1927852_503601179271_8804_n
Riennahera

Riennahera

Czy warto utrzymywać związek na odległość?

Zawsze wydawało mi się, że nie mam żadnej ekspertyzy w temacie miłości, bo ilość moich miłości i związków jest mniej więcej tak samo imponująca jak ilość kobiecych postaci we Władcy Pierścieni. Bynajmniej nie żałuję, zawsze myślę sobie, że idę w jakość, nie ilość. Poza tym jestem staromodna, nudna i w ogóle beznadziejna i choć nie wierzę w przeznaczenie ani dwie połówki jabłka, to zawsze interesowały mnie jedynie wielkie romanse na zawsze. A przynajmniej “prawie na zawsze”. Tak sobie myślę, że wiele osób interesuje jednak to samo, nawet jeśli się nie przyznają. I chcą czytać o miłości, i ten temat wymieniają jako najbardziej interesujący, i nawet pytają mnie o zdanie.  No to piszę, skoro pytają. Ostatnio pytano o związki na odległość.

Ja jestem na tak. Z prostych przyczyn. Jeśli mówimy o wielkich romansach na zawsze (albo “prawie na zawsze”, wiadomo) to w moim świecie nieodzownym elementem takiej relacji jest rozłąka. Tęsknota. Związek na odległość. Piszę o moim świecie, bo innego nie znam, a sama byłam w takim związku przez około pięć lat. Ten tekst jest zatem dla wszystkich, którzy zastanawiają się czy warto.

Odpowiedź jest prosta: Dla mnie było warto. Dla Ciebie? Nie wiem, to zależy. Zależy od tego, jaką jesteś osobą. Ile masz lat. Ile czasu jesteście razem. Jaka odległość Was dzieli. Ile kosztują bilety. Czego chcesz od życia. Czego chce druga osoba. Ile ma trwać rozłąka. Co potem. Jak zdecydujecie, co potem.

Związek na odległość sam w sobie jest stylem życia. Spędzasz mnóstwo czasu rozmawiając przez telefon czy skype. Nie wyobrażacie sobie, jak ja nie znoszę skype’a…Wszystkie pieniądze, które mogłyby pójść na nowe ciuchy czy wino wydajesz na słabej jakości transport. Przeżywasz wciąż dramatyczne wzloty i upadki, nawet jeśli tylko w swojej głowie. To okropny czas. To wspaniały czas. Intensywny. Bardzo emocjonalny. Namiętny. Romantyczny. Ale też wkurzający, bo często nie ma Cię kto przytulić i trzeba radzić sobie samemu z wszystkimi pająkami pchającymi się do wanny.

Uważam, że taki związek lepiej sprawdza się na pewnych etapach w życiu niż na innych. W moim przypadku był to okres studiów. Przerabialiśmy trasę Glasgow – Edynburg, Glasgow – Warszawa, Glasgow – południe Anglii. Podróż z Glasgow do Edynburga trwa co prawda czterdzieści minut pociągiem, ale kogo wtedy było stać na pociąg. W autokarze trzeba było spędzić półtorej godziny za połowę ceny biletu kolejowego, a i tak była to równowartość sporej ilości jedzenia. Ach ten magiczny okres w życiu, kiedy wydawałam dziennie mniej niż obecnie wydaję na lunch. Dochodzimy do tego, że jeśli wydajesz te wszystkie pieniądze, które w innym przypadku można by wydać na piwo albo kanapkę, a czas, który można by spędzać na dziesięciu tysiącach ciekawszych czynności spędzasz w śmierdzącym autobusie albo w tanich liniach lotniczych, to musisz wierzyć, że warto. Że to jest ta jedyna, najwspanialsza, najlepsza osoba. Możesz marnować czas z kimś niewartym Twej uwagi, jeśli masz do niego kilka przystanków tramwajem. Jeśli musisz wsiadać w pociąg, samolot czy inną amfibię, Twój czas staje się nagle o wiele cenniejszy.

Żeby nie było. Nawet, jeśli jesteś z najcudowniejszą osobą na świecie, shit happens. Będą dramy. Poleje się krew. Nie potrafię zliczyć, ile razy rzucaliśmy słuchawką i ogłaszaliśmy definitywny koniec. W sumie, o dziwo, tej dramy było o wiele więcej przy spotykaniu się raz na tydzień niż raz na miesiąc. Ale jeśli w tym wszystkim wciąż macie ochotę się widywać zamiast dać sobie spokój i znaleźć kogoś w bloku naprzeciwko, to musi być miłość.

Kiedy mój związek musiał być na odległość, nie byłam z tego powodu zadowolona, cierpiałam, tęskniłam i nie mogłam doczekać się zmiany sytuacji. Z perspektywy czasu jednak niczego bym nie zmieniła. Związek na odległość to etap w życiu. Uważam, że bardzo potrzebny. Ale to kwestia mojego ogólnego poglądu na związki, bycia jedynaczką, romantyczką, introwertyczką. To był konstruktywny okres, w którym robiłam mnóstwo rzeczy, których być może nie robiłabym, gdybym mogła być cały czas z ukochanym. Bo miałam tendencje do leżenia i tulania się jako sposobu na życie. A tak musiałam czymś się zająć, żeby nie musieć cały czas tylko tęsknić. Uważam też, że gdyby nie czas spędzony w tym dziwnym zawieszeniu, zapewne znudzilibyśmy się sobą. A dziś bylibyśmy innymi osobami. Mimo pewnych oczywistych problemów, które ze sobą mam, wcale nie chciałabym być inną osobą.

Osobiście nie wiem czy zdecydowałabym się na podobną relację dzisiaj. Studia to studia, dorosłe życie to dorosłe życie. Pająki robią się większe, więc potrzeba więcej przytulania. Ale niektóre kobiety wychodzą za marynarzy i większość życia same ubijają pająki, więc pewnie da się tak żyć, jeśli jest się bardzo dzielnym i twardym. Albo ma dobry środek owadobójczy. W pewnym wieku mamy już swoje nawyki, preferencje i środowisko, do którego niekoniecznie pasują regularne wyjazdy. Koniec studiów jest tym momentem, w którym decyzja co dalej jest jakoś tak łatwiejsza niż gdy ma się trzydzieści lat. Łatwiej rzucić wszystko i przeprowadzić się na drugi koniec kraju czy świata, bo mnóstwo Twoich znajomych robi to samo. Łatwiej określić, w którym momencie i kto się przeprowadza. Wyrwanie się ze znanego sobie środowiska nie boli aż tak bardzo. Chociaż mnie na przykład bolało. Ale to już zupełnie inna historia…

Jaka jest pointa? Przychodzi mi na myśl tylko jedna. Gdyby książę Bołkoński ożenił się z Nataszą Rostową tak od razu, pewnie znudziłby się nią równie szybko co swoją zmarłą Lizą. A tak wyszło na jaw, że nie są sobie pisani i mógł sobie spokojnie skonać, stając się wspaniale tragicznym bohaterem. Lepiej umrzeć od ran i żalu niż z nudy, prawda? No dobrze, może nie prawda. Ale jeśli to idealna osoba dla Ciebie i zależy Wam na sobie tak samo mocno, odległość to tylko potwierdzi. Więc nie ma co się jej bać. A po latach będzie co wspominać.

PS Idąc ulicą z nową koleżanką z pracy rozmawiałyśmy o życiu w Londynie. Podobno związek między osobami mieszkającymi po dwóch różnych stronach rzeki to już związek na odległość. Właściwie ciężko się dziwić, to mniej więcej tak, jakby jeździć z Glasgow do Edynburga pociągiem, a i finansowo nie jest to też specjalnie tańsze…

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

10 thoughts on “Czy warto utrzymywać związek na odległość?”

  1. To ciekawe, ale ja z perspektywy czasu żałuję, że w pewnym (wczesnym) momencie swojego życia nie zdecydowałam się na związek na odległość. Wtedy albo trwałby szczęśliwie do dzisiaj, jak u Ciebie, albo skończyłby się na tyle szybko, że mogłabym bardziej konstruktywnie żyć swoim życiem. Tymczasem bycie za wszelką cenę w jednym mieście skończyło się dość kiepsko. Dwa lata temu obroniłam magisterkę, w międzyczasie wyniosłam się do innego miasta i po wielu latach dopiero uczę się być sama ze sobą…

    Wybacz te osobiste wynurzenia, ale tak poza tym to chyba pierwszy mój komentarz tutaj, a czytam Cię od jakiegoś czasu z wielką przyjemnością 🙂

  2. Kolega mi kiedyś rzekł podobną rzecz o Krakowie. „Związek na odległość? Jak ona mieszka na Nowej Hucie, a ja na Bronowicach”. Ja tymczasem wtedy kursowałam z lubym na linii Kraków-Wrocław, znaczy głównie luby. Magiczna tęczowa wróżka przeznaczenia (huehuehue) otworzyła nam nową linię Polskiego Busa na tej trasie, toteż drogo nie było bardzo, a nawet szybko, tylko 3 godzinki. Dobrze, że to był jego ostatni rok studiów i miał dużo czasu w tygodniu 😀
    Po tym pół roku przeprowadziłam się do Wrocławia i nie żałuję. We wrześniu stukną trzy lata razem, ha!
    Ale ja uważam, że istotne jest też to, że to nie wokół związku się obraca całe życie. Bo nawet, jakby coś pieprznęło nagle, to nie żałowałabym przeprowadzki. I to jest dla mnie w tym ważne.

  3. Marysia Barczentewicz

    Będąc w drugim związku, z czego oba były przez jakis czas na odległość (pierwszy był cały czas, drugi po dwóch latach z 5 godzin pomiędzy nami zmienił się na 15 minut), myślę, że właśnie ta odległość kształtowała związki, wielogodzinne rozmowy i dążenie do jak największego zjednoczenia umysłem skoro nie mogliśmy się przytulać.

  4. Ale w pewnym momencie musicie ze sobą pobyć dłużej bez rozłąki, bo tak to zawsze będzie jakaś iluzja, bańka, którą w końcu trzeba przebić. Ale to mówię ja – osoba, która miała same niesympatyczne doświadczenia na odległość 😉

  5. Przetrwało. Pół roku, trzy tysiące kilometrów i największą głupotę, jaką zrobiłam w życiu. Warto było. Ale cieszę się, że już koniec tej odległości, bo na myśl o wszystkich tych parach butów, które bym kupiła za te bilety, to mi się słabo robi. ;_;

  6. Ja byłam w związku na odległość 3 lata, a od 2 lat mieszkamy razem. Było cholernie trudno, ale mamy coś więcej niż związki osób na miejscu. Bardzo denerwowało mnie kiedy ktoś pobłażliwym wzrokiem na mnie patrzał i mówił ” ale Wy jesteście osobno „. Uważam, że dzięki temu zyskaliśmy ” umiejętności”, o które w innej sytuacji byłoby trudniej. Mianowicie rozmowy o uczuciach. Powiedzmy sobie szczerze – to nie jest nic prostego przyznać że jesteś smutna, zła, rozgoryczona czy ktoś Cie zranił. Łatwiej też zdefiniować niekiedy relację,a 22 godzinne (łącznie 44+) jazdy autokarem raczej świadczą o głębokim uczuciu 😀
    Zgadzam się że wiek i budżet ma duży wpływ, ale dla chcącego nic trudnego

    Pozdrowienia z Paryża 😛

  7. Umieranie z nudów jest stanowczo gorsze, niż od ran, tu się zgadzam. Ale z drugiej strony mam fobię na punkcie pająków…
    We wczesnolicealnych czasach byłam w związku na odległość. Dość trudne, gdy rodzice nie pozwalają ci samemu jeździć do obcego miasta, a ty jesteś w pierwszym w życiu związku i w ogóle… Dzisiaj to byłby dla mnie pikuś, w końcu dojechałam do Krakowa śpiąc na podłodze w pociągu, ale wtedy to było straszne i skończyło się tak, że zbliżyłam się bardziej do ludzi, którzy byli blisko, i szybko to przyjaciele stali się ważniejszy niż ukochany. I się rozeszło- z wielu powodów, ale odległość też była ważna. No więc zrażona jestem do związków na odległość. Chociaż jak się wyjdzie z lat szczenięcych to na pewno łatwiej…

  8. Moi rodzice byli w związku na odległość przez ponad 30 lat, od trzech lat mieszkają razem, oboje na emeryturze, to jedna z najbardziej kochających się par jakie znam. Ja jednak teraz dostrzegam wiele ciemnych stron takiego stanu rzeczy, rozmyślając o moim jako dziecka w tym wszystkim położeniu

  9. Związek na odległość… Czasem boli nie do wytrzymania a czasem jest znośnie. Praktykujemy to z mężem od niemal roku i patrząc z perspektywy czasu wiem że czasem ta rozłąka jest potrzebna, byle tylko nie trwała za długo. Czym innym jest być oddzielnie od poniedziałku do piątku, kiedy każde z nas pracuje i nawet nie bardzo mamy czas na cokolwiek innego, a czym innym jest pozostawanie samemu w dni wolne, kiedy nagle tego czasu jest za dużo. To prawda, że związek na odległość nas sprawdza. Łatwo jest być razem kiedy jesteśmy cały czas koło siebie, trudniej gdy ten związek możesz pielęgnować tylko przez rozmowy telefoniczne i spotkania w weekendy. Ale teraz wiem że jest on osobą dla której będę jechała zmęczona po pracy przez 5 godzin po dziurawych polskich drogach, po to żeby Go zobaczyć i zasnąć obok niego 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry