Riennahera

Riennahera

Na miesiąc przed weselem…

…codziennie śni mi się, że autobus nie przyjeżdża, fotograf się gubi, a makijażystka o mnie zapomina. Piszę do makijażystki, żeby upewnić się, że jednak pamięta. Rezerwuję fotografowi hotel, żeby miał blisko do tramwaju. O autobus mogę się tylko modlić.

…spieram się z narzeczonym czy zespół powinien zagrać Kolorowe Sny Just 5. Mnie wydaje się to strasznie zabawne, przyszłemu mężowi nie. Dla niego granicą dobrego smaku w żartach jest YMCA.

…osiągnęliśmy kompromis w kwestii nazw stołów. (Ta nudna) część z nich będzie miastami, w których mieszkaliśmy odkąd jesteśmy razem, a (ta fajna) część krainami ze Śródziemia. Kłócimy się tylko o nazwę naszego stołu. Nie wyobrażam sobie, żeby nie siedzieć przy Mordorze (gdzie zaległy cienie).

…wciąż nie wiem jak chcę mieć na nazwisko. Googluję Martę Kaczyńską i wchodzę na jej profil na facebooku. Dostaję mini ataku paniki. Wisząc na telefonie do klienta bazgram na kartce próby podpisu z dwoma nazwiskami. Na myśl o tym jak to literować dostaję kolejnego ataki paniki.

…widziałam swoją suknię tyle razy i na tylu zdjęciach, że już mi się znudziła. To okropny pomysł, żeby wydawać tyle pieniędzy na coś, czego nie założy się przez kolejne pół roku czy dłużej.

…w ogromie zadań organizacyjnych, które jeszcze wciąż przede mną, najbardziej przejmuję się znalezieniem w Gdańsku salonu, który wykonuje manikiur hybrydowy. Zna ktoś jakiś godny polecenia?

…spotykam klienta w restauracji hotelu w Yorkshire, a z okna widać zaparkowany na trawie helikopter. Podobno służy do transportowania panien młodych na ślub. Zdaję sobie sprawę, że jestem jeszcze bardziej nudna i szara niż przypuszczałam.

…chcę ugościć zaproszonych przyjaciół i rodzinę jak najlepiej, jednak hotelowa sugestia przynajmniej dwóch butelek wina i 0,7 litra wódki na parę mnie niepokoi. Może i mierzę wszystkich swoją miarą, ale nigdy nie widziałam, żeby znajome mi pary kiedykolwiek tyle wypiły. Nie wspominając o dziadkach, rodzicach, ciociach i wujkach…Albo nie znamy się wystarczająco dobrze, albo wszyscy jesteśmy nudni…I może ja za mało piję?

…z jakiegoś powodu za każdym razem kiedy tylko zdejmę pierścionek (bo gotuję, idę pod prysznic, farbuję włosy, cokolwiek) narzeczony uważa, że to przedni żart go schować i udawać, że nie wie gdzie jest. To nie jest wyolbrzymienie. Za każdym razem.

…i tak najbardziej ze wszystkiego stresuje mnie samolot. A więc jestem wciąż tą samą Martą co zawsze.

JESZCZE. TYLKO. MIESIĄC.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

21 thoughts on “Na miesiąc przed weselem…”

  1. Come on, dasz radę! Na pewno macie wszystko niesamowicie zaplanowane, zupełnie inaczej niż ja rok temu. Trzymam kciuki za przeforsowanie Mordoru. Oby nie zaległo tam zbyt wielu nadto pijanych cieni, wbrew zapewnieniom ze strony hotelu. Na pocieszenie dodam, że dwa tygodnie przed ślubem druga pani krawcowa szyła mi drugą kieckę , bo poprzednia była masakryczna. Jak się chce podrabiać Annę Karę, bo się nie ma na oryginał, to tak jest. Odpowiedzialność stopro. Nie pytaj, jak do tego doprowadziłam. Na szczęście nie musisz tego przechodzić. I nie jesteś szara i nudna, let the resting bitch face be with you! Trzymaj się.

  2. U mnie jeszcze tylko dziesięć dni, myśli kłębią się w podobnych ilościach i barwach, trochę jestem już zmęczona i chciałabym żeby było już i zaraz po. A manicure to mogę polecić w Gdyni.

  3. czymam kciuki. mnie się chciało wymiotować przez dwa dni przed. do kościoła spóźniliśmy się 10 minut, a mój tata już na imrezie zapytał, co tak biegłam do tego ołtarza, że aż go ciągnęłam. nie wierzyłam, póki nie zobaczyłam na filmie. ja poprostu chciałam ŻEBY BYŁO JUŻ PO WSZYSTKIM. luuuuuuz, chiiiiillll, pomedytuj czy coś…powodzenia. czekam na namiary na kościół.

  4. Dopóki nie przeczytałam ostatnio komentarzy pod Twoim wpisem o nazwisku, nie byłam w stanie wykminić, o jaką znaną Martę Ci chodziło, może to będzie ziarenkiem na rzecz olania zmartwień nazwiskiem.

  5. Mój narzeczony też uważa, że chowanie pierścionka to najlepszy z dowcipów 😉 Nigdy żadnych pierścionków nie nosiłam, więc teraz panicznie się boję, że zgubię zaręczynowy. Ja mam dopiero wesele za rok, ale z grubsza większość spraw pozałatwiana (zaklepana sala, zespół, samochód, kwiaty i prawie fotograf), ale i tak będę umierać ze stresu, czy wszystko wypali i tak dalej.
    To naprawdę dziwne, że tyle nerwów, pieniędzy i przygotowań pójdzie na jeden wieczór i noc, a i tak wesele jest raczej dla gości niż dla młodych. Ale taka tradycja, więc cóż zrobić 😉

    A dla Ciebie powodzenia i życzę, żeby wszystko poszło gładko i przyjemnie zarówno dla Was jak i Waszych gości 🙂

  6. Ja właśnie jestem w trakcie przeszukiwania domu, bo nie mogę znaleźć mojego pierścionka zaręczynowego. I niestety nie jest to żart.

  7. Marta K. brzmi miło. Poza tym, już nie mogę się doczekać pudelka: „Marta Kaczyńska od lat prowadzi pod pseudonimem bloga, który ma więcej fanów, niż blog Kasi Tusk. Czyżby PO zupełnie straciło poparcie?”

  8. Przed weselem zawsze jest dużo nerwów i nieprzespanych nocy, a na koniec i tak najczęściej okazuje się, że wszystko poszło znakomicie. U Ciebie też tak będzie, jestem tego pewna, więc spokojnie! 🙂

  9. Przez Ciebie/dzięki Tobie zaczynam myśleć, że jednak chciałabym mieć wesele. Żeby móc posadzić potencjalnego małżonka, a przede wszystkim rodziców i teściów przy (w) Mordorze!

  10. Gdybym miała wychodzić za mąż, chyba wolałabym zostać przy swoim nazwisku. Jakoś się do niego przywiązałam. Ale noszenie ze sobą aktu ślubu, bo mam inne nazwisko niż mąż już mnie załamuje. Niestety nie mogę zrobić kombo nazwiskowego, bo moje i mojego faceta mają tyle samo sylab i będzie jakiś częstochowski rym…

  11. Eech, ja też bym się najbardziej stresowała samolotem 😉 Dasz radę, już niedługo i pamiętaj że nawet jak coś nie wyjdzie to przynajmniej będziesz miała dobrą anegdotę dla dzieci 🙂

  12. Jak czytam albo słucham o przygotowaniach do ślubu, a raczej do wesela, to coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że go nie chcę i że za hajs, który bym na niego miała wydać wolę balować przez miesiąc na jakichś zadupiach podróżując, niż przez jedną noc, martwiąc się, czy się inni dobrze bawią. Ale zacznę się nad tym zastanawiać, jak znajdę kandydata na męża 😉

  13. Czytam to teraz ten miesiąc i parę dni później i próbuję rozkminić co oznaczało siedzenie na Tatooinie 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry