Gdybym miała odpowiedzieć na to pytanie jakieś osiem lat temu stwierdziłabym, że sukces jest pracą w showbiznesie lub chociaż na jego obrzeżach, ewentualnie w telewizji i możliwością kupowania ubrań, które oglądam na stronach Vogue. Osiem lat temu wierzyłam, że studiowanie filmoznawstwa może mnie tam zaprowadzić. I pewnie mogło, ale nigdy jakoś nie chciało mi się postarać. Dzisiaj wiem, że praca w telewizji to ciężki kawałek chleba i dla większości pracowników nie oznacza tego, co mi się wydawało. Wymaga też wielkiego poświęcenia i jeszcze większej pracowitości, a i znajomości nie szkodzą. Czasem jednak można mieć to wszystko, a i tak skończyć z załamaniem nerwowym na kanapie u rodziców. Z perspektywy klitki w akademiku Vogue robił też większe wrażenie, niż robi na mnie dzisiaj z perspektywy pierwszej kanapy kupionej za własne pieniądze. Sam Vogue to trochę za mało.

boho jesień3
boho jesień 4

Im jestem starsza tym mniej wierzę, że mogę wszystko. Może to i smutne. Wiem na pewno, że mogę więcej niż podejrzewam. Że jestem silniejsza niż sądziłam. I że jeśli mi się tylko chce, umiem osiągnąć rzeczy, które wcześniej pozostawały w sferze marzeń. Niestety to wszystko wymaga olbrzymich nakładów energii i pracy. Których się nie boję, ale których nie będę też marnować.

boho jesień 7

Podstawą sukcesu jest dla mnie chęć bycia sobą. Odkąd pamiętam zawsze chciałam być jak ktoś inny. Koleżanka, którą podziwiałam za to jak się ubiera. Dziewczyna na koloniach, która wydawała się tak kól, że bałam się do niej odezwać. Przyjaciółka. Sąsiadka. Nauczycielka. Blogerka. Czasem nawet chłopak. Te osoby były moimi prywatnymi influencerami, chciałam mieć wszystko to, co one. Trochę jak Utalentowany Pan Ripley. To cudowne zdać sobie sprawę, że nie chcę już być jak nikt inny. Mogę patrzeć na moje zdjęcie i myśleć sobie “tak chcę się ubierać”. Oh wait, przecież tak się ubieram. Mogę czytać mój blog (teoretycznie, tak naprawdę nie znoszę czytać własnych tekstów) z zadowoleniem, bo jest mniej więcej taki, jaki sama chciałabym czytać. To nie znaczy, że nie ma osób, które podziwiam, którymi się inspiruję i które mają na mnie znaczący wpływ. Ale nie mam poczucia braku. Zazdroszczę jedynie intelektu i pracowitości. Czasem szczęścia. Ale z tym mogę żyć.

boho jesien 5

Obecnie uważam, że sukcesem byłoby dla mnie robienie zawodowo tego co lubię najbardziej, brak konieczności chodzenia do biura i zarabianie tylu pieniędzy, żebym nie musiała o nich myśleć. Wbrew pozorom to nie oznacza bogactwa. Możliwe, że mam jego skrzywioną wizję, bo o prawdziwe bogactwo ocieram się rzadko, ale po tych otarciach wydaje mi się, że ma ono tendencję do ograniczania. Od pewnego momentu musisz zachowywać się tak, żeby nie zaszkodzić pieniądzom. Więc koniec końców wciąż o nich myślisz.

boho jesień2

Nie będę udawać, moje ambicje są mniej wybujałe niż kiedyś. Może i nawet są banalne. Ale też mniej mnie frustrują. I przede wszystkim – są moje.

PS Tak zupełnie serio, potrzebowałam pretekstu, żeby pokazać zdjęcia w płaszczu. Fajny, nie?

| płaszcz H&M | spodnie Zara | buty Topshop | torba i czapka produkcji Mamy |

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

8 thoughts on “Czym jest sukces?”

  1. Ja robię* zawodowo to, co lubię, ale zdecydowanie wolałabym w tym celu chodzić do biura.

    *tu mój telefon podpowiada „ojcu sałatkę”. Nie mam nic przeciwko robieniu ojcu sałatki, ale nie zawodowo, na rany koguta! Zresztą w tym celu musiałabym chyba zatrudnić się jako gospodyni na plebanii…

    1. Bosz, ile ja tracę przez wyłączenie słownika w telefonie! 😀 Co do tekstu: chyba każdy z nas musi dorosnąć do tego, żeby zdefiniować sukces sam dla siebie. 10 lat temu też miałam inną wizję sukcesu i też chciałam być jak inni. Na szczęście to mi minęło 🙂

      1. Oj, tracisz, tracisz. Ja właśnie dlatego nie wyłączam, by mi poprawiał humor, gdy poprawia w smsie do mamy „wlecę” na „wódce”, „w biedronce” zamienia na „w niedrogo”, a kiedy w konwersacji naśmiewającej się z jakiejś teorii spiskowej chciałam napisać o masonach, to uparcie przerabiał na „kazimierz”, więc się poddałam. 😀

        P.S. Riennahero, płaszcz swoją drogą, ale idealnie zgrane kolory czapki i włosów i nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałam kogoś, kto tak dobrze wygląda w dzwonach.

  2. Płaszcz zaiste bardzo fajny! Post też :). Myślę, że wbrew pozorom definiuję sukces tak samo, jak 10 lat temu – jako niezależność twórczą. Cokolwiek miałabym tworzyć. Wtedy to miał być teatr tańca. Dziś są to po prostu książki :).

  3. Czytam Twojego bloga od dawien dawna… i uwielbiam absolutnie, niemal każdy wpis. Właściwie nie mam nigdy nic do dodania oprócz „Wspaniale się Ciebie czyta! Delektuję się <3" Ale to by było nudne, gdybym tak pisała pod każdą notką 🙂
    Ale jakoś ten wpis obudził we mnie potrzebę napisania jak bardzo cenię to miejsce. Dziękuję i proszę o więcej takich treści (wszystkich :).
    Btw. wiesz, że w Lubinie (na Dolnym Śląsku) jest park dinozaurów? 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry