słowa
Riennahera

Riennahera

Najpiękniejsze słowa świata

Klikasz sobie, bo myślisz, że zaraz przeczytasz jakiś wpis o miłości, nie? Jak nic nie może równać się z usłyszeniem słów “kocham cię” albo jak serce kraje się gdy po raz pierwszy usłyszysz “mama” lub “tata”? Możemy też pójść w bardziej sarkastyczne klimaty i skwitować, uśmiechając się półgębkiem, że najpiękniejsze słowa to “podpisujemy umowę na czas nieokreślony”, “firma/szkoła się spaliła” albo “nie będę się gniewać, jeśli nie przyjdziesz na moją imprezę”. Możemy też uderzyć w pustakowe tony i stwierdzić, że chodzi o “możesz sobie wybrać co chcesz, ja płacę”.

Lecz nie. Nie mam na myśli żadnego z tych przypadków. Utytułowany i szanowny jednosobowy komitet w postaci mnie jednomyślnie wytypował, że najpiękniejsze słowa świata to:

 

NIE WIEM

 

Jasna sprawa, że nie zawsze i nie w każdej sytuacji. Jeśli lecę samolotem, chcę żeby pilot tego ustrojstwa doskonale wszystko wiedział. Jeśli leżę na stole operacyjnym, pragnę, aby chirurg był alfą i omegą i tak dalej. Czuję się lepiej uważając ich za bogów.Tak naprawdę wiem, że nimi nie są. Są tylko ludźmi, może bardziej pracowitymi i ogarniętymi niż ja. Albo i nie. Dlatego unikam czytania wypowiedzi pilotów odnośnie błędów, które zdarzyło im się popełnić…

Gdy w rozmowie pada “nie wiem, nie mam zdania na ten temat”, cherubinek w niebiosach dostaje nowe skrzydełka. “Nie wiem” otwiera pole do dyskusji. Sugeruje przynajmniej minimalny stopień samoświadomości i wrażliwości na to, żeby słowa wychodzące z ust czy spod klawiszy miały jakąkolwiek jakość. Z “nie wiem” można negocjować, wymieniać doświadczenia, uczyć się od siebie i od tych, co wiedzą i wypracować rozwiązania. “Nie wiem” w końcu odpuszcza, nie walczy do ostatniej kropli krwi, wycofuje się, gdy lepiej się wycofać.

 

Człowiek z opinią odnośnie każdego możliwego tematu automatycznie wydaje mi się podejrzany.

 

Niemożliwe jest, by jednostka była w stanie przemyśleć wszystkie problemy świata na poziomie na jaki zasługują, skomentować je w rzetelny sposób i zaproponowanie sensowne rozwiązanie. Człowiek, który nie mówi “nie wiem” posiada predyspozycje do bycia niebezpiecznym. Tym bardziej niebezpiecznym, im większy jego urok osobisty.

Mam pewien problem ze stwierdzeniem “fake it till you make it”. Z jednej strony, pewne rzeczy można w sobie w ten sposób zmienić. Udało mi się w życiu udawać, że jestem bardziej pewna siebie niż jestem, aż rzeczywiście pewność siebie przestała być ogromnym problemem, a została jedynie niedogodnością. Z drugiej, świat pełen jest osób, które swoją charyzmę próbują sprzedać jako niemal boskość. Często w sposób szkodliwy. Szczególnie widoczne jest to w internetowym świecie różnego typu guru i…niestety, również blogerów. Chociaż wydaje mi się, że w przypadku tych drugich to coraz mniej modne podejście. Przynajmniej mogę mieć taką nadzieję.

Cztery lata w mojej poprzedniej pracy nauczyły mnie bardzo wiele, przede wszystkim dzięki świetnemu kierownikowi i jego ludzkiemu podejściu do problemów. Jeśli nie jesteś czegoś pewny, nie siedź samemu w kącie. Powiedz to na głos i wszyscy sobie nawzajem pomożemy. Radzenie sobie z problemami i klientem nie polega na wciskaniu mu kitu. Częściej polega na powiedzeniu “nie wiem, ale jeszcze dziś się dowiem i oddzwonię”.

Znam się na pewnej puli rzeczy. Na jakimś okresie historycznym, na pewnych aspektach filmów, seriali i mediów, nieco na blogowaniu i angażowaniu społeczności w kanałach social media, pisaniu, na sprzedawaniu pewnego typu usług. Na opłotkach i pobocznych aspektach powyższych rzeczy. Dorzuciłabym do tego skromną wiedzę o dinozaurach, sporą wiedzę o tym jak przyzwoicie przeżyć będąc Polką w Wielkiej Brytanii, takie tam. Dziwny zlepek mniej lub bardziej potrzebnych umiejętności, tworzących osobę, która czasem ma coś do powiedzenia, ale jeszcze częściej nie ma. Kiedy czuję, że coś wiem, będę o tym głośno mówić. Kiedy nie wiem, będę wpatrywać się w tych, którzy wiedzą. I jest mi z tym cudownie.

Bo, co najważniejsze, jeśli mówisz, że czegoś nie wiesz i nie udajesz autorytetu od wszystkiego, nikt nie ujawni światu, że jesteś oszustem i wcale się nie znasz. Możesz spać spokojnie.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

4 thoughts on “Najpiękniejsze słowa świata”

  1. Totalnie się zgadzam. To są bardzo interesujące słowa. Nawet dodałabym do siebie, że „nie wiem” jest piękne, bo zaraz po nim następuje intrygujące wyzwanie „to się dowiem!”. Fascynuje mnie ludzka ciekawość. Nawet jeżeli prowadzi do negatywnych skutków, sama w sobie jest piękna.
    I takie stare pojęcia „nescio quis”, czyli właśnie mniej więcej „nie wiem, co to”. Używano go w kontekście czegoś, czego nie dało się wyjaśnić, co było zagadkowe i zdawało się, że nie da się tego wyrazić ludzkim słowem. Wobec dzisiejszego postępu nauki zapewne się już da, ale gdy dopada mnie jakieś bardzo niecodzienne uczucie zachwytu wobec czegoś, myślę sobie, że to moje nescio quis. Bardzo fajne pojęcia.

  2. A nawet jako ekspert w jakiejś dziedzinie dobrze jest się przyznać ze się wszystkiego nie wie ale ma się zdolności do wyszukania rzetelnych wiadomości, oceny źródła i dojścia do własnych wniosków. W pracy lekarza to bardzo potrzebne. Jak czytałam o tym ze masz zlepek wiedzy z różnych niepowiązanych dziedzin to pomyślałam ze ja mam bardzo podobnie. Dobry tekst!

  3. Mądry tekst. Sowa zauważyła u siebie ostatnio, że coraz częściej na imprezach i innych tego typu ludowych zgromadzeniach zamiast dyskutować, woli stać z boku i przysłuchiwać się temu jak to ludzie wszystko wiedzą i na każdy temat dyskusje zażarte prowadzą. Zabawne to i przerażające zarazem, bo kiedy owe dyskusje czasem nabierają temperatury wrzenia, to choć sowa ma ochotę zakrzyknać -” o co Wy się w ogóle kłócicie? Przecież żadne z Was się na tym nie zna” albo „spróbujcie się zrozumieć bo mówicie to samo!,
    wewnętrzny sowi socjolog uspokaja – słuchaj i analizuj w milczeniu. Najczęściej z tej analizy wynika że kłócące się strony tak naprawde myślą to samo (i wiedzą tak samo niewiele) ale używają innych pojęć i stąd nieporozumienia. Pal sześć kiedy obie strony są z tych umiarkowanie wiedzących. Kiedy jednak w taką dyskusję wplatuje się typ, który nigdy nie mówi nie wiem i zawsze wie wszystko najlepiej to spektakl robi się przedni.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry