1088
Riennahera

Riennahera

1088 słów o byciu w długoletnim związku

Ten wpis znajduje się w folderze ze szkicami od przynajmniej sześciu miesięcy. I siedziałby dalej gdyby nie to, że kilka osób wyraziło zainteresowanie moim zdaniem na temat związków i miłości, są Walentynki, boję się, że skończę dzisiaj całego Sherlocka i nie będę miała czego oglądać, no i w końcu, w głowie siedzi mi już kolejny temat, za który nie dam rady się wziąć, dopóki nie przestanę myśleć o tym.

Nie lubię pisać o miłości. Nie lubię nawet specjalnie mówić o miłości. Chyba, że rozumiemy przez to narzekanie nad kawą z koleżankami i żalenie się jacy to mężczyźni są irytujący, kiedy godzinami zajmują się kodowaniem albo chorują. Ewentualnie podzielenie się śmieszną sytuacją, która przez następny tydzień będzie wywoływać uśmiech na twarzy. Pozostałe momenty lubię zachować dla siebie. Nieczęsto szukam porad, nie szukam też poklasku. Dlaczego? Bo mój związek jest najlepszym jaki znam (bo jestem w nim codziennie i na żaden inny się tyle nie napatrzyłam, to i znam go najlepiej) i ani nie potrzeba mi ingerencji postronnych, ani nie chcę im go pokazywać. My precious.

Ktoś spytał czy zastanawiałam się co w nim działa. Oczywiście, że się zastanawiałam co w nim działa z mojego punktu widzenia. Bywały też momenty, że nic nie zdawało się działać. I w takich momentach pomagała zwykła zazdrość. O to, że jak rzucę to wszystko w cholerę to jakaś inna panna skorzysta z moich długich chwil cierpień z tym delikwentem. To już lepiej poszukać dla problemu rozwiązania.

Jak na moje standardy już w tym momencie zaczyna mi się robić na blogu zbyt intymnie, wrócę zatem do bezpieczniejszego dla mnie pisania w drugiej osobie. Jest kilka czynników, bez których nie wyobrażam sobie bycia z kimkolwiek, kiedykolwiek. Zauważmy jednak, że byłam w życiu na kilku randkach, każda z nich miała miejsce ponad dekadę temu, żadnej dobrze nie pamiętam i mój pogląd jest naprawdę subiektywny. Zanim ktoś zauważy, że to smutne, że nie chodzę na randki, zaznaczę od razu, że randki są dla mnie spotkaniami osób, które się do siebie zalecają, a nie są razem. No i niespecjalnie znam się na związkach. Byłam w dwóch. Oba zaczęły się zanim skończyłam osiemnaście lat.

Ale jeśli miałabym wymienić czynniki, które uważam za niezbędne do szczęścia w miłości, to byłyby one następujące:

Zakochaj się

Pewnie łatwo powiedzieć, bo jak, gdzie i w kim się zakochać? Nie mam pojęcia. Ja się zakochiwałam na Gadu Gadu. Po wielu godzinach rozmów o niczym, o życiu, o Wiedźminie, o tym i o tamtym. Poważne znajomości nie działają na mnie na zasadzie, że ktoś mi się spodobał, więc go poznam, ale już znam kogoś dość dobrze i podoba mi się to co widzę. Z tego względu stwierdzenie “miłość jest ślepa” rozumiem jako niedostrzeganie wad ukochanej osoby, a nie w sensie, że nie wybieramy w kim się zakochujemy. Sama zawsze bardzo dokładnie wybierałam.

Znajdź osobę, która Ci imponuje.

Zaradniejszą od Ciebie. Bardziej wygadaną. Bardziej pracowitą. Milszą. Nawet choćby i ładniejszą. Albo jakąkolwiek inną, byle tylko czymś Ci imponowała. Nie potrafię wyobrazić sobie związku z kimś kto mi nie imponuje i od której nie mogłabym się czegoś uczyć.

Miej swoje życie.

Zrozumienie, że jedna osoba nie jest w stanie i nie powinna zaspokajać wszelkich potrzeb zajęło mi sporo czasu i dorastania. Ale to bardzo, bardzo ważne. Wszyscy potrzebują czasu dla siebie, pobycia sam na sam z własną głową i porobienia czegoś w samotności. Cokolwiek by to miało być. Ukochana osoba może też lubić rzeczy, które totalnie Cię nie interesują. I vice versa. Czasem warto poszerzyć horyzonty, bo może ta pasja okaże się też i Twoją, ale czasem się nie okaże i to też jest w porządku. Różne rzeczy robię z różnymi osobami, nie zawsze mam potrzebę pójścia na piwo, czasem mam ochotę pojechać na romantyczny urlop, czasem chcę sama odwiedzić rodzinę, a kiedy indziej spotkać się ze znajomymi. Czasem świetnie się stęsknić. Co prowadzi do kolejnego punktu…

Doświadcz związku na odległość

W amerykańskiej wersji “The Office” Pam wyjeżdża na trzy miesiące na kurs do Nowego Jorku i razem z Jimem bardzo to przeżywa. W “How I Met Your Mother” Lily i Marshall nie mogą spędzić jednego roku osobno (ona w Rzymie, on rozpoczynając pracę jako sędzia) bo umrą. Jest to problem totalnie mi obcy. Trzy miesiące czy rok to absolutnie nic jeśli wiesz na pewno, że chcesz być z tą osobą. A jeśli związek nie przetrwa czasowej rozłąki (z naciskiem na “czasowej”, kiedy mamy jasno określony termin), to ja takiego związku nie chcę. Byłam w związku na odległość przez pięć lat czyli przez cały okres studiów. I jestem niemal przekonana, że gdyby nie to, to dzisiaj nie bylibyśmy razem.
Jasne, zdarzają się ciężkie chwile, czasem nawet bardzo ciężkie. Ale to bardzo odkrywcze doświadczenie. Jeśli masz ochotę czekać na kogoś tyle czasu, poświęcać czas i fundusze na wspólne chwile, a po wszystkim nie doznajesz nieprzyjemnego szoku widując się codziennie, to znaczy, że to jest to. I że było warto czekać.

Kultywuj średniowieczne ideały. Niektóre.

Jest taka XV-wieczna książka autorstwa Christine de Pizan, która zasługuje na osobny wpis. Kupiłam w końcu własny egzemplarz i kiedyś podzielę się niezwykłymi radami przeznaczonymi na użytek średniowiecznej księżniczki. Niektóre z nich są dość kuriozalne i prześmieszne, duża część nie pasuje do naszych czasów i kłóci się z założeniami równouprawnienia. Są jednak i perełki. Na przykład opisy roli kobiety w związku i w świecie w ogóle. Mają być cichym i słodkim głosem miłosierdzia i rozsądku, łagodzącym porywy serca i uniesienia mężczyzn. Cichym, bo to łagodzenie powinno odbywać się na osobności, a słodkim, bo spokój i troska działają skuteczniej niż krzyki.

Oczywiście mamy równouprawnienie i w ogóle gender, więc nie upierałabym się przy tym utartym podziale ról. Najlepiej być sobie nawzajem średniowieczną żoną.

Nie bierz się tak do końca na serio.

Pokłóciliśmy się kilka miesięcy temu o skarpetki. Czy lepiej je parować przed włożeniem czy po wyjęciu z pralki. Padły ostre słowa, wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Opowiedziałam o wszystkim koleżance, a ona ze śmiechu poturlała się po podłodze. Zupełnie serio, tarzała się po dywanie. Od tamtego czasu zawsze kiedy się denerwuję zastanawiam się czy to wszystko na serio i czy gdybym była kimś innym też bym się z tej sytuacji śmiała. W 90% przypadków nie jest na serio.

I ostatnie, ale nie wiem, czy nie najważniejsze. Nie porównuj się.

Po pierwsze dlatego, że zawsze znajdzie się ktoś kto ma bardziej romantyczny, idealny związek.
A po drugie, bo widzisz tylko to, co ludzie chcą pokazać.
I w końcu dlatego, że nie wszyscy lubimy to samo. Trzeba przede wszystkim uzmysłowić sobie, co dla kogo jest ważne. A potem po prostu żyć.

Nie wiem czy komuś to pomoże. U mnie działa.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry