Z tego dnia pamiętam prawie tylko to, że było zimno i mokro. Myślałam głównie o jedzeniu, grzanym winie i powrotnym pociągu. Był to jeden z tych dni, kiedy nie obchodziło mnie czy rozmazała mi się szminka, jak wyglądają moje włosy i czy wyglądam grubo (wyglądałam).
Ale patrząc na zdjęcia, robione pospieszne, bo oczy łzawią i zlodowaciałe palce zaraz odpadną, myślę sobie, że mieszkać w Cambridge i nie napisać przynajmniej „Opowieści z Narnii”, no, w najgorszym wypadku „Raju Utraconego”, to trzeba nie mieć żadnej przyzwoitości.

Oczywiście trzęsąc się z zimna, odgarniając z oczu mokre kosmyki włosów i zalewając zmarznięty żołądek gorącą kawą nie miałam ani przyzwoitości, ani ochoty na szukanie inspiracji. I gdyby zza rogu wyszedł Aslan i powiedział „Córko Ewy, musisz iść ze mną uratować świat”, powiedziałabym pewnie „Sio koteł, zmokły koteł!”. Dlatego też Cambridge należy się powtórka. Odpowiednio zorganizowana i celebrowana. Z kocem na trawie, piknikowym koszem, kto wie, może nawet z filiżanką.

Będziemy w kontakcie.

cambridge
cambridge3cambridge1cambridge2
cambridge4cambridge6
cambridge5
cambridge7
cambridge8
cambridge9
cambridge10

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

15 thoughts on “Pocztówki: Kilka godzin w Cambridge”

  1. zimowe podróże mają to do siebie, że przewaznie skupiają nasze wszystkie siły na tym by przetrwać! ogrzac się, posilić itd. To takie nieustanne starcie z nieublagalną piramida Maslowa, chociaz czasem miasto ma tyle do zaoferowania, ze wbrew wszystkim siłą natury i własnej besilności chcemy zobaczyc jak najwiecej 🙂 Raz zdazyło mi sie walczyc ( podczas zimy stulecia ) z takim własnie zywiołem we Lwowie, miescie, które rozkochało mnie w sobie na zabój – jednoczesnie skazując na katusze w wysokosci minut 33 stopni celcjusza!

    patrząc na Twoje zdjęcia Cambridge, przypomina mi sie wizyta w Oxfordzie, wówczas mimo pieknej pogody byłam tak zmeczona, że – wieksza czesc czasu przespałam w tamtejszych parkach:) Cambridge jednak wpisuje na liste must see. pozdrawiam ciepło!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry