Image-1-1
Riennahera

Riennahera

50 rzeczy, które chciałabym dostać na urodziny czyli autoprezentownik

Od miesięcy życie jest smutne i szare. Po krótkiej letnio-jesiennej przerwie lockdown trwa w najlepsze i koc, herbata i serial naprawdę nie są już specjalnie źródłem radości. Trzeba kawałki radości wygrzebywać sobie z głębokich pokładów rutyny, wydrapywać je paznokciami. 

Jest czas na wpisy ambitne. Jest czas na wpisy klikające się. I jest czas na zabawę i zrobienie czegoś miłego dla siebie. Ponieważ w tym roku spędzę urodziny w najgorszym razie na kanapie z zamówionym jedzeniem, a w najlepszym z ciastkiem i kawą i mężem i Tocinką w parku (lockdown trwa i będzie trwał), pozwalam sobie popuścić wodze fantazji. Bo fantazja jest od tego, żeby bawić się na całego. A ja przez miesiąc będę patrzeć na listę ładnych rzeczy i sobie marzyć.

Wymyśliłam sobie zatem dużo fajnych prezentów. Zero tu współprac, jest to zestach CHCĘTOjów.  

1. Dom na Angel. Bo czemu sobie żałować? Trzeba mieć duże marzenia za kilka milionów funtów.

2. Loft na Shoreditch – bo nie wiem czy na pewno chcę dom czy wolę jednak mieszkanie.

3. Chata w Szkocji. Gdzieś blisko wody, bo mąż chciałby lądować hydroplanem. 

4. Przyjęcie niespodzianka. Od zawsze marzę o przyjęciu niespodziance. Żeby było piękne, instagramowalne, dograne w najmniejszym szczególe. W ogrodzie, w super pięknym lokalu, z balonami, confetti, super żarciem, pięknym tortem. Żeby było ekstra. I żebym ja nie musiała w związku z nim niczego robić, niczego planować. Wystarczy mi jedno w życiu. Będę je wspominać na zawsze. 

5. Kompletne wydanie Sandmana: sprawdziłam ile kosztuje i jest to około dwustu funtów. Problem jest innego rodzaju. To jest wiele centymetrów komiksu. Poszukam jakiejś alternatywy online, ponieważ nie jestem w stanie oddać Morfeuszowi takiej ilości przestrzeni życiowej w moim domu. 

6. Perfumy Ex Nihilo: Bardzo frustrująca sytuacja. Obiecaliśmy sobie z mężem, że kupimy jakiś z ich zapachów dla nas obojga. Ta obietnica miała miejsce w marcu 2020. Po czym nastąpił lockdown. Za każdym razem, kiedy moglibyśmy jechać do Harrodsa, bo był otwarty, to akurat nie mogliśmy. Za każdym razem kiedy mielibyśmy z kim zostawić Tocięcie, akurat wszystko się zamykało. A moje Fleur Narcotique i Amber Sky są na całkowitym wykończeniu. W końcu musi nam się udać dojechać, nie ukrywam jednak, że ta sytuacja robi się farsą ze słabej komedii. 

7. Kożuch All Saints. W tym roku byłam psychicznie gotowa kupić go na wyprzedaży, ale nie było idealnego wzoru. W zeszłym roku był, ale wtedy nie miałam odwagi. Może za rok?  

8. Teddy coat od Max Mary

9. Trench Burberry. Miałam kiedyś jeden z taniej odzieży za pięć złotych. Oryginał. Ale nie mam pojęcia co się z nim stało po moim wyjeździe na studia.

10. Ekspress do kawy, ale taki wykopany w kosmos. Obejrzałam sobie mnóstwo na stronie Coffeedesk, których kocham i nawet bym taki zamówiła, jest jednak podobny problem co z Sandmanem. Nie mam po prostu przestrzeni w życiu na ekspress, na który zasługuję. Z pianką i w ogóle z grającą muzyką. Jak już dostanę dom na Angel, to na pewno zainwestuję w ekspress. 

11. Bucket bag Noé od Louis Vuitton. Czasem jak na nią patrzę, to wcale mi się nie podoba. Ale moja koleżanka taką miała i to była najbardziej kól torba na świecie. Więc CHCĘ.

12. Taka sukienka. Zupełnie nie wiem skąd może być. 

13. Albo taka

14. Ubrania od Tyszert. Regularnie wchodzę na ich stronę, zachwycam się instagramem, a potem nie wiem co chcę. Bo chcę WSZYSTKO i wychodzi mi zakupów na jakieś 3000 zł po czym uznaję, że to za dużo, więc rezygnuję. Ale kiedyś w końcu zamówię.

15. Retro kożuch na wzór tego, który nosiłam mając 17 lat. Jessica Mercedes ma trochę podobny, ale jestem przekonana, że gdzieś czeka na mnie idealny. Ba, on czeka pewnie w jakiejś taniej odzieży. Bo jak nie będzie stary, to chyba się nie będzie liczył.

16. Torba Chylak. Zawsze jest na nią lista czekających, a ja chcę rzeczy JUŻ.

17. Taki psik psik pachniuch z Muji. Zawsze zastanawiam się czy chcę, żeby mi robił psik psik czy nie będę go używać jeśli go kupię. Nie umiem się zdecydować. 

18. Luksusowe ręcznie robione i lukrowane herbatniki, które będą super wyglądać na zdjęciach. Zupełnie niepotrzebny zbytek, ale postanowiłam w tym roku sobie zamówić takie pudełko. A potem zrobię milion zdjęć. JESTEM TEGO WARTA. 

19. Cała zastawa z Le Creuset. Właściwie to jesteśmy na dobrej drodze. Mamy cztery miski, dwa kubki, dwa kubeczki do espresso, kawiarkę, maselniczkę, pieprzniczkę i solniczkę. Wszystko w kolorze Marseilles. Reszta to kwestia czasu. 

20. Idealny deszczowy płaszcz. W neutralnych kolorach, trochę oversize, ale nie za bardzo, trochę elfi. Ja go sobie w ogóle sama kupię, ale na razie znalazłam go tylko na zdjęciu u Panny Lemoniady. 

21. Remont domu przeprowadzony przez Miss Ferreirę, a ja tylko dobieram kolor mebli będąc na wakacjach wśród owiec. 

22. Właściwie to Panna Lemoniada też super urządza domy. 

23. Jakościowy, designerski strój do ćwiczeń. Nie żebym obecnie była w stanie ćwiczyć, jak jestem w stanie iść na spacer to już jest dobrze, ale KIEDYŚ BĘDĘ. A wtedy chciałabym mieć najpiękniejsze getry, koszuleczkę i kurteczkę na świecie. Buciki też. 

24. Książka Norberta Eliasa “Court Society”. Istnieje duża szansa, że znam ją niemal na pamięć, zważywszy, że pisałam w oparciu o nią pracę magisterską, niemniej czuję potrzebę posiadania jej. Właściwie to spojrzałam na amazonie i jest dostępna, kosztuje, w zależności od wydania, od 28 do 40 funtów. 

Coś czuję, że jeszcze dzisiaj ją kupię. ( Chyba chcę więcej książek Norberta Eliasa, ale nie wiem jeszcze dokładnie które. )

25. Obiektyw do Olympus Pen 25 1.8. Nie żebym nie robiła więcej zdjęć telefonem niż aparatem, ale może ten obiektyw by mnie zmotywował…

26. Wizyta u takiego naprawdę wykoksowanego super fryzjera gwiazd na cięcie i farbowanie. Może na rudo, a może na SIWY BLOND? Kto wie…

27. Komplet zębów jak z Hollywood. Fun fact: miałam je robić w listopadzie, w Polsce, pieniążki odłożone. Heloł, pandemia, my old friend…

28. Ręcznie robiony, przepiękny sweter z miękkiej wełny, jakiś moherek może, beżowy albo szarutki albo brzoskwiniowy albo taki błękitny…Mogę go kupić. Tak, są drogie. Ale zrobiony ręcznie z myślą o mnie i miłością/przyjaźnią, byłby ważniejszy. Nie żebym sugerowała koleżankom naukę robienia na drutach, ale to jest zdaje się fajne hobby…

29. Idealna kosmetyczka. Nie do końca wiem jak wygląda. Z jednej strony myślę, że bardziej jak z Anthropologie, z jakimiś haftami, cekinami, aksamitna. Z drugiej strony, że bardziej minimalistycznie, coś w stronę Kankena albo Herschela. Myślę, że jak już zobaczę taką naprawdę IDEALNĄ, to ją poznam. 

30. Lodówka Smeg. Planowaliśmy sobie nawet taką kupić, ale poprzednia właścicielka mieszkania zostawiła swoją. Jest działająca, duża i srebrna, a zatem wystarczająco dobra. Kiedyś jednak Smeg i my będziemy stanowić jedną rodzinę. 

31. Kurs makijażu. Taki, na jaki chodziłam z koleżanką jako jej modelka. Nie chcę być make up artist, nie chcę w ogóle robić z makijażem nic więcej niż dla siebie, ale ten kurs wydawał mi się super relaksujący. Kosztuje około tysiąca funtów i po prostu chciałabym sobie pochodzić. 

32. Najlepszy dostępny na rynku iPhone z najmocniejszym aparatem. W umowie co dwa lata wymieniam telefon na nowszy model, ale zawsze szkoda mi dopłacać na najbardziej wypasiony. 

33. Wyjazdowy weekend z koleżankami. Taki zupełnie prostacki i banalny, jedzenie, picie, zakupki, kawusie, słitfocie, plotki, wygłupy. Nie robiłybyśmy nic ambitnego. Głupoty byłyby obowiązkowe. 

34. Luksusowe wakacje z masażami, winem i pięknymi, instagramowalnymi zasłonami powiewającymi w delikatnym wietrze, dodatkowo z całodobową opieką nad bobkami. Żebyśmy mogli z mężem się relaksować, zwiedzać i w ogóle, ale też ćwiczyć, jednak, żeby bobeczki były na wyciągnięcie ręki jak tylko zatęsknimy. 

35. Rejs na Antarktydę. National Geographic robi je zdaje się za kilkanaście tysięcy funtów. Jechałabym. 

36. Doktorat. Czyli jakieś 12 tysięcy funtów dla uczelni. To jest takie nawet osiągalne marzenie, które może jeszcze zrealizuję, ale logistycznie w tej chwili kosztowałoby mnie więcej niż finansowo i więcej niż chyba jestem w stanie znieść. Wyobrażam sobie, że z nieba zstępuje anioł i mówi “nie martw się, ja ci rozciągnę czas, dasz radę pisać książki i blog i chodzić na zajęcia, a ja jeszcze w międzyczasie nakarmię i ukocham dzieci”. Z domu na Angel byłoby bliżej na uczelnie, które mnie interesują…Czy świat potrzebuje kolejnego specjalisty od etykiety dworskiej średniowiecznej Burgundii? OCZYWIŚCIE.

37. Opaska od Aureus Flos. Czaję się na nią, a potem myślę, że 575 funtów, kiedy moje obecne życie to dzieci i pisanie książek na kanapie, jest trochę od czapy. Jeśli moja powieść zyska adaptację filmową, kupię ją na premierę.  

38. Makijaż od Agaty Manosy albo Red Lipstick Monster. Albo oba.  

39. Sesja z Anitą Suchocką.

40. Spinka z Merry Meet Me. Ja ją kiedyś kupię, jak już moje włosy będą długie jak na zdjęciu na stronie. Chociaż mam lęki, że są za śliskie i za cienkie, żeby ją utrzymać. 

41. Puchate kapciuszki Emu. Od lat byłam wierna góralskim kapciom, ale zaczynam jednak dryfować w stronię nieco prostszych rozwiązań i mniej haftowany design przemawia do mnie bardziej. 

42. Doniczkowe kwiaty, o które nie trzeba dbać. No, poza podlaniem. Lubię widok kwiatów, zupełnie nie mam ręki do kwiatów. Być może nie mam ręki specjalnie do niczego…

43. Jeansowa kurtka z futerkowym kołnierzykiem. Mam tyle płaszczy i kurtek, że z pewnością jej nie potrzebuję, ale od zawsze mi się podobały. Może w końcu czas jakąś przygarnąć.

44. Nowa kanapa. Powiedzmy sobie szczerze, moja kanapa wytrzyma pewnie spokojnie z pięć lat, jeśli nie więcej. Ale jej nie lubię, jest mi na niej nie tak wygodnie jak mogłoby być i już mi się nie podoba. Czy wiem jaką bym chciała? Oczywiście, że nie. Ale wiem, że nie tę co już mam. 

45. Okulary słoneczne od Chloe. Powiedzmy sobie szczerze, że w kwestii okularów słonecznych jestem bardzo wyluzowana i od lat noszę takie, które kupiłam na rynku na Chapel Market za pięć funtów. Owszem, jest mi szkoda wydać ponad 300 funtów na okulary, które Tocina i tak pewnie zepsuje. Poza tym nie jest tak, że większość “designerskich” okularów słonecznych produkuje ta sama firma i trzyma monopol cenowy? Niemniej, w mojej głowie okulary od Chloe są najfajniejsze i najładniejsze. Więc wpisuję na listę. 

46. Wycieczka do Warner Bros Studio Harry’ego Pottera. Nie jestem największą fanką na świecie, ale bym sobie pojechała. 

47. Bilety do Madam Tussaud’s. Uważam to za straszny kicz, ale mnie bawi. Wiecie, tak IRONICZNIE. Poza tym mąż obiecał mi je kilka lat temu na imieniny i wciąż czekam, więc…

48. Konsultacje z dietetykiem. Nie wiem po co mi, ale wydaje mi się, że byłyby fajne. 

49. Konsultacje ze stylistką. W sumie mam jakiś swój styl, ale też wydaje mi się, że by mi się spodobało. 

50. Milion biletów do teatru. 

Od razu mi lepiej. Ale sobie pomarzyłam! Ile pieniędzy mentalnie wydałam. A najlepsze, że naprawdę ich nie wydałam. 

Niektóre z tych rzeczy kupię sobie sama. Niektóre na zawsze będą marzeniami i w ogóle mnie to nie boli. Trzeba mieć jakieś wymarzone zachcianki. Niektórych może w ogóle naprawdę nie chcę, ale fajnie o nich pomyśleć. To jak chodzenie na zakupy, żeby popatrzeć na witryny. 

O wielu pewnie zapomniałam. I to też jest spoko. Przypomnę je sobie i zapiszę z boku. Może na następny rok?

Co Ty chcesz dostać? Tylko błagam, nie baw się w skromne rzeczy ani wartości typu “zdrowie, miłość, rodzina”. Wiadomo, że są najważniejsze i wszyscy ich chcemy. Dzisiaj pofantazjujmy. 

PS Autorką tortu ze zdjęcia okładkowego jest Olga, która świętowała swoje urodziny w czerwcu. O ile pamiętam, można było spotykać się wtedy w sześć osób. Tort był pyszny i jadłabym go bardzo. I zazdroszczę sześciu osób…

PPS Mój mąż bardzo ucieszył się na wieść o tym wpisie. Bo nie będzie musiał za dużo myśleć, co kupić. Rzeczywiście. Ma 50 opcji. Bułka z masłem.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

13 thoughts on “50 rzeczy, które chciałabym dostać na urodziny czyli autoprezentownik”

  1. Cudownie niemoralna lista. Mam na myśli drobnostki (opaska za 575 funtów, sic!). No to jedziemy z tym koksem. Mam 40. urodziny w grudniu (ludzie w moim wieku stawiają kropki, bynajmniej nie taktyczne, po liczebnikach porządkowych :)), lista pragnionek poniżej: 1. tydzień w szałasie lub grocie na wyspie, najchętniej takiej jak w Cast Away. 2. oczywiście piłka do siatkówki, może być Wilson. Zawsze lubiłam grać w siatkówkę. 3. Nauka śpiewu u Elżbiety Zapendowskiej. Zaśpiewać na 50. urodzinach męża jakiś kawałek Wodeckiego, byłby wzrusz. 4. Sesja w Vogue. O ile mają ciuchy w rozmiarze 40. Koniecznie w sukience boho, z dekoltem, ja w kowbojkach (na co dzień wkładam raczej czarne i białe t-shirty), 5. Fortepian. Czarny. W salonie w domu nad morzem. 6. Pieski. Dużo piesków. 8. I świnka morska skinny. 9. A te pieski to te mikruski, co się w filiżance mieszczą. 10. Tydzień na Long Island. 11. Święta w Wiedniu. Zjadłabym znów jabłko zatopione w lizaku 😉

    1. Lizakowe jabłko to moje najukochańsze wspomnienie z pierwszej wizyty w Paryżu.
      A co do opaski…kto bogatemu (mentalnie) zabroni o niej MYŚLEĆ?

  2. Jak już jest mowa a prezentach luksusowego kalibru to mi się od lat marzy astrologiczna aksamitna torebka od Prady. Kiedyś sobie kupię, a co.

  3. Wypasiony obiektyw do mojego Sony Alpha. Najładniejsze wydanie Władcy Pierścieni, jakie obecnie istnieje na polskim rynku wydawniczym. Weekend w jakichś wypasionych termach. Warsztaty kulinarne. I też taką dżinsową kurtkę z futerkiem, jak jest na Twojej liście.

    i mieszkanie. Poproszę mieszkanie.

  4. Ah.. Gdyby tak puścić wodzę fantazji..
    1. Dom na Gran Canarii – i to koniecznie na północy wyspy!!! Mniej turystów i większy klimat. Zawsze ciepło, ale nigdy zbyt gorąco.. Przyjaźni ludzie, emeryci spędzający całe dnie na świeżym powietrzu i słońce.. Eh, jestem niemalże pewna, że emeryturę, to tylko spędzać tam <3
    2. A w międzyczasie zakup jakiegoś ładnego domku na miejscu.. Z własnym ogródkiem, miejscem na moją rurę, spiżarnię, z ogrzewaniem podłogowym, dużą zmywarką.. <3

    3. Zakupy pod nazwą.: kupuję to, co mi się podoba, a nie na co mnie stać. Szaleństwo!
    4. Konkretny zastrzyk bielizny od Calvin Klein. Uwielbiam! Bielizna jest milutka, przyjemna, nie odkształca się i człowiek zaraz czuje się lepiej
    5. Marzy mi się nieograniczony budżet na stworzenie imprezy! Nie ważne czy to urodziny, imieniny czy Boże Narodzenie. Takie z pompą! Własnoręcznie robione zaproszenia, dekoracje, podziękowania dla gości itp. Uwielbiam to robić i świetnie się bawiłam przy organizacji swojego wesela, ale wiem, że mogłabym poszaleć, gdyby tylko były na to środki. W sumie, jakby znalazł się jakiś fajny sponsor, to podejmuję się organizacji Twoich urodzin - niespodzianki 😀
    6. Torebka MeBags - nie jest to może najbardziej luksusowa rzecz, ale nadal wydanie ponad 200zł na małą torebkę rozrywa me serce.. 😉
    7. Kurs gotowania - oprawianie mięsa (jak filetować rybę, oczyszczać krewetki, jak rozczłonkować kurczaka), łączenie przypraw, dekorowanie ciast / tortów, myślę, że byłoby to super relaksujące
    8. Odwiedzić kiedyś Atelier Amaro - w sumie żeby przekonać się, o co tyle szumu z tymi "momentami".
    9. Super byłoby zrobić taką kulinarną objazdówkę! Wypić piwo w irlandzkim pubie, zjeść pyszne makaroniki i croissanty w Paryżu, spałaszować curry wursta na jakimś October Fest, pochłonąć pizzę w jakiejś małej mieścinie we Włoszech..

    Ehh.. Się człowiek rozmarzył 😉

  5. Nr 35 to również moje marzenie. Bardzo jechałabym. Moja przyjaciółka, która jest biolożką, kiedyś aplikowała zresztą na wyprawę antarktyczną na stację Arctowski, ale jej nie wzięli i było mi bardzo smutno, bo już oczami wyobraźni widziałam ją tam, jak spełnia moje marzenie, a to prawie tak, jakby spełniło się mnie, bo najbardziej to chciałabym pojechać z wyprawą właśnie, ale mnie na pewno by nie wzięli bo nie mam żadnych kwalifikacji 🙂 Więc ten rejs, hmm

    Kiedyś zrobiłam taką listę na blogu specjalnie, żeby mąż miał z czego wybierać, a on to kompletnie olał!

  6. Ale mi się ten post podoba! Za tydzień moje urodziny, to lecę z fantazjami, które przychodzą mi do głowy tak na szybko:
    1. Jasne, ciche mieszkanie, minimum 70mkw, bez kredytu, w okolicy w której obecnie mieszkam. Marzenie do zrealizowania, jak sprzedam nerkę.
    2. Własne studio fotograficzne z całym sprzętem. Nawet kiedyś byłam bliska realizacji. Ale w marzeniach wygląda to fajnie, w rzeczywistości za dużo przy tym sprzątania i ogarniania (no chyba że w pakiecie z asystentami?)
    3. Torebki od Polene Paris. Mam jedną, jest cudnej jakości, chciałabym kolejne. Nie marzą mi się luksusowe marki, ale takie, które i tak są w wyższej półce cenowej, że odkładam, a jakościowo totalnie rozwalają system.
    4. Voucher na bilety lotnicze, bezterminowy, wielokrotnego użytku i żebym nie martwiła się, ile co kosztuje. Wiem, że nie ma takiego produktu. Ale mógłby być.
    5. Mały, drewniany domek w górach w okolicy wodospadu. Mam mizofonię i wiele dźwięków mnie wkurza, ale white noise to moja codzienna przyjemność.
    6. Hamak!
    7. Karnet na wizyty w salonie piękności. Żeby się ktoś mną zajął, dał odpowiednie kosmetyki i powiedział, czego jak używać, bo mi zozumienie wszystkich zależności zajmuje dużo czasu.
    8. Duży, solidny drewniany stół, w sam raz do mojej nowej jadalni w mieszkaniu, które kupię za nerkę.
    9. Od lat nie jadłam Tofifi. A lubię! A zawsze szkoda mi kasy, żeby sobie kupić.
    10. Nowy MacBook. Mój mam już 6 lat, a łącznie ma 11! To jest prawdziwe zero waste 😀 i dalej super działa, bateria jest na medal, ale nie daje rady przy poważniejszych rzeczach, niż scrollowanie.

    Ale fajnie jest sobie pomarzyć!

  7. Poszalałaś! Ale czemu by nie móc oddać się marzeniom 🙂 To ja poproszę dom, nieduży, ale gdzieś na wsi. I wycieczkę do Szkocji. A z rzeczy bardziej możliwych… wiosnę, tu i teraz 😉

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry