OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Riennahera

Riennahera

Sceny z życia z dwulatką

Przed nami ostatnie tygodnie z życia w trójkę. Wkrótce wszystko po raz kolejny przewróci się do góry nogami. Albo przynajmniej na bok. Dlatego dzisiaj luźno o przeżyciach. Bez konkretnego przesłania. Może poza tym odwiecznym, dantejskim:

Abandon all hope, ye who enter here. 

Rodzicielstwo nie jest dla każdego i jestem daleka od polecania go komukolwiek. Ale rodzicielstwo nie jest bynajmniej końcem życia. Człowiek to zresztą gatunek, który wygrywa ewolucję dzięki adaptacji. Można oczywiście zakopać się w niedoli i cierpiętnictwie w związku ze zmianami, jakie wprowadza dziecko, ale dla mnie po prostu dodaje życiu surrealistycznego i satyrycznego wymiaru. Zmusza do dystansu do siebie. Na przykład kiedy w jednej sekundzie redagujesz swoją powieść, w której oficer wchodzi właśnie do kwatery głównej wywiadu, a w drugiej sprawdzasz na apce, że bobas w żłobku zjadła jabłko i pomarańczkę. I to wszystko jest podobnie ważne. Nie możesz poczuć się zbyt ważną, musisz ukrócić swoją pretensjonalność, bo pomarańczka sprowadza Cię na ziemię. To trochę jak ten sługa Marka Aureliusza, który chodził za nim i powtarzał “jesteś tylko człowiekiem”. Czegokolwiek w życiu nie robisz, za kogo się nie uważasz, “10:06 pomarańcza, 14:45 kupka”. 

Albo kiedy myślisz, że posiadasz taką mądrość życiową, a potem kłócisz się z dzieckiem czym jest Piu Piu z kreskówki. I przekonujesz i argumentujesz, że to jest “ko-ko”, na co słyszysz oburzone “NIE”. I już myślisz, że jak to jest, że umiesz podpisać kontrakt na dziesiątki tysięcy funtów, albo budować niemałą społeczność, a nie umiesz wyjaśnić, że Piu Piu to “ko-ko”. Kiedy się prawie poddajesz i uznajesz, że co za różnica czym jest Piu Piu, słyszysz “nie ko-ko, KU-CZA-CZEK”. Prosty człowiecze. 

Iona ma talent do negocjacji i potencjalnie zadatki na człowieka sukcesu. Kiedy czegokolwiek od nas chce, nie prosi o to, nie awanturuje się. Stosuje bardzo skuteczną technikę czyli sprawia, żebyśmy myśleli, że sami tego chcemy. Stąd codzienne pytania – „Mama, chcesz Peppę?”, “Tata, chcesz Totoro?”, “Mama, tata, chcesz lis?” (Lis to wielkie lukrowane ciastka w kształcie lisa, które zamówiłam sobie na urodziny). Co prawda z biegiem czasu działa coraz słabiej, ale początkowy efekt rozczulający i komiczny był tak silny, że dostała czego chciała. 

Po ponad dwóch latach jesteś w stanie poradzić sobie z różnymi stanami emocjonalnymi. Kiedy Iona się urodziła, jej płacz przyprawiał mnie o mdłości z nerwów, a kiedy sobie nie radziłam z opieką (w mojej głowie – większość czasu), trzęsły mi się ręce. Obecnie wciąż zdarza się, że sobie nie radzę. Albo, że chodzi spać po 23, zamiast wg naszego rytmu o 21. Adaptacja, która pozwala poradzić sobie z problemem, trwa maksymalnie kilka dni. Po kilku dniach stres znika. 

Po kilku miesiącach przestajesz nawet stresować się, że żadne ambitniejsze jedzenie nie ma szansy na bycie skonsumowanym i masz szczęście, jeśli w ogóle zostanie polizane dla spróbowania. Przestajesz płakać, kiedy pieczołowicie przygotowana wysokiej jakości ryba i organiczne warzywa zostają odepchnięte z odrazą na rzecz jednego z akceptowalnych dań: makaronu (najlepiej bez niczego), ryżu (czystego i białego), płatków z mlekiem lub banana. 

Stąd wiem, że żłobek mówi prawdę podając w aplikacji co dzisiaj zjadło dwuletnie monstrum. 

Curry – malutko. Ryż – cały plus dokładka. Banan – cały plus jeszcze trochę. 

Najczęściej wykonywaną piosenką w naszym domu jest “Luli Laj”. Iona ma na jej punkcie obsesję i odkąd mieszka w nowym pokoju, nie ma mowy, żeby poszła spać bez LULILAJ. Tak, jest to piosenka na melodię kolędy, której większość słów wymyślam sama. Jest jednak pewien kanon, linijki, które powtarzają się codziennie. Inne pojawiają się raz i znikają w otchłani pamięci. 

Luli luli laj, 

Moja truskaweczka, 

Luli luli laj, 

Malutka Ioneczka. 

I dalej, taka klasyka:

Moje małe dziecię – najlepsze na świecie. 

Puchate szczeniątko – niegrzeczne kociątko. 

Do moich ulubionych fragmentów zaliczają się natomiast: 

Moje małe bobo – małpeczka bonobo. 

Węzeł sanitarny – międzyplanetarny. 

Śpij mała zarazo – witana z odrazą. 

Idź już spać bobasie – chowany w Mombasie. 

Niedawnej nocy około 1 z pokoju dzięcięcego dobiegł jęk. Wchodzę zmartwiona, widzę w ciemności rozkopane z kołderki dziecko niemal wypadające z łóżeczka (nie ma opcji na szczebelki, Ionka od zawsze potrzebuje wolności). Przykrywam ją, przesuwam bliżej środka, a ona otwiera zaspane oczęta i rzecze:

LULI LAJ. 

Jeśli macie jakieś kreatywne sugestie na kolejne linijki – śpiewam to codziennie, o każdej porze, więc chętnie przyjmę pomysły. 

Z każdym dniem do słownika Ionki dołączają nowe słowa. Ostatnio „krew” i „pupa”. Niezależnie od siebie. Krew wzięła się z książeczki, w której króliczek wywrócił się i obtarł łokieć. Pupę odkryła podczas kąpieli, nazywając różne części ciała. Siedziałam w pokoju i tylko przysłuchiwałam się. “Nos”, “noga”, “pupa” dobiegały okrzyki. Następnie cwany ojciec podpuścił dziecko i wysłał je do pokoju, żeby powiedziało “mama ma dużą pupę”. 

I oto wchodzi Iona, cała na biało (a naprawdę w szarej piżamie w mikołaje) i oznajmia radośnie:

“mama to…dupa”

I tak mijają wieczory i poranki. Da się przyzwyczaić. Niedługo będę je pewnie wspominać jako stare dobre czasy

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

5 thoughts on “Sceny z życia z dwulatką”

  1. Mnie w rodzicielstwie chyba najbardziej cieszy obserwowanie rozwoju. Ostatnio w zabawie nazwałam ją czule (w moim mniemaniu) „głupolem” to ogłosiła, że zabawa stop, odsunęła się na swoje łóżko, usiadła bokiem z nóżką założoną na nóżkę i powiedziała bardzo stanowczo, że ona nie życzy być sobie tak nazywana, powinnam przeprosić i nie robić tak więcej.

    Jeszcze niedawno, gdybym zrobiła coś co jej się nie podoba, skończyłoby się krzykiem i histerią. A taka nowa postawa, pewna godności i zdecydowania bardzo mi się spodobała: przeprosiłam i obiecałam więcej jej od głupoli, nawet czule, nie wyzywać.

  2. Agata Patrzałek

    Heh, dobrze, że nie tylko ja usypiam dziecko kolędami. Mąż, jako osoba wierząca miał z tym przez jakiś czas problem, ale nie było opcji. Musiał się przyzwyczaić. Drugie dziecię rodzę za tydzień… Heh będzie grubo.

    U nas tak:
    Gdy mała Helen zasnąć już by chciała,
    To jej mamusia,
    Do uszka śpiewała..
    Lili Lili laj
    Moja pępuszeczko
    Lili Lili laj
    Mała Heeeeleneczko.

  3. Węzeł międzyplanetarny najlepszy, moje klimaty 😂 ale serio, po co pisać ile czego dziecko zjadło, jakby to cokolwiek zmieniało 🤔

  4. Mama i dwuletni syn – moja codzienność 😉

    Weekend, kiedy chcesz mieć trochę więcej wieczoru dla siebie – Usypianie syna

    Alex: Mamo jesteś zmęczona?

    Ja: Tak jestem.

    Alex: Ja nie jestem. Długo musimy spać?

    Ja: Tak długo jak słoneczko się obudzi.

    Alex: Po co tak długo?

    Ja: …żebyś miał dużo energii jak wstaniesz.

    Alex: Mamo, ale ja mam dużo energii, chcesz zobaczyć?

    Ja: Nie Alex nie chcę, chcę żebyś położył się spać.

    Alex: Jak jesteś zmęczona, to ty sobie odpocznij, a ja poczekam. Mam dużo energii i siły. Jak wstanie słonko to cię obudzę.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry