wilga2
Riennahera

Riennahera

7 rzeczy, które zmieniają się w życiu po zaręczynach

Od moich zaręczyn minęło półtora tygodnia, ale mam wrażenie, jakby to był rok. Chwilami surrealistyczny rok. Bardzo monotematyczny rok.

Na pierwszy rzut oka nie zmieniło się w sumie nic, oprócz tego, że mam ładny pierścionek i nową tablicę na Pintereście. I jeszcze tego, że nie mogę już patrzeć na strony trójmiejskich lokali…Ale diabeł tkwi w szczegółach, a te szczegóły tworzą moją nową rzeczywistość. Poniżej kilka z nich.

1.Jestem w końcu kobietą sukcesu.

Wszystko co do tej pory osiągnęłam w życiu nie ma znaczenia. Zdana matura? Wygrana w konkursie? Tytuł magistra? Zamknięcie największego do tej pory kontraktu z klientem? Awans? Podwyżka? Rekordowa ilość odwiedzin na blogu? Nobel za wynalezienie leku na raka? Wszystko to bzdury. W przeciwieństwie do faktu, że ktoś chce się ze mną ożenić.

Żeby nie było, uważam gratulacje za bardzo miłe, wiem, że wszyscy chcą być serdeczni i w ogóle, ale kiedy w pracy na spotkaniu działu poświęca się temu więcej czasu niż mojej miesięcznej sprzedaży, a ludzie, których znam od (dosłownie!) pięciu minut nad piwem stwierdzają, że tak bardzo zasłużyłam i są ze mnie tacy dumni, to czuję się nieco dziwnie. Tak trochę upupiona.

Miłość jest super i ekstra i tak bardzo ważna, ale mimo wszystko uważam, że to dzień, w którym dostanę Nobla będzie tym najważniejszym w moim życiu. No, chyba, że dostanę tylko Pokojową Nagrodę, to wtedy nie.

2.Identyfikuję się z Gollumem

Rzeczywistość staje się nagle epicka i baśniowa. Niestety nie w tym sensie, że budzą mnie rano małe ptaszki i sarenki, by śpiewać razem piosenki i pomagać mi w sprzątaniu mieszkania. O nie. Mieszkanie jest tak samo zagracone jak zawsze. A wśród tej sterty prania i walających się w przedpokoju stosów butów przemykam niczym Gollum po jaskini ja. Pierścionek jest nieco za duży, ale nie chcę się z nim rozstawać, nawet żeby oddać go do zmniejszenia (MY Precious…), żyję więc w nieustannym lęku przed jego utratą. Moją wizją rodem z koszmaru jest koalicja między Pierścieniem i iPhonem, które postanawiają razem zbuntować się przeciwko mnie i wskakują do zaprzyjaźnionej studzienki kanalizacyjnej. Nieufnie podchodzę również do odpływów w zlewie i przestrzeni za szafką nocną…

3.Koniec z niezręczną ciszą, witajcie niezręczne pytania

Podróżowanie z szefem? Wizyta u manikiurzystki? Impreza z nieznajomymi? Kiedy wyczerpaliśmy już zwykłe small-talkowe tematy pogody, wakacji i tego jak chowają się ich dzieci, w zanadrzu czai się nowa tajna broń, pozwalająca uniknąć niezręcznej ciszy i udawania, że nagle maile w moim telefonie stały się niezwykle ważne i fascynujące, nawet jeśli pochodzą sprzed trzech dni Ach, to organizowanie ślubu! Znakomita większość osób ma na ten temat mnóstwo do powiedzenia, rozmowa się klei, nie wychodzimy na nudziarzy i odludków…tyle wygrać!

Przynajmniej do czasu. Ten temat sprzyja niestety pytaniom, które uważam za dość osobiste. Nie zawsze mam ochotę dzielić się moim stosunkiem do Kościoła, tym czy rozmawiałam wcześniej z narzeczonym o ślubie i ile razy i w jakich okolicznościach, jak przez dekadę układały się nasze relacje, jak się poznaliśmy, jak się zaręczyliśmy i czy był szampan, czy uklęknął, czy rodzice dołożą się do wesela, czy to, czy tamto…Być może po prostu ujawnia się tutaj ogrom mojej aspołeczności, ale na cały zestaw takich pytań ciężko mi się odpowiada na trzeźwo.

4.Dowiaduję się o rzeczach, o których istnieniu wolałabym nie wiedzieć.

No, może nie do końca się o nich dowiaduję, co przypominam i nagle zaczynają mnie dotyczyć. Na przykład pierwszy taniec na weselu. Nie potrafię wyobrazić sobie zbyt wielu sytuacji bardziej niezręcznych od tańczenia pośrodku sali pod bacznym okiem rodziny i znajomych. Filmiki na youtube nie pomagają rozładować niepokoju. Wręcz przeciwnie.

5.Dowiaduję się o narzeczonym kompletnie niewiarygodnych rzeczy

„No oczywiście, że musimy iść na kurs tańca”. SKĄD SIĘ WZIĄŁ W MOIM DOMU TEN CZŁOWIEK!?

6.Jestem orędowniczką pokoju

Wiem, że niezwykle trudno w to uwierzyć, zwłaszcza, że na blogu sprawiam zawsze wrażenie niezwykle dorosłej, opanowanej, poukładanej i rosądnej osoby i może to okazać się szokiem, ale musicie się o tym dowiedzieć. No więc miewam fochy. Naprawdę.

Największym generatorem fochów był zawsze mój mężczyzna, zwłaszcza w postaci zmęczonej i śpiącej, która nie pragnęła niczego poza spokojem. W zderzeniu z moim poczuciem niesprawiedliwości ze strony świata, niedopieszczenia i ogólnej marudności jego brak reakcji lub nieczułe odburknięcie potrafiło uwolnić mojego wewnętrznego Krakena. Krakena rzucającego szczotką o ścianę, wrzeszczącego, złośliwego, który ma już dość i chce zakończyć ten śmiechu wart związek. To taki bardzo dojrzały, dorosły i rozsądny Kraken, jak cała ja.

I nie żeby świat zrobił się bardziej sprawiedliwy i nie ogarniała mnie marudność, a ukochany przestał odburkiwać. O nie. Ale myślę sobie, że skoro już zgodziłam się, że spędzę z tym burczącym facetem resztę życia, to głupio tak krzyczeć, że to śmiechu wart związek i rzucać szczotką o ścianę. Kiedy czuję, że wewnętrzny Kraken próbuje ze mnie wyleźć otwieram pinterest i oglądam ślubne sukienki. Za każdym razem pomaga.

7.Moją największą zaletą jest skromność

Pamiętam jak we wczesnych latch studenckich twierdziłam nonszalancko, że ślub to tylko jak będzie mnie stać na suknię od Very Wang. Wiecie, to były te lata oglądania Seksu w Wielkim Mieście do trzeciej w nocy zamiast uczenia się na egzamin, kiedy to kupienie Vogue było ważniejsze niż obiad.

Suknia kosztująca więcej niż model komputera, który mnie interesuje? Bitch, please… W momencie kiedy wydatek robi się realny i będzie dokonany z mojego konta z samodzielnie zarobionych środków jestem nagle wielką fanką skromnych sukien, skromnych przyjęć, w ogóle wszystkiego skromnego. Najlepszy byłby piknik na trawie. Chociaż, tak zupełnie poważnie, piknik na trawie wydaje się całkiem przyjemnym pomysłem…No nie?

NO NIE?!

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry