jesien2
Riennahera

Riennahera

Miłe rzeczy na jesień

Nie znoszę słowa hygge. Dlaczego? To proste. W momencie, kiedy dajesz czemuś krótką i chwytliwą nazwę, możesz zacząć to sprzedawać. Sprzedawaniu i zarabianiu pieniędzy jako takim nie mam nic przeciwko. Nie mam nawet nic przeciwko (dobremu) marketingowi. Wręcz przeciwnie, pieniądze są super i ekstra i w ogóle kochane, a marketing miewa swoje jasne strony. Tyle tylko, że w tym konkretnym przypadku wydaje mi się, że to wszystko co hygge ma sobą reprezentować jest w całej swojej istocie niekomercyjne i niesprzedajne. Przeciwstawiające się marketingowi.
Można debatować, że w erze tumblr i pinterest ładnie opakowany introwertyzm i klimaty dookoła hygge sprzedają się wybornie. Tyle tylko, że zalew książek wciskających nam ideę hygge za całkiem sporo pieniążków przepięknie się z samą ideą mija. To tylko moja opinia, nie musisz się ze mną zgadzać.

Uznajmy za Oscarem Wildem, że to define is to limit i zakopmy się razem w jesiennych liściach i impresjach. Tak po prostu, bez plakietek, bez hasztagów.

Porządny szalik

Wierzę, że jeśli kupić sobie coś idealnego w ponadczasowym stylu, to wystarczy dopóki się nie zepsuje. Czasem na pół życia, czasem na całe. Mój szalik jest idealny. Latem robi za koc, czasem i za koc piknikowy, jesienią robi za kokon, w którym żyję na zewnątrz i wewnątrz.
Kupiłam inne szaliki, bo ten rzekomo nie do wszystkiego mi pasował. Zmarnowane pieniądze, bo i tak ich nie noszę.

Mistrzowska czapka

Idzie zima. Będzie wiało. Nie wydaje mi się, żebym znała osobę, której włosy są odporne na wilgoć i wiatr. Równie dobrze można założyć czapkę. Czapka ma to do siebie, że przy odpowiednim jej dobraniu sprawia, że włosy wyglądają lepiej niż bez czapki. Wiem, wiem, wydaje Ci się to herezją, ale tak jest. Uwielbiam nosić czapkę, bo wtedy muszę spędzać mniej czasu na czesaniu się. W lepsze dni można w ogóle odpuścić czesanie…

Mistrzowski płaszcz

Płaszcz, w którym człowiek czuje się szczęśliwy, jest podstawą przeżycia jesieni i zimy. To okrycie, które będzie Cię reprezentować przez najbliższe miesiące za każdym razem, kiedy wyjdziesz z domu. Warto zatem, żeby było takie, jak lubisz. Zakochałam się w płaszczu, który James Norton ma na sobie w sesji do Mr Porter, niestety kosztuje on 1440 funty, więc szósty rok z rzędu zadowolę się moim płaszczem z taniej odzieży za 25 złotych.
Tak, oczywiście że mam cztery inne płaszcze i trzy kurtki. Ale cicho. Każdy jest na inną okazję i każdy jest na swój sposób idealny.

Poza tym w płaszczu nie widać ile ważę i jak często (nie) ćwiczę. Jak tu nie kochać jesieni?

Masło do ciała

Jestem osobą, która jeśli ma za dużo wyboru, nie wybierze niczego. Jestem osobą, która zapomina, że można używać kremu do buzi, balsamu do ciała, maseczki do twarzy i innych rzeczy. Jeśli mam ich więcej niż jedną, to zapomnę na sto procent, leżąc pod kocem. Moja skóra ma jednak dwa stany, suchość i dramatyczną suchość, więc kiedy znajduję się na skraju suchej przepaści, kupuję coś by jej zapobiec. W ten sposób trafiłam na dyniowe masło do ciała z Bodyshop. Nie jestem ani fanką sklepu, ani maseł, ani dyni, ale teraz pachnę jak ciastko. Nie wiem co ma wspólnego dynia z ciastkiem, ale pachnę przecudownie. Lepiej niż dyniowe latte.

Kubek z Buką

Marzyłam o kubku z Buką od lat. Wśród drzew chowają się na nim również hatifnaty. Mamy zatem cały zestaw grozy, prawdopodobnie dwa najstraszniejsze stworzenia na świecie. Nie ma jesieni bez Buki, bez strachu przed nią i chowania się pod kocem. A teraz jeszcze można napić się z nią herbaty i powspominać te stare dobre czasy, te bezsenne noce, kiedy straszyła. Herbaty, albo czegoś, he he, mocniejszego…

Whisky

Zawsze jest dobra pora na whisky, jej ojczyzną są jednak mgliste i deszczowe wyspy, na których jesień trwa większą część roku. W Londynie w okolicach Covent Garden znajduje się świetny sklep Whisky Exchange, wejście do niego jest dla mnie niczym wejście do Hogwartu. Wszędzie magia. Butelki zajmują półki od podłogi do sufitu i jeśli tylko masz pojęcie czego szukasz, obsługa poda kilkanaście propozycji. Jak nie wiem to pewnie też poda. To sklep, w którym kupowałam mężowi prezent na trzydzieste urodziny – limitowaną butelkę z supermocną szkocką z roku, w którym się urodził. Whisky to dla nas najlepszy prezent na każdą okazję, a w tym sklepie mogłabym mieszkać.

Koc

Samo patrzenie na ładny koc sprawia mi wielką przyjemność. Ten, który dostałam od mamy jest kwintesencją jesieni. Wystarczy, że na niego spojrzę i już mam ochotę na deszczowe popołudnie z kubkiem gorącej czekolady i książką.

Wanna z bąbelkami

Koleżanka mówiła mi ostatnio jak cieszy się z jesieni, bo wreszcie będzie miała odpowiednią temperaturą, aby biegać i być aktywną. Ja też się cieszę, bo mam migdałową pianę do kąpieli, czekoladową pianę do kąpieli i brzoskwiniową pianę do kąpieli. Są wyborne, a temperatura sprawa, że spędzam z wanną dużo więcej czasu sam na sam. Niestety równie skutecznie zabija moją aktywność. Ćwiczenia nie mogą konkurować ze wspomnianymi już pianami i kocem. Ale od czego jest płaszcz, prawda?

Gotowi na jesień w pełnej jej krasie? Ja bardzo!

PS Ten wpis mógłby być afiliacyjny, ale nie jest, bo w nie nie umiem, nie lubię i poza tym chcę umrzeć biedna.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

16 thoughts on “Miłe rzeczy na jesień”

  1. Zgadzam się z Tobą co do hygge. Tzn. lubię to słowo i używam go na codzień – bo mieszkam w Danii. Natomiast to, co się wokół hygge zrobiło rozmija się z ideą, gubi sens gdzieś po drodze, dorabiając tę całą irytującą otoczkę, która z prostym i przyjemnym hygge ma niewiele wspólnego.

  2. Jesienią jest mentalnie trudniej, dlatego wypisałam sobie powody, dla których można ją jednak troszkę polubić (wyszło mi 13 powodów, hehe). Ale zamiast whisky na mojej liście widnieje grzane wino, takie z plasterkiem pomarańczy i goździkami <3

  3. Zgubiłam swój ukochany szalik i teraz jakby trudniej się żyje z takim na zastępstwo :/ Plus jest taki, że jak będę kupować to i czapkę nową sobie pozwolę sprawić. Choć nie sądzę by do grudnia była potrzebna.

  4. Jesień i zima to moje ulubione pory roku, ale zawsze ze zdumieniem odkrywam jak bardzo jestem nieprzygotowana – nie mam ani jednej czapki (nie umiem dobrać czapki w której bym nie wyglądała jak kretyn, albo która nie robiłaby mi z włosów garnka) ani szalika pożądnego – chodzę wyowijana chustami i zazwyczaj w okolicach wiosny sobie przypominam, że fajnie by mieć czapkę i szalik. No ale już jest ciepło, więc zakup odkładam do nastepnej jesieni… i tak w kółko. Ale za to jesiennych butów mam więcej niż rozsądek nakazuje 😀

  5. I ja pisałam, że hygge mnie nie przekonuje. To znaczy, nie że nie przekonuje mnie u Duńczyków, bo oni pewne w to nawet nieźle potrafią. Nie przekonuje mnie w książkach na ten temat, w kocach z serii „hygge”, hamakach, kubkach, naczyniach żaroodpornych i wszystkim innym, co tylko akurat gorzej się sprzedaje i można to zareklamować jako „hygge”. Ileż to trzeba mieć pieniędzy żeby być pop-hygge? Z kilka artykułów z linkami afiliacyjnymi by się przydało :p

  6. Dokładnie te rzeczy, których nie mam. Wanny nie będę nawet komentować, w końcu jestem studentem, ja się cieszę że w ogóle mam łazienkę – i to nawet czasami wolną. Płaszcz chciałam kupić sobie w zeszłym roku, bo mój poprzedni miał wszystkie guziki krzywo doszyte, ale akurat była moda na jakieś potworki i rodzice sprytnie kupili mi okropną parkę. Teraz weszła moda na takie płaszcze jak lubię, ale patrz punkt pierwszy o byciu studentem, nie da się naraz mieć kurtki i płaszcza.
    Żeby nie było, że narzekam, ta jesień jest wyjątkowo udana. Zainwestowałam w słonecznik do łuskania i Netflixa, wycyganiłam od mamy osiem słoików malin, i siedzę sobie, łuskam, piję sok z malin i oglądam starego, dobrego Star Treka – myślę że jeszcze swoim wnukom będę opowiadała o tej jesieni jako o najlepszej w życiu.
    A przez tę kurtkę-parkę, moją czapkę a la kaszkiet i krótkie włosy wyglądam trochę jak londyński ulicznik, taki Oliwer Twist edycja Poznań, więc są plusy 😀

  7. Mam podobne podejście do hygge, minimalizmu i ostatnio niestety Zero waste – ludzie ze wszystkiego robią piniądz, a spieniężona idea, to nie ta sama idea. Niestety.
    Co do jesieni to dla mnie bardziej wrzos, dynia, hallowen, ciepły koc, herbata, pogłębianie swojego introwertyzmu, dużo filmów, jeszcze więcej książek – z rzeczy materialistycznych oznacza to botki i za cienki sweter, bo ciągle marznę.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry