie bardzo prawdopodobne, bo za rok będę studiować indologię, więc podejrzewam, że wyjadę co najmniej na pół roku). Uwielbiam podróżować, poznawać inne kultury, języki, ludzi. Lubię mieć trochę odmiany w zyciu i takie tam, ale nigdy nie wyjechałabym na stałe. Dlaczego? Cóż, właściwie z totalnie prozaicznych powodów, ale jakby się nad tym głębiej zastanowić to fundamentalnych, bo codziennych! Np nie wyobrażam sobie iść do sklepu po bułki i nie mówić po polsku. Iść na pocztę po znaczek (nadal wysyłam listy!) i prosić o niego nie po polsku. Włączać radio i nie słyszeć polskiego. Jechać metrem i wszędzie dookoła słyszeć obcy język. Te wszystkie pierdoły, których brak nie zniszczyłby mi życia, ale… ale jednak.

    1. W UK polski slyszy sie na kazdym kroku, sa polskie sklepy, gdzie mozna kupic bulki i pogawedzic z pania ekspedientka. Ja mam polskich sasiadow. Na pewno bys przywykla;)

    2. W codziennych sprawach w ogóle nie tęsknię za Polską (poza tanim i dobrej jakości jedzeniem z rynku). A ten obcy język w metrze to akurat cudo. Raz, bo można usłyszeć języki z całego świata (najbardziej lubię słyszeć japoński, francuski i języki skandynawskie), a dwa, że Ty rozumiesz większość osób dookoła, a większość osób nie rozumie Ciebie. To jest świetne.

  3. Po pierwsze (musze to napisać! ) mam ochotę Cie przytulić! Podzielam w zupełności Twoje rozterki. Tylko zupełnie na odwrót, raczej planując swoja londyńską emigracje. Miedzy innymi z tych powodów ( polskiej okropnej, konserwatywnej mentalności) oraz tych powodów, o których nie wspomniałaś, a sa w naszym kraju istotne ( brak miejsc pracy dla humanistów – innej niz praca fizyczna) . Powiem otwarcie, (chciaz chciałabym Cie w Polsce zaprosić na kawe) nie wracaj. Polska to nie jest kraj dla ludzi z pomysłem na siebie, pragnących żyć na poziomie i rozwijać się. Myslę, że po tak długim czasie obcowania z prawdziwym zachodem ciezko byłoby Ci „wskoczyć” w polską mentalność. Ps. I tak masz szanse nawet w obecnej pracy – pisać najpopularniejszego bloga w swoim kraju:) nic nie stoi na przeszkodzie
    Pozdrawiam cieplutko

    1. Mnie jest ciężko wskoczyć po dwóch tygodniach (niecałych) wakacji poza granicami. Powinnam pojechać do jakiegoś kraju trzeciego świata, jakaś Kenia albo co, bo powrót z cywilizacji do naszego grajdołka, zwłaszcza gdy się często jeździ koleją podmiejską – to bolesny powrót.

    2. Odnośnie konserwatywnej mentalności polaków – mnie też to czasem irytuje, jednak wystarczy przesiać znajomych przez sito i zacząć podchodzić z dystansem do tego co mówią inni. Ja przestałam się gorączkować dyskusjami z osobami, z którymi moim zdaniem rozmawiać nie ma sensu. I jest całkiem dobrze 🙂
      A odnośnie znalezienia pracy – niestety ale aktualnie Polska to taki kraj, w którym najbardziej opłaca się założyć działalność gospodarczą – wtedy można się rozwijać, robić coś kreatywnego i nie mieć nad sobą szefa polaczka 😉 wystarczy przejąć inicjatywę a nie narzekać, że nie ma pracy.
      Z powodu powyższego ja nie chcę wyjechać 🙂
      Zdaję sobie sprawę, że szybciej bym się dorobiła za granicą, pewnie łatwiej by mi się żyło ale być samemu na obczyźnie, bez znajomych i rodziny – dla mnie rzecz nie do pomyślenia. Mam nadzieję, że nie będę musiała nigdy wyjeżdżać.

    3. @Nancy – kawa zawsze dobra 😉 Wielu blogerów twierdzi, że w polskiej blogosferze trzeba być widzianym na różnego rodzaju eventach i zlotach, żeby zostać popularnym 😉

      @Kara – nie czuję się ani bardzo sama, ani bardzo na obczyźnie 😉

  4. Wielokrotnie wyjeżdżałam z Polski na okresu kilkumiesięczne i nie umiałabym chyba ot tak przenieść się na wiele lat do innego kraju. Tak mi się wydaje. Jestem typem co ma straszne home sick’i i ciągle tęskni za swoimi chodnikami, znanymi budynkami a najbardziej za swoimi ludźmi i rodziną. Kiedyś ponad dwa lata mieszkałam w Warszawie i usychałam z tęsknoty za Wrocławiem mimo, że wcale nie było tak daleko. I to cały czas ten sam kraj. Ja nie wyjeżdzam bo po prostu dobrze mi tutaj. Fakt, denerwuje mnie zus, skarbówka, rzad, konserwy ludzkie, kler, wieczne remonty, ludzki egoizm. Ale mimo wszystko jest mi tu dobrze. Otaczaja mnie fajni ludzie, ciężko pracuje nad dogodnymi sobie okolicznościami 🙂
    Tak a propo tych pociągów (sorry za elaborat); w maju odwiedziłam brata mieszkającego pod Oxfordem i lądowaliśmy w Birmingham i wsiedliśmy w pociąg żeby się przemieścić. Różnica w prędkości jest bezdyskusyjna ale różnica mentalno – kulturowa konduktora i ludzi w tym środku lokomocji. Nie opisywalna. Uśmiechnięty człowiek, rzucający miłymi uwagami a nie gburowaty podejrzliwy typ który każdego traktuje jako połączenie złodziejokibola jak to bywa w Polsce. Tak. Różnica jest kolosalna. generalnie chyba wszedzie poza Polską..

    1. Te pociągi to w ogóle jest jak mały dar niebios. Konduktorzy są mili, pomocni, często zabawni. I to zarówno na liniach podmiejskich jak i długodystansowych. Na dodatek prawie wszyscy zawsze kupują bilet!

  5. Powiem Ci, że w Polsce trzyma mnie tylko dramat mojego życia, całkowity brak pamięci, który uniemożliwia mi nauczenie jakiegokolwiek języka w stopniu komunikatywnym. Inaczej już bym dawno malowała płoty w Norwegii, szorowała szkockie dębowe parkiety ryżową szczotą, albo łowiła ryby w londyńskich stawach 😉

    I to nie to, że nie lubię Polski. Kocham ten kraj, ale nie mogę znieść jego mieszkańców. Od mentalności po zwyczaje. Całokształt, rzec by można. Nagrabili sobie detalicznie i hurtowo.

  6. Hej!
    Mieszkałam w Londynie przez 7 miesięcy, teraz mieszkam czwarty miesiąc w innym mieście w Szkocji. Wcześniej mieszkałam przez rok we Włoszech. Zatem od dwóch lat mieszkam poza Polską i czuję się z tym całkiem dobrze! 🙂 Choć z drugiej strony bardzo tęsknię za Polską.
    Brakuje mi gór, moich rejonów, polskiej wiosny, lata, jesieni, zimy, brakuje mi znajomych, przyjaciółki, rodziny, ogólnie rzecz biorąc – list jest długa 🙂
    Z drugiej strony, wieczne biadolenie Polaków – a bo zimno, a bo gorąco, a bo pada, a bo za drogo, a bo reszta źle wydana, a bo kolejka za długa, i tak dalej i tak dalej. Ciągle komuś coś nie pasuje. Niestety nasz nie bardzo pomaga młodym ludziom w kształceniu zawodowym; perspektywa znalezienia wymarzonej pracy od razu po studiach jest nikła. Takie są realia, życie w Polsce jest ciężkie dla wielu ludzi, aczkolwiek na pewno nie powiem, że niemożliwe jest aby odnieść sukces. Trzeba wierzyć w siebie i wytrwale dążyć do tego, aby spełniać swoje marzenia. Mam nadzieję, że jeśli kiedyś będę żyć w Polsce, to będę kierować się tym co przed chwilą napisałam, i nie będę narzekać i zniechęcać się trudnościami jakie niesie ze sobą życie tam.
    Poza tym (odnosząc się do tematu posta), razi mnie stosunek ludzi w stosunku to gejów, lesbijek, ludzi innych narodowości, religii, czy po prostu ludzi, którzy ubierają się inaczej. W Polsce za dużo ludzi ocenia innych, nie patrząc się na siebie. Dajmy ludziom żyć, i pozwólmy im być. Co nam do tego, czy ktoś ma skośne oczy, ciemny kolor skóry, nosi wszędzie kolczyki, czy ktoś idzie za rękę z osobą tej samej płci? Co nam do tego? NIC.
    Dlatego też cieszę się, że mieszkam w mieście wielokulturowym, gdzie ludzi traktuje się na równi, gdzie ludzie są mili dla siebie, przyjaźni; mówią często dziękuję i znacznie bardziej cieszą się z życia.

    Podsumowując, kocham mój kraj, możliwe, że kiedyś tam wrócę, natomiast mam nadzieję, że gdy wrócę to będzie tam lepiej niż jest teraz.

    Pozdrawiam wszystkich i życzę miłego wieczoru,
    Klaudia

    Riennahera, regularnie czytam bloga Twojej siostry, i mam zamiar przeglądnąć również Twojego bloga! :)) Pozdrawiam

    1. Ale…ale ja nie mam siostry! 😀 Tylko siostry mentalne!

      A co tego, że przejmujemy się innymi, bardzo mi to przeszkadza, a widzę tę cechę nawet u osób, które kocham czy lubię. Propaguję w codziennym życiu całkowity tumiwisizm w kwestiach stylu życia innych, jak długo nie szkodzą mnie albo otoczeniu.

    2. Och.. rozumiem.. aa chwila, chwila! A zatem czym jest „kiziaczna siostra”?! 😀 Tak Cię przedstawiła Panna Lemoniada na swojej fejsbukowej stronie 🙂

      A co do przejmowania się innymi, to widzę to nastawienie w Polsce dużo częściej niż tu w UK, co mnie jednak przeraża, to to, że czuję, że też czasami jestem ‚ofiarą’ tego systemu.

      PS Ostatnie zdanie – zgadzam się jak najbardziej!

  7. Mieszkam na Południu Francji, więc oprócz tego, że ludzie są bardziej uśmiechnięci, zarobki lepsze to jeszcze prawie ciągle świeci słońce. Polskę kocham, ale jak na razie nie chcę wracać. Wystarczą mi tygodniowe pobyty trzy razy w roku. Pozdrawiam

  8. Ostatnio podjęłam decyzję o przeniesieniu się z Górnego Śląska na Dolny i już to było dla mnie cholernie trudne. To jest tylko 200km, 3h w pociągu. I aż 200km, aż 3h, które będą mnie dzielić od rodziny i najbliższych przyjaciół. Dlatego nie mogłabym zostawić Polski, bo o ile te 200km można śmignąć w weekend powolnym pociągiem w skandalicznej cenie, tak dalej byłoby trudniej. Poza tym kocham polskie góry. Absurdy polskiej rzeczywistości, w której mi wiele rzeczy przeszkadza.

  9. Mentalnosc i polska duchota swiatopogladowa,poczucie, ze panstwo gardzi obywatelem i go nie docenia, politycy, ktorzy obywateli traktuja jak statystow do wyborow, wiadomosci, gdzie mowi sie tylko o klotniach miedzy partiami – oto glowne powody, dla ktorych nie chce mi sie wracac. Wspomniana sila nabywcza funta tez jest waznym argumentem.

  10. Wróciłam do Polski, po kolejnym zresztą, choć nie zbyt długim, pobytem za granicą. Przed powrotem wiedziałam dlaczego, im dłużej jestem w Polsce tym mniej wiem. W Danii zarabiałam minimalną, w Polsce trochę więcej niż minimalną (tyle, co dorabiające duńskie dziecko). Tam żyło mi się w miarę bezstresowo, bez ograniczania się, trochę jeszcze po studencku, ale przyjemnie. Pozwiedzałam, trochę pieniążków na gorsze czasy zaoszczędziłam. A teraz z przerażeniem patrzę na wskaźnik poziomu paliwa i zastanawiam się jak tu jeździć, żeby jednak do kolejnej wypłaty mi starczyło. Wieczorem padam na pyszczek, bo pracuję w sporo większym wymiarze godzin niż w Danii. Im dalej od powrotu tym bardziej zapominam, jaka to tam była dziura, że małe miasteczka, że język nieludzki, dziwna mentalność, że kraj właściwie płaski i bezleśny. W pamięci pozostaje brak stresu o kasę, brak chorowania mimo ciągłej pizgawicy, śniadania przed domem, nawiązywanie znajomości z okolicznymi kotami, mnóstwo rowerów.
    aha, moja umowa w pl ma 1 stronę 😉

    Nie lubię długich rozłąk z rodziną, na razie też nie planuję emigracji, ale myślę, że to bardzo prawdopodobne, że jednak jeszcze kiedys wyjadę.

    pozdrawiam ciepło

    1. O, może opowiesz coś więcej o Duńczykach? Mam klientów z Danii i są bardzo…specyficzni. I intensywni. W jednej firmie wszyscy są źli, niemili i nieszczęśliwi, a w drugiej wprost przeciwnie, wysyłają mi kilkanaście maili dziennie z krótkimi zapytaniami (które można byłoby wrzucić w jednego maila…) i uśmieszkami.

    2. Duńczycy są… specyficzni. Mieszkałam w Danii łącznie prawie dwa lata, niedługo – ale moja najbliższa rodzina nadal mieszka w Kopenhadze. Myślę, że ich specyficzność często wynika z tego, jakie mają podejście do pracy – pracy traktowanej jako środek do życia godnym życiem, gdzie najważniejsze jest to, co poza nią. Brzmi wspaniale, ale oznacza to, że jak taki Jens Jensen ma w kontrakcie zapisaną pracę do 16.00, to o 16.01 jest Cię w stanie (wybacz) opierdolić za służbowy telefon. Nieważne, że telefon dotyczy projektu, który robicie wspólnie, za którego powodzenie ręczysz własnym skalpem, a dupowaty Jens nie dostarczył papiera potrzebnego na wczoraj, bo w urzędzie powiedzieli mu, że będzie na pojutrze, bo jedyna osoba z pieczątką jest na dwutygodniowym zwolnieniu przez pryszcz na stopie, więc on nic z tym dalej nie zrobił.
      Wszyscy Polacy, których znam, a którzy mieli okazję pracować z Duńczykami, w pewnym momencie dostają lekkiej zapaści, bo tygodniowy duński nakład pracy zrealizowaliby w półtora dnia. Często kosztem stresu, nadgodzin i walki z nadciśnieniem na starość, ale w półtora dnia.
      Omawiane przez Ciebie przypadki to raczej specyfika konkretnych osób – narodową cechą nazwałabym to, że dla przeciętnego Duńczyka idealnym weekendem byłoby narąbanie się absurdalną ilością piwa, zagryzione hot-dogiem z tzw. polsevogn i zakończone obszczaniem budynku parlamentu.
      Ja tam ich w sumie lubię 😉 Sorry za strumień świadomości.
      Pzdr!

  11. Mieszkam w UK juz czwarty rok, od kilku miesiecy Londyn (ale we wrzesniu za rok znow sie bede przeprowadzac w Londynie wiec uwaznie sledze twoje poszukiwania domu w tym miescie 🙂 ) i prawde mowiac ja sie czuje tutaj lepiej…Miasto daje mi energie, wszystko sie latwiej zalatwia, jest logiczne i dla ludzi, mam dostep do prawie kazdej kuchni swiata, polskich sklepow i polskich restauracji. Tak naprawde nie wiem co bym miala wymienic ze mi przeszkadza…Nawet ten deszcz jest OK, bo i tak tu jest generalnie cieplej niz w Polsce… O, wiem co mnie wkurza – koszty transportu. Oyster card to ogromna pozycja w budzecie, ale z drugiej to strony – ogromna siec metra, czeste pociagi, duzo autobusow, nocne polaczenia…cos za cos.

  12. Może to infantylne, ale chciałabym zostać w Polsce by ją właśnie zmieniać 🙂 bo zmiany zaczynają się od ludzi. To nie znaczy jednak, że nie chce podróżować, znam 3 języki obce więc warto je wykorzystać 🙂
    P.S Tak trasa Gdańsk-Kraków jest straszna 😡
    Pozdrawiam Kasia

  13. Od prawie 5 lat mieszkam za granicą – w Barcelonie, a teraz, czasowo, w Londynie i Polski jako takiej (poza oczywiście o rodziną i znajomymi) mi nie brakuje. Wyjazd z Polski nie był dla mnie trudny, może dlatego, ze zawsze lubiłam przebywać zagranicą, ale także, a właściwie przede wszystkim, bo wyjechałam po to, żeby być z ukochaną, najbliższą mi osobą. W Barcelonie i Londynie lubię otwartość, wielokulturowość, brak „zaściankowego” myślenia i bezinteresownej zawiści. Na twarzach ludzi częściej widzę uśmiech. Mówienie na co dzień po hiszpańsku i angielsku też ma dla mnie duże znaczenie.

    PS. Co filmów wchodzących do polskich kin z opóźnieniem, to ze zdziwieniem dowiedziałam się, ze „Blue Jasmine” w Polsce pojawiło się o miesiąc wcześniej niż w Londynie 😉

  14. To są chyba tylko akapity dlaczego chciałabym zostawić Polskę. Brak dostępu do inowacyjnych materiałów do mojego hobby, a jak już są, to po cenie 60zł za metr, albo 30 zł na motek (włóczki) itd.; ponieważ boję się iść wieczorem za rękę z moją dziewczyną nie oglądając się wszędzie i nie sprawdzając czy nie ma dresów albo neonazistów gdzieś za rogiem (tak, jestem kobietą i kocham kobietę); bo zaściankowość i zacietrzewienie nie pozwala ludziom pomyśleć własnym osobistym rozumiem, dlatego jest on zakurzony, nieużywany itd. Mogłabym dużo wymieniać, ale czemu chce zostać? Bo jesień jest żółta, bo są 4 pory roku rózniące isę od siebie diametralnie, bo mamy język w którym jesteśmy w stanie powiedzieć niemal wszystko, wszystko opisać, jest on naprawdę piękny, a nie język angielski, gdzie jest mało słów, przymiotników i wbrew pozorom jest on bardzo prosty (ale znó polski nie jest tak obszerny jak łacina, gdzie różne warianty jednego polskiego słowa nawet są). Bo tutaj jest wszystko co kocham, wieś, miasta, rodzina, miłość. Tak, chciałabym wyjechać by żyć bardziej normalnie, ale tu jest względnie dobrze. Szczególnie, gdzi ma isę od siebie rozległą rzekę zplaża, gdzie można pływać nago. Tak. To w zupełności mnie przekonuje do zostania.

  15. Ja często mam ochotę zwiać z Polski. Trzyma mnie tutaj jednak narzeczony, budowa domu, ślub i moja rodzina. Znajomi wyjechali do Irlandii i już po 3 miesiącach stwierdzili, że do Polski nie wrócą, bo nie ma po co. Tam- zadowoleni z życia ludzie, dobrze płatna praca, na wszystko ich stać. Nie można uogólniać, że wszyscy w Polsce są smutni i zawistni, ale jest ich chyba zdecydowana większość.

    1. Po ślubie będziesz mieć męża, który może wyjechać z Tobą, dom da się sprzedać, a kontakt z rodziną utrzymywać przez internet i telefony. Kto chce, szuka sposobów, kto nie chce, szuka wymówek 😉

  16. Nie potrafiłabym, nie umiałabym i przede wszystkim nie chciałabym żyć na stałe za granicą. Z jednego prostego powodu- wszędzie poza Polską będę zawsze obca, ta gorsza, nawet jeśli jestem mądrzejsza, zaradniejsza lepiej wykształcona od tuzina dajmy na to Brytoli. Niestety, tego nie przeskoczymy. W moim odczuciu obca bardzo często znaczy gorsza. Nie twierdze oczywiście, że nie da się zrobić kariery za granicą.

    1. A tak serio – mieszkałaś kiedyś wśród tych ‚Brytoli’? Bo są wśród nich osoby, które nienawidzą wszystkich przyjezdnych, tak samo jak są takie osoby w Polsce, sęk w tym, że nigdy ich nie spotkałam. Ani na uczelni, ani w żadnej pracy nikt nigdy nie dał mi odczuć, że jestem gorsza, niechciana, mniej fajna. Więc interesuje mnie skąd Twoje wnioski.

    2. Domyślam się, że powody mogą być dwa – obraz traktowania Polaków za granicą serwowany przez media (obozy pracy, dyskryminacja, etc) oraz to, jak sami Polacy traktują przyjezdnych. Nie raz sama łapałam się na myśleniu „oszalał, czy co”, gdy słyszałam, że ludzie z mniej dzikich krajów chcą mieszkać w PL 😉

    3. Obozy pracy to świetny temat. Zawsze zastanawiam się, jak można dać sobie zabrać paszport i tkwić pod kluczem nie próbując uciec. To nie jest okupacja hitlerowska, za bramą naprawdę jest policja i inne organizacje gotowe pomóc. Fascynuje mnie taka bierność.

    4. do riennahery: mieszkałam za granicą, m.in w Niemczech i Grecji, ale najdłużej, bo 5 miesięcy w USA. właśnie ten wyjazd uświadomił mi jak bardzo tęsknie za Polską i że w żadnym wypadku nie zostałabym tu na stałe. Brakowało mi wszystkiego: tej znienawidzonej przez większość polskiej mentalności, normalnego jedzenie w supermarketach, osiedlowych sklepików, chodników przy ulicach, ludzi chociaż z elementarną wiedzą o świecie. Wiem, trochę uogólniam, ale nie dam sobie wmówić, że pewne różnice kulturowe są do przeskoczenia. Nie są. Nie rozumiałam moich koleżanek, dla których wielką nobilitacją była randka z Amerykaninem. Dla mnie to była zbyt duża różnica w każdym aspekcie życia: wychowaniu, poglądach, podejściu do życia, mentalności. I te ich pytania: naprawdę, nie macie w domach klimatyzacji? to jak żyjecie? Niby nie traktowali nas, polaków z góry, jednak kiedy ośmielałam się krytykować coś amerykańskiego, słyszałam tylko: nie martw się, u was tez tak będzie za 20 lat. Ręce opadały. Ale to już inny temat.
      W każdym razie nie chciałam Cie urazić. Rozumiem, że dobrze Ci się mieszka w UK. Ja po prostu za granicą czuję się obca, nie u siebie. W końcu ktoś musi zostać w ojczyźnie;)

    5. Wiesz, USA to przecież najwspanialszy kraj świata. Wszystko tam jest najlepsze, a Amerykanie poza granicami swej ojczyzny potrafią i niej nadawać 24h na dobę 😉 Moi znajomi ze studiów też non-stop krytykowali, jakie to UK beznadziejne, bo w USA się inaczej (=najdoskonalej) robi to czy siamto. I przeżywali jak znaleźli w Glasgow TexMexową restaurację. Taka natura…Chociaż oczywiście nie wszystkich, jedna z najinteligentniejszych i najfajniejszych osób jakie w życiu spotkałam też jest z USA i nie jest ani trochę jak z Twojego czy mojego opisu.

    6. „jednak kiedy ośmielałam się krytykować coś amerykańskiego, słyszałam tylko: nie martw się, u was tez tak będzie za 20 lat. Ręce opadały.”

      Nie bardzo rozumiem dlaczego ręce opadały? Ktoś kto tak mówił, w dużym stopniu miał rację. Przykładów nie trzeba szukać daleko. Kiedyś smialiśmy się z grubych amerykańskich dzieciaków, dzisiaj polskie dzieci są wysoko w rankingu europejskim, jeśli chodzi o nadwagę.
      To samo z przemysłem żywieniowym i coraz większej ilości chemii dodawanej do jedzenia. Przykładów jest cała masa. Trendy, zarówno te pozytywne jak i negatywne przychodzą do nas z Zachodu. Nie jest to nic odkrywczego, a już na pewno nie powód, żeby się obrażać.

  17. u mnie to działa w druga stronę – za każdym razem wracając z Wysp, zadaję sobie pytanie „po co ja wracam?”
    No ale jakoś tak się spakować i wziąć i sio pojechać tak zupełnie na forever and ever to nie mam jaj. Jeszcze.

  18. Ostatnio dużo się zmienia w moim życiu, więc myśli o wyjeździe się pojawiają także, oczywiście.

    I tak, wyjechałabym. Na początku na pewno z otwartą opcją powrotu – na krótko, żeby sprawdzić i zdecydować po kilku latach, czy chcę wrócić. W moim przypadku to dość poważna decyzja, bo moja praca wiąże się z językiem. Mimo że angielski znam nieźle i bez problemu potrafię się porozumieć, to jednak wciąż to nie jest poziom native. Chyba nigdy nie będzie, więc siłą rzeczy, najlepszym copywriterem jestem po polsku. Na szczęście On pracuje w innej branży, gdzie tego problemu nie ma.

    Wiem, że najczęściej podnoszonym argumentem „przeciw” są kwestie rodzinne. Ale ja wyprowadziłam się z domu mając 19 lat i od tego momentu mieszkam ponad 100 km od rodziny. Kocham ich bardzo, odwiedzam parę razy do roku, wydzwaniam potworne ilości darmowych minut. Nie musimy się widzieć i dotykać codziennie, żeby być ze sobą blisko.

    Nie lubię palić za sobą mostów i zamykać się na możliwości. Dlatego nie wzięłabym kredytu na 30 lat, nie kupiłabym domu w Polsce, bo to by mnie przywiązało na całe życie do jednego miejsca. A przecież nawet w Krakowie nie muszę mieszkać do końca życia, choć tak bardzo się kochamy.

  19. Lubie UK, bo starbunio nie jest sensacja i lansem.Wyjscie do kina nawet co tydzien nie rujnuje mojego portfela. Pociagi a nawet autobusy sa niemal luksusowe w porownaniu z polskimi. Kultura w autobusach; bez przepychania, chamstwa itp…Stac mnie na paliwo i utrzymanie samochodu nawet zarabiajac pensje minimalna.Nie musze sie przejmowac zbytnio ciuchami i wygladem ogolnie.
    Nienawidze UK za sluzbe zdrowia. Totalna znieczulice lekarzy w szpitalach. Odkrywcze wciskanie paracetamolu ( gowno wartego zreszta) przez pielegniaki w przychodniach, ktore sa od wszyskiego czyli od niczego. I te apteki pelne plynos do szyb, maseczek, odswiezaczy powietrza i tysiaca cukiereczkow na kaszel zamiast lekow.
    I tak to prawda; Polacy nie sa lubiani…ale sami sobie na to zapracowali…Tylko przez wrodzona skrytosc, bycie w miare neutralnym i milym, zaden Anglik czy tam Brytyjczyk, nie powie ci w twarz zebys wracala do wlasnego kraju.

    1. Wiadomo, jeśli się chce można zawsze żyć w przekonaniu, że na piwie się do siebie śmiejemy i jesteśmy mili, a jak tylko się odwrócisz to wszyscy cię nienawidzą. Tylko to strasznie smutne i zgorzkniałe życie.

      Warto myśleć o sobie przede wszystkim jako o człowieku, a nie o biednym niekochanym Polaku. To nieco polepsza perspektywę.

  20. Mieszkam w Szwecji tez od siedmiu lat i nie wyobrazam sobie powrotu do Polski. W zasadzie bez zadnego honorowanego wyksztalcenia (nieukonczone studia dziennikarskie w PL) zdobylam tu prace biurowa po ledwie czterech latach pobytu. Pensja duzo powyzej sredniej krajowej, aparat panstwowy dziala jak powinien, jezyka nauczylam sie na bezplatnych kursach, stac mnie na wakacje za granica kilka razy do roku. Szwedzi to narod z duzym dystansem do samych siebie, tematow tabu prawie nie ma, moglabym tak wyliczac bez konca… Aha, i zaden lektor nie obrzydza mi ogldania BBC Entertainment 🙂

  21. Będąc w Anglii jedynie 4 miesiące (dwa lata z rzędu na wakacje po 2 miesiące), nie zauważyłam „wrogości” Anglików w stosunku do mnie czy mojego chłopaka, z którym byłam. Wręcz przeciwnie – bardzo polubiłam kilka osób, z którymi utrzymuję kontakt do tej pory, choć od mojego ostatniego pobytu minął rok. Przy tej całej sympatii Anglików do mojej osoby bardziej odczuwałam wrogość ze strony rodaków, ale jakoś nie specjalnie mnie to zdziwiło 😉 Tak jak napisała, byłam krótko w UK, jednak pokochałam z całego serca, mam zamiar wrócić, bo czuję, że bardziej przynależę tam niż tutaj w Polsce, bo tutaj cały czas mnie coś irytuje, drażni, smuci i wprawia w osłupienie – i to niestety nie z zachwytu.

    Pozdrawiam,
    Agata

  22. Dawno temu mieszkałam przez rok w USA, wróciłam, żeby skończyć studia i z tęsknoty za dziadkami, z którymi kontakt musiał być fizyczny – telefon służy im do przekazywania krótkich informacji, a prawdziwy kontakt łapie się smażąc razem naleśniki. Wyjechałam ponownie ponad 4 lata temu, najpierw Londyn, od kilku miesięcy jestem w Kanadzie. Dlaczego wyjechałam? Bo uwierała mnie Polska, wszystko mnie wkurzało. Jakość życia codziennego. Zagubione awizo i pani na poczcie, skarbówka, funkcjonowanie BJ, zewsząd gwałty estetyczne – architektura, ludzie, poziom obsługi tzw. klienta, wszechobecne uprzedzenia, potworne opinie, za które na Zachodzie grozi ostracyzm, w Polsce wypowiadane z dumą. Problem z jakością – od restauracji po media (NYT vs GW). Efektywność rozwiązań. Rozumiem, skąd to, że zapóźnienie cywilizacyjne, bieda, ZSRR i że na Śląsku nie jest tak jak w Polsce. Ale odechciało mi się być siłaczką. Latami udzielałam się, pracowałam, organizowałam, naprawiałam, aż zachciało mi się zrobić coś egoistycznego i dla siebie. Pojechałam i wstyd mi, że dostaję k..wy za każdym razem jak wracam. Tęsknię za rodziną, znajomymi, tanimi kosmetykami, warzywami z targu i twarożkiem (choć ten lepszy w Izraelu). Pozdrawiam serdecznie!

  23. bardzo ciekawa dyskusja w komentarzach, wielka szkoda ze wiekszosc z nich zepsula sie pod wzgledem czcionki (chyba?) i jest nieczytelna 🙁

  24. Z ciekawości czytam sobie wszystkie komentarze, i wychodzi na to, że strasznym dzieckiem jestem, bo w Polsce uwielbiam sztukę, kulturę, język i historię – nie interesują mnie warunki życia, zarobki ani piękna architektura. Tysiące ludzi przede mną żyło i radziło sobie w tym kraju w czasach o wiele gorszych – dlaczego ja miałabym uciekać? Smutne byłoby życie bez obcowania z językiem polskim, bez starych polskich książek, wśród ludzi, którzy wychowali się na innych bajkach i opowieściach, na innej kulturze. Kultura dzisiaj jest coraz bardziej ogólnoświatowa, i lubię ją w tym wymiarze, jednak polskość cenię sobie najbardziej, tworzę z niej myśl przewodnią i kierunek zainteresowań. Pojechałabym do Anglii, żeby podszkolić język, ale zostać tam na zawsze? To by zaprzeczyło wszystkim moim marzeniom i celom.

    1. Każdy ma inne marzenia i cele. Moje marzenia i cele są sprzeczne z tym co możliwe jest w tej chwili w Polsce. Nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek powiedział mojemu dziecku w szkole, że gej jest gorszą osobą albo że Muzułmanie są źli.
      I taka sytuacja – kiedy siedzisz nad winem z dziewczyną, która wyjechała i nie wróci, bo marzy o rodzinie, a nie może jej założyć w kraju ze swoją dziewczyną, to troszeczkę zmienia perspektywę.
      Dla mnie polskość jest cechą jak kolor oczu, nie jest ani lepszą ani gorszą niż jakakolwiek inna. Budowanie na niej swojego życia z moimi marzeniami i celami nie ma specjalnie wiele wspólnego. Ludzie są różni.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry