Jest niewiele rzeczy, których w życiu żałuję i niewiele rzeczy, których zazdroszczę innym. Przeszłości i tak nie cofnę. Rzeczy materialne są fajne na chwilę, potem i tak przychodzi przesyt lub niedosyt. Kariera jak kariera, każda wymaga wysiłku. Jestem w dość szczęśliwym momencie życia, kiedy nie mam ani za dużo, ani za mało. Widzę perspektywy rozwoju, ale wciąż muszę się starać. Ogólnie jest dobrze.

I tylko jedna sprawa kłuje mnie i przeszkadza. Jednego zazdroszczę wszystkim szczęśliwcom, którzy to mają. Jedno zmieniłabym w swojej przeszłości.

Nie mam pasji.

Przez pasję nie rozumiem zainteresowań. Interesuję się mnóstwem spraw. Dinozaurami, Ludwikiem XIV i kucykami Pony. Lubię elfy, robić zdjęcia i chodzić do muzeum. Przyjemność sprawiają mi filmy kostiumowe i szukanie idealnej torby do nowego płaszcza. Uwielbiam portrety z XIX wieku i progresywny rock. Średniowieczne romanse i filmy fantasy z lat osiemdziesiątych. Rzadko się nudzę, piszę, czytam, gram w gry. To i tak tylko wycinek.

Ale żadna z tych spraw nie jest czymś, czemu umiałabym się poświęcić w całości. Spędzić życie na byciu najlepszą w dinozaury czy w kucyki. Robić wszystko, aby zostać ekspertem od elfów. Czy czegokolwiek innego. To wszystko krzyczy do mnie czasem głośniej, czasem ciszej, ale nie jest dla mnie Sensem.

zycie bez pasji

Od dziecka w zeszytach typu “Złote Myśli” potrafiłam wypisać cały szereg zainteresowań. Manga, anime, japoński, gitara, aikido, rysowanie. Z biegiem lat każda z tych fascynacji zbladła i zlała się w jedno z całą masą innych miłostek. Nie mam już nawet śmiałości rysować, bo nigdy nie poświęciłam specjalnie czasu, żeby z bohomazów i koślawych Czarodziejek z Księżyca wyszło coś lepszego. W przypływie irytacji obwiniam o to czasem Geri Halliwell. Pamiętam jak wczoraj ten ciepły letni dzień w 1998 roku, kiedy rodzice weszli do mieszkania z usłyszanymi w radio wieściami o jej odejściu z zespołu. Pamiętam jak udawałam, że nic mnie to nie obchodzi, przecież mam całe jedenaście lat! W samotności własnego pokoju patrzyłam jednak ze smutkiem na wszystkie wycinki z Bravo, książki i gadżety, na które wydawałam całe kieszonkowe. Dzisiaj mogę być Geri wdzięczna za bycie potencjalnym kozłem ofiarnym. Przecież to jej wina, ona mnie skrzywdziła, to wcale nie moja osobowość, która nie potrafi się w nic głęboko zaangażować…

Najbliżej o posiadanie pasji ocieram się prowadząc bloga. Poświęcam na niego mnóstwo czasu, dużo mnie uczy i nie wyobrażam sobie w tym momencie życia bez niego. Blog wydaje mi się jednak bardziej narzędziem, niż celem samym w sobie. Gdyby cokolwiek interesowało mnie na tyle, żeby prowadzić bloga właśnie o tym…No, ale nie interesuje. Czasem myślę, że może jeszcze kiedyś…Może ta następna pasjonująca sprawa będzie TĄ…Ale nigdy nie jest.

Tego zazdroszczę. Tego żałuję. Tego się wstydzę. Bardziej niż gdybym miała zamieścić swoje zdjęcia w bikini.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

54 thoughts on “Życie bez pasji”

  1. Ja kocham pisać i to jest sprawa, której mogłabym się cała poświęcić. Pisać więcej, pisać lepiej, tak mi się przynajmniej wydaję. To nazywam swoją pasją.

  2. A to nie jest troszkę tak, że jakby od tej „pasji” wymagasz jakby ciut za dużo? Że ona jest takim jakby wspaniałym bagnem które cię wciąga, taką tęczą, która Cię niesie, takim narkotykiem którego brak boli wręcz fizycznie a jeśli wszystko to nie wsystepuje w hiperstężeniu to jakby nie może być ta wielką pasją.
    Patrząc z boku jesteś dla mnie ostatnią osoba, która mogłaby się nazwać mianem tej bez pasji. I jesli już nawet wprowadzić rozgraniczenia na zainteresowania i pasję to wciąż ją posiadasz. Przynajmniej tak Ciebie widzę 🙂

  3. Wiesz co, to czasem przychodzi znienacka. Objawia się nagle i wtedy wiadomo, że to jest to. Długo nie miałam pasji, też mnie to strasznie gryzło, aż pewnego dnia trafiłam na info o kursie przewodnika beskidzkiego i w trzy sekundy postanowiłam się na niego zapisać. Był sierpień, a kurs ruszał w listopadzie. Pomyślałam, że jak przez te trzy miesiące mi się nie odechce, to znaczy, że to dobra decyzja. Za kilka miesięcy mam egzaminy końcowe, od ponad roku poświęcam temu całe swoje życie, jestem tym zmęczona, przytłoczona, często mam dość, ale paradoksalnie własnie te trudności mocno hartują charakter – tak samo jak zdobywanie szczytów. Nigdy w życiu nie byłam bardziej pewna, że chcę z czymś związać swoje życie, jak teraz. Nie wiem, czy będę oprowadzać wycieczki. Ale chciałabym, by góry ciągle były tak ważną częścią mojego życia, jak są teraz.

    Życzę Ci, byś pewnego dnia też dostała takiego olśnienia.

  4. Ale czy pasja to rzeczywiście coś takiego, w czym trzeba być najlepszym? Niewielu jest takich ludzi, którzy mogą o sobie powiedzieć, że są w czymś najlepsi na świecie, a jeśli już są, to o tym wiemy, bo widzimy ich w gazetach i telewizji. Przy czym takie osoby liczy się na prawdę w dziesiątkach i szanse na to (pardon my szczerość), że ktoś z nas, szaraczków się między nimi znajdzie są na prawdę niewielkie.

  5. A ja szczerze mówiąc, czasami zazdroszczę ludziom bez pasji. Zazdroszczę im zrównoważonego charakteru, mocnych nerwów, braku rozterek życiowych, spokoju ducha, małych radości. Staram się związać pasję z życiem zawodowym i jest to szalenie trudne, do tego dochodzi wewnętrzna presja, że musi być więcej, lepiej, że już powinnam osiągnąć to i tamto. Perfekcjonizm, że muszę jak najlepiej, a jak nie to jestem do niczego. Nieprzespane noce i kac następnego dnia, bo tak bardzo jeden projekt mnie wciągnął. Huśtawki emocjonalne, że raz jestem niepokonana i najlepsza na świecie, a raz powinnam rzucić to w cholerę, bo tylko wstyd robię. Czasami wydaje mi się, że łatwiej by było być po prostu normalnym człowiekiem.

    1. Perfekcjonizm, skok na główkę z wyżyn poczucia własnej wartości, aż na samo dno, czy wszystkie specjały które serwuje nam wewnętrzny cenzor, nie są bezpośrednio związane z posiadaniem, czy realizowaniem pasji. Ludzie bez niej również doświadczają tych emocji, jedynie w bardziej prozaicznych sytuacjach. Polecam ci książkę „Droga artysty. Jak wyzwolić w sobie twórcę” Julia Cameron. Właśnie ją przerabiam i myślę, że ma potencjał terapeutyczny.

  6. A czy w drugą stronę to nie działa tak, że jak osoba ma tylko jedną pasję, której poświęca się całkowicie to ma odczucie bycia ograniczonym? „Inni mają tyle pasji, a ja tylko ta jedna i koniec. Coś jest nie tak! Czegoś mi brakuje.”?

    A jeśli człowiek spędza całe życie na kanapie przed telewizorem to może powiedzieć, że jego pasją jest telewizja bo oddaje się temu całkowicie?

    Ja w ogóle nie widzę w swoim życiu potrzeby rozgraniczenia czy coś jest moją pasją czy zainteresowaniem. Ważne, żeby nadawało to mojemu życiu sens i sprawiało mi przyjemność, radość, w pewnym stopniu spełnienie. I lubię ten niedosyt, kiedy ciągle jest mi mało. O wiele gorzej bym się czuła, gdyby go zabrakło. Przeraża mnie sama myśl o tym! 😉 Ponadto wychodzę z założenia, że co za dużo to nie zdrowo. I osobiście chyba czułabym się chora posiadając tylko jedną pasję. Ale to tylko takie moje odczucie na ten temat… 😉

    1. Ja się pod tym w pełni podpisuję 😉 Pasja to coś, co nie musi nam dawać poczucia bycia najlepszym, tylko poczucie jakiegoś dążenia, tego, że wciąż coś jest na horyzoncie. Nowy wpis na blogu. Film z ukochanym aktorem. Płyta ulubionego zespołu. Mecz drużyny, której kibicujemy. Nowy rysunek, który mamy w głowie. Opowiadanie, które chcemy przelać na papier. Oscar za najlepszy scenariusz 😉

  7. A ja Cię rozumiem, też nie umiem znaleźć pasji w życiu. Tzn. nie umiałam, teraz mam Bałkany – a zwłaszcza Chorwację: uwielbiam ich kulturę, krajobrazy, uczenie ich języka to dla mnie przyjemność, a i czasem coś upichcę w bałkańskim stylu. Ale mimo to mam wrażenie, że moja miłość, jeśli tak to można nazwać, jest za słaba, a oddanie za małe. Rozumiem pasję jako coś, co wciąga bez reszty, coś, co odpręża po najtrudniejszym z trudn

  8. A może to tylko wrażenie, że ludzie poświęcają całe życie jednej pasji? Tacy się zdarzają, pewnie. Ale rzadko. Znam jedną taką osobę. To mój tata, który kocha samochody, jest mechanikiem i nawet jakby wygrał w Totka i nic nie musiał to nadal by wymykał się do garażu pogrzebać pod maską. To co widzę, po sobie to, że wraz z wiekiem pasje mogą się zmieniać. Jako dziecko kochałam tańczyć i robiłam to w każdej wolnej chwili, ale ta pasja się ulotniła. Wróciła przy okazji innej, czyli szant i muzyki celtyckiej. Wtedy pląsałam irlandzkie tańce w duecie z koleżanką. Teraz to tylko wspomnienie, a ja od 5 lat tonę w blogowaniu i rękodziele. Ostatnio odkopałam coś co lubiłam robić 20 lat temu, czyli haftowanie. Ja sobie cenię taką różnorodność.

  9. a wiesz, że mam dokładnie tak samo? od zawsze: rysowanie, muzyka, pisanie, języki obce, chodzenie po górach, śpiewanie, granie na instrumentach, blogowanie, robienie kosmetyków i mogłabym tak bez końca. ale taką jedną rzeczą, która wydaje się być ponad tym wszystkim, są podróże – dla nich poświęcam najwięcej. i w sumie to chciałabym,żeby pasją była dla mnie także praca.

  10. Właśnie rozwiązałaś największą zagadkę mojego życia – czego mi w nim brakuje? Pasji! Również mogłabym wypisać sporo zainteresowań, ale żadnej z tych rzeczy nie poświęciłam się w całości. Chwilami umiem się zatracić, na trochę, na kilka godzin, ale nie na dłużej. W niczym nie jestem mistrzem, niczego nie robię idealnie, w najlepszy możliwy sposób. Żaden temat nie jest sensem mojego życia. Być może każda z nas musi jeszcze tę jedną jedyną rzecz znaleźć, może wszystko przed nami? Oby, bo czuję w sobie, że wszystko, co robię, jest powierzchowne i trochę mnie ten stan męczy.

  11. ja też nie mam pasji, i bardzo bym chciała, bo jestem generalnie zestresowanym człowiekiem 🙂 ale się nie łamię. Dalej szukam. Wierzę, że kiedyś przyjdzie. Generalne, to ważne, żeby robić COŚ i nie być nudziarzem.

  12. Moje życie jest jedną wielką pasją, tylko zmienną. Przez 6-7 lat robię wszystko „po coś”, pasja się wypala, dochodzę do wniosku, że to koniec i zaczynam kolejną. Dla mnie pasja to coś, czemu się poświęcamy, co sprawia, że chce się nam dalej żyć. Blogowanie? Jak najbardziej. Moim zdaniem blogowanie jest Twoją pasją, która zaczęła się niewinnie, od ubierania się w ciekawe zestawy ciuchów, a przeszła w formę opisu rzeczywistości. Komentowanie rzeczywistości też może być pasją, czemu by nie.

  13. Wydaje mi się, że tacy ludzie jak Ty są cudowni. Podziwiam ich! I Ciebie! Ja mam mniejsze i większe pasję, choć już się gubie w tych pojęciach ostatnio.

    I moglabym poświęcić się pisaniu. Całkowicie, nawet gdyby czasem bolało. Tylko, że ją mam ten problem ze wydaje mi się że nie jestem wystarczająco dobra, w niczym.

  14. Mam wrażenie, że to nie jest do końca tak, jak napisałaś. To znaczy, niewielu jest takich ludzi, którym jakaś pasja wypełnia całe życie, nie zawsze też to, co z zewnątrz wydaje się pasją, jest nią w istocie. Wydaje mi się, że pasja to coś, co daje człowiekowi szczęście czy choćby poczucie dążenia do niego (pursuit of happiness ;)), tymczasem np. duża część sportowców traktuje swoje zajęcie bardziej jak zawód, a często wynika to z braku alternatywy (ktoś był dobry z w-fu, więc został zapisany do sekcji gimnastycznej/piłkarskiej/bokserskiej i tak jakoś poszło).

    Inna sprawa to taka, że naprawdę można mieć wiele pasji i posiadanie pasji wcale nie oznacza bycia w czymś najlepszym albo posiadania całej dostępnej wiedzy na ten temat. Uwielbiam muzykę Queen, jeżdżę na zloty fanów ale nie mam potrzeby, żeby znać imiona wszystkich psów i borsuków Briana Maya. Z drugiej strony, kompulsywnie czytuję słowniki angielskiego i portugalskiego, ale nauka języków jest na którymś z kolei miejscu wśród moich pasji. Aczkolwiek oba zainteresowania nazwałabym właśnie pasją. Może niesłusznie?

    No i wydaje mi się też, że człowiek z pasją, to również ktoś taki jak Ty, a nie tylko ktoś, kto codziennie wstawia nowy rysunek idealnego anatomicznie elfa na deviantart 😉 Poza tym dlaczego blog nie może być pasją? Bo jest narzędziem? Ale może właśnie jest narzędziem do realizowania pasji, no nie? Niekoniecznie sprecyzowanej jako rysowanie, muzyka, czy sport.

  15. Blog jak blog, ale myślałam, że pisanie zalicza się do Twoich pasji. Cokolwiek, co sprawia, że miewasz gęsią skórkę i czasem latasz nad ziemią, kiedy tą czynność wykonujesz. Jednocześnie posiadanie pasji nie znaczy to, że musisz poświęcić jej życie.

  16. Brak mi motywacji do zgłębienia tematu, do poświęcenia się jednej dziedzinie. A może wynika to jedynie ze strachu. Obaw przed ciężką pracą. Jestem wystarczająco inteligentny i zaradny, że wszystko co mam w życiu przyszło mi bez wysiłku. Oczywiście gdybym się przyłożył byłbym lepszą wersją siebie, ale interesując się rzeczami z doskoku niczym nie ryzykuje. Zawsze mogę powiedzieć „gdybym tylko” poświęcił temu więcej czasu, przyłożył się, potrafił się skupić, odnalazł tę drogę wcześniej. Tak wtedy na pewno byłbym „kimś” i osiągnął „coś”. Jest jeszcze opcja lęku przed popełnieniem błędu. No bo co jeśli wybiorę nie tą pasję co trzeba, tą mniej pasjonującą. Czasem myślę, że brak pasji to synonim tchórzostwa. Jeśli tak, to życzyłbym nam więcej odwagi.

  17. Hm, a mnie się wydaje (ba, rzekłabym, że to wręcz do mnie krzyczy z tego postu), że twoją pasją jest właśnie to narzędzie, tj. nawet nie blog, ale samo pisanie. I wcale nie jest ważne o czym piszesz, bo tak naprawdę dobrze i ciekawie potrafisz napisać o wszystkim. I to jest nie tylko pasja, ale i talent. Ludzie chyba trochę za bardzo kojarzą pasję z czymś stałym, na całe życie, konkretnym i sprecyzowanym, a dla mnie osobićie to zawsze bardziej… no taka pasja do życia właśnie, sama w sobie, nic konkretnego. Ot, chce ci się: interesować (czymkolwiek), pisać, robić, osiągać, czy chociażby tej „pasji” wciąż szukać – i dla samo to jest już przejawem prawdziwej pasji wałaśnie! Tak wiec, według mnie, że nie masz się absolutnie czego wstydzić, a już tym bardziej czegokolwiek żałować 🙂

  18. Urszula Witkowska

    Jak to nic nie interesuje Cię na tyle, żeby prowadzić bloga tylko o tym?! Przecież właśnie temu CZEMUŚ się poświęcasz z całym zapałem, ze wszystkimi wątpliwościami i przecież o tym właśnie prowadzisz bloga – o życiu i jego różnorodności 🙂 Tak mi się przynajmniej wydaje 😉

  19. Taka prawdziwa, wielka pasja to dar i znam niewiele osób, które takową posiadają. Z jednej strony im zazdroszczę, ale czasem się zastanawiam czy to jest aby takie super dobre. Na przykład mam koleżankę, której wielką pasją jest wspinaczka. Wszystko jest temu podporządkowane, całe życie – wakacje zawsze ze wspinaczką, czas wolny na ściance, partner też się wspina. Do tego stopnia jest wkręcona, że nie wyobraża sobie posiadania dzieci. Bo nie będzie mogła się w pełni realizować we wspinaniu. Nie wiem sama czy bym się z nią zamieniła.

  20. „pasja” w gronie moich przyjaciół to temat bardzo często poruszany. z jednej strony jestem zwolenniczką jednej, góra dwóch pasji – sama takie mam i kocham to czym się zajmuję, mimo że historia nie jest tak spektakularnym zajęciem jak skok ze spadochronu. i z tej samej strony uważam, że to mega ważne mieć pasję, bo to sprawia, że życie ma jakiś większy sens. to też pryzmat przez który patrzę na osoby kiedy je poznaję. pasjonaci się naturalnie napędzają i zmuszają do działania. posiadanie takich ziomków to czysta przyjemność. z drugiej strony „pasja” to po prostu rzecz, która ci sprawia frajdę. sama mam często słomiany zapał, ale w sumie jeśli się czymś jaram na serio chociażby przez miesiąc to tej radochy mi nikt nie zabierze. ale dobrze mieć tę podstawę, taką „przystań”, która jest i będzie, w której ma się jakiś cel. a wtedy można wszystko.
    ps. czasami trzeba poczekać, wypróbować milion rzeczy i to samo przyjdzie:)

  21. Nie nie nie…:) coś tu uciekło w tym ogólnym zachwycie nad pasją, która wciąga, pochłania, której oddajemy się bez reszt – koszty!. Nie wiem dlaczego ludziom się wydaje (mi tez się kiedyś wydawało), że taka zajmująca pasja to coś odprężającego, relaksującego, dającego poczucie spełnienia czy szczęście, jakkolwiek je rozumieć. Proponuje poczytać jakąkolwiek biografię pierwszego z brzegu artysty, architekta, zdobywcy ośmiotysięczników, wybitnego naukowca czy sportowca, cokolwiek… To nie jest tak, że koszt pasji to tylko wysiłek i czas poświęcony na jej realizację, ale to też wysiłek i czas nie poświęcony innym ludziom, sobie samemu, nie poświęcony na życie. Im człowiek jest młodszy tym bardziej egocentryczny (ja tak miałam) i rzeczywiście chce znaleźć dla siebie jedną taką dziedzinę, w którą zainwestuję całego siebie. Brak czasu na sen, jedzenie, rodzinę przyjaciół, kontuzje, choroby, kłopoty finansowe – wszystko to strasznie lekko się bierze na hipotetyczne barki pasjonata. A to nie tak, poczucie sensu tego co się robi daje dokładnie tyle samo satysfakcji nobliście co nauczycielce, jeśli ten sens widzi. A oddanie się czemuś bez reszty rodzić może rodzic tyle samo kłopotów i frustracji dla podróżnika po całym świecie co dla Kowalskiego w Egipcie, jeśli się nie czuje po co się to robi. Nie wiem, czy chociaż z grubsza jasno to piszę ale… Proponuję moim zdaniem jedyną słuszną strategię mojego kochanego Oscara Wilde’a, który mawiał (w wolnym tłumaczeniu) – „swój geniusz oddałem mojemu życiu, moim dziełom jedynie talent”. Sztuka życia powinna być największa pasją, tak myślę… Pozdrawiam!

  22. Wiesz, wydaje mi się że trochę za bardzo mitologizujesz pojęcie pasji. Podobnie jak Ty interesuję się masą rzeczy. Częścią „od zawsze”, innymi od pewnego momentu. Jest dokładnie tak jak mówisz, większość zainteresowań wyblakła, zlała się z innymi. Niektóre pojawiły się i dalej bardzo mnie absorbują. Sęk w tym że ciągle jestem osobą interesującą się ogromną ilością rzeczy, a to implikuje bezpośrednio fakt, że nie jestem w stanie każdej z osobna poświęcać wiele uwagi i czasu.

    Mimo to uważam że choćby muzyka filmowa jest moją pasją. Wcale nie jest tak, że znam na wyrywki ścieżki dźwiękowe z każdego filmu jaki wszedł do kin w ciągu ostatnich 50 lat. Nie, mam swoje ulubione ścieżki, ulubione soundtracki które zazwyczaj wybieram jeśli chcę posłuchać dobrej muzyki. Kilka utworów znam tak, że gdybym umiała na czymkolwiek grać, to zagrałabym je z pamięci. Ale to nic szczególnego, to tak jakbym potrafiła z pamięci odtworzyć słowa piosenki.
    Oprócz tego co roku wydaję fortunę na Festiwal Muzyki Filmowej i wiem kto, za jaką ścieżkę dostał nagrodę.

    Mimo wszystko uważam że muzyka filmowa jest moją pasją. Nawet jeśli nie porzucam codzienności dla kolejnych koncertów czy zostania kompozytorem. Mimo że interesuję się milionem innych rzeczy i wcale nie mam jakiejś niezwykłej wiedzy na ten temat.

    Myślę że wszystko rozbija się jednak o to, jak pasję nazwiesz i czy sama uważasz ją za pasję. Moim zdaniem (wnioskując tylko z Twojego bloga) – jesteś człowiekiem z nie jedną, ale wieloma pasjami 🙂

      1. Nawet jeśli, to myślę że nie warto żałować własnego poziomu zaangażowania. Myślę że Twoja pasja nie stałaby się ani trochę fajniejsza gdybyś jutro złożyła wypowiedzenie, pojechała do Azji i poświęciła życie wykopywaniu szczątków dinozaurów (choć pewnie gdybyś coś znalazła na onecie pojawiłby się artykuł w stylu „Rzuciła pracę w korporacji i znalazła kości nieznanego dinozaura!”).

  23. Mąż kiedyś powiedział mi, że wycofuję się z jakiegoś zainteresowania w momencie, w którym kolejny krok zrobiłby ze mnie zawodowca. Tak jakbym się bała tej odpowiedzialności czy wysiłku, by osiągnąć więcej. Szycie zarzuciłam, tworzenie biżuterii też, języki przestałam szlifować, HTML znam podstawowo, chociaż dobra w tym wszystkim jestem. Teraz bloguję i chyba to najdłuższe hobby jakie miałam. Może u Ciebie jest podobnie?

  24. Wiem, mało na temat i średnio merytorycznie, ale – świetnie są te zdjęcia! Strój, nastrój, cała ty na nich 😉

  25. Barbara Maskotka Karlik

    Obejrzyj toto:
    https://www.ted.com/talks/emilie_wapnick_why_some_of_us_don_t_have_one_true_calling

    Ja zawsze mówiłam, że jak bym siedziała w pokoju z trzema oknami to nie mogłabym się zmusić, żeby popatrzeć tylko przez jedno. Nawet jeśli to oznacza, że umknie mi coś z tego, co się za oknami dzieje. Po prostu nie jestem specjalistką.
    Słyszałam, że nie powinnam grać i śpiewać na raz, bo w żadnym z nich nie osiągnę mistrzostwa… ale granie i śpiew na raz to jest to, co kocham. Więc cóż, nie będę się ograniczać 🙂

      1. Barbara Maskotka Karlik

        Rozprzestrzeniaj 🙂 I na zdrowie. Ja lubię takie dobre rzeczy które pozwalają poczuć się dobrze. A oglądałaś TED „Power of vulnerability” Brene Brown? Mi zmienił życie trochę 🙂

  26. W takim razie ja też nie mam pasji. Też czasem ubolewam nad byciem przeciętnie dobrym w robieniu tego, co mnie interesuje czy co lubię robić (bo jest tego dość sporo). Przeszłam też przez etap rzucania wszystkiego i parcia do przodu by zrealizować swoje marzenie. Marzenie nie wypaliło, a ja byłam na tyle psychicznie wykończona, że mimo kolejnych lat pracy, przestałam i tylko czasem za nim tęsknię. Nie wiem czy ta osławiona pasja, to nie jest znowu jakaś mrzonka, jakaś utopia, taka miłość romantyczna, coś co jest nieziszczalne bez ponoszenia olbrzymiego kosztu (jeśli chcesz żyć z pasji). Czy nie jest tak, że posiadanie tej jednej jedynej pasji, ma nas jakoś „uważnić”, nadać znaczenie? Umocnić nasze dobre myślenie o sobie? Chyba najlepiej mają Ci, którzy mają pasję do życia :).

  27. Jest na świecie tyle ciekawych tematów, że ciężko jest się skupić tylko na jednym. Sama nie potrafię się zdecydować na konkretną rzecz. Wiem jedno, uwielbiam pisać. Nawet założyłam prywatnie własną stronę, żeby się temu poświęcić, jednak obecnie na dobre pochłonęła mnie praca. Na szczęście mogę się w niej wykazać umiejętnością pisania. Zawodowo prowadzę bloga o torebkach. Mogę również doskonalić się w zakresie SEO. Niestety brakuje mi już czasu na wydanie własnej książki oraz zdobycie wiedzy o tworzeniu grafiki komputerowej lub komputerowych animacji. Wszystko to jest bardzo interesujące. I nie tylko… Więc ciężko znaleźć tę jedyną pasję 🙂

  28. Jola Podolszańska

    Z pasją jest tak, że czasami się jej nie czuje. Czasami człowiek nie zdaje sobie sprawy, że tak błaha rzecz to jest właśnie pasja.

    podolszanska-web.com

  29. Myślę, że za dziecka za dużo wyobrażamy sobie jak będzie wyglądała nasza przyszłość. Jakie to wszystko będzie super, bo będzie wiązało się z naszą pasją, z wyobrażeniami o byciu baletnicą, czy strażakiem. Patrzymy przez różowe okulary, a potem następuje zderzenie z rzeczywistością, życie toczy się zupełnie inaczej i nic nie zgadza się z tymi wizjami. Przynajmniej tak było w moim przypadku, ale myślę że jest wiele osób, które miały podobnie. ZAWSZE miałam tę samą pasję i zawsze był nią taniec. Nie mogłam gdzieś iść ze znajomymi, bo trening. Nie mogłam mieć grzywki, bo nie będę miała jak spiąć wszystkich włosów w koka. Wielu rzeczy nie mogłam, ale pasja dawała mi znacznie więcej niż odbierała. Tańczyłam całe życie, potem tego zabrakło, a we mnie coś wygasło. I mimo tego, że minęło już parę lat, a ja znalazłam sobie wiele nowych zainteresowań- jak ktoś mnie pyta bezpośrednio o pasję to zapadam się pod ziemię. Z jednej strony mogę wymienić milion rzeczy, a z drugiej żadna z nich to nie jest ta jedna najważniejsza w życiu PASJA. Poniekąd więc rozumiem i nie myślę, że żyjesz bez pasji. Ale nawet jeśli tak czujesz, to na pewno nie jesteś w tym sama. Swoją drogą, kompletną tragedią byłoby być nudnym człowiekiem. A jak ma się zainteresowania, to ciężko być nudnym, więc głowa do góry;)

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry