prace domowe
Riennahera

Riennahera

10 prac domowych, których nienawidzę najbardziej

Podejrzewam, że źródłem wszelkich moich nieszczęść domowych są znamienne słowa mojego dziadka, który stwierdził, że nigdy nie znajdę męża, jeśli nie nauczę się porządnie gotować i sprzątać. W tamtym czasie ostatnim, na czym mogło mi zależeć był mąż. Kochałam swój studencki styl życia i grzeszny związek na odległość, oglądałam po nocach „Seks w Wielkim Mieście” i wolałam kupić Vogue albo sukienkę w Primarku zamiast obiadu. Małżeństwo wydawało mi się niedorzecznym pomysłem, a dziadkowi powiedziałam, że nie potrzebuję męża, któremu zależy na gotowaniu i sprzątaniu. SO Carrie Bradshaw, no nie?

Gdyby dziadek nie powiedział wtedy, że czegoś nie zrobię, dzisiaj mogłabym być Perfekcyjną Panią Domu. A tak, z wrodzonej przekory, jestem kolejną Chujową.

Ogólnie moje podejście do sfery domowej najlepiej określa fragment hobbickiej pieśni. „Dom jest za nami, świat przed nami”. Kto by siedział w domu i sprzątał, skoro CAŁY ŚWIAT czeka? Kazać mu czekać byłoby przynajmniej niegrzecznym.

To nie jest tak, że nie lubię niczego w domu robić. Lubię robić herbatę. Chociaż nie, jednak wolę ją pić. To nie jest też tak, że poniższych czynności nie wykonuję. Przyznam, że staram się ich unikać jak tylko mogę, ale czasem jednak się nie da.

A te czynności są najgorsze ze wszystkich (przede wszystkim dlatego, że składają się na niemalże ogół sprzątania):

 

1. Mycie wanny

 

Z łazienką mam bardzo skomplikowaną relację. Jest to moje absolutnie ukochane pomieszczenie. Smutno mi, idę pod prysznic. Zimno mi, idę pod prysznic. Nie mam pomysłu na wpis, idę pod prysznic. Mogłabym spędzić połowę życia pod strumieniem wody.

Czy łazienka odwzajemnia uczucie? A gdzie tam. Nad myciem wanny potrafię spędzić jakieś 40 minut. Mniej więcej tyle, co odcinek House of Cards. Przez ten czas Frank Underwood zdążyłby dokonać przewrotu w Białym Domu, a ja szoruję zacieki. Czy to jest sprawiedliwe?

 

2. Wieszanie prania

 

Samo wstawianie prania jest przyjemne. Czuję, że oto życie zatacza koło, moja ulubiona bluzka, ta co w niej wyglądam chudo, wkrótce będzie świeża i pachnąca i będziemy już zawsze razem, aż do następnego prania. Rozwieszanie mogę porównać jedynie do przytulania stada mokrych szczurów.

 

3. Rozładowywanie zmywarki

 

Jeśli ubrania są ekscytujące i z częścią z nich czuję jakąś więź emocjonalną, która czyni pranie nieco mniej przykrą czynnością, tak ciężko mi coś czuć do talerza. Ale przynajmniej mokry talerz przypomina najbardziej mokry talerz, a nie szczura.

 

4. Pranie ręczne

 

Ha, ha, ha. Mam Cię! Taki żarcik. Oczywiście nie piorę ręcznie.
 

5. Zmienianie pościeli

 

Odwieczny dylemat: co jest przyjemniejsze? Czy położenie się w świeżutkiej pościeli czy siedzenie na kanapie z serialem/książką/czasopismem i myślenie o wszystkim tylko nie o pościeli? Poszukiwania odpowiedzi na podobne pytania leżą u podstaw filozofii.
 

6. Odkurzanie

 

Nawet nie chce mi się tego opisywać. Odkurzanie ssie. A jeszcze gorzej jak nie ssie, bo wtedy nie wciągają się paprochy z podłogi.

7. Mycie podłogi

 

Mycie podłogi jest brzydszą starszą siostrą odkurzania.
 

8. Podlewanie kwiatów

 

Uwielbiam kupować kwiaty doniczkowe. Kocham wydawać na nie pieniądze. Patrzeć na nie, jak pięknie dekorują parapety. W którymś momencie coś zaczyna się jednak psuć. Ja je podlewam, a one nie zachowują się jakby były podlewane i szczęśliwe. Podlewam je dalej, a one wciąż swoje. Daję im pyszniutkiej kwiatowej karmy, a te skurczybyki mają focha. W końcu ze zgryzoty zapominam ich podlewać i jakiś czas później urządzam im pogrzeb.

Niekończąca się historia.
 

9. Gotowanie

 

Pewnej wiekopomnej nocy, podczas imprezy w akademiku, mój kolega Phil stanął nad paczką przeterminowanego świeżego makaronu i z powagą godną antycznego mędrca wygłosił znamiennie zdanie:

Food is an art, not a science.

Po czym usmażył go na patelni i skonsumował.

Wychodzę z tego samego założenia co Phil. Przy czym nie można przecież spędzać całego życia w Luwrze. Na szczęście Bóg dał nam mrożoną pizzę i jedzenie na wynos. Na Marghericie Dr Oetkera i sushi można żyć zaskakująco długo. Niespecjalnie mi się nudzą. Kiedy już gotuję, gotuję dla zachowania jakichś pozorów przyzwoitości, nie dlatego, że mi się znudziły. No, chyba, że akurat jestem na diecie.
 

10. Parowanie skarpetek

 

Porzućcie wszelką nadzieję wy, którzy tu wchodzicie. Dante wymyślając te słowa na pewno siedział nad stosem czarnych skarpetek. To najokrutniejsza wariacja puzzli. Możesz całe życie kupować ten sam jeden fason skarpet, a po wypraniu i tak ujrzysz 256 odcieni czerni i okaże się, że skarpetki są jak płatki śniegu. Nie istnieją dwie takie same.

Przełomowym momentem w dziejach ludzkości będzie odkrycie tego potwora, który siedzi w pralce i zjada po jednej skarpetce z każdej pary, by w ich miejsce podrzucić inne.

Czasami młodsze Czytelniczki piszą mi tu i ówdzie, że jak dorosną chcą być takie jak ja, albo że moja postać dodaje im otuchy, bo jest dla nich nadzieja, że wyjdą na ludzi. Pozwolę sobie zburzyć ten pieczołowicie budowany wizerunek. Jeśli moja osoba dodaje komuś nadziei, że wyjdzie na ludzi, to obawiam się, że tak naprawdę nie ma na to szansy…Kiedy byłam młodsza marzyłam, że będę jak niektóre koleżanki relaksować się i odstresowywać sprzątając. Niestety z wiekiem dochodzi do nas, jak niedorzeczne bywają marzenia.

|zdjęcia: Olivia Vitazkova|

prace domowe 2</a

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

77 thoughts on “10 prac domowych, których nienawidzę najbardziej”

  1. O Boże, czyli nie tylko ja nie znoszę wywieszania prania??? Rany ale mi ulżyło 😉
    Ja jeszcze do tego potrafię zapomniec o nim na kilka.. dni nawet..
    Nie o każdym ale raz na któryś raz piorę rzeczy 2-3 razy 😉

    1. Przybijam piątkę, pranie powinno wieszać się samo. Albo powinniśmy instynktownie wiązać się z ludźmi, którzy to lubią. Tymczasem, mokre monstrum przypomina o sobie, często o trzeciej w nocy, po dwóch filmach i butelce wina… 🙁

          1. Paulina Angelika Kulik

            mogłyby przychodzić smsy, że pranie się skończyło… Budzika sobie nie ustawię, bo ja tylko mniej więcej wiem ile trwa pranie w mojej pralce (2,5-3h), ale to widać wina pralki raczej (juhu, czyli nie moja :D)

          2. Paulina, ale ja wiem, kiedy się kończy, po prostu myślę, że zrobię to zaraz i mija pieć godzin. SMSa bym olała równie skutecznie (ale jeśli masz problem, że nie słyszysz, że przestało międlić, to moja teściowa ma pralkę, która piszczy jak budzik, dopóki jej nie wyłączysz)

      1. ja wieszanie zniose, gorzej ze zdejmowaniem, łażeniem od szafki do szafki, od szuflady do szuflady i ukladania na wlasciwe miejsce. O dżizas. Horror

      2. O trzeciej w nocy, po dwóch filmach i butelce wina… to już sobie może poczekać do rana, przecież.

  2. Nie mam zmywarki. Nie cierpię zmywać. :'( Mycia podłogi też nienawidzę, chcę tego mopa z wirówką odsączającą z niego wodę. Zmywanie podłóg bez tego, to u mnie niekończąca się historia.

      1. Paulina Angelika Kulik

        ej, ja np w ogóle nie ogarniam po co się wyciera kurze. W czym kurz ludziom przeszkadza?

          1. Paulina Angelika Kulik

            Tylko, że ja właśnie nie ścieram. Odkurzam podłogę tylko. Mam szczęście i małokurzowe mieszkanie?

          2. Tak, to zależy od mieszkania. W moim przypadku, w jednym można było ścierać kurze codziennie, a i tak były, a w drugim raz na dwa tygodnie, a jak trzy polezą, to się nic nie stanie.

  3. Agata Piętak

    Tym wpisem sprawiłaś, że uwielbiam Cię już tak bardzo, że bardziej się nie da. Oraz bardzo mocno się identyfikuję.
    Teraz spokojnie mogę iść spać.

  4. Hahaha przy przytulaniu mokrych szczurów roześmiałam się na głos 😀 Łączę się w bólu, choć mieszkam jeszcze z rodzicami i przynajmniej część z tych czynności czasami magicznie wykonuje się sama 😉

  5. llamagdallena

    ‚Możesz całe życie kupować ten sam jeden fason skarpet, a po wypraniu i tak ujrzysz 256 odcieni czerni i okaże się, że skarpetki są jak płatki śniegu. Nie istnieją dwie takie same’ – piękne.

  6. i tu mi sie odrazu przypomina tekst z obrazka „jak mnie najdzie ochota na sprzatanie to otwieram butelkę wina i czekam aż mi przejdzie” 😀

  7. Pochwała bezradności – czyli jak dorosła osoba spędza 40 minut nad myciem wanny, kolejne 120 na czymkolwiek, byleby nie rozwiesić prania, a na końcu nie może doliczyć się skarpetek. Zabawny tekst, ale tym razem, wyjątkowo, jednak się nie utożsamię.

  8. Marta Kazanowska

    Och, jak ja nie znoszę rozwieszać prania! Głównie dlatego, że suszarnię mam zorganizowaną na strychu, a ja mieszkam na parterze :/ Dodatkowo zimą zawsze kiedy tam idę, muszę zakładać dodatkowy sweter i rękawiczki, a tak najwygodniej nie jest. No i oczywiście dochodzi do tego moje ulubione zagadnienie – czy to pranie, po które przyszłam jest jeszcze mokre, czy po prostu zimne?
    A tak w ogóle z prac domowych to lubię tylko myć okna.
    Łączę się w bólu i pozdrawiam 🙂

  9. Parowanie skarpetek….po przeczytaniu tego tytułu bylam w szoku! Bo po co poddajesz skarpety działaniu pary!!!!!! No ale kurde, każdy ma prawo do swojego hobby! Ale dobrze, że przeczytalam wszystko i stała siw jasność. W sumie to tylko punktu ze skarpetkami nie znoszę, po tym jaka babcia moich synow kupila im dokladnie taki sam zestaw 10 par skarpetek…….tylko, ze w zupełnie innym rozmiarze……a myślałam, że mnie lubi.!

    1. The answer is „Tentacles” alias klipsy do skarpetek. W Finlandii sa chyba w kazdym Tokmanni, spina sie tym skarpetki po zdjeciu, pierze i wiesza – od dziewieciu miesiecy zezarlo mi chyba tylko jedna skarpetke, jak raz zapomnialam spiac. Klisy maja haczyk, za ktory sie wiesza. Jeden z tych przedmiotow pt „gdzie bylyscie cale moje zycie!”

  10. Paulina Angelika Kulik

    Ja polubiłam w miarę sprzątanie w swoim mieszkaniu, jak wyjechałam na kilkutygodniowy pobyt z pracami sprzątającymi do pewnej starszej Pani. Osobiście uważam, że jeśli nie muszę już dłużej prasować majtek i tshirtów, to mogę spokojnie sprzątać u siebie (nie wiem jaka w tym logika, ale tak na mnie podziałało).

    A tak poza tym, to zastanawiam się nad wymyśleniem jakichś genialnych klipsów, żeby do pralki wrzucać spięte pary i nie musieć potem szukać w stercie tych bliźniaków (zdecydowanie nie jednojajowych).

  11. Suuuuper tekst! Ja do swojej listy dodaję jeszcze ścieranie kurzu, która to czynność jest pracą bardziej syzyfową niż praca Syzyfa:) Niby lepiej wygląda, kiedy kurzu nie ma, ale jak sobie jest to można chociaż na nim coś narysować palcem;)

  12. Dorota Wrobel

    „Kto by siedział w domu i sprzątał, skoro CAŁY ŚWIAT czeka?” – dokładnie to samo czuję. Tyle fascynujących rzeczy może się wydarzyć jak tylko wyjdziemy z domu, po co więc celebrować zmywanie naczyń, podłóg, łazienki i wieszanie prania… Moja teoria: niechęć do sprzątania wynika z tego, że jako dziecko byłam niezwykle trenowana przez rodziców, żeby wszystko było regularnie szorowane, więc wewnętrzny buntownik nie pozwala mi polubić czynności do której mnie ktoś zmuszał przez lata. Nie moja wina. 😉

  13. Łazienkę, pranie i podłogi scedowałam na Niego. A naczynia ze zmywarki nie są mokre – są ciepłe i suche! Ale może piszę tak dlatego, że czuję emocjonalną więź z talerzami, bo kupuję je częściej niż ubrania 🙂

  14. wow wypisz wymaluj o mnie 😀 i te kwiaty ! łał opisałaś to z czym od dawna walczę i udaję że się nie dzieje

  15. Kurcze wychodzi na to, ze jestem szczesciara bo lubie sprzatac, gotowac a nawet zmywac naczynia! No, moze nie jest to jakies moje hobby czy cos w tym stylu ale nie drze na sama mysl o koniecznosci umyciu kilku talerzy a nawet patelni:) Sa jednak rzeczy, ktorych nie znosze, ktore mimo, ze zabieraja nie wiele czasu i sa raczej niezbyt zlozonymi czynnosciami to ich nie znosze i najchetniej nigdy bym nie robila. Wynoszenie smieci? Nienawidze tego poczynajac od koniecznosci wyciagniecia brudnego worka z kosza, az po zaniesienie ich do jakiegos rownie brudnego smietnika na polu. Mimo, iz mam smietnik pod sama klatka i mijam go jakies szesnascie razy dziennie to zawsze jest mi do niego nie po drodze! Wieszanie pranie podobnie jak jego sciaganie czy wyciagnie naczyn ze zmywarki – bezmyslne zajecie, zabierajace mi 5 cennych minut. No i przeklete zmienianie poszewek! O ile z poduszka jeszcze jestem sobie w stanie poradzic to koldra zawsze robi mi na zlosc i nie chce wejsc do tej cholernej poszewki!
    Prosze mi wybaczyc brak polskich znakow – efekt pracy w „international company”.
    Swietny post! Rozumiem!
    Marta

  16. Magdalena Biwer

    Dobry punkt o praniu ręcznym haha uśmiałam się, bo też w życiu tego nie robiłam, choć moja mama ciągle powatarza że o staniki powinnam dbac i prać ręcznie tak jak delikatne sweterki. Punkt o zmywarce niestety mnie nie dotyczy bo jej nie posiadam i zmywam ręcznie czego też nienawidze. Cała reszta obrazuje mnie w pełni. Myślałam że jak kupie sobie nowego „super extra” mopa to zachce mi się myć podłogi niestety było to chwilowe.

  17. Rozwieszanie jeszcze może być. Ja mam problem ze składaniem ubrań i chowaniem do szafy. Zanim się za to wezmę tworzy się ubraniowa piramida a składam to wszystko wtedy gdy jej stateczność zaczyna grozić katastrofą. Oddałabym naprawdę dużo w zamian za to, żeby ktoś to robił za mnie.

  18. Przeczytałam z rozbawieniem, zwłaszcza że miłuję porządek i same porządki, a te obowiązki, których naprawdę nie lubię, jak wynoszenie śmieci, scedowałam na męża. Zawsze można znaleźć jakieś rozwiązanie (plastikowa zastawa, suszarka do ubrań?). Jedyne, pod czym mogłabym się podpisać, to niezdolność do utrzymywania przy życiu doniczkowych niewdzięcznic – na te na szczęście w nowym lokum nie ma miejsca, problem z głowy.

  19. Jak cudownie, że to napisałaś! Od razu poczułam się lepiej. Nie znoszę każdej wymienionej przez Ciebie rzeczy + dopisuję jeszcze prasowanie, które wchodzi w grę tylko gdy już naprawdę MUSZĘ. Kiedyś zdarzyło mi się to przyznać publicznie i spotkałam się z zaskoczeniem ze strony moich rozmówców – bo jak można nie prasować na bieżąco, po zebraniu prania?

  20. jak miło, że ktoś piszę otwarcie o tym, że nie lubi tych wszystkich rzeczy 😀 jakbym czytała o sobie (chociaż wolę zmywarkę rozładowywać, niż załadowywać brudami) 🙂

  21. Wnioskuję, że lubisz myć okna, wycierać kurze i prasować, skoro te czynności nie znalazły się na liście? Wobec tego proponuję handel wymienny usług: ja mogę wieszać pranie, wyciągać naczynia ze zmywarki i parować skarpetki. Te czynności jeszcze jako tako znoszę. Wiem, wiem, zapewne dzieli nas odległość kosmiczna, więc się nie da. Ale mam kilka rad na niektóre z Twoich bolączek: na wieszanie prania – suszarka bębnowa, na odkurzanie – Roomba, na mycie podłóg – Scooba. Wiem, drogie to urządzenia. Ale tutaj właśnie odnajduje się sens posiadania męża 😀 Albo z zasobnym portfelem, co kupi, albo z dobrym sercem, co poodkurza, umyje, powiesi… 😉

  22. Melania Apolonia Olchowik

    u mnie zmywarka łącznie z całą kuchnią jest Jego <3 wolę zająć się praniem, kiedy on babra ręce w resztkach obiadu sprzed tygodnia.

  23. Oezu, jakbym czytała o sobie. Nienawidzę wieszania prania. To jest powód, dla którego wrzucam do pralki moje brudy, gdy już NAPRAWDĘ nie mam co na siebie włożyć. Gdy pomyślę sobie, że te wszystkie mokre szczury muszę wieszać przez pół godziny na suszarce, która znajduje się w najmniej komfortowym miejscu u mnie w domu, czyli na poddaszu, który wymusza pozycję z pochyloną głową, aż mi słabo.

  24. Absolutnie nienawidzę rozwieszać prania – całą resztę jakoś przyjmę na klatę z godnością.
    A kwiatki u mnie popełniają samobójstwo.

  25. Emilia Padzik

    great, wonderful and awesome! to był wpis idealny 😀 normalnie cudnie to napisałaś 🙂

  26. Podpisuję się każdą kończyną, tymi w skarpetkach nie do pary również. Ale gdy będziesz narzekać na zmywarkę, pomyśl o tych, którzy własnołapnie myją naczynia. I wymień wyciąganie naczyń ze zmywarki na prasowanie. 😉

  27. A pranie latem? Wisi na lince i na przemian schnie i moknie na deszczu. Na koniec tak capi że pozostaje jedynie uprac je jeszcze raz. Jakiś obłęd.

  28. Cóż, tekst wspaniały i nie – nie tylko ty nie znosisz wieszać prania 😀 moje czasem w skrajnych przypadkach jest tak przywiązane emocjonalnie do pralki ze pozwalam mu sobie w niej pobyć dzień, czy dwa, po czym piorę je kolejny raz 😀 Eh ciężkie życie ChPD :p :*
    Cóż łazienka to dla mnie najmniejszy problem bo jest maleńka i mam jakiś żrący specyfik który świetnie zżera brud, prawie równie dobrze jak lakier z moich paznokci… -_- 🙂

  29. 3. mi odpadło, nie mam zmywarki, a zmywanie jest jedyną czynnością kuchenną poza smażeniem naleśników, która nie budzi we mnie wstrętu. Kolejność może bym inną ustawiła, ale jedno jest pewne. Potrzebuję służby. Pokojówki, sprzątaczki, lokaja do ogarniania listonosza i innych petentów walących do drzwi, kucharki, podkuchennej do pomocy kucharce i kogoś do spraw technicznych (drobnych prac elektryczno-hydraulicznych, które bym zrobiła sama, ale jestem leniwa i mi się nie chce). A i jeszcze ogrodnika do spraw balkonowych 🙂

  30. To jest tekst o mnie 😀 Nienawidzę sprzątania 😀 Moja mama-pedantka miała ze mną krzyż pański, kłótnie o porządek w pokoju były w stałym repertuarze 😉 Później, w czasie studiów pokarała mnie siła wyższa, i przez 6 lat co roku wyjeżdżałam do Berlina na 3 miesiące i zarabiałam na siebie sprzątając domy, mieszkania etc. Teraz u siebie sprzątam „gruntownie” tylko wtedy, gdy przychodzi do nas rodzina 😀 Wolę im oszczędzić przyjemności chodzenia scieżkami do łazienki 😉 I mieszania kawy jedną łyżeczką przez kilka osób, bo tekst „nie ma czystej łyżeczki” to u nas standard 😉 😉 😉 Chociaż chyba się starzeję, bo czasami ten bałagan zaczyna mnie irytować 😀 I teściowa kupiła mi poradnik perfekcyjnej pani domu, który jest dla mnie jak ksiażka fantastyczna 😀 Ale dzisiaj rano tknęła mnie myśl, że teoretycznie powinnam się wziąć za siebie, bo zaczyna mi brakować skarpetek do pary, za to tych niesparowanych mam całą reklamówkę upchaną w szafie 😉 I tu jest pewien problem, bo nie dorosłam jeszcze do chodzenia do pracy w dwóch różnych skarpetkach 😉 😉 😉 To chyba jakiś znak… 😉

  31. Dlatego kupuję ten sam fason skarpetek od dwóch lat. Od roku tylko jedna para mnie się nie pomieszała i są to szare w gwiazdki ! Może dlatego, że wrzucają się w oczy…
    Jeśli chodzi o inne obowiązki domowe, których nie znoszę to zmienianie firanek i mycie okien. Koszmar. Wszystko inne byle nie wysokość i machanie rękoma do Państwa Ptaków.

  32. Choć kiepska ze mnie Pani Domu to jednak te kilka rzeczy lubię robić 🙂 Szczególnie rozwieszanie prania mnie relaksuje (tak, wiem dziwnie to brzmi 😛 ). Tylko za gotowaniem nie przepadam, ale rodzina moja domaga się tego na własną odpowiedzialność 😀 Zapomniałaś wspomnieć o myciu okien i prasowaniu – nienawidzę tego! wrr aż mnie ciarki przeszły na samą myśl o tym.

  33. Czasami, kiedy wpadnie mi ciekawszy napiwek w tygodniu zmieniam mrożoną pizzę na Domino’s. I to chyba jest gorsze, bo odziera człowieka z tego momentu wejścia do kuchni i zapoznania się z ustawieniami pierkarnika.
    Ale tych skarpetek to nie rozumiem. Może dlatego, że nie kupuję czarnych, odkąd kilka lat temu takie czarne z Primarku zawarły okropny pakt i postanowiły farbować mi stopy… No, w każdym razie nie spędzam życia na parowaniu skarpetek, ale i nie mam problemu z dobraniem dwóch takich samych.

  34. hehe, dużo komentujących nie wie, że w Anglii się okien nie myje 😉
    odkurzanie lubię ale tylko jak dobrze ssie. nie cierpię za to prasować. prasowanie to wymysł szatana. nie kupuję ubrań które mają na metce napisane żeby prać ręcznie, nawet jak jest to najpiękniejszy ciuch na świecie to z żadne skarby nie kupię. generalnie do sprzątania mam podejście zupełnie niefilozoficzne – sprzątam jak mi się chcę, a jak mi się nie chce to nie sprzątam.

  35. O jeny, jeny, a ja tak lubię myć podłogę! mam zboczenie po pracy, kiedy to po 4 h stania w jednym miejscu na chodniku, wśród hałasu, upału lub deszczu, wreszcie mogłam wejść do budynku i zacząć myć podłogę, i obserwować sobie klientów. W momencie, gdy stawałam się czarno ubraną dziewczynką z mopem, przestawałam dla nich istnieć, zauważali mnie dopiero gdy szturchałam ich kijem, żeby się posunęli. Ach, to była władza, zawsze peszyli się i uciekali! A potem zegar na wieży kościelnej bił 18 i mogłam zrobić ostatnie chlapnięcie po podłodze, wziąć plecak i biec na lody karmelowe do Sowy ^^ Co to było za życie…

  36. Przez chwilę myślałam, że wkładasz skarpetki do takiego naczynia, w którym się gotuje parowo i wyparzasz z nich wszystkie zarazki! dopiero po chwili się zorientowałam, że to raczej nie o to chodzi. Ale ja zawsze chodzę w dwóch różnych, pewnie dlatego nie zrozumiałam ?

  37. Ja przez całe życie miałam i dalej mam najbardziej kolorowe skarpetki w domu. Czarne jest nudne, a kolorowe żarówy na stopach oprawiają mi humor. Paruję tylko swoje skarpetki, a resztę (póki jeszcze mogę daję bratu do parowania). 😉

  38. od lat zachodzę w głowę jak to możliwe, że w XXI wieku, wieku lotów kosmicznych i androidów do złudzenia przypominających ludzi wymyślono na przykład takie wynalazki jak nakładka na język, żeby lizać swojego kota, a nikt na Boga nie wymyślił maszyny do rozwieszania prania. jak to możliwe?!

  39. Ho ho ho! Poczułam się przez chwilę Perfekcyjną Panią Domu! Rozwieszanie prania, mycie wanny, podlewanie kwiatów nie wymagają ode mnie wysiłku psychicznego. Problem mam z gotowaniem, myciem naczyń (nie ma u mnie zmywarki), no i praniem ręcznym staników (tak, szanuję je na tyle, żeby zniżać się do takich czynności).

  40. Mój jedyny słuszny sposób na niezabijanie kwiatków to miłość. Każdy kwiatek trzeba nazwać i kiedy się podlewa to mówić do niego z uczuciem. Jakkolwiek idiotycznie to brzmi, działa cuda. #protip

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry