Z łamaniem zasad jest jak z jedzeniem słodyczy. Jeśli nie jesz ich w ogóle, niespecjalnie za nimi tęsknisz. A im dłużej ich nie jesz, tym mniej masz na nie ochotę. Ale zjedz jednego. Małą kostkę czekolady. Czerwonego Skittlesa. W Twoim organizmie zacznie buzować i nawet się nie spostrzeżesz, gdy zniknie cała czekolada i dwie paczki Skittlesów, a Ty będziesz w drodze do lodówki. Wypróbowane.

Z tego względu nie oglądam już nawet nielegalnych kopii filmów i seriali w internecie. Nie ufam sobie na tyle, żeby wystawiać duszę na możliwe pokuszenie.

Kiedy mówisz mi, że w sklepie kasjerka nie policzyła za to i za tamto i siedzisz cicho, bo przecież fajnie, że masz gratis, jest mi nieco niezręcznie, ale śmiejemy się ha ha ha. Bo przecież nie jesteś od razu jakimś złym człowiekiem?
Kiedy stoimy w pubie, a barman odwraca się zanim dasz mu kartę i mówisz, że gdyby nie ja to już by Cię tu z tymi piwami nie było, przecież jego strata, unoszę tylko brew w znudzonym grymasie. Przecież tego nie robisz, mogę uznać to za głupie popisy?
Kiedy mówisz, że od września nie zdradziłeś dziewczyny, ale przecież jeśli ktoś na imprezie zaciąga Cię do ustronnego pokoju i pokazuje cycki, to co masz zrobić? Nic nie można zrobić. Poza tym i tak masz zamiar się oświadczyć, jeśli wytrzymacie ten tydzień wakacji w odległym kraju zupełnie bez narkotyków.
Czy musisz kogoś zabić, żebyśmy mogli w końcu otwarcie przyznać, że jesteś skurwysynem?

Nie zawsze wiem jaką osobą chcę być. Ale wiem, jaką nie chcę. Właśnie taką. I teraz ironia losu, że to mi będzie niezręcznie, kiedy będę musiała wyjaśnić, że nie jesteśmy już kolegami.

Nauczyłam się wybierać borówki nad Skittlesy. Netflix, Amazon Prime, inne takie, przecież to nie jest w końcu takie drogie…

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

36 thoughts on “Moralność i czekolada”

  1. Trochę wiem jak to jest, ale wciąż nie do końca rozumiem, dlaczego jest mi głupio, kiedy to ktoś inny zachowuje się nie tak. Ba, nawet gdy oglądając film któryś z bohaterów robi coś żenującego, nie mogę znieść i patrzę przez palce. Co do zrywania niekomfortowych znajomości, które nie wnoszą do naszego życia niczego pozytywnego, to jestem absolutnie za. Zdarzyło mi się praktykować i za każdym razem czułam, jakbym pozbywała się rzeczywistego, fizycznego balastu.

  2. nasunęło mi się do głowy koleżanka ze szkoły średniej, która ostatnio bez skrupułów opowiadała mi o tym jak zdradziła męża … ale to nie jest problem, ponieważ ona się wyspowiada, dostanie rozgrzeszenie i po sprawie. To była przypadkowa rozmowa przy przypadkowym spotkaniu i dawno nie czułam się tak zażenowana tym co usłyszałam.

  3. Lubię Twojego bloga, czytam na bieżąco, podoba mi się jak sprawnie posługujesz się ironią i na pewno jesteś inteligentną i ciekawą osobą. Często Twoje posty trafiają w samo sedno i nierzadko się z nimi utożsamiam, ale zdarza mi się też, tak jak teraz, że czytam i nie wiem… mam po przeczytaniu zacząć klaskać?
    Odnoszę wrażenie, że czasami wyrażasz swoje opinie w sposób, tak ofensywny, że aż ma się ochotę zrobić na przekór temu co piszesz. Przynajmniej ja mam takie odczucia i to nie dlatego, że jestem niewychowana, czy pozbawiona kręgosłupa moralnego… Po prostu czuję, jakbyś czasem narzucała czytelnikowi swoje zdanie i tylko je uważała za słuszne.

    Nie potraktuj tego jako jakąś okrutną wrzutę. Tak jak napisałam, lubię Cię czytać, myślę nawet że w realu byśmy się polubiły- musiałam jednak wyskoczyć w końcu z tym, co czasem mnie w Twoim pisaniu męczy i nie miej mi tego za złe 😉

    1. Pewne teksty powstają dla Czytelników, w odpowiedzi na konkretne pytania, zainteresowania itd. Inne wpisy powstają dlatego, że coś wydaje mi się bardzo ciekawe, ekscytujące i w ogóle muszę się tym podzielić. Jest też mała pula tekstów, która powstaje, żeby pomóc mnie samej uporać się z pewnymi sprawami. I ten należy do tej puli.

          1. woow, ale tu się nawiązała dyskusja, mocne słowa padają. sorry, nie chciałam rozpętać takiej burzy 😛 nie wtrącam się, do usłyszenia 😉

    2. Zgadzam sie.. Dostrzeglam to wyraznie w jednym z ostatnich wpisow.. Zagladam tu jeszcze bo chce wiedziec ze mi sie zdawalo, w koncu blog na poczatku baardzo polubilam, ale wlasnie ten ton, ta pogarda czasem, to zdecydowanie tylko o swojej racji..Mm wrazenie ze pojawilo sie to od niedawna..Wolalam ta wczesniejsza Riennahere, ta mniej pewna siebie, targana watpliwosciami i niepewnoscia.. Byla taka bardziej ludzka, swojska i dlatego tak przyciagala – przynajmniej mnie.. Teraz mam wrazenie jest coraz wiecej samozachwytu i wlasnie przekonanie o swojej tylko racji, i to wychodzi glownie w stylu pisania i w tonie.

      1. Riennahera jest dla mnie jedną z ostatnich osób w internecie, która stara się narzucić swoje zdanie. Najczęściej wyraża je tak dyplomatycznie, że nic nie można jej zarzucić i na pewno nie jest to ton rozkazujący czytelnikowi myśleć podobnie.
        No i trochę szkoda, że kiedy człowiek czuję się lepiej ze sobą, to znajdzie się ktoś, kto będzie chciał pociągnąć w dół. Ja tu mimo wszystko nadal widzę niepewności i wątpliwości, ale też cenię posiadanie własnego zdania.

          1. Koralina Soltowska

            …a mi za to podoba się Twoja „ambiwaletność”…(jeśli mogę to ująć w ten sposób) raz jest miło i przyjemnie, a raz czytam i muszę przejechać z powrotem do góry strony, ażeby się upewnić, że jestem na właściwym blogu. BARDZO mi się to rozdwojenie podoba. I wyrażanie siebie bez względu na to co powiedzą inni.

      2. Osobiście uważam, że nie jestem pomidorówką i nie każdy musi mnie lubić. Tak jak niektórzy kochają Coelho, a niektórzy nie i tak jak są ludzie zachwyceni Joycem i tacy, którzy nienawidzą jego pisania. To jest zupełnie ok.

        Jedyna uwaga, to że warto czasem się zastanowić co dokładnie chcemy przekazać. Bo może przekazujemy, że wolimy jak ktoś miał depresję 😉

        1. Depresja czasem czyni czlowieka wrazliwszym i bardziej empatycznym, sprawia ze jest mniej sklonny do krytyki innych i wywyzszania sie. Czasem tez sukcess zyciowy sprawia ze te wszystkie cechy zaczynaja sie kurczyc a nawet zanikac. Czasem jest tu waznym slowem i z pewnoscia nie dotyczy wszystkich. Depresja to bardzo przykry stan, jednak nie mozna zaprzeczyc ze bardzo otwiera oczy na wiele rzeczy i uwrazliwia, podczas gdy powodzenie, coz,czesto popycha w samozachwyt i przekonanie do swojej racji. Jest takie zjawisko w psychologii nazwane – illusion of control. To stan w ktorym ludzie pzreceniaja swoje mozliwosci i sile swojej sprawczosci (warto o tym poczytac), przypisuja zupelnie nie powiazanym ze soba zjawiska swoj udzial. To zjawisko zanika u osob chorob na depresje i stwierdzono ze nie tyle ze staja sie pesymistami ale potrafia bardzo realistycznie oceniac sytuacje i innych. Zanika u nich zjawisko illusion of control, ktore coz, jest tylko iluzja i choc pewnie potzrebne ewolucyjnie skoro wystepuje u wszystkich (pewnie tylko z roznym nasileniem) tak jednak pociaga za soba u niektorych bardzo niebezpieczne konsekwencje – egocentryzm, pzrekonanie o swojej sprawczosci i racji co za tym idzie czesto pogarda dla ‚maluczkich’ ktorzy nie ‚potrafia sie ogarnac’.
          To co lubilam we wczesniejszej Riennaherze to nie depresyjnosc – nigdy nie czulam zeby dolowala ciagle. Byla zabawna, pzrenikliwa, inteligentna – to sie nie zmienilo. Nie bylo tam wcale czorno i smutno. Bylo bardzo, fajnie normalnie i cieplo. BYlo tam wtedy tylko cos dodtakowego czego teraz nie ma – mniej przeswiadczenia o swojej racji, mniej oceniania, po prostu czulo sie ta osobe, taka fajna, normalna, szukajaca swojego miejsca, majaca watpliwosci, co sie rzucalo w oczy to empatia i wnikliwosc. Teraz wszystko stalo sie duzo bardziej plaskie i czarno biale..nie czuje tej wrazliwosci, wyczuwam coraz wiecej egocentryzmu i chlodu..Ciezko to opisac. Niby ta sama osoba a jednak inna..
          Czasami tak jest ze zle doswiadczenia, nawet depresja i cierpienie czynia ludzi bardziej ludzkimi. Niektorzy sa tacy zawsze, nawet jesli nie pzrezywaja niczego zlego. Niektorzy sa zawsze skromni i otwarci. Inni sa empatyczni tylko gdy im zle a kiedy wszystko zaczyna im sie ukladac chodza z zadartym nosem i nie zwracaja na nikogo uwagi. Wtedy jednak gdy zwroci im sie uwage twierdza ze osobnik po prostu zazdrosci..i dalsza dyskusja nie ma zadnego sensu. Przeciez nie ma innej opcji, moze byc tylko zazdrosc i hejterstwo..a to zjawisko przypomina mi tylko wiele osob – jak zle to do rany przyloz, jak dobrze to nos zadarty i nie zwracanie na nikogo uwagi. I tak troche te dwie Rinnahery widze ja.

          1. wszystkie osoby w depresji jakie znalam byly skromne i wspolczuly innym. Rozumialy po prostu jak to jest i wiedzialy ze roznie moze byc. Osoby ktore nie cierpia i nic zlego sie u nich nie dzieje czasem nie potrafia zrozumiec i postawic sie w sytuacji kogos innego. Sama tez mam za soba ten okropny stan. Jest mi bardzo dobrze znany. Wiec tak – uwrazliwia w takim sensie.

          2. Tak. Ale osoba w depresji zdradzająca partnera będzie mieć mega moralniaka, a nie z radością robić to mnóstwo razy.
            Przepraszam bardzo, ale nie powiesz mi, że bezrefleksyjne poczynianie swinstw opisane w tekście innym ludziom ma cokolwiek wspólnego z wrażliwością.

            Tak, zgodzę się z tym, że depresja uwrażliwia w niektórych wypadkach, ale często uwrażliwia ślepo i jednowymiarowo.

          3. Nie wiem jak tekst o byciu przyzwoitym można w ogóle łączyć z brakiem wrażliwości. Gdzie tutaj związek?
            Jak można stwierdzić, że wolało się kogoś bardziej kiedy ten był taki czy inny. Abstrahując zupełnie od faktu, że woli się kogoś chorego od zdrowego. Śmieszne jest takie myślenie.
            Każdy idzie swoją drogą, każdy idzie do przodu. Pomyśl, że ktoś może Ciebie wolał kiedy byłaś podfruwajką i biegałaś z piłką po podwórku- to znaczy, że na zawsze masz mieć mentalnie naście lat i nigdy się nie zmieniać. Rozwój osobisty gwarantowany.

          4. Depresja nie ma nic wspólnego z uwrażliwieniem. Depresja to stan, w którym robisz się otępiały, obojętny, przestajesz czuć i masz wszystko gdzieś bo wszystko traci sens. Depresja czyni wypranym z emocji, a nie wrażliwym. Wrażliwy i empatyczny może stać się dopiero człowiek, który z depresji wyjdzie.

            Poza tym, serio – jesteś w stanie po tak krótkim tekście stworzyć sobie taki dokładny obraz osoby po drugiej stronie? To dopiero jest krytyczne i oceniające.

          5. Ja mowie o blogu – o Rihhanerze, nie o prawdziwej sosobie ktorej nie znam. To sa moje odczucia co do brzemienia bloga

      3. W momencie kiedy przeczytałam „wolałam ta wcześniejszą Riennaherę, ta mniej pewną siebie, targana wątpliwościami i niepewnością” to się niesamowicie zdenerwowałam. Słuchaj masz do czynienia z prawdziwym czlowiekiem, którego taki stan i depresyjne epizody niesamowicie meczyly. Mówienie o tym „ej, wolałam jak mialaś depresje i syf glowie, który mieszał Ci poczucie moralności” bo było mi się z tobą łatwiej utożsamiać. Sorry, ale wręcz mnie to obrzydza i polecam przerzucenie się spowrotem na fikcję, w której zachowanie głównego bohatera nie odbija się na rzeczywistości i moralne dylematy i błędy nie zostawiają prawdziwych ran. Jeżeli masz ochotę pooglądać sobie bohatera miotanego przez moralne i depresyjne dylematy, który nigdy nie dorasta zapraszam do obejrzenia jaszcze raz perypetii Sereny van der Woodsen z Gossip Girl.

        Mnie w tym tekście najbardziej uderzyła krytyka bezrefleksyjności nad własnymi błędami, krytyka braku moralniaka, bo tak wszyscy popelniamy błędy, ale ohydny jest brak żalu i refleksji nad nimi aby takich błędów więcej nie popełniać i nikogo więcej nie skrzywdzić. Niestety znam osoby, które po świńskim zachowaniu po prostu wzruszaja ramionami, dają sobie rozgrzeszenie i idą dalej wciąż zostawiając za sobą ten sam syf. I tak uważam, że zasługują na linczowanie, nie za błędy, bo w ich przypadku to nie błędy, a za brak wstydu i brak wyciągania wniosków i ciągłe krzywdzenie innych ludzi. Przynajmniej ja tak zinterpretowałam ten tekst.

        I myślę, że tak powinno być. Człowiek w pełni zdrowia psychicznego nie powinien akceptować takich zachowań, może conajwyżej zasygnalizowac, ze się z tym nie zgadza i że druga osoba powinna się zacząć zastanawiać nad tym co robi.

        1. To co piszesz ma sie nijak do tego co probowalam wyrazic. Nigdzie nie powiedzialam ze lubie jak ktokolwiek ma depresje. Poznalam ten blog I spodobal mi sie, spodobala mi sie aura I sposob pisania, spodobala mi sie wrazliwosc I dylematy I nie dlatego ze bylo to depresyjne I ze ktos cierpial a ja sie moglam z tym utozsamiac. Takie stwierdzenie zupelnie mija sie z prawda.. Blog po prostu mial inne brzmienie I wcale ale to wcale nie byl depresyjny, a notki pisane byly poprostu innym tonem. Mam wrazenie ze po prostu mniej wynioslym I mniej ‚wszystkowiedzacym’. To ze akurat okazuje sie ze te pozytywne dla mnie cechy byly wynikiem depresji to juz bardziej zbieg okolicznosci. jak wspomnialam – Niektorzy takie cechy maja zawsze, inni potrafia miec pokore do zycia tylko jak im zle. Po prostu cenie w ludziach pewne cechy I te wyczuwalam czytalam wpisy Rinnahery. Dlatego tu zostalam I bardzo polubilam. Nie dlatego ze miala ‚ balagan w glowie’ I cierpiala. Ludzie piszac nadaja ton wypowiedzi. Czasami nie wazne o czym pisza ale wlasnie o ton chodzi, I o tym tonie pisala osoba ktorej wypowiedz skomentowalam I o tym tonie pisze ja. Po prostu mam wrazenie ze ton Rinnahery zmienil sie na bardziej wszystkowiedzaco – arogancki. Nie oznacza to zupelnie ze nie zgadzam sie czy nie rozumiem wpisu powyzej. Chodzi o ton I brzmienie I jak mowie, sa cechy ktore sa fajne I wazne, skromnosc, pokora sa dla mnie wazne, taka wyczuwalam Rinnahere wczesniej – jesli to bylo wynikiem depresji to znaczy ze uwielbiam jak ktos jest w depresji? I tak owszem ludzie sie rozwijaja I zmieniaja ale czasem po drodze traca cos waznego zwlaszcza jak im sie zaczyna ukladac. To nie oznacza iz oczekuje ze kolezanka z ktora chichotalam sie np bez sensu I gralam w klasy w dziecinstwie ma zawsze taka pozostac, ale jesli ta kolezanka zauroczyla mnie glownie swoja np szczeroscia, dobrocia czy innymi cechami a potem rozwijajac sie – co normalne – ale zatraca pozytywne cechy ktore z rozwojem nic wspolnego nie maja I sa po prostu uniwersalne to juz cos innego niz zlosc, ze ktos wogole sie rozwija I idzie do przodu.
          I nie ma to nic wspolnego z moralnoscia o ktorej pisze Rinnahera tutaj – chodzi o tym jak pisze. Po prostu slowo pisane niesie ze soba dzwieki I obraz, I czasem nie sam obraz ale uzyte kolory, tlo, I sposob machniecia pedzlem wpedzaja widza w taki a nie inny nastroj I dla mnie wczesniejszy nastroj byl po prostu fajniejszy, teraz od jakiegos czasu czuje wieksza ..pogarde, wyzszosc itd…I tu powtarzam chodzi o ton a nie nic innego..
          Jednak np ostatni wpis Rinnahery juz taki nie byl.. I znow nie chodzi o to co pisze ale jak pisze, po prostu dla mnie odbiorcy znow malowal sie przede mna obraz na ktory patrzac czulam to co kiedys. Czulam sie dobrze I chcialam wiecej.

      4. Nazywanie rzeczy po imieniu to pogarda? Wydaje mi się że teks powstał po przelaniu się czary goryczy w stosunku do czyjegoś zachowania i stąd taki a nie inny wydźwięk, ale naprawdę jest tu coś czym można się nie zgodzić? Któraś z opisanych sytuacji naprawdę jest ok?

  4. Takie zażenowanie towarzyszy mi często, gdy czytam komentarze pod różnymi wpisami dotyczącymi kwestii mniej lub bardziej związanych z moralnością. Wstydzę się i jest mi fizycznie niekomfortowo, jak widzę, co ludzie potrafią wypisywać. Tym bardziej odczuwam to w życiu codziennym.

    I dobrze, że nie jesteś pomidorówką. Ja (i z pewnością nie tylko ja) lubię Cię i cenię właśnie dlatego (:

  5. A ja myślę, że rzeczywistość, w jakiej żyjemy, trochę usprawiedliwia te grzeszki. Nie żebym je popierała, ale w kwestii tych bardziej błahych przykładów: ile razy ekspedientki „nie miały” wydać nam grosika, a barmani „pomylili się” w wydawaniu reszty, licząc na to, że jesteśmy już podchmieleni?
    To jedna sprawa. Druga jest taka, że chyba nie powinniśmy zestawiać takich przewinień ze zdradą. Mimo że jedno i drugie godzi w moralność to robi to w całkowicie odmienny sposób i w różnym stopniu.
    Zgodzę się natomiast, że wszyscy popełniamy błędy, ale nie wszyscy widzimy je jako coś, co nigdy nie powinno się powtórzyć. Kiedy koleżanka opowiada mi, z iloma facetami spała, akceptuję to, to jej sprawa. Ale kiedy mówi mi, że rozważa przespanie się z kimś drugim będąc w związku, czuję wyraźny dyskomfort…

      1. W takim przypadku to rzeczywiście zestawienie słuszne – czym są małe oszustwa, jeśli zdradzanie partnera jest dla kogoś na porządku dziennym? Z drugiej strony rozciągnięcie takiej teorii nad wszystkich to chyba jednak byłoby generalizowanie

  6. Tak Cię czytam i wiesz, ten tekst u mnie wywołuje taki dysonans: bo myślę sobie jak łatwo się usprawiedliwiać a jak ciężko napisać wprost tak jak Ty.

  7. Mocny tekst, mi się wydaje, że to dobrze. Tyle, że ja nie lubię pomidorówki. Nie mam też poczucia, że Riennahera pisze cokolwiek dla mnie. Ludzie, przecież to jest akurat jeden z tych blogów, który nie próbuje nam niczego sprzedać, a sama autorka nie stała się marką, która ma się dostosować do oczekiwań klientów i zrobi to bardzo chętnie, tylko dajcie jej znać w komentarzu i klikając „like” na Facebooku, buziaczki! Ktoś, prawdziwy człowiek, który się zmienia, dojrzewa, żyje w jakimś kontekście, zbiera doświadczenia itd. pisze, co na jakiś temat myśli i czuje. Jasne, można napisać, co my na to, jest dyskusja. Jak jednak można wysnuwać roszczenia względem nie tylko tematu (to jakoś rozumiem, że można sugerować), ale sposobu przeżywania jakiegoś rodzaju spraw czy przemyśleń temu towarzyszących? Przypominam, teksty pisze żywy człowiek, a nie autor zrobiony w ramach projektu „Czytelniku DIY”. Dlaczego zatem nie napisać np. „Ja rzadko wyrażam swoje opinie w sposób tak zdecydowany i nie podoba mi się, gdy ktoś tak robi” zamiast „Mam wrażenie, że Ty…”? Jak byście woleli, aby ktoś mówił do Was?

  8. Mnie się podoba ciężki kaliber i dosadność tego tekstu.
    Ps. Kiedyś koleżanka mi opowiadała, że na forum o zdradach ludzie piszą np.: seks na wakacjach to nie zdrada, z przyjacielem to nie zdrada itd. To było dla mnie taaakie niepojęte…

  9. Og! Cudnie napisane. Vandrer dopiero od jakiś dwóch lat (kiedy jego finanse znacznie się poprawiły) stara się kroczyć ścieżką legalnej kultury, ale pamięta że kiedy z legalnością bywało różnie, było mu raczej głupio z tego powodu. Nie rozumie zatem ludzi którzy wprost chwalą się korzystaniem z piractwa (niedawna dyskusja o Netflixie) pokazała że jest sporo takich osób.

  10. Dobry tekst! Ja lubię te teksty ostre jak brzytwa. Dają do myślenia, motywują conajmniej do przemyślenia kilku spraw, a czasem nawet do zmiany. Ja nie widzę tu zadzierania nosa, tylko dzielenie sie swoją „hard-won wisdom”. Czasami jest to jak strzał w twarz, ale skoro zabolało, znaczy ze trafiło w punkt. Poza tym nigdy nie czuję, że to jest wymierzone we mnie, tylko jakby Rien sama się z „dawną sobą” albo i „obecną sobą” rozprawiała.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry