Czasami myślę sobie, że to bez sensu chcieć mieszkać gdziekolwiek indziej niż w Londynie. Bo mamy tu wszystko. Idealną mieszankę starego z nowym, sielskiego z miejskim, bezpiecznego z ekscytującym i bajkowego z drapieżnym. W takich chwilach jak te uwiecznione na zdjęciach nucę sobie Pidżamę, że szczęście polega na tym, by z prostych rzeczy nie tworzyć intelektualnych labiryntów.

I tylko kiedy wierzchowce tej majestatycznej, romantycznej konnej policji zostawiają wonną niespodziankę pod wejściem do mojego budynku, w którym mieszkam sobie w maluśkim mieszkanku, za które płacę jak za zboże, bajka trochę rozchodzi się w szwach.

(we wpisie występuje gościnnie Szafa Madziary i Fatilicious)

piknik8

piknik4

piknik1

piknik3

piknik5

piknik6

piknik9

piknik2

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

12 thoughts on “Piknik w Hyde Park”

  1. Gdy widzę Hyde Park na Twoim blogu, lubię to w ciemno. Taka świetna blogerka i takie bajkowe miejsce. To nie może się nie udać.

    1. ja rf3wnież. Ale od strony bioeeszwnj Miley jest godna uwagi.@Michał ja wiem, po co tam zajrzałem. O Miley aż tyle nie słyszałem ale przyznać trzeba, że wylansowała się naprawdę nieźle :).

  2. Enjoy Life Project

    Ale mimo tych koni, mimo zgiełku w Londynie są populane pikniki i jest mnóstwo miejsca na zrobienie ich!
    W sumie w Gdyni tez kilka można znaleźć, tylko czemu nigdy nie wpadłam na pomysł pikniku?! muszę dopisać do mojej plisty planów 🙂

    Pozdrowienia!

    Patrycja, http://enjoy-life-project.blogspot.com/

    1. Ahah, I’ve had a problem using my smart phone to make a cmemont and ended up posting it on the wrong blog post. It was supposed to go with the homeopathy cartoon, but I’m sure you get the idea. 🙂

  3. Coś za coś. Mieszkam kątem u kogoś za darmo, choć mogłabym wynajmować mieszkanie w drogiej Warszawie i mieć bliżej i wygodniej i ładniej zapewne (mieszkanie w wielkiej płycie z podłoga pvc i 30 letnią meblościanką to nie to co tygryski kochają najbardziej). Wybrałam tańszą prowincję, ale pomału zaczynam tęsknić za zapachem dużego miasta. Jestem rozdarta, bo kocham klimat prowincjonalnego miasteczka, ale też jestem urodzonym mieszczuchem przyzwyczajonym do wielkomiejskich wygód i atrakcji. Trochę jak płakanie nad zjedzonym ciasteczkiem. Tak to się ma chyba zawsze. Nie było Cię w Londynie, marudziłaś, że chciałabyś tam mieszkać. Jesteś w Londynie – nadal nie jest idealnie. Zazdroszczę ludziom, którzy znają swoje miejsce w świecie. Ja się zawsze miotam podobnie do Ciebie. Szukam bajki, znajduję ją… a potem ta symboliczna „kupa” i robi się mniej bajkowo. Nie znam na to recepty, ale jak znajdę, to Ci podrzucę 😉

  4. Agata Muszyńska

    Piękne zdjęcia. Klimat Londynu – coś nieopisanego. I klimat bloga, na który zaglądam od niedawna. Rzadko trafiam na blogi, na których autor tak świetnie pokazuje swoją wrażliwość i nie wstydzi się jej. Albo może źle szukam… Mam wrażenie, że tu nie ma tabu. Chętnie wrócę jeszcze nie raz. Pozdrowienia dla dinozaurów.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry