martapłaczkowska
Riennahera

Riennahera

Nie zasługujesz na miłość

Napadła mnie na youtube reklama książki. Bardzo podekscytowany pan mówił mi, co mam zrobić, żeby mój mężczyzna w końcu się zadeklarował i oświadczył. Obiecał odkryć przede mną tajemnice, które pozwolą mi zrozumieć miłość. Wytknąć błędy, które popełniają kobiety i tym samym zniechęcają i odpychają od siebie mężczyzn. Pomóc mi złamać sekretny kod i być taką, żeby zachwycać. Pan chciał naprawić moje życie. 

Oglądałam jego przemowę przez kilka minut z pewną ohydną fascynacją, z jaką można przyglądać się wyjątkowo dużemu pająkowi. Po czym wyłączyłam go. Mam dziecko i męża, z którym stuknie mi w tym roku piąta rocznica ślubu. Pan nie ma mi w czym pomóc. Czy dlatego, że znam wszystkie jego triki albo jestem świetną kobietą, która już zachwyca i ich nie potrzebuje? 

Nie. Jestem zupełnie zwyczajną kobietą. Mam mnóstwo wad i jakieś zalety. Nie robiłam niczego, aby przekonać mężczyznę do zadeklarowania się. Niczego poza istnieniem. Bo nie da się zasłużyć na miłość. Miłość tak nie działa. 

Nie da się wyprosić miłości.

Ani zapracować na nią. Ani wybłagać sobie miejsca w czyimś sercu. Możesz być miła, wspierająca, seksowna, inteligentna, zaradna, dobrze gotować, szybko sprzątać, a miłości nie będzie. Możesz nie być żadna, ba, możesz być przeciwieństwem tych cech, a miłość wybuchnie jak szalona. Trafi jak grom z jasnego nieba. 

Jeśli komuś się podobasz, będziesz o tym wiedzieć.

Jeśli ktoś się w Tobie zakocha, będziesz o tym wiedzieć. Jeśli ktoś chce z Tobą być, naprawdę będziesz o tym wiedzieć. I zasługujesz na to, żeby wiedzieć. Żeby czuć się chcianą. Żeby być obiektem miłości. Nie daj sobie wmówić, że nie. 

Przypomina mi się babcina mądrość, że to “chłopak powinien latać za dziewczyną, a nie na odwrót”. Jestem za równouprawnieniem i uważam, że w dobrej relacji oboje powinni za sobą latać. Samo wystąpienie elementu “latania” jest istotne. Wzajemność jest istotna. Czytam i słyszę mnóstwo wypowiedzi mnóstwa dziewcząt, które dla strzępków zainteresowania i namiastek miłości gotowe są na naprawdę wiele. Na mnóstwo pracy, poświęcenia, wyrzeczeń. Pełno jest takich wrażliwych, wartościowych kobiet, którym udało się wmówić, że nie wystarczy, aby były sobą, że czegoś im brakuje, ale jeśli bardzo się postarają, to może pokonają przeszkody. To może zasłużą. A pan łaskawie je zechce lub nie. Trochę jakby testował czy jego potencjalny koń wyścigowy jest wystarczająco szybki albo jakby brał samochód na jazdę próbną. Kij z tym, gdyby chociaż chodziło o seks. To mogę zrozumieć. Ale zastanawiać się nad emocjami? Zastanawiać się czy chce się z kimś być? Nad czy tu się zastanawiać? Emocje są lub ich nie ma. 

Związek to nie jest nagroda.

Związek to miłość. Miłość jest super. Jeśli nie jest super, to może to nie miłość? 

Związki przechodzą przez różne trudności, ale jeśli na samym początku nie czujesz radości, szczęścia, ekscytacji, tylko niepewność, odpychanie, mnożenie trudności i wątpliwości, to…No pomyśl. Dlaczego Ty masz się starać o drugą stronę bardziej niż ona o Ciebie? Trudności się zdarzają, ludzie przeżywają lata rozłąki, wojny, choroby, ubóstwo, odległość, co tam można sobie tylko wymyślić. Ale jeśli trudnością są czyjeś uczucia, to nie jest miłość. Miłość jest prosta, nawet jeśli wszystko inne jest skomplikowane. 

Żeby daleko nie szukać – było dla mnie oczywiste, że skoro mój chłopak wyjeżdżał na studia do Szkocji, to ja chcę jechać do Szkocji. Organizacja wyjazdu była trudna, ale uczucie nie było. Kiedy był na Erasmusie i przylatywał do mnie za odłożone z funduszu pieniądze – czekanie było trudne i z pieniędzmi było cienko, ale uczucia były oczywiste. Kiedy zaczął pracować i mieszkał w Anglii, a ja wciąż studiowałam i każde spotkanie wiązało się z pięcioma godzinami podróży w jedną stronę i siedemdziesięcioma funtami wydanymi na bilet – to wszystko było trudne. Ale wątpliwości nie było. 

Bywają cięższe momenty. Życie to życie. To sprzątanie łazienki, przewijanie kupy, zmiana koła w samochodzie, robienie zakupów, zmęczenie i rachunki za prąd. Związki czeka praca. Ale nie to jest znowu taka ciężka praca, żeby się w niej zarzynać. To nie powinna być orka na ugorze. A zwłaszcza na początku. 

Mam dość narracji, że to jest wielce skomplikowane, że są jakieś triki i wielkie błędy i tajemnice do odkrycia. I jak bardzo jako kobiety mamy się starać być takie, żeby się podobać, żeby zadowalać i żeby ktoś uraczył nas swoją łaską. Najwyższy czas, żeby zacząć kobietom mówić, że są ważne, wartościowe i zasługują na kogoś, kto będzie je cenił. Kto będzie chciał z nimi być bez żadnej łaski i bez żadnych trików. I że nie muszą godzić się na cokolwiek innego.

Miłość to gwałtowne uczucie, które czasem boli. Nawet jeśli para jest szczęśliwie zakochana. Ale ból brzucha z ekscytacji to naprawdę inny ból niż ten ze stresu i niepewności. 

Życzę Ci tego pierwszego. Nigdy tego drugiego. 

Autorką ilustracji w nagłówku jest Marta Płaczkowska. Zajrzyjcie na jej fanpage Kreska Niebieska i do portfolio.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

7 thoughts on “Nie zasługujesz na miłość”

  1. Po stokroć tak! Jak czytam historie dziewczyn, które są (wiecznie) tą bardziej zaangażowaną stroną, to jednocześnie pęka mi serce i trafia mnie szlag. Bo aż chciałoby się nimi potrząsnąć, zobacz, co ty z tego masz, a co on/a ma? Ale oczywiście zakochanym ciężko cokolwiek przetłumaczyć, można tylko patrzeć, jak się ładują głębiej i głębiej, a potem cierpią po ostatecznym rozstaniu :/

  2. A ja się jednak nie zgodzę. Sama jestem w związku, w który z różnych względów wątpiłam i przed którym nie do końca wiedziałam, co czuję. Miałam wątpliwości i czasami wciąż mam, bo chyba taką mam osobowość, że ciągle dręczą mnie jakieś niepokoje i chyba nic nie jest „na pewno”. A jednak są momenty, w których przepełnia mnie miłość i uczucie pewności i postanowilam tym momentom zaufać, i cieszyć się tym, co czuję. Ale nie wyjechałam za miłością do Azji (tak jak Ty bez wahania wyjechałaś do Szkocji), bo nie byłam na to gotowa. Nie zawsze miłość jest oczywista.

    1. u mnie podobnie. Wątpliwości było mnóstwo, było parę momentów, kiedy myślałam, że to nie to, był moment, kiedy rozważałam rozstanie – a jednocześnie bardzo go nie chciałam. Uznałam, że nie chodzi tylko o strach przed samotnością, przywiązanie itd, że „coś” ważnego jednak jest między nami, że to co nas połączyło to jest miłość, mimo, że niełatwa – i dałam temu szansę. Dużo u nas było pracy, dużo „docierania się”. Bo dużo było różnic na starcie – i tu mam wrażenie, że różnie można „trafić” czy też „wybrać” – jeżeli jesteśmy z różnych środowisk, potrzebujemy czasu żeby stworzyć ten swój wspólny świat. Teraz po 10 latach jest super, jesteśmy rodziną, jesteśmy przyjaciółmi, mamy dzieci, dużo razem przeszliśmy (mieszkanie z rodzicami, studiowanie „z dzieckiem na ręku”) I planujemy pokonać opory przed ślubem, które mam wrażenie wynikają nie tyle ze strachu przed zaangażowaniem, co z naszych historii rodzinnych.

  3. Myślę, że wątpliwości są OK, o ile trwają przez krótki czas. Ludzie czasami robią głupie rzeczy, docierają się, mają małe kryzysy. Ale kluczem jest dla mnie słowo „małe”. Jeśli przez lata związek jest jednym wielkim kryzysem, jeśli po długim czasie bycia razem któraś z osób wciąż boi się zaangażować, to chyba faktycznie to nie jest to. Moim najpiękniejszym odkryciem w związku z moim (już teraz) mężem było to, że miłość to nie jest wybuch fajerwerków, a później stopniowe ochładzanie uczuć (jak wszyscy próbowali mi wmówić). U nas z czasem jest tylko coraz lepiej, pewniej, szczęśliwiej. Życzę wszystkim takiej miłości.

  4. Zgadzam się w stu procentach jeśli chodzi o teorię. Ale w praktyce – gdy żyjesz w samotności, wmawiasz sobie, że samemu też może jest dobrze i nawet zaczynasz w to wierzyć, a potem przychodzi ktoś, kto może nie jest idealny, ale daje ci jakieś uczucie, choćby ochłapy uczucia – na poziomie rozumu wiesz, że robisz sobie krzywdę nie zrywając tej relacji. Ale gdy masz do wyboru powrót do tego jak było wcześniej… W każdym razie – rok temu podpisałabym się pod tym tekstem. Teraz wyszłabym na hipokrytkę.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry