ZTqXLjxD
Riennahera

Riennahera

Ile płaszczy potrzebuje człowiek?

Niedawno na spacerze, koleżanka zapytała mnie ile mam płaszczy. Bo ma ochotę na nowy i nie wie czy nie przesadza. Aż się rozmarzyłam. Bo ja też kupiłabym sobie nowy płaszcz.

Płaszcze, kurtki, kożuchy i inne okrycia to jedna z najfajniejsza z rzeczy do kupowania. I najbardziej uroczysta jeśli nie brać pod uwagę specjalnych okazji. Ba, płaszcz sam w sobie jest okazją! Każdy głupi może sobie kupić T-shirt, spodnie czy bluzę. Płaszcz wymaga planu. Nie kupuje się go od tak, dla kaprysu. Przynajmniej tak wmawia mi mój wewnętrzny konsumpcjonizm. 

Ile płaszczy już posiadam? 

W przedpokoju wiszą dwa – sztuczne futro, w którym wyglądam jak pluszowy miś oraz retro kożuch. Mam go od dziesięciu lat. W szafie wiszą kolejne. Muszę się do niej przejść, bo nie pamiętam o wszystkich. Brązowy nonszalancki płaszcz (ze zdjęcia w nagłówku), zainspirowany jedną influencerką z instagrama. Jest fajny, chociaż nie wyglądam tak fajnie jak ona. Bo ona jest mała i chuda i blond. Ja nie. 

Dalej – wełniany czarny płaszcz z COSa, który kupiłam, żeby być elegancką na spotkaniach w pracy. Czyli musiało to być przynajmniej trzy lata temu. Beżowy płaszcz zakupiony za 25 zł w taniej odzieży jeszcze na studiach, kiedy camel coat był największym trendem sezonu i internetu. Kiedyś wyglądałam w nim super, ręce, nogi, mózg na ścianie. Odkąd moje piersi zrobiły się większe po pierwszej ciąży, jakoś nie mogę się z nim dogadać. Płaszcz w kratę, na blogu pojawia się w okolicach 2012. Podobny przypadek do poprzedniego. Sylwetka jakoś mniej mi gra niż dawniej. Puchowa kurtka, kupiona kilka lat temu, kiedy na Londyn spadł mróz i potrzebowałam czegoś bardzo ciepłego. Zakładam ją jedynie na duże mrozy. 

A to tylko opcje zimowe…

Bo jeszcze: parka – nagroda dla samej siebie za przyjęcie do pracy w Londynie, skórzana ramoneska wymarzonej marki, trencz tej samej marki w prezencie na święta od męża, trencz, który mam od prawie dziesięciu lat i chyba mi się już nie podoba, ale nie jestem pewna, granatowy płaszcz typu duster, chyba też coś około 2013. Kurta Cobaina, szara marynarka z H&M, kurtka przeciwdeszczowa do chodzenia w góry, cieniutka zielona kurtka letnia, kurtka jeansowa (no przecież must have i klasyka)… 

Policzyłam, że mam około 16 okryć wierzchnich. Chyba. To nie tak, że wciąż kupuję nowe. Niektóre są ze mną od 10 lat. Większość od około pięciu lub więcej. 

Zwykle chodzę w dwóch-trzech na zmianę. Nie noszę czegoś cały sezon, a następny sezon chodzę tylko w tym. W tym roku jestem brązową kuleczką, ciągle chodzę w misiu, kożuchu i brązowym płaszczu “na influencerkę”. Patrząc na instagram dochodzę do wniosku, że wyglądam cały czas tak samo. Cóż, mam szał na brązy. 

Czasami mam ochotę już się czegoś pozbyć, a potem oglądam się w tym na starych zdjęciach i mnie zachwyca i już nie chcę się pozbyć. Czasami nawet się pozbędę, bo stare, bo dość znoszone, bo może wymienię na lepsze. A potem żałuję. Jak mojego znoszonego płaszcza marynarskiego, szarego płaszcza, który nosiłam dwa razy w roku czy ukochanego wyświechtanego sztucznego futerka…Nigdy Was nie zapomnę. 

Dla porównania, mój mąż, minimalista jeszcze z czasów, gdy minimalizm jako trend nie był w planach, ma sześć…rzeczy. Zimowy płaszcz, grubą jeansową kurtkę, dwie sportowe kurtki do biegania/na siłownię, skórzaną ramoneskę i bomberkę Lacoste, którą dostał chyba jeszcze w gimnazjum (!!!). Zgadza się, nie jest kobietą, obywa się z mniejszą ilością rzeczy. Ale główną różnicą jest chyba to, że Ell nie robi sobie również zdjęć do internetu. 

Bo przecież to patrząc na swój instagramowy feed wpadłam na to, że właściwie cały czas wyglądam tak samo. Nawet jeśli noszę na zmianę trzy płaszcze, to, jak wspomniałam, wszystkie są brązowe. Moja puchowa kurtka jest długa i zielona, a przecież ta fajna dziewczyna, którą obserwuję ma krótką i czarną, a szuka beżowej. W czarnej albo beżowej też byłoby mi ładnie…Czyż nie potrzebuję beżowej?  

Tęsknię za moim wysłużonym marynarskim płaszczem. Ładnie by mi było w szarym wełnianym płaszczu w jodełkę. A długi kożuch? To już w ogóle marzenie…Fajnie byłoby mieć takie płaszcze, czyż nie? Skoro marzę o nich od lat to czyż nie powinnam sprawić sobie w końcu kolejnego retro kożucha? Czyż nie jest czas spełnić marzeń o zimowej kurtce jeansowej z futrzanym kołnierzem? Czyż nie wyglądałabym równie pięknie co inna influencerka w tym camelowym płaszczu lepszej jakości niż ten co już mam? Czyż…Czyż nie dobija się koni?

Cytując klasyka, porzućcie nadzieję wy, którzy tu wchodzicie. 

CHCĘ WSZYSTKO. 

Na szczęście jestem teraz w ciąży i we wszystkim wyglądam głupio, więc nie kupię płaszcza. Chociaż próbowałam. Wyglądałam w nim jak zawinięta w papier do pakowania ciężarówka, której wystarczy dołożyć wstążkę i położyć pod choinką jako prezent dla dziecka. Słodko, ale na pewno nie stylowo. Mniej więcej we wszystkim prezentuję się tak samo, więc prawie każdy zakup odsyłam do sklepu. Zakupy to w lockdownie jedna z moich ostatnich rozrywek…Tak, wiem, jestem niedobra. Tak, nawet czasem żałuję. Nie, nie umiem ich też sobie odmówić. 

A Ty? Ile Ty masz płaszczy? Ile chcesz mieć? A ile potrzebujesz? 

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

7 thoughts on “Ile płaszczy potrzebuje człowiek?”

  1. Doliczyłam się 11, ale wiem, że co najmniej 3 są jeszcze w Polsce – uznałam, że nie ma co emigrować z futrem karakułowym po babci 😉 Za to kilku chyba się pozbędę, chociaż pewnie będę tego natychmiast żałować.

    Pragnę trencza, najbardziej wymarzony byłby intensywnie zielony, oraz takiego naprawdę długiego płaszcza zimowego, spod którego nie będą mi uparcie wystawać wszystkie kiecki.

    Szafa to nigdy nie jest (roz)twór nasycony 😉

  2. Że też istniały kiedyś czasy, kiedy nie chodziłam w płaszczach! To musiała być mroczna epoka. Obecnie żadnego okrycia wierzchniego nie kupiłam sama, i to chyba stan idealny – płaszcz zimowy mam po babci, długi, stylowy płaszcz jesienny po dziadku. Śmieszną, długą kurteczkę z polaru po mamie, która już się wstydzi w niej pokazać na wsi. A sportowy ortalion po tacie, z lat 90., taki na blokowiska, gdy ubiorę się jak menel i żaden płaszcz do tego nie pasuje. Przy mojej głębokiej niechęci do zmieniania ubrań za 10 lat wszystkie będę nadal nosić ^^

  3. Doliczyłam się 13 okryć wierzchnich. W tym tej skórzanej kurtki od kolegi, którą dał mi w 1999 i letniego płaszczyka z lumpa, który M. Kostyszyn zostawiła w moim starym mieszkaniu ponad 10 lat temu. Ach, mam jeszcze zwinięty płaszcz na ciążę, który koleżanka pożyczyła mi cztery lata temu, ale nigdy go nie założyłam, bo nie było wtedy takiej zimy, a brzuch w zimowych miesiacach nie urósł na tyle, żebym nie mogła chodzić w swojej starej parce. Muszę jej go w koncu oddać. Tej zimy chodzę jednak na okrągło w brązowej parce, kupionej rok temu na lumpach, i nie potrafię założyć nic innego. A ja nawet nie lubię brązu!
    (to wszystko nie znaczy, że nie chcę więcej, na vinted wypatrzyłam piękną zamszową ramoneskę z Zary i nie widzę powodu, żeby nie kupić jej na wiosnę, chociaż okryć 'przejściowych” mam zapasy na kilka ładnych lat. W ogóle nie uznaję zasady, ze jak czegoś nie nosiłam przez rok, to powinnam wyrzucić to z szafy. Przecież za rok lub dwa mogę mieć ochotę nosić tylko to! I co? mam kupować nowe, żałując pozbycia się ideału?)

  4. Angelika Moskal

    Ja się doliczyłam 6 okryć wierzchnich. To zdecydowanie najmniejsza grupa moich ubrań, ale to głównie z tego względu, że ja nie cierpię kupować kurtek/płaszczy (jestem niska i szeroka w biodrach i wydaje mi się, że w większości okryć wierzchnich wyglądam głupio…), więc jak już dorwę coś, co mi się spodoba, to chodzę w tym tak długo, aż się nie rozleci.

  5. Dobra, przekonałaś mnie i przeliczyłam. Cztery sztuki typowo zimowe, jedna kurtka trochę lżejsza, ale i tak w niej latam zimą plus cztery lżejsze okrycia. Chyba, że o czymś zapomniałam, co jest możliwe. Ale oczywiście, jak tylko pójdę do sklepu i zobaczę coś innego ładnego, coś czego jeszcze nie mam, to mi się marzy… A w kolejnym sezonie znowu to samo.

  6. Niech policzę… zima: długi płaszcz ecru z gatunku tych wyjściowych, granatowa budrysówka, górska zimowa kurtała typu pączek. Sezon przejściowy: cienka, krótka puchówka, cienka khaki parka, grubsza czarna parka, plus outdoorowa, różowo-bordowa 3w1. Trencz stary wymaga wymiany. Wczoraj zamówiłam wełnianą kurtkę na wiosnę. No i jeansowa katana, wiadomo że must have. Kurczę i to tyle. Ale gdyby warunki centymetrowo biodrowo biuściaste pozwalały, to miałabym więcej, niestety (na szczęście?) wielu pięknych okryć nie ma w moim rozmiarze 😉

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry