Wyobraź sobie taką sytuację. Pracujesz z miłym człowiekiem, doskonale wykonującym swój zawód profesjonalistą. Okazuje się jednak, że bije swoją żonę. Co robisz? Czy nie ma to dla Ciebie znaczenia, bo to jego prywatne życie? Traktujesz go nadal tak samo? Przeszkadza Ci to w pracy czy jest zupełnie obojętne?

Poprzerabiajmy sobie teraz ten motyw. Zareagujesz, jeśli Twój kumpel znęca się psychicznie nad dziewczyną? Jeśli koleżanka z pracy zaniedbuje swoje dziecko? Jeśli Twój szef ma dwudziestoletnią kochankę, a przy okazji również czekającą na niego w domu żonę i dwójkę małych dzieci? Dodaj sobie tutaj niewygodny przykład z własnego doświadczenia. Drobne przestępstwa. Zdrady. Przemoc. Perfidność. Świństwa. Nieuczciwość. W ogóle się tym przejmujesz? To jest ok czy nie bardzo? Czy powinno Cię to w ogóle obchodzić, jeśli Tobie osobiście nie zrobili nigdy nic nieprzyjemnego?

Te paskudne przemyślenia nachodzą mnie od czasu do czasu kiedy staję oko w oko z osobą, która wobec mnie jest w porządku, ale moralnie zupełnie mi nie odpowiada. Generalnie nie ma przecież paragrafu, który zakazywałby bycia gnojem. Generalnie to nie moje życie. Generalnie mówi się, że trzeba być profesjonalnym i traktować każdego tak samo. Trzeba być dobrym kumplem i nie wtrącać się w czyjeś sprawy. Ale przebywając z taką osobą czy samemu nie stajesz się odrobinę podlejszą postacią? Z każdym dniem tak tylko troszeczkę? Czy to naprawdę nieprofesjonalne i niekoleżeńskie, że chcesz zadbać o jakość swego otoczenia? No i koniec końców, czy osoba będąca okrutną dla bliskich może być tak naprawdę w porządku wobec osób, które znaczą dla niej mniej?

A teraz pomyśl sobie, że coś dzieje się zaniedbanemu dziecku, pobitej żonie, ofierze, nad którą się pastwiono. Czy to dalej nie Twoja sprawa?

Zdjęcie w nagłówku autorstwa Alison Curtis

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

20 thoughts on “Jądro ciemności”

  1. Mówią, że jeśli chcesz kogoś poznać, umów się z nim na kolację i obserwuj jak się zachowuje. Nie w stosunku do Ciebie, a do kelnera. Bo człowiek, który jest miły dla Ciebie, a niemiły dla kelnera, nie jest miłym człowiekiem.

    Trochę to tak wygląda z tym, o czym napisałaś. To nie jest tak, że idąc do pracy, do szkoły, do sklepu, wracając do domu, wychodząc na spacer czy robiąc cokolwiek innego przechodzimy jakąś fantastyczną przemianę w inną osobę. Cały czas jesteśmy tym samym człowiekiem, nie zmienia się nasza osobowość. Jeśli ktoś wydaje się być Twoim przyjacielem, a dowiesz się, że zamordował kogoś z zimną krwią, to nie powiesz przecież: „cóż, trudno, shit happens, ale dla mnie zawsze był miły”. Z drugiej strony trzeba umieć odróżnić, co jest złem (mniejszym lub większym), a co tylko nie współgra z naszą opinią na jakiś temat.

    Wiadomo, każdy czasem kieruje się relatywizmem. No jasne, on zdradza żonę, ale co się dziwić, przecież to straszna zołza. Znowu podłożyła jej świnię w pracy? Pewnie tamta zasłużyła, a jeśli nawet nie, to przecież mnie to nie dotyczy, nie moja sprawa. Ale chyba dla własnego czystego sumienia nie powinniśmy z takich wytrychów moralnych korzystać zbyt często, bo to wchodzi w krew.

    Pozdrawiam 🙂

    1. Swietne jest to powiedzenie odnosnie zaproszenia na kolacje osoby ktora chcesz poznac. Osoba, ktora jest mila dla Ciebie a dla innego czlowieka jest chamem nigdy nie bedzie dobrym czlowiekiem. Jasne mozemy sie nie lubic, nie akceptowac sie wzajemnie ale nie jest w porzadku traktowanie innych jak „smieci”. Znam niestety takiego czlowieka, jeszcze niedawno uwazalam go za przyjaciela i widzialam jak traktuje innych, ktorych ma za gorszych od siebie. Niestety wtedy nie wlaczyla mi sie czerwona lampka a szkoda.. teraz i ja stalam sie dla niego jedna z tych gorszych bo stanelam po stronie osoby ktora zawsze zle traktowal. Moze nie jest tak skrajnym przypadkiem jak powyzsze ale czy zasluguje na miano lepszego bo nie bije kobiet, nie zdradza…nie sadze, czasem slowa rania bardziej niz bol fizyczny, dlatego czasem warto otworzyc oczy, stanac po stronie ucisnionej, moze i stracimy przyjeciela ale w slusznej sprawie, bo coz wart jest taki przyjaciel, ktory jest nim dopoki mu sie nie postawisz? Trudno jest interweniowac w ciezkich przypadkach pobic, zdrad itd. Jednak gdy zaczniemy od tych malych spraw z czasem bedzie nam latwiej, bo zyjemy w czasach gdzie panuje zewnetrzne przyzwolenie na bycie „zlym” i warto cos z tym zrobic..najlepiej zaczac od siebie czy wobec kazdego jestem fair, mozemy sie nie lubic ale szanujmy sie wzajemnie

    2. Wygrałaś internet. Świetnie powiedziane. Ilość „wytrychów moralnych” zwiększa się do tego z sympatią do danej, „osądzanej” osoby – a to tym bardziej utrudnia trzeźwy, zdrowy osąd osoby/sytuacji. Jak żyć…

  2. Dlatego staram sie wychodzic z prostego zalozenia – ludzie z pracy moga byc kolegami, kumplami, ale jak ognia wystrzegam sie robienia sobie ze wspolpracownikow przyjaciol.

    Bo dopoki jest fajnie to jest fajnie… a jak sie zrobi mniej fajnie to potem trzeba wspolpracowac z kims komu ciezko spojrzec w oczy.

    Jednym slowem – nie chce wiedziec co moi koledzy z pracy robia w domu z zona. Czy ja tluka czy tez uprawiaja co noc namietny seks.

      1. To wtedy jest duży problem… i duży zgryz – bo to już nie jest coś nad czym powinniśmy przejść obojętnie. Na szczęście jeszcze nie stanąłem przed decyzją jak się wtedy zachować.

  3. Mam jedną z takich sytuacji w pracy. Człowiek, który jest towarzysko i powierzchownie bez zarzutu, a do tego jest cenionym specjalistą, prywatnie okazuje się najgorszą kanalią. Z kilku powodów. Wszyscy wiedzą jaki jest naprawdę, ale panuje ciche przyzwolenie na jego intrygi i manipulacje. Poklepuje się go po plecach i chodzi na piwo.
    Ja przestałam kumplować się z tym człowiekiem. Nie zawrócę kijem Wisły, ale mogę dać odczuć jemu i wszystkim dookoła, że nie wszystko jest w porządku. I staram się głośno o tym mówić, nikomu jednak niczego nie narzucając.
    Udusiłabym się w atmosferze sztucznej uprzejmości. Wolę nawet stracić taką znajomość, albo sprowadzić ją do czysto zawodowej. Nawet jeśli mi osobiście nie dzieje się krzywda.

  4. Ja wychodzę z założenia, że niech każdy robi, co chce i nie jest to moja sprawa… ale uwaga, granicą jest wolność drugiej osoby. więc jeśli ktoś kogoś krzywdzi, no to sory, to już nie jest sprawa tylko i wyłącznie jego i ofiary. ja bym reagowała. na szczęście dotąd z niczym takim się nie spotkałam, ale jestem pewna, że gdybym wiedziała, że np. dziecku dzieje się krzywda z ręki rodziców, to zaraz bym się stała obrzydliwym konfidentem, jak to mówi młodzież (dalej tak mówią?), i powiadomiłabym, kogo trzeba

  5. Często tak jest, że nie wiemy jak się zachować w takich sytuacjach, bo z jednej strony mamy ochotę się wtrącić, powiedzieć „Hej! Co ty robisz? Jak tak możesz?” a z drugiej myślimy, że może lepiej się nie wtrącać, bo „nie wypada”, bo to nie nasze życie, albo z obawy, że kiedy zwrócimy komuś uwagę, to ta osoba zrobi nam awanturę dlaczego mieszamy się w jej życie.

  6. Wiesz, pamiętam jak moja przyjaciółka rozstała się z facetem, który ją zdradził- ten facet był naszym wspólnym znajomym.
    Nie byłam w stanie popatrzeć w jego stronę- wszyscy wokół prawili mi morały pt. „To ich sprawa, po co się mieszasz?”.
    Jasne, dla niej okazał się złym partnerem. Ale dla mnie- okazał się złym człowiekiem, a takich wolę unikać, bo nie uznaję zasady „w pewnych dziedzinach życia (np. biznesie) jest dopuszczalne bycie nie fair, w innych (np. rodzinnych) nie”. Mimo różnorodności ról społecznych, jakie przybieramy- rdzeń, nasze „Ja” pozostaje to samo. Nie brnijmy w półprzepuszczalną tolerancję, bo nabawimy się rozdwojenia jaźni na własne życzenie.

  7. Skomplikowany dylemat, a czasem trudno oczyścić swoje środowisko z takich osób, zwłaszcza gdy jest się na nich zdaną w pracy… Nie wiem, co bym zrobiła, ale chcę wierzyć, że unikałabym takiej osoby.

  8. Trudny temat poruszyłaś. Moja kultura nakazuje zachowywać się kulturalnie wobec każdego, bez względu na to co robi w domu. Ale nie zmusza mnie do bycia miłym i do przyjaźni z taką osobą. Ograniczam wtedy kontakty z takimi ludźmi do zawodowego minimum. A jeśli to jest ktoś bliski? Wtedy właśnie brak reakcji jest zły. Tyle, że reakcja wymaga ODWAGI. Myślę, że sami jesteśmy w stanie osądzić czy jesteśmy z kimś na tyle blisko, że możemy mu zwrócić uwagę/wtrącić się w jego życie. Jednak kiedy w grę wchodzi krzywdzenie innych to milczenie wcale nie oznacza profesjonalnego podejścia tylko właśnie tchórzostwa. Wiem, że brzmi to jak frazesy, ale moim zdaniem mamy obowiązek reagować jeśli widzimy, że ktoś przez to cierpi. Delikatnie lub mniej, ale mamy prawo się wtrącić lub poszukać jakiegoś sposobu, żeby pomóc/zapobiec.

  9. Nie jestem w stanie powiedzieć jakbym się zachowała.

    W tej chwili wydaje mi się, że ohoho na bank bym zareagowała. Ale z drugiej strony, w takich momentach nachodzą niejasne myśli. A co jeśli on wcale nie bije ten kobiety, tylko ona rozpuszcza takie informacje żeby go pograżyć?
    Ludzie są źli z obu stron. Się wydaje na początku, że człowiek jest nie tego bo usłyszało się, że coś a potem się okazuje, że jest ofiarą intrygi.
    Ale to jedna strona.

    Druga kiedy widzisz, wiesz i rozumiesz, że to jest zły człowiek. I teraz pytanie czy zgłaszać to, w sytuacji kiedy np. wiesz, że osoba z nim związana nie chce tego stanu zmieniać? Co możesz zrobić poza ostracyzmem tak naprawdę, przecież wbrew osobie której to bezpośrednio dotyka, a już szczególnie w związkach, nie do końca masz prawo decydować. Chyba, że chcesz stracić bliską osobę i co więcej pozbawić ją oparcia w sobie.

    To nie są czarno białe sytuacje ani tym bardziej „uniwersalne”, żeby można było za każdym razem powiedzieć „tak, zareaguje w ten sposób na bank”.

  10. Przemoc fizyczna i psychiczna, krzywdzenie osób słabszych, zwłaszcza tych zależnych od krzywdzącego, to dla mnie niedopuszczalne, nie przeszłabym nad tym do porządku dziennego, co do innych spraw, to nie jest takie oczywiste – choćby ta nieszczęsna zdrada. Ja, przyznam się, zdradzałam, sama też zostałam zdradzona w innym związku i akurat w tym wypadku to ja byłam fair, można powiedzieć, że karma wraca i co ty kiedyś komuś, to kto inny tobie; w moim otoczeniu ludzie się czasem zdradzają, rozstają z różnych powodów, zdarzało mi się wysłuchiwać tej samej historii z obu stron, gdzie każda miała swoje racje, swoje usprawiedliwienia i swoje za uszami. Jesteśmy tylko ludźmi. Czasem to, co ktoś z moich znajomych zrobił, w jakiś sposób może i wpłynie na ochłodzenie naszych stosunków, ale nie skreślam człowieka za jedno potknięcie – to sprawa złożona.
    Jak napisałaś – można zdradzać i sie rozstawać w różnym stylu, jest to bolesne, ale i czegoś uczy.

  11. w moim odczuciu pozwalanie komuś na bycie złym zdecydowanie przyczynia się do tego, że stajemy się gorsi. nie warto szukać dla siebie usprawiedliwień. jasne, nie każdego da się przekonać do zmian, ale zawsze warto reagować.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry