Czego się nie spodziewasz przenosząc się do obcego kraju?

Wkrótce minie trzynaście lat odkąd mieszkam w Wielkiej Brytanii. Całe moje dorosłe życie. A wciąż jak dziś pamiętam moment, kiedy wysiadłam z mamą z samolotu w Prestwick i próbowałyśmy dostać się z lotniska do mojego akademika. W obcym kraju i w obcym mieście, ani w jednym, ani w drugim wcześniej żadna z nas nie była. 

Przez te lata nauczyłam się wiele. Na przykład różnicy między pralką i suszarką do ubrań i że do tej drugiej nie wsypuje się proszku. Albo jak odróżnić akcent walijski od szkockiego.  Oraz picia herbaty z mlekiem, jedzenia octowych chipsów i miłości do whisky. Ale też robienia ofert dla czołowych światowych marek tak, aby zdobyć kontrakt reklamowy na kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy funtów. Czyli dużej części tego, co w życiu najważniejsze. 

Niejednokrotnie moje oczekiwania miały się nijak do rzeczywistości. To, co wydawało się banalne, było trudne. To, co przerażało, było najmniejszym z moich problemów. 

Finezyjne struktury gramatycznie niespecjalnie się przydają

Swego czasu dostawałam wiele pytań o to jak dobrze znałam język przed wyjazdem na studia w Szkocji. Mnie samej ciężko to oceniać, ponieważ wydaje mi się, że w niczym nie jestem szczególnie dobra, więc język znałam “dobrze, ale bez przesady”. Miałam zdane CAE. 

Jeśli mam być szczera, problemy językowe od początku zajmowały mnie najmniej. Jasne, zajęło mi kilka lat, żeby umieć się szybko i precyzyjnie wysłowić i rozumieć w stu procentach wszystko co czytam. Ale jeśli przerażają Cię wyrafinowane conditionale, to naprawdę, nie ma czego się bać. Lepiej mówić dużo i nieprawidłowo, niż mało, ale dopracowywać każde jedno zdanie padające z naszych ust. Wszystkiego można nauczyć się “w praniu”. 

Tracisz poczucie humoru

Znasz fajne dowcipy? To super. W większości są nieprzetłumaczalne, więc przestajesz znać jakiekolwiek dowcipy. Tniesz ostrzem ironii? Robi się dość tępe. Z czasem się znów wyostrzy, ale przez dłuższy okres z duszy towarzystwa możesz stać się mrukiem w kącie. Albo przestraszoną dziewczynką, jak ja. Stałam się jednak na powrót sarkastycznym szczurem. Po wielu miesiącach bycia najmniej śmieszną osobą w promieniu kilometra…

Nagle robisz się agresywny 

W pracy miałam taki zwyczaj, że jeśli jakiś klient wyjątkowo mnie zdenerwował, czytałam maila z moją odpowiedzią na głos współpracownikom. Żeby ocenili czy brzmię jakbym wyzywała klienta na pojedynek czy raczej wszystko w porządku. W ponad połowie takich sytuacji mocno redagowałam tekst. Albo pisałam go od początku. To co wydaje się grzeczne i rzeczowe w polskiej części mojego mózgu, po przetłumaczeniu brzmi czasem bardzo, bardzo źle. Bywa, że to widzę, bywa, że wciąż jeszcze nie. 

Odniesienia kulturowe znasz w innym języku

Wielkim problemem jest kiedy chcesz nawiązać na przykład do jakiegoś filmu, ale nie wiesz jaki jest jego tytuł po angielsku, albo wszyscy śpiewają piosenki Disneya, a Ty umiesz tylko po polsku. Wolne tłumaczenie “ty masz mnie za głupią dzikuskę” jakoś nie zostaje zrozumiane. Są nawiązania kulturowe, których przyswojenie zajmie całe lata, bo nie znasz na przykład starych seriali. Albo programów telewizyjnych, na których wychowywali się znajomi. To jest o wiele cięższy temat niż jakiekolwiek conditionale. 

Nie masz sieci kontaktów

Wyrobienie jej na nowo zajęło mi całe lata. Obecnie zdarzają się już momenty, że kobieta z którą chodzę na yogę dla matek z dziećmi, pracowała dla agencji współpracującej z moim czasopismem, moja szefowa zna mojego kolegę z poprzedniej pracy, a nowa klientka zna mojego starego szefa. Wyrobienie takiej sieci w Londynie zajęło mi jakieś 5 lat. Wciąż wydaje mi się to jednak słabszą siecią, niż ta, którą mam w Polsce. Nad którą w ogóle nie pracuję. To jest trochę niefajny aspekt mieszkania poza krajem.

Rytm życia 

Są na przykład w dużych brytyjskich miastach dni albo pory dnia, kiedy nie ma sensu umawiać się w pubie czy na kawę, bo na pewno nie będzie miejsca. Sobota rano – modne lokale są zajęte na śniadanie, podobnie przez cały weekend w porze lunchu, czwartek, piątek i sobota wieczór to tłumy w pubach. W Polsce imprezy i picie zaczyna się tak późno, że odchodzi mi ochota na jakiekolwiek wyjście. Przynajmniej wśród moich znajomych. Istnieje oczywiście opcja, że robią to specjalnie, bo nie chcą mnie widzieć 😉

Codzienne błahe sprawy działają inaczej

Wiecie jakie są dla mnie najbardziej niesamowite różnice kulturowe między Polską i Wielką Brytanią? To jak kupuje się bilet na autobus. To, że bankomaty pobierają prowizję za wypłatę. To, jak działa płacenie rachunków za prąd i gaz. Najbardziej chyba przeraża mnie PKP. Albo dostanie się z tunelu pod Dworcem PKP w Gdańsku na peron, z dzieckiem w wózku. Zakładam, że Dante pisząc “porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie” myślał o tym tunelu. Znów, to sprawy straszniejsze niż najgorsza gramatyka.  

Do ogarniania nudnych codziennych spraw w angielskich instytucjach już przywykłam. Ale pamiętam zakładanie mojego pierwszego konta bankowego. Potrzebowałam jakiegoś stosu papierów podpisanych przez uczelnię, potwierdzeń potwierdzenia istnienia i numeru buta. Najśmieszniejsze, że bank wybrałam, bo…bo miał w nazwie “Królewski”. Nie przejrzałam ani oferty, ani w ogóle niczego, nie miałam pojęcia czym się te banki od siebie różnią. 

Serwis Monese wychodzi naprzeciw tym trudnościom i dzięki niemu wyrobienie konta funtowego i karty jest łatwe i bardzo szybkie. I darmowe. Sama wypróbowałam jak przebiega proces. Od ściągnięcia aplikacji i wypełnienia wszelkich formalności, do otrzymania karty, minęło kilka dni. Do założenia konta potrzebowałam podania adresu i okazania dowodu tożsamości. Serwis zabezpiecza przed oszustami poprzez weryfikację selfie oraz krótkiego nagrania twarzy i porównania ich z dokumentem tożsamości. 

Konto można założyć w euro lub w funtach, a karta jest dotykowa. Jest to wielkim ułatwieniem chociażby w londyńskim metrze czy autobusach (autobusy w ogóle nie mają opcji kupienia biletu, działają na Oyster lub na kartę zbliżeniową). Po otrzymaniu karty, weryfikujemy ją kodem z aplikacji. 

Na bezpłatnym planie można wypłacić miesięcznie do £200 bez dodatkowych opłat (dobra opcja na przykład na weekendowy wyjazd), inne opcje (dla osób przyjeżdżających na dłużej) i więcej informacji znajdziecie tutaj

Jeśli założycie konto używając kodu MARTA980, przy pierwszej transakcji otrzymacie bonus w postaci £15. Czyli starczy na porządny lunch z napitkiem. Albo na kilka książek. Albo na bluzkę. Albo na prawie cały bilet na jakąś super wystawę…

Monese ma obecnie promocję dla studentów, którzy mogą korzystać z planu CLASSIC za darmo przez 12 miesięcy, za okazaniem zdjęcia legitymacji lub innego dowodu studiowania. Więcej szczegółów tutaj: https://monese.com/eu/pl/students

Poczujesz się obco w miejscu, skąd pochodzisz

Kiedy jadę do Gdańska, odczuwam lęk. Bo to jest miejsce, które znam od zawsze, ale to nie jest już miejsce, w którym czuję się u siebie. Mentalnie wciąż jestem w roku 2006 i mam 19 lat. Mimo, że kiedy mam coś załatwić, to w ogóle się już nie wstydzę. 

To utkwienie w czasie niczym owad w bursztynie to chyba najsmutniejszy aspekt wyjazdu. Bo życie toczy się dalej, a Ty jesteś jakby poza nim. Brzmi to bardzo melancholijnie i takie jest, ale cóż…gdyby było mi źle w Wielkiej Brytanii, to już by mnie tu nie było. 

A jestem. 

I zamierzam być dalej. 

Loading..