200117_riennahera-135
Riennahera

Riennahera

10 myśli o łóżku

Ponieważ ostatnimi czasy w życiu głównie leżę i umieram, czas na kilka słów o jedynym, co przynosi mi ukojenie. O łóżku.

Nie ma piękniejszego miejsca na Ziemi. Koniec wpisu. Dziękuję za uwagę. 

Nie ma takiej wielkości łóżka, która jest obiektywnie ZA DUŻA. Może nie mieścić się w pokoju, ktoś może nie dysponować przestrzenią, ale łóżko nie jest za duże. To pokój jest za mały. 

Nie ma takiej wielkości łóżka, której nie jestem w stanie zająć swoim ciałem. Lubię wykorzystywać całą dostępną powierzchnię i spać w poprzek, a co się ma marnować. 

Momentem, kiedy wiedziałam, że młodość się już skończyła, było zaprzestanie jedzenia w łóżku. Na studiach właściwie żyłam w łóżku, na nim się uczyłam, pisałam eseje, jadłam mrożoną pizzę, oglądałam telewizję. Jedliśmy z chłopakiem w łóżku chińskiego take awaya w sosie słodko kwaśnym. Nie wiem jak, ale jedliśmy. 

Kiedy po studiach razem zamieszkaliśmy i dorobiliśmy się stołu, sama zarządziłam, że koniec z łóżkiem. Była to potrzebna decyzja, ale wciąż sobą gardzę. Wciąż pamiętam te słodkie (i kwaśne) czasy.

Standardem z czasów dzieciństwa było eksploatowanie przez rodziców salonów jako sypialni. Niemało lat było tak u mnie w domu, tak było u męża, u koleżanek i kolegów. Obecnie na myśl, że miałabym nie mieć łóżka, którego jedyną funkcją jest bycie łóżkiem i pokoju, który jest tylko przestrzenią prywatną, przeraża mnie. Tak, wiem, że to wciąż może być uznane za luksus. Że to nie jest standard. Że w głowie mi się w tej Anglii przewróciło. 

Niemniej. Sypialnia prawem człowieka. 

Ciekawostka na marginesie: Możemy uznać, że dzisiaj przyjęcie gościa w sypialni byłoby albo dziwne albo nieeleganckie, na średniowiecznym dworze dopuszczenie do tego pomieszczenia oznaczało wielki honor i było dane tylko najwyższym dostojnikom i najbardziej zaufanym służącym władcy. Co więcej, odbywały się tam czasem oficjalne spotkania. 

Poniżej: książę Burgundii Filip Dobry przyjmuje księgę w prezencie od swojego sekretarza Jeanna Miélota

Jest niewiele tematów, które triggerują mnie tak bardzo jak łóżeczka dla dzieci stwarzające ryzyko śmierci łóżeczkowej. Automatycznie jestem cięta i tracę sympatię dla każdej inluencerki/blogerki/instagramerki/firmy, która pokazuje takie łóżeczka. Nie obchodzi mnie, że to może tylko do zdjęcia, nie obchodzi mnie, że takie są ładniejsze. W tej kwestii jestem bezlitosna i nie podejmuję negocjacji. 

Jeśli chcesz dowiedzieć się jak powinno wyglądać bezpieczne łóżeczko, informacje znajdziesz na stronie NHS czy Lullaby Trust, w bogactwie materiałów u Magdaleny Komsty i w ogóle u wujka Google. 

W naszym przypadku od około szóstego miesiąca życia dziecka uprawialiśmy wspólne spanie według zasad bezpieczeństwa. Bo karmień było tak dużo, że odkładanie i wstawanie nie miało żadnego sensu. Ledwo zdążyłam zasnąć i znowu bobas w akcji. Potem doszło wstawanie i raczkowanie połączone z całkowitym buntem wobec zamkniętego łóżeczka. Bywałam często sfrustrowana, nie mogłam się doczekać, kiedy to się skończy. Czternaście miesięcy później, kiedy córka coraz więcej czasu spędza w swoim łóżku (zaakceptowanym po usunięciu przedniej ścianki), zdarza się, że nieco tęsknię za spaniem z nią. Na szczęście nie za długo. Najpóźniej o piątej w nocy przychodzi i wspina się do nas. 

Może do osiemnastki jej minie?

Różnice pokoleniowe (a może nawet kulturowe między Polską a Wielką Brytanią?) nie omijają także łóżka. Nie mam zupełnie na myśli łóżka jako metafory stosunków płciowych. Zupełnie nie. Kiedy jadę do mamy, śpię na milionie poduszek, z którym każda jest mięciutka jak kaczuszka. Muszę układać z nich wieżę, żeby utrzymać głowę w optymalnej dla mnie pozycji. Sama u siebie mam dwie twarde poduszki. Bo w życiu trzeba być twardym. Twarda poduszka, twardy materac.

Mieszkałam przez rok w pokoju bez okien, za to z przeszklonym sufitem. Było to chyba na trzecim albo czwartym roku studiów w Glasgow. Spałam wtedy na łożu z baldachimem. Może się to wydawać bardzo romantyczne i pewnie trochę było. Czasem przed snem widziałam przez sufit gwiazdy lub przelatujące satelity. 

Mniej romantyczna była ta noc, kiedy stosunkowo jasne niebo dało na tyle światła, żebym mogła zobaczyć cień pająka, przechadzającego się po drugiej stronie baldachimu. 

Nienawidzę pościeli z kory. Nie wiem czemu, ale nie cierpię jej z wielką pasją. 

Dziękuję. To tyle. Mamo, mogę jeszcze troche pospać?

Zdjęcie: Ewa Karaszkiewicz

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry